Skip to content

Wykopaliska, czyli: rany, to ja pisałam wcześniej????

Last updated on 3 maja 2020

Nie wiem, jak można na śmierć zapomnieć, że się popełniło opowiadanie, które ujrzało światło dzienne?! Ale można, owszem. Trzeba się nazywać Monika Lech.

Pisałam dużo i trochę bez sensu, aż w końcu zebrałam się na odwagę i wysłałam jedno opowiadanie do internetowego magazynu Esensja.  

Spodobało się, wyszło i… kompletnie o nim zapomniałam.

Muszę przyznać, że wyszło w niezłym towarzystwie, co pewnie wskazuje, że pisać umiem/umiałam. Sami zobaczcie, co można było przeczytać w numerze, w którym ukazał się mój kawałek. 

Może nie stworzyłam „Piaseczników” (wielbiciele SF powinni wiedzieć, o czym mówię), ale czytam mój debiut bez bólu i wstydu gryzącego duszę.

Przypominam sobie nawet dyskusję z redaktorem z Esensji, który przekonywał mnie do zmian w tekście… dość to były intensywne rozmowy, ale rozsądek redaktora zwyciężył, na szczęście.

BTW o moich rozmowach z redaktorami niebawem usłyszycie. Będzie wpis! Są bowiem dialogi, które trzeba uwieczniać.

Wracając do mojego debiutu: pamietam nawet, gdzie byłam, kiedy miała miejsce rozmowa z niebywale fachowym panem z magazynu Esensja! Szłam z plecakiem (oraz grupą znajomych) ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru (po jaką cholerę z plecakiem, nie pamiętam już). Było lato 2006. 😳

Musiało opłynąć dziesięć lat, żebym znowu zaczęła myśleć opisaniu

Zablokowało mnie wtedy tak, że przestałam. Ludzie są dobrzy w wypieraniu, więc już nawet nie pamietam, co było powodem wyrzucenia wszystkich moich szkiców i plików z zaczętymi rzeczami (tak zrobiłam zaraz po powrocie z Pienin, słowo byłego harcerza, zachowałam się jak rasowa drama queen). Podejrzewam, że moja – przepraszam za wyrażenie – kariera zawodowa mogła mieć coś wspólnego z tym zamaszystym i czczym gestem, bo zżerała mi wszystkie zasoby intelektualne, aczkolwiek głowy za to wyjaśnienie nie dam.

Dobrze, to co to było, to co wtedy napisałam?

Otóż było to opowiadanie „Wkręć żarówkę, proszę”. Początek tu, reszta na stronie Esensji, podlinkowałam. 

„Babka wyglądała na niezadowoloną. A to oznaczało dla Ulki kłopoty.

– Przecież mówiłam ci, żebyś ją wkręciła.

Kiedy babka była zła, potrafiła mówić wyjątkowo głośno.
Ulka tylko smętnie pokiwała głową. A pewnie, że mówiła. I to nie raz. Zwykle powtarzała wszystko milion razy, tak jakby trzy, cztery nie wystarczyło. Dziewczynka zrobiła więc swoją tradycyjną obrażoną minkę i usiadła przy stole z rozłożoną książką. Gdy babka widziała, że się uczy, zwykle dawała jej spokój. Zwykle. Bo nie tym razem.
– Dziewczyno, mówię do ciebie. – Babka była naprawdę zła. Stanęła nad jej krzesłem z wełnianą skarpetą i grzybkiem do cerowania w jednej ręce, a z ogromną igłą w drugiej.
– Jak mam zacerować te skarpetki, skoro nic nie widzę, a światło mi lata po pokoju jak głupie? Co ja mam 10 lat? Mam latać za Żarówką? Rusz się i wkręć ją.
– Jak? – Ulka była na siebie zła, bo zdołała wydobyć z własnego wnętrza tylko jakiś pisk, a nie, jak sobie obiecywała, głos sprzeciwu godny osoby dorosłej.
Babkę zatkało. Rzuciła skarpetkę na stół, igła poleciała gdzieś do kąta. Podparła się pod boki i wrzasnęła:
– To czego was w tej szkole uczą? To już tego nawet nie? Poziomy energetyczne? Nie? Zasada zachowania energii? Nie? Algebra Liego? Skandal. Skandal! Jak rany, przestaję płacić na tych darmozjadów. I pogadam z panią Misią!!! W domu cię więcej nauczę! – Babka rąbnęła ręką w stół, aż podskoczył Ulki ulubiony kubeczek.
– Mam mieć światło! I to takie stałe, a nie coś, co mi się kręci po domu i świeci byle gdzie i byle jak!!! Już. – Dla większego efektu babka wyciągnęła rękę i pokazała Ulce kuchnię”.
Voila, mesdames et messieurs, tak właśnie oficjalnie zaczęłam.
Kurtyna. Oklaski.
Published inWydawanie książek i inne przygody

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *