Skip to content

„Wydech” Teda Chianga, czyli humanistyczna filozofia nauki nie tylko dla wielbicieli SF

Last updated on 27 maja 2020

Nie przepadam za opowiadaniami

Zwykle wybieram dłuższe formy. One bardziej współgrają z tym, jak pracuje mój mózg. Ale lubię Teda Chianga, czytałam wcześniej jego The Lifecycle of Software Objects” i byłam ciekawa innych opowiadań wydanych po polsku razem z tym.

Marudziłam także wewnętrznie

Bo większość opowiadań z tego tomu już wyszła, a te które się ukazały (niektóre ponad 10 lat temu!) dostały i Hugo, i Nebulę, i inne nagrody. Dowód? A proszę:

  1. Nebula: Kupiec i wrota alchemika (2007)
  2. Hugo: Kupiec i wrota alchemika  (2008) Wydech (2009), Cykl życia oprogramowania (2010)
  3. Locus: Wydech (2008), Cykl życia oprogramowania (2010)
  4. BSFA: Wydech (2008)

Po co czytać „odgrzewane kotlety”?

No niby tak, tylko że to Ted Chiang! Od „Wieży Babilonu” go lubię! Więcej logiki mi nie trzeba było.

I wiecie co? Kiedy przechodziłam przez cały zbiór, przyszło mi do głowy, że gdyby inteligentna i ogólnie oczytana osoba zapytała mnie, od czego powinna by zacząć czytanie SF, to chyba zaproponowałabym właśnie tę pozycję Teda Chianga, właśnie zbiór opowiadań „Wydech”.

Dlaczego „Wydech” byłby dobrym wejściem w SF?

Bo nie da się tej pozycji bezpiecznie wepchnąć do getta, w którym wciąż siedzi fantastyka, i powiedzieć, że to tylko Obcy, roboty, galaktyki, lasery i inne takie „pierdolinki”. Nie da się, podobnie jak nie dałoby się w żadnym getcie gatunkowym zamknąć opowiastek filozoficznych innych autorów, od Woltera począwszy.

Tym właśnie – dla mnie – są opowiadania zgromadzone w „Wydechu”: powiastkami filozoficznymi, serią rozważań, których centralnym tematem jest filozofia nauki, człowiek/istota świadoma jako badacz i obiekt badań.

W „Wydechu” mamy do czynienia z uważnym, nieoceniającym spojrzeniem na zachowanie istoty świadomej stającej w obliczu Zagadki. Zagadka celowo jest wielką literą, bo czy chodzi o paradoks czasu, czy drugą zasadę termodynamiki, czy wolną wolę, czy problem języka i jego wpływu na naszą świadomość, czy kwestię odrębności i decyzyjności bytu niebiałkowego, czy wreszcie o obecność/nieobecność Boga – nie ma znaczenia.

Zagadką jest postawa bytu inteligentnego i jego reakcja.

Wolna wola – to pojęcie jest chyba kluczowe dla wszystkich opowiadań w tym zbiorze. Na ile jesteśmy wolni i w ramach czego możemy wybierać? Jak wybieramy? Jak podejmujemy decyzje?

„Wydech” Teda Chianga składania do zadawania sobie niezwykle bolesnych pytań

i do szukania równie niepokojących odpowiedzi.

Pozwolicie, że nie będę ani streszczać, ani omawiać wszystkich opowiadań. To mija się z celem, zwłaszcza, że gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po zbiór opowiadań i do samodzielnego smakowania prozy Chianga.

Wezmę na tapetę kilka z nich i skupię się na tych, które najmocniej mnie „walnęły”. Oczywistym jest, że gdybym czytała ten zbiór w innych okolicznościach czy w innym czasie, wybrałabym coś innego, bo coś innego zarezonowałoby we mnie mocniej.

Macie pecha – trafiliście na mnie w wersji pesymistyczno-filozoficznej. Deal with it.

„Wydech” zaczyna się pozornie łagodnie, od „Kupca i wrót alchemika”

Łagodnie czy nie, mamy w tym opowiadaniu do czynienia z poczuciem winy, konsekwencjami nie zawsze mądrych wyborów i z paradoksem czasu. Lekko nie jest.

„Kupiec i wrota alchemika” to wielce udana stylizacja rodem z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Struktura narracyjna, język, bohaterowie mogliby wyjść z tego sławnego zbioru opowieści. Podobnie jak mógłby z niego wyjść pozorny fatalizm tego opowiadania. Z drugiej strony – jak już wspominałam – to wariacja na temat paradoksu czasu i podróży w nim. Co by było, gdybyśmy mogli się cofnąć o dobrych kilka lat? Dałoby się „odczynić” coś, co się zrobiło? A co stałoby się, gdybyśmy przeskoczyli w przód? Na ile moglibyśmy zmienić swój los (niekoniecznie zabijając własnego dziadka)?

„Nic nie zdoła wymazać przeszłości. Jest skrucha i jest pokuta, a także przebaczenie. To wszystko, ale to wystarczy”.

Fuwaad ibn Abbas, kupiec z Bagdadu, opowiada kalifowi, Władcy Wiernych, niezwykłą historię, której był bohaterem. Otóż pewnego dnia zajrzał do sklepu, który dopiero co pojawił się na bazarze w jego mieście. Właściciel nowego kramu, alchemik i wynalazca Bashaarat, miał w swoim zbiorze piękne i niezwykle mechanizmy, które pobudziły ciekawość Fuwaada. Okazuje się, że „zwykłe” automaty jak mechaniczny słowik nie są wszystkim, co właściciel sklepu ma do zaoferowania. Alchemik stworzył bowiem coś niezwykłego: wrota czasu, portal, przez który można przenieść się sekundy lub całe lata w przód. Drugie wrota, stojące w Kairze, pozwalają nawet na skok w przód lub w tył o dwadzieścia lat.

Fuwaad opowiada kalifowi i jego gościom, że wybrał się więc w podróż do Kairu, chciał bowiem przenieść się w przeszłość i naprawić błąd, który popełnił. Dlaczego nie skorzystał z wrót w Bagdadzie? Zajrzyjcie do opowiadania, warto znaleźć odpowiedź na to pytania i zastanowić się nad rozwiązaniem, które zaproponował Chiang.

W Kairze Fuwaad przekracza wrota i cofa się w czasie. Czy jednak udaje mu się naprawić błąd? Nie. Ale czy podróż pomaga mu poradzić sobie z dławiącym poczuciem winy? Tak.

„Czy rozumiesz teraz, dlaczego powiedziałem, że przyszłość i przeszłość niczym się od siebie nie różnią? Nie możemy zmienić żadnej z nich, ale obie jesteśmy w stanie poznać lepiej” – mówi alchemik, Bashaarat, uprzedzając, że cofanie się czasie nie zmienia wydarzeń, tylko naszą ich percepcję.

Ile razy zastanawialiście się, że może gdybyście zachowali się inaczej, coś by się nie wydarzyło? Komuś nie stałaby się krzywda, uniknęlibyście bólu? Robiłam to mnóstwo razy. Obiecywałam sobie, i dalej sobie to obiecuję, okłamując trochę samą siebie, że gdybym mogła powtórzyć wszystko – zachowałabym się inaczej. Lepiej. Szlachetniej. Przyzwoiciej. Mądrzej. No – inaczej.

Chiang i jego „Kupiec i wrota alchemika” kazały mi pochylić się głębiej nad tą kwestią. Zmusiły mnie przede wszystkim do stawienia czoła rzeczywistości, przyjrzenia się faktom i przyznania, że prawdopodobnie nie zachowałabym się „lepiej”, jakkolwiek bym to „lepiej” nie zdefiniowała.

Podróż w czasie dałaby mi (tylko i aż) głębszą wiedzę, dałaby mi odpowiedź na pytanie, dlaczego wybrałam tak, a nie inaczej. Może w tym znalazłabym okoliczności łagodzące?

Widzicie? Taki drobiazg, pozornie błaha powiastka, a potrafi uruchomić naprawdę mocne procesy myślowe – zatem ostrzegam: „Kupiec i wrota alchemika” są do czytania na własną odpowiedzialność.

Tytułowy „Wydech”…

… to fragment dziennika naukowca, który stanął wobec ciekawego problemu i który postanowił znaleźć jego rozwiazanie. Naukowiec jest przedstawicielem rasy mechanicznych istot, które „oddychają” argonem, a raczej – którym argon jest potrzebny do istnienia. Po co im argon? Jakie procesy uruchamia i w ich ciałach? Co ma do tego druga zasada dynamiki?

Nienazwany naukowiec stawia sobie pierwsze z tych pytań i opisuje doświadczenie, które przeprowadza na samym sobie. Jest jednoczenie przedmiotem badania, badaczem i osobą opisującą procedurę, notującą konkluzje, stawiającą pytania i udzielającą odpowiedzi. Fascynująca perspektywa.

„[…] zastanawiałem się jednocześnie, gdzie właściwie znajduje się moje ciało? Urządzenia pozwalające mi przenieść swój wzrok i swoje ruchy w inne miejsce nie różniły się zasadniczo od tych, które łączyły z mózgiem moje właściwe ręce i oczy. Czyż manipulatory nie stały się na czas eksperymentu moimi rękami? Czyż soczewki powiększające na końcu peryskopu nie przerodziły się w oczy? Stałem się osobą przewróconą na lewą stronę. Moje maleńkie, rozczłonkowane ciało znajdowało się w samym środku mojego otwartego mózgu. W tej właśnie niezwykłej konfiguracji rozpocząłem badania samego siebie”.

Wydaje się, że dopiero tak drastyczne „odwrócenie perspektywy” pozwala na rozpoczęcie poznania prawdy o rzeczywistości. Trzeba się wybebeszyć, zaprzeczyć wszystkiemu, w co się wierzy, żeby móc odkryć entropię i to, że nie ma przed nią ucieczki. I uwaga, dotyczy to tyleż bytów mechanicznych, co i nas, dumnych Homo Sapiens. (Dwa razy sprawdzałam, czy aby na pewno napisałam „dumnych”. „Durnych” byłoby równie prawdziwe, ale nie osadzone w kontekście opowiadania Chianga)

„Wydech” to piękne opowiadanie. Perełka paradoksów, bawiąca się podstawowymi pojęciami nauki. Jest w tym opowiadaniu świadomość głebokiej radości jaką byt/istnienie daje jednostce.

„[…] żegnam się z tobą błogosławieństwem, badaczu. Kontempluj cud, jakim jest byt i raduj się faktem, że możesz to robić. Uważam, że mam prawo udzielić ci tej rady, ponieważ pisząc te słowa, czynię to samo”.

„Co z nami będzie”…

… to kolejne z opowiadań Chianga, które bierze na tapetę wolną wolę. Tym razem w bardzo bezpośredni sposób. Przeczytajcie je koniecznie, a potem

„[…] udawajcie, że posiadacie wolną wolę. Jest niezbędne, żebyście zachowywali się tak, jakby wasze decyzje miały znaczenie, nawet wówczas, jeśli wiecie, że nie mają. […] W tej chwili cywilizacja zależy od autooszustwa. Niewykluczone, iż zawsze od niego zależała”.

„Prawda faktów, prawda uczuć”…

… to prawie traktat filozoficzno-etyczny o pamięci, zapamiętywaniu, kreowaniu obrazu siebie i tego, w jaki sposób technologia może na ten obraz wpłynąć.

Chiang prowadzi w „Prawdzie faktów, prawdzie uczuć” dwie narracje. Akcja jednej z nich rozgrywa się w czasach, gdy technologia spięta jest z nami tak, że wyszukiwarka staje się zewnętrznym zbiornikiem pamięci. Każdy z nas zatem jest… potencjalnie przeklęty/obdarzony pamięcią absolutną. Druga warstwa narracji pokazuje mniej więcej połowę XX wieku i wejście pisma do afrykańskiej społeczności, która do tamtej chwili opierała się na tradycji oralnej.

Z rozwojem akcji pojawia się kolejna porcja pytań. Czym jest prawda? Jaka jest jej rola? Jaka jest różnica między faktem a prawdą? Co jest ważniejsze i co buduje naszą świadomość i nasze ja?

Jeśli zapamiętamy wszystko – jacy będziemy? Co trzeba będzie odrzucić, żeby móc zbudować – akceptowalną dla nas samych – wersję siebie?

„Ludzie składają się z opowieści. Wspomnienia nie są bezstronnym zapisem każdej sekundy naszego życia, lecz narracją, którą układamy z wybranych chwil. Dlatego właśnie, nawet gdy doświadczyliśmy tych samych wydarzeń, co inne osoby, nigdy nie tworzymy identycznych historii”.

Na koniec

Zakończę cytatem z opowiadania, którego na razie nie omówię, bo jeszcze nad nim myślę. Chcę Was jednak zachęcić do przeczytania wszystkich opowiadań z „Wydechu”, szczególnie „Cyklu życia oprogramowania”.

„Cykl życia oprogramowania” jest de facto mikropowieścią i chyba zajmę się nim osobno. Opowiada o stosunkach ludzi i AI opartej na „silniku genomicznym”, czyli o Sztucznej Inteligencji, którą uczy się jak… dziecko. Celowo używam tu antropomorfizacji. Chiang kreując koncepcję owego „silnika genomicznego” sam do antropomorfizacji zachęca.

„Najlepszym nauczycielem jest doświadczenie, wiec zamiast programować sztuczną inteligencję tak, by wiedziała, czego od niej oczekujemy, lepiej sprzedać program, który potrafi się uczyć i pozwoli klientom przejąć rolę nauczycieli. Aby klienci byli skłonni zadać sobie ten trud, digienty muszą być pod każdym względem urocze[…]”.

Co stanie się, gdy AI stanie się świadoma, a ludzie się znudzą uczeniem jej i nią samą? A jeśli firma sprzedająca te świadome digienty upadnie? Gdy zmieni się technologia platform, na których digienty przebywały?

Zajmę się tą mikropowieścią łącznie z „Alone together” Sherry Turkle, bo obie pozycje patrzą na zjawisko AI, ale robią to z drastycznie różnych perspektyw. Przemyślę jak je przedstawić i zestawić i wrócę z nimi.

Cytat zostawię, bo mi się podoba i pokazuje, że jest w „Wydechu” Chianga o wiele więcej, niż udało mi się zmieścić w tej recenzji.  Nie wierzycie?

To przeczytajcie „Omfalos”…

  Książkę otrzymałem/otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *