Skip to content

„Wszystkie grzechy Korporacji Somnium” Dawida Kaina, czyli uwięzieni w labiryncie słów

Last updated on 26 sierpnia 2020

„Słowa bywają takie problematyczne, powinno się je wypluwać jak wino po krótkiej degustacji” [s. 25]

Książka nie jest obszerna, ale ma swoją wagę

„Wszystkie grzechy Korporacji Somnium” Dawida Kaina to zbiór opowiadań, które autor połączył z sobą w bardzo subtelny sposób. Kilka rzeczy spajających te krótkie formy, to kwestie dość ewidentne: Kraków, Korporacja Somnium i ostateczny brak nadziei, właściwy bohaterom każdego z utworów.
Ale jest tam coś więcej. Coś bardziej niepokojącego. Nie, nie to, że opowiadania się przenikają, rozmawiają z sobą i uzupełniają się. Raczej to, że tworzą… jakby to powiedzieć… pułapkę ze słów.

Jako czytelnik czułam się w „Wszystkich grzechach Korporacji Somnium”…

jak w labiryncie

….narysowanym na 3 stronie okładki.

Wchodziłam coraz głębiej w świat przedstawiony, wykreowany przez autora, i widziałam, jak pewne ścieżki (motywy) się łączą, że można inną drogą dojść w to samo miejsce narracji (bohaterowie patrzący na jedno wydarzenie z różnych perspektyw). Miałam gęsią skórkę. Nie lubię labiryntów, nigdy nie byłam dobra w szukaniu tej jednej jedynej drogi, którą można się wydostać z tego podzielonego kreskami piekła.

Po przeczytaniu „Wszystkich grzechów…” długo patrzyłam na trzecią okładkę i zastanawiałam się, czy z tego labiryntu, który tam właśnie umieściło wydawnictwo i Autor, da się w ogóle wyjść?
Nie sprawdziłam tego, choć podejrzewam, że nie. Byłaby to niezła pointa książki.

Jakie są „Wszystkie grzechy Korporacji Somnium” Dawida Kaina?

Duszne, klaustrofobiczne, pesymistyczne, pięknie malowane obrazem i słowem. Gorzkie. Warte przeczytania, bo konfrontują nas z lękami i – co gorsza – ze spełnionymi marzeniami, które przecież mogą być gorsze niż najgorszy koszmar.

Język!

„Tęskniłem za własną fabułą, w której mógłbym być kimś ważnym, ale bycie nikim także napełniało mnie niekłamaną satysfakcją”. [s. 91]

Jestem fanem języka Dawida Kaina. Jest celowy, dobrze przykrojony, porównania i przenośnie są „ze świata postaci” (na przykład religijny fundamentalista porównuje bladą twarz syna do bieli hostii). Narracja skrzy się iskierkami ironii i humoru w świecie, w którym humor jest ostatnią rzeczą, której można by się spodziewać. Kain nie ucieka od zabaw słownych, w każdym z opowiadań jest jakaś perełka, jak te:

„Otworzył przede mną drzwi i życzył powodzenia. Jakby powódź miała tu cokolwiek do rzeczy”,

czy:

„Poczułem się lekki niczym czytany na wakacjach romans”.

Czy wreszcie wypowiedziane o kimś, kto ma ataki podobne do epileptycznych:

„Rzucał się w oczy tylko wtedy, gdy akurat miał atak” [s.101]

Jest i więcej rzeczy wartych podkreślenia, jak obecne we „Wszystkich grzechach Korporacji Somnium” Dawida Kaina piękne sięganie do literatury.
Pewnie jestem literackim paranoikiem, ale zastanawiałam się, czy słowa o Klarze gwałconej przez małpy („Książę kłamców”) mogły być aluzją to tego eksperymentu myślowego z pogranicza statystyki i literatury, w którym zakłada się, że jest teoretycznie możliwe, że odpowiednio duże stado szympansów stukające odpowiednio długo w odpowiednio wielką ilość klawiatur w końcu wyprodukuje coś, co będzie dorównywać… ot, „Hamletowi”.
No mówię, że dostałam przez Kaina literackiej paranoi!

Ale poważnie, to pięknie używa literatury Dawid Kain, pięknie. Tu ślad Poego, tu pięknie wykorzystany cytat z Ewangelii, na którego literalnym rozumieniu Kain osnuł „Ciało i Krew” (mocne!!!). Jest aluzja do szatana, pana kłamstw, jest aluzja do wiersza Miłosza w boleśnie ironiczny sposób „podbijająca” emocje w „Matkach na przemiał”.

„Matki na przemiał”

(nie zapomnijcie przeczytać tego, co wydrukowano na końcu tego opowiadania, ledwie widocznym drukiem!)

„Wszyscy ponurzy prorocy minionych dekad grubo się pomylili. Nasze miasta nie zostały obrócone w ruinę. Nasze zasoby naturalne stały się niewyczerpane. Nikt nie musi walczyć o przetrwanie. Mamy wszystko i jesteśmy nieśmiertelni. Osiągnęliśmy to, o czym zawsze marzyliśmy: staliśmy się bogami. […] Pozostał tylko jeden problem: innego końca nie będzie”. [s. 8]

To jest opowiadanie, które czytałam dwa razy. Jest… na pozór najprostsze w odbiorze. Groza nie jest jeszcze do końca uświadomiona. Bo co za problem, że na Ziemi jest mało ludzi? Że wszyscy są wiecznie młodzi, w dobrej formie, zawsze zdrowi, nieśmiertelni i niezniszczalni? Że niczego nikomu nie brakuje?
Halooo? „Trwaj, chwilo, jakżeś piękna!” Nic tylko Fausta zacytować.
A jednak…

Kiedy piękno trwa i trwa, i nie może się skończyć trudno go odróżnić od koszmaru, prawda? Jesteśmy bowiem w piekle trwania.

Życie/egzystencja przedstawiona we „Wszystkich grzechach…” jest jak zły sen

Wchodzimy w niego przecież zwykle powoli, niespiesznie. Świat koszmaru nie pokazuje nam jeszcze wykrzywionej paszczy, tylko oblicze bardzo podobne do świata, w którym żyje śniący. Później, potem – krok za krokiem, krok za krokiem – zagłębiamy się w labirynt koszmaru, z którego nie ma wyjścia.

Tytułowa Korporacja Somnium, która ma wszystko i od której wszystko zależy, nie pełni we „Wszystkich grzechach Korporacji Somnium” Dawida Kaina takiej roli, jak negatywny bohater w amerykańskich blockbusterach. To nie jest klasyczny gość w czarnym kapeluszu. Nie. Jest w tle. Nie da się jej uniknąć. Jest, przenika wszystko, nie jest jednocześnie bezpośrednim sprawcą zła (no może poza jednym wyjątkiem), tylko jego… facylitatorem. Jak to „coś” we śnie, co czasem czujemy, a co jest niewidoczne, a jednocześnie bardziej przerażające, niż goniący za nami zabójca z siekierą.
Łacińskie „somnium” znaczy „sen, mara, koszmar” i już to każe nam się zastanawiać, na ilu poziomach to, co czytamy jest zapętlone? Nie będę zdradzać smaczków, ale motyw zapętlenia, przenikania rzeczywistości jest pięknie rozegrany. Nie tylko bohaterowie wątpią w to, czym/kim są, gdzie są i czym jest prawda.

Kto/co jest dla Ciebie prawdziwym niebezpieczeństwem?

Korporacja? Nano, które wybiło wszystkich? Sny? Czy słowa, które wszyscy produkujemy, nawet śniąc? „Na początku było Słowo”, pamiętacie? Słowa kreują, nie tylko piękno, ale i zło. Także to, które przychodzi do nas w nocy, w formie koszmarów. Mogą być także tak dobre, że zyskują własną świadomość.
Taka literacka singularity. Niesamowicie pobudzający i przerażający koncept.

Moje ulubione opowiadanie?

Hmmm… Najbardziej publicystyczne, w każdym razie mające największe związki z rzeczywistością „Ciało i Krew” no i „Książę kłamców”, oczywiście.

Co jeszcze warto powiedzieć?

Książki jest starannie zredagowana i pięknie wydana. Staranność godna podziwu! Nie jest to wcale tak powszechne, jak mogłoby się wydawać, uwierzcie mi!

Sięgnijcie po „Wszystkie grzechy Korporacji Somnium” Dawida Kaina, wydane nakładem krakowskiego Wydawnictwa IX. Warto! Bardzo warto!

Published inLudzie piszą, ja recenzuję

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *