Skip to content

„Wojna lekarzy Hitlera” Bartosza T. Wielińskiego, czyli rzeczy, o których wiedzieć pewnie nie chcemy, ale powinniśmy

„W jednej z sal urządzono prosektorium. Na zlecenie Rachnera, który chciał, by pobierane podczas sekcji organy były świeże, wręcz działające, rozcinano ciała osób, które jeszcze oddychały. Pobierano wycinki mózgu, serca, wątroby oraz jąder i jajowodów. Himmler był o wszystkim informowany, także o szczególnych przypadkach, jak niezwykła wytrzymałość pewnego 37-letniego Żyda.
„Na wysokości 12 minut oddychał przez 30 minut” – pisał lekarz. Kiedy wyciągał z jego czaszki krwawiący mózg, serce Jeszce biło”.

Mówiłam, że są rzeczy, o których wiedzieć nie chcemy? No właśnie.

Moi dziadkowie przeżyli wojnę

Rzadko o niej mówili, ale zdarzało się, że coś tam jednak powiedzieli, zwłaszcza, gdy ich wnuki marudziły i narzekały, że muszą czytać literaturę obozową. Nie ukrywam, nie lubiłam jej. Mówiłam, że „to nudy”, „że to straszne”, „że chyba już dość tego”, „ile można epatować”. Typowe, mało empatyczne zachowanie nastolatki. Tym bardziej miałam pretensje do systemu edukacji, że i w podstawówce, i w liceum polonistki mocno się na tej tematyce skupiały i obie dawały lekturę uzupełniającą tym, którzy chcieli mieć lepsze oceny. Byłam kujonem. Dla kolejnej „5” (w tamtych czasach to była najwyższa ocena) zrobiłabym wszystko. Czytałem więc i jęczałam.

Dziadek jednak kiedyś powiedział mi coś, co momentalnie ustawiło mnie do pionu. Zapytał: „Co, niedobrze ci, jak o tym czytasz? A pomyślałaś o tych, którzy przez to przeszli? Miałabyś trochę szacunku dla tych ludzi, którzy umarli, tyle bym chciał”. Jako że dziadek nie należał do osób przesadnie elokwentnych, jego słowa mnie walnęły. Czytałam potem bez słowa skargi, ale historii IIWŚ nigdy nie pokochałam.

Ale tematyka wojenna do mnie wraca.

Wiele rzeczy ze współczesności trudno zrozumieć, kiedy nie ma się wiedzy o IIWŚ, bo najzwyczajniej w świecie – kontekst umyka. To, czego uczą nas w szkole i na studiach (jeśli przeszłaś przez humanistykę) nie wystarczy, zresztą należę do tych, którzy preferują swój subiektywizm ponad ten, którzy prezentują inni. A żeby móc mieć opinię, muszę znać fakty. Dlatego właśnie wojna do mnie wraca okresowo.

Teraz wróciła za sprawą Bartka Wielińskiego i jego najnowszej książki „Wojna lekarzy Hitlera”

To książka, która kilka razy wbiła mnie w fotel. Dlaczego? Chwileczkę, opowiem z detalami.

Najpierw o podstawach: to świetnie udokumentowana pozycja. Wszystko, każdy fakt, każda anegdota i cytat, ma zakotwiczenie w źródłach. Wieliński nie dokonuje interpretacji czy reinterpretacji historii, on po prostu o niej mówi. A żeby móc to robić profesjonalnie i ciekawie, historię trzeba znać. Autor ją zna. Zajrzyjcie na koniec książki i przejrzyjcie imponującą biografię, przejrzyjcie zdjęcia, które Wieliński wyciągnął z archiwów – dotrze do Was, ile pracy wykonał, zanim siadł i napisał tę książkę.

„Do komory gazowej wchodzili palacze z SS ze szczypcami w dłoniach. Zanim zanieśli ciała ofiar do krematorium. Wyrywali złote zęby. W ten sposób akcja T4 miesięcznie produkowała 27 kilogramów złota. Jego sprzedażą zajmowała się Kancelaria Fuhrera”.

Sama książka – cóż, kapitalnie napisana, po prostu.

Wieliński potrafi pisać. Żeby się o tym przekonać niekoniecznie musicie czytać jego książki, choć autor by się pewnie ucieszył, gdybyście to zrobili, przeczytajcie zatem jego artykuły dla „Gazety Wyborczej, będziecie wiedzieć, co mam na myśli.
Styl autora jest oszczędny, zdania nie są barokowo rozbudowane i nie ściągają uwagi na piszącego i jego warsztat, nie. Wieliński robi wszystko, by uwaga czytelnika zatrzymała się na bohaterach, na ludziach, o których pisze, i na czynach, jakich się dopuścili.

Skojarzenie: lekarz, wojna, obozy?

Jakoś tak się dzieje, że na pytanie o skojarzenie z „II WŚ” i „niemiecki lekarz” w Polsce odpowiedź najczęściej brzmi „Josef Mengele”. Lekarz został zatrzymany przez aliantów i uwięziony w obozie jenieckim, ale uciekł do Ameryki Płd. Zmarł w Brazylii, nigdy nie stanął przed sądem. To prawda, Mengele był jednym z „lekarzy Hitlera”, ale o „Aniele Śmierci”, jak go nazywano, w książce Wielińskiego jest niewiele.

Są za to inni bohaterowie

Narracja książki opiera się na równoległym pokazaniu losów, działań i postaw dwóch blisko z Hitlerem związanych lekarzy. Ten szkielet konstrukcyjny pozwala autorowi na eleganckie wprowadzenie innych postaci, innych lekarzy, którzy mieli związki z działaniami dwóch głównych bohaterów książki Wielińskiego.

Ci dwaj to Karl Brandt i Theo Morell

Karl Brandt – elegancki, szczupły, ambitny – był lekarzem przybocznym Hitlera

Chirurg z wykształcenia chciał leczyć i piąć się w górę hitlerowskiej kariery. Wierzył, że wie lepiej, że jest mądrzejszy, lepiej zorganizowany niż inni w otoczeniu Hitlera. A ten mu ufał. W związku z tym Brandt, który nie miał za wiele pracy przy samym Hitlerze, mógł zajmować się innymi kwestiami: a to kwestią pozbywania się osób niepełnosprawnych umysłowo, czyli akcją T4, a to prowadzeniem w obozach koncentracyjnych „badań naukowych”, a to zaopatrzeniem w leki, a to tym, jak lekarze dbają o żołnierzy na froncie wschodnim.

„Brandt był przekonany, że odpowiedzialność lekarza wobec społeczeństwa, narodu i rasy polega nie tylko na leczeniu chorych, ale także na zabiciu tych, którym nie da się pomóc lub opieka nad którymi stanowi dla otoczenia zbyt wielki ciężar”.

Piął się w górę, przy okazji robiąc sobie potężnych wrogów. Do końca był przekonany, że wszystko co robił było zgodne z przysięgą Hipokratesa. Zdania nie zmienił nawet w Norymberdze, gdzie najpierw był świadkiem, potem dopiero usiadł na ławie oskarżonych. Zresztą to, jak do tego doszło jest naprawdę kapitalną historią i zachęcam Was to tego, byście sami to przeczytali. Jest w tym coś, co głęboko rezonuje z poczuciem sprawiedliwości.

„Eutanazja miała być czysto lekarską procedurą. Wyrzuty sumienia? Nie Brandt nie miał żadnych. Do końca życia był przekonany, że prowadząc nieuleczalnie chorych do komór gazowych, postępował miłosiernie.
– Jaka metoda okazała się najbardziej humanitarna i skuteczna? – pytał Brandta przez telefon Hitler.
– Tlenek węgla, menu Fuhrer – odpowiadał przyboczny lekarz”.

Wieliński pisze o nim: „Idealista stał się zbrodniarzem”.

Theo Morell był przeciwieństwem Brandta

Starszy od swojego ambitnego kolegi, otyły, żarłoczny, noszący mundur przygotowany specjalnie dla niego, był osobistym lekarzem Hitlera, praktycznie nieopuszczającym wodza III Rzeszy.

Morell to dziwna postać, to muszę przyznać. Zdaje się miotać między byciem dobrym lekarzem swojego wodza, a osobistymi ambicjami. Jego ambicje nie były – w przeciwieństwie do ambicji Brandta – skupione na władzy i na zmianie rzeczywistości. Morell był bardziej „mieszczański”, jeśli można tak powiedzieć: chciał mieszkać w dobrym miejscu, tam, gdzie mieszkają osoby prominentne, chciał mieć „odpowiednich” pacjentów i chciał mieć pieniądze.

Początkowo wydawało się, że pozycja osobistego lekarza Hitlera mu w tym pomoże, później, kiedy wojna przestała toczyć się tak, jak to sobie hitlerowcy wymarzyli, okazało się, że musiał wiele poświęcać, zwłaszcza jeśli chodzi o osobiste wygody.

Morell jest tym lekarzem Hitlera, który zasłynął z podawania mu „dziwnych” leków: czasem nowoczesnych, czasem niesprawdzonych, a czasem będących po prostu substancjami psychoaktywnymi. Jeśli przejrzycie internet, zauważycie, że właściwie nie wiadomo, czy jego celem było trzymania pacjenta przy życiu jak najdłużej, czy przeciwnie. Specjaliści i laicy miotają się i spierają.

Wieliński pisze o nowatorskim podejściu Morella do medycyny, o tym, że stosował on środki, które były stosowane gdzie indziej, poza Niemcami, o człowieku, który wybijał się z konserwatywnego establishmentu właśnie za sprawą swojej otwartej głowy. Oczywiście – Morell zarabiał na nowinkach, miał udziały w fabrykach farmaceutycznych i tak dalej, ale wiedział, że wiedza medyczna się zmienia. Nie był jednak jedynie „pożytecznym idiotą”.

„[…] Morell w swoim memorandum nie używał słów „zabić”, „uśmiercić”, „zlikwidować”. Używał frazy „skrócenie życia”, a o pacjentach szpitali psychiatrycznych pisał per „istota”. Proponował, by nie tworzyć specjalnego prawa o eutanazji na wzór przepisów pozwalających sterylizować obciążonych chorobami dziedzicznymi. Sugerował zachowanie sprawy w głebokiej tajemnicy. Motywował to uczuciami rodzin ofiar. Morell uważał, że należy obciążać ich sumień”.

Morell zmarł po wojnie, zabił go udar, ale przed śmiercią jego stan psychiczny pogorszył się niebywale.
Czy był zbrodniarzem? Odsyłam Was do książki „Wojna lekarzy Hitlera” Bartosza T. Wielińskiego, sami oceńcie.

Jak napisałam wcześniej Brandt i Morell są dwiema osiami narracyjnymi, którymi podążamy, obserwując medycynę w hitlerowskich Niemczech, ale

Książka Wilińskiego to także kopalnia wiedzy o samym Adolfie Hitlerze

Czy miał rzeczywiście jedno jądro? Czy nienawidził wszystkich Żydów i kim był „szlachetny Żyd” z jego młodości? Na co chorował? Jak reagował na stres? Czy cierpiał na PTSD? Jak wyglądały jego kontakty z ludźmi mu bliskimi?

Czytając fragmenty książki Wielińskiego poświęcone wodzowi III Rzeszy zastanawiałam się, czemu nikt nie wykorzystał jego oczywistych słabości? No czemu? Wiem, to pytanie jest pytaniem dziecka, chcącego w naiwny sposób cofnąć czas i zmienić historię. Tak po prostu się nie dzieje, toksyczne osobowości mają ogromną siłę oddziaływania, dzieje rodzaju ludzkiego udzielają nam tej lekcji raz po raz, raz po raz, do czasów bardzo nam współczesnych.

Muszę przyznać, że zatrzymuję się, ilekroć mam napisać „medycyna” w tym kontekście, ale przypominam sobie historię lobotomii w USA czy eugeniki tamże. Medycyna, która zwykle kojarzy nam się z niesieniem ulgi, ratowaniem życia, z czymś pięknym, trudnym i czasami nawet bohaterskim, ma swoje paskudne oblicza. Nie można o nich zapominać, bo tragedie, które się dzięki nim zdarzyły, skrzywdziły miliony.

No dobrze, to Morell, Brandt, odrobina Mengele. A reszta?

A, proszę bardzo. Jest reszta. Wrzucę tu tylko kilka nazwisk i „dokonań”. Po resztę odsyłam do książki Wielińskiego. Powiem jeszcze, że autor na końcu książki umieścił indeks swoich bohaterów oraz indeks osobowy, w którym znajdują się nazwiska wszystkich osób przywołanych w książce i strony, na których się pojawiają. Ok, no już wiem, że przypisami jaram się zawsze za bardzo.

Wracając do bohaterów. Kogóż tam znajdzemy?

Hansa Aspergera, który zajmował się selekcją dzieci z problemami rozwojowymi, które miały zostać zabite w zakładzie Am Spiegelgrund w ramach akcji T4. Wieliński opisuje akcję w szczegółach. W skrócie – polegała ona na „eliminacji życia niewartego życia”. Asperger obserwował dzieci, które swoimi decyzjami skazywał na śmierć, badał je przed i po śmierci. Nie da się ukryć, że sporo okryć, które poczynił, tu miały swoje źródło. Wszyscy korzystamy z „zatrutego źródła”.

Poznamy także Heinricha Bunke, któremu zarzucono współudział w zabójstwie 11 tysięcy osób. Był lekarzem, działał w ramach akcji T4;

Carla Clauberga, ginekologa prowadzącego doświadczenia na więźniarkach Auschwitz-Birkenau;

Karla Gebharda, chirurga dokonującego doświadczeń na więźniarkach w Ravensbruck;

Hertę Oberheuser, dermatolożkę, również prowadzącą doświadczenia na więźniarkach w Ravensbruck;

Irmfrieda Eberla, psychiatrę, pierwszego komendanta Treblinki, który osobiście nadzorował gazowanie dzieci w ramach akcji T4;

Horsta Schumanna, chirurga, który eksperymentował na więźniach Auschwitz-Birkenau.

Wieliński podaje o wiele więcej nazwisk, o wiele więcej faktów. Gorąco Was zachęcam do przeczytania tej książki. To, na co warto zwrócić szczególną uwagę w czasie lektury, jest fakt, jak łatwo jest wpaść w sidła zbrodniczego systemu, znaleźć sobie w nim wygodną niszę, wykorzystać ją do celów osobistych. Jak łatwo jest wmówić sobie, że nie robi się nic złego, bo w końcu zdobywa się wiedzę, dzięki której można uratować miliony, a ceną jest „tylko” życie „elementów obcych rasowo”, „nie-ludzi”, „podludzi”, „osób bez wartości dla rasy”, „kryminalistów”. To jest w tej książce najbardziej wstrząsające.

Nie, nie to. To:

„Lekarze zaangażowani podczas wojny w akcję T4, mordujący niepełnosprawne i rzekomo aspołeczne dzieci, biorący udział w eksperymentach na więźniach w tamtych czasach robili jednak kariery.
Ci, którzy podczas wojny współpracowali z Luftwaffe przy badaniach reakcji organizmu na dużych wysokościach, pracowali dla NASA, zdobywając renomę pionierów medycyny kosmicznej. Lekarzy, którzy zaczynali kariery, nadzorując zabijanie dzieci luminalem, ceniono za pionierskie prace z zakresu dziecięcej psychiatrii. […] Nad doskonałą jakością preparatów z mózgów dzieci zamordowanych przez profesora Hallervordena rozwodziły się dwa pokolenia naukowców.
O udziale w zbrodniczych przedsięwzięciach doktora Aspergera, który przeszedł do historii dzięki badaniom nad zaburzeniami psychicznymi u dzieci, świat dowiedział się dopiero w 2018 roku”.

 

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *