Skip to content

„Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane, czyli czytelnik w gabinecie luster

„[..] kim jest pisarz, jeśli nie dozorcą, mamo? Karmi się życiem innych ludzi”. [s.202]

„Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane dostałam w prezencie

Muszę przyznać, że były czasy, kiedy literaturę tzw „frankofonii” czytałam namiętnie i to w oryginale, nieraz frustrując się i spędzając niezliczone godziny ze słownikami (próbujcie czytać powieści napisane przez autorów z Antyli czy Madagaskaru. Francuski nie wystarczy 😳).

Później zrobiłam sobie przerwę, ponieważ w życiu zawodowym potrzebny mi był angielski i musiałam się go uczyć na gwałt. Nie miałam czasu na delektowanie się tym, co powstaje we francuskim kręgu kulturowym.

Ale prezent przypomniał mi, jak dobra jest literatura „frankofońska”, dlatego dzielę się z Wami tą książką.

No dobrze, ale czy „Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” to faktycznie dobra książka?

Bardzo!

Zaczyna się jak lekka powiastka o sfrustrowanym seksualnie czterdziestolatku, który z dużą konsekwencją od lat odkleja się od swoich etnicznych i religijnych korzeni. Robi wszystko, by się „zeuropeizować” i „zasymilować”.

Tyle że Marouane nie serwuje nam ani satyry, ani podnoszącej na duchu „success story”, mówiącej o wyjściu z jednej niszy i wciśnięciu się w inną, mainstreamową i powszechnie akceptowaną.

Pisarka tworzy raczej obraz pogoni za mirażem, w której rzeczywistość stopniowo miesza się z procesem twórczym i w której nie wiadomo, co jest kreacją, a co nią nie jest.

Początkowo „Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane wygląda, jakby było spisaną rozmową toczoną w którejś z paryskich kawiarni. Ot, siedzi sobie mężczyzna opowiadający komuś (i nam) własną historię. Ale już wtedy pojawia się niepokojąca nuta, wzmianka o przebywaniu „tam, gdzie wyją wilki i milkną ludzie”, która pojawia się również w przedostatnim zdaniu powieści. Ale to jeszcze nie o tym!

Zatem – początek akcji – 23 czerwca 2006 roku

Tego dnia Basil Tocquard, lub Mohamed Ben Mokhtar,

postanawia wyprowadzić się z zajmowanego z matką i młodszym bratem mieszkania na przedmieściach i wynająć samodzielne mieszkanie w „dobrej” dzielnicy.

Nawet dla dorosłego, stabilnego finansowo potomka emigrantów z Maghrebu to poważna decyzja. Tym bardziej, że Basil/Mohamed ma plan w planie: chce przestać być czterdziestoletnim prawiczkiem i chce prowadzić życie pełne nieskrępowanego seksu z „białymi kobietami”. Inne – jak sam mówi – go nie interesują.

„Zaznaczam, że interesowały mnie wyłącznie białe kobiety, oswojone z pigułką i prezerwatywą, wyzwolone obyczajowo i światopoglądowo, które świadomie, z radością i w dobrym samopoczuciu, bez skrupułów i wyrzutów sumienia wybierają życie bez małżeństwa”. [s.39]

A czy ma szczęście? Hmmmm. Nie powiem, to byłby spoiler, prawda? Mogę powiedzieć jedno: pewności siebie mu nie brakuje.

„W wieku czterdziestu czterech lat, kobieta musi się czuć połechtana wobec tylu starań o jej względy. Zacząłem w duchu wyliczać swoje zalety. Młody. Wolny. Kulturalny. Sytuacja zawodowa godna pozazdroszczenia. Dobry adres. Niezły wygląd, czyste stopy, świeży oddech”. [s. 118]

23 czerwca to zatem punt wyjścia

Basil/Mohamed opowiada nam jednak w retrospekcjach historię życia swojego ojca, matki, kuzyna Drissa, swoją historię jako młodego i dobrze zapowiadającego się znawcy Islamu a także historie napotkanych i uwodzonych kobiet

Z kartki na kartkę docierało do mnie, że nie czytam bynajmniej libertyńskiej opowieści o tym, jak stracić cnotę. Nie mam do czynienia z książką o o asymilacji, ani o „multikulturowości” metropolii, ani o życiu imigranckich rodzin przybywających z Afryki północnej. Zrozumiałam, że w zasadzie nie wiem, czyją opowieść czytam, ani co w niej jest historią Basila/Mohameda, a co sklejką z innych narracji, z innych książek?

Lektura „Życia seksualnego muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane przypomniała mi bowiem wejście do pokoju pełnego luster, z których niektóre obraz wykrzywiają. Pamiętacie takie pokoje z dzieciństwa? Lustra wszędzie, odbijam się w nich, odbijam i ktoś, patrzący w jedno ze zwierciadeł, nie wie ani gdzie naprawdę stoję, ani jak wyglądam.

Co jest zatem historią Basila/Mohameda? Do ostatnich stron „Życia seksualnego muzułmanina w Paryżu” nie wiadomo, a po zamknięciu książki do głowy przychodzi co najmniej kilka interpretacji.

Muszę przyznać, że kiedy dotarłam do ostatniej strony i zamknęłam książkę, myśląc sobie „o f…ck!”, czułam się dziwnie. Bardzo dziwnie.

Nie, nie chodzi o strukturę powieści, jej narrację. Umówmy się: człowiek nauczył się co nie co na studiach i daje sobie radę z konwencjami. Chodziło mi raczej o to, że początkowy obraz jaki miałam: mężczyzny siedzącego nad kieliszkiem wina w kawiarni i opowiadającego swoją historię jest (a raczej mógłby być) nieakuratny. Może to rozmowa ze specjalistą? Jeśli tak, czy jest w pełni sobą? A może – cóż za mrożąca krew w żyłach hipoteza! – pewna pisarka naprawdę skradła cudze historie, wyssała je z bohaterów, a to, co dla mnie jest opowieścią, jest raczej aktem twórczego wampiryzmu?

„To dopadło mnie nagle – powiedział – Byłem w biurze, ledwo słuchałem klienta…”[s.11]

Komu to opowiadasz narratorze/bohaterze?

Kim jest bohater?

Basil/Mohamed ma czterdziestkę, mnóstwo pieniędzy, doskonałą pracę, matkę, młodszego brata, trzy siostry. Używa wybielających kremów i prostuje włosy u fryzjera. Doskonała edukacja i oficjalna zmiana nazwiska pozwalają mu „być białym”. Jednak po pracy wraca do mieszkania, gdzie króluje matka i gdzie dzieli pokój z dwudziestoletnim bratem.

Bohater powieści Leili Marouane jest bystrym obserwatorem życia i dlatego też pozornie jest zdolny do zaadaptowania się do każdych warunków. Kim jednak jest?

Im bardziej zgłębiałam się w „Życie seksualne muzułmanina w Paryżu”, tym mniej byłam pewna założeń, z którymi zaczynałam lekturę. Zmieniał się bowiem i świat Basila/Mohameda i mój odbiór. Jedna moja obserwacja się nie zmieniła: fakt, że powieść Leili Marouane jest w sumie gorzkim obrazem społeczeństwa i obu społeczności: „białej” i muzułmańskiej, ich wzajemnych relacji, klisz poprzez jakie wzajemnie się postrzegają, komunałów i zbitek znaczeniowych ( Algierka = musiała uciec przed przemocą w ojczyźnie, nie wiem, ile razy to zdanie pojawiło się u Marouane, ale co najmniej kilka!)

„Kiedy tak tułałem się po merostwach, prefekturach policji, biurach mieszkań socjalnych, Kasach Zasiłków Rodzinnych, wstydząc się ojca, jego arabskiego nazwiska, śniadej cery, kręconych włosów, ubogiego słownictwa i sposobu, w jaki tłumił kroki i głos, wtedy wyparowała ze mnie cała duma”. [s. 22]

„[…] w dzisiejszych czasach ładny tyłek, trzepotanie rzęs u wyjątkowy Korol oczy nie wystarczą, żeby życzenia się spełniły. Że lekarze nie żenią się już z pielęgniarkami, bankowcy z sekretarkami ani agentkami nieruchomości. Że chętnie bym ją przeleciał, nawet nie raz, ale chwilę potem odesłałbym ją do jej mieszkanka, prawdopodobnie na przedmieściach, gdzie dalej wiodłaby swoje marne życie, nudząc się przy amerykańskich serialach, zazdroszcząc przykładnym żonom, jedzą na kolację jabłko i płatki light, przepuszczając swoje biedne pensje w klubach fitness, instytutach urody i najtańszych butikach […]” [s.29].

Najważniejszą osobą w życiu bohatera jest matka

Stosunek do niej jest – przewidywalnie – ambiwalentny, waha się miedzy absolutnym oddaniem, strachem, buntem, niechęcią, fascynacją. Cudowna mieszanka emocji, które nie mają płci, wyznania ani narodowości.

„[…] znowu zacząłem się zastanawiać, kiedy i jak powiem jej o wyprowadzce. A przede wszystkim, jak ona to przyjmie.

Może powinienem wyjechać? Upozorować jakiś wyjazd służbowy poza Paryż lub za granicę? Nie ustępować. Bo mogę stracić szansę na awans, czytaj: pracę. Wyprowadzić się do siebie. Następnie powiadomić ją przez telefon? Albo napisać list? Długi list, w którym postawię ją przed faktem dokonanym”. [s.79]

A matka chce jednego: ożenić syna

„W myśl Prawa, moja przyszła żona musiała spełniać jedno z następujących kryteriów: być młodą, urodziwą, bądź zamożną. Wiara narzeczonej – odwrotnie niż w przypadku narzeczonego – ma mniejsze znaczenie, pod warunkiem, że jest wymieniona w Księdze.

Ale to ostatnie kryterium nie interesowało matki. Nie chciała nawet słyszeć o chrześcijance, żydówce, ani nawet o Tunezyjce czy Marokance, a już w żadnym wypadku nie o Senegalce. Jako Wierząca, teoretycznie nie miała nic przeciwko Czarnym […] – Ale Murzynka, wyrzezana, synu… – krzywiła się”. [s. 84]

A tego Basil/Mohamed zrobić nie chce i właśnie dlatego się wyprowadza. No, i wszystko się zaczyna, czyli patrz początek wpisu.

„Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane to bardzo dobra książka

Jedna z tych, które początkowo uwodzą prostotą i obietnicą dowcipnej, acz lekkiej lektury, by potem mrocznieć, gęstnieć, stawiać coraz więcej pytań i zmuszać do myślenia. Jeśli będziecie mieć szansę ją przeczytać – sięgnijcie po nią.

Ach! I polska okładka jest kapitalna! Rzadko zwracam uwagę na okładki (na czytniku nie mają takiego znaczenia), ale ta jest obłędna!

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *