Skip to content

„Wiedeń 1814” Davida Kinga, czyli uczyć, bawiąc czy odwrotnie?

Last updated on 20 kwietnia 2020

Kongres Wiedeński fascynował mnie od wielu lat

Z wielu powodów, z których najważniejszym jest ten, że ład stworzony na nim przetrwał sto lat. Przez te sto lat Europą nie szarpała żadna wielka wojna. Ewenement w skali historycznej dla naszego małego kontynentu! Jak oni to zrobili?

Po przesłuchaniu „War, Peace, and Power: Diplomatic History of Europe, 1500–2000” Vejasa Gabriela Liuleviciusa, postanowiłam wreszcie wziąć się do roboty i pogłębić wiedzę.

Pierwszym wyborem czytelniczym był „Wiedeń 1814” Davida Kinga

Muszę przyznać uczciwie: po pierwszym rozdziale byłam mocno zirytowana tym, jak napisana jest ta książka.
Wiele razy już pisałam, że nie lubię, kiedy historyk – w książce, która ma być pozycją popularnonaukową – udaje powieściopisarza i dodaje od siebie informacje typu: co postać myślała w jakimś konkretnym momencie.

Masz drogi historyku źródło? To zacytuj, że X czuł zagubienie, a Y zazdrość, a nie rzucaj tak swoimi supozycjami na lewo i prawo.

Jeśli nie masz źródeł, to dziękuję za psychologizowanie, nie w książkach popularnonaukowych! Dziękuję, sama mogę się domyślić, co czuł Napoleon eskortowany na Elbę. A jeśli nie mogę, to znaczy, że mnie to nie interesuje.

Drażniła mnie także maniera pisania Kinga, którą nazwałam sobie „powieściową”

No bo spójrzcie, co autor nam serwuje, pisząc o Europie po wojnach napoleońskich:

„Rozliczne problemy, jakie wyłaniały się z tego obrazu zniszczeń były, rzecz jasna, zagmatwane, drażliwe i kontrowersyjne”. [s. 18]

Cudowne, prawda? I takie… naukowe.

Pomyślałabym raczej, że problemy były, rzecz jasna, polityczne, gospodarcze i społeczne, ale co ja tam wiem…

Diss, jak to nazywają młodsi niż ja, przeszedł mi, kiedy uświadomiłam sobie, że „Wiedeń 1814” Davida Kinga powinnam traktować nie jak traktat historyczny, ale historię fabularyzowaną, coś podobnego do telewizyjnych dokumentów fabularyzowanych. Kiedy sobie to uświadomiłam, moje kłopoty z odbiorem książki Davida Kinga skończyły się, jak ręką odjął.

Tak, moja głowa potrzebuje kategoryzacji, nie będę za to przepraszać.

Po tym objawieniu czytelniczym moja relacja z „Wiedeń 1814” stała się przyjacielska

Po pierwsze, to książka, która pokazuje dokładnie, nawet niezwykle dokładnie, polityczne machinacje na Kongresie Wiedeńskim. Genialnie jest móc dowiedzieć się, kto spotkał się z kim, jak tańczono wokół tematu, jak się układano za kulisami. W zasadzie… Kongres Wiedeński składał się wyłącznie prawie z takich zakulisowych spotkań i układów. To nie było zwycięstwo demokracji reprezentatywnej, parlamentaryzmu, otwartości i przejrzystości, co to, to nie.

W swojej książce autor śledzi błyskawiczne zmiany sojuszy, czasowe zawieszenia stosunków, dłużej trwające ocieplenia i momenty, kiedy próbowano „obejść problemy”, zamiast je rozwiązać.

Tak zdarzyło się, gdy pojawiła się różnica zdań między Wielką Brytanią (reprezentowaną przez Castlereagha), a Rosją (której przewodził car).

Memoranda krążyły i krążyły. Niektóre docierały do wszystkich, inne – niekoniecznie. Efektywność polityczna level master.

„[…] gdy car udał się do salonu księżnej Bagration, gdzie przesiedział do drugiej nad ranem, Castlereagh sporządził drugie memorandum. Powtórzył swe obawy, że rosyjska polityka w Polsce „zasieje ziarna kolejnej wojny” i doprowadzi do zniweczenia „wszelkiej nadziei, odprężenia, prawdziwego zaufania i pokoju”. Napisawszy te słowa, Castlereagh przesłał memorandum pozostałym sprzymierzonym – z wyjątkiem, rzecz jasna, Rosjan”. [s. 145].

Czy wspomniałam, że „Wiedeń 1814” Davida Kinga całkiem sporo miejsca poświęca „sprawie polskiej”?

Nie? A to przepraszam. Ta informacja może być ważna dla tych, którzy historię oceniają z perspektywy naszego kraju i jego roli w dziejach kontynentu. Tak, Polska zajmuje sporo miejsca w książce Kinga.

„Wiedeń 1814” jest pozycja doskonale udokumentowaną

Mówi to wielbiciel przypisów, dodatków, schematów i odnośników. Doskonałą robotę zrobił David King. Aczkolwiek… aczkolwiek dogrzebanie się do informacji źródłowej w „Wiedeń 1814” proste nie jest, ponieważ w tekście nie ma oznaczonych przypisów, w związku z tym trzeba uciążliwie przerzucać się z czytanego miejsca do „Przypisów i bibliografii” i poszukać sobie źródła. Jest to uciążliwe.

Biedny czytelnik (ja) musi sprawdzać, czy to, co przeczytał, ma poparcie w źródłach, czy jest wytworem wyobraźni autora.

U.P.I.E.R.D.L.I.W.E.

Na plus zaliczam dobrze zrobiony indeks, co w przypadku tej pozycji jest niezwykle ważne

Ale chyba największą zaletą książki jest to, że

pokazuje nie tylko machinę polityczną w działaniu, ale i drobiazgi,

tak zwane „pierdolinki”, bez których historia jest czytelna i ważna, ale smakuje jak trociny. David King nie szczędzi szczegółów dotyczących romansów i życia intymnego (zawsze zastanawiam się, czy mogę użyć tego określenia, ale cóż, lepszego nie mam. A zastanawiam się nad tym, ponieważ skoro wszyscy o tych detalach wiedzieli, to jakie ono „intymne”?), a także życia rodzinnego, strojów, zabaw, jedzenia itp itd.

Fascynujące.
Nie tylko dlatego, że mamy szansę dowiedzieć się o losach nieślubnej córki Wilhelminy Żagańskiej i zazdrości jaka pięknie kwitła między Wilhelminą i księżną Bagration.

Pozwolicie, że kilka takich triviów podam, dobrze?

 

Na kongres do Wiednia przybyło wiele głów uginających się pod ciężarem mniejszych lub większych koron. O carze Aleksandrze i jego obecności wszyscy wiedzą, ale byli i inni władający, jak choćby reprezentanci rodu Reuss, którego władcy nosili tylko jedno imię: Henryk.

„Ród rozdzielił się też na dwie gałęzie: starszą, reprezentowaną na kongresie przez księcia Henryka Reussa XIX, i młodszą, której przedstawicielem był książę Henryk Reuss XXII. Oprócz tych dwóch do Wiednia przybyli Henryk LII i Henryk LXIV”. [s. 69]

A propos cara Aleksandra:

„Najwięcej plotek dostarczała jednak delegacja rosyjska. Ponieważ car upierał się, że wszystkie ważniejsze decyzje dyplomatyczne będzie podejmować samodzielnie, wielu członków jego personelu zmagało się z nadmiarem wolnego czasu i niektórzy znaleźli drogę do wiedeńskiej dzielnicy rozpusty. O jednym z członków delegacji mawiano nawet, że zlecono mu wizytowanie lupanarów i wyszukiwanie panienek dla samego cara, choć inni odrzucali to jako brednie. Aleksander, jak mówili, nie potrzebował w tej dziedzinie żadnej pomocy”. [s. 171].

„Wiedeń 1814” Davida Kinga zawiera nawet informację o tym, że dla opasłego króla Wirtembergii, który miał mieć 1,5 metra wzrostu i 1,8 m w pasie przygotowano specjalne miejsce przy stole:

„komitet wyciął w blacie stołu „wielki półksiężyc”, by pomieścić jego „sławetne brzuszysko””. [s 209]

Takich perełek informacyjnych jest w książce Kinga wiele, wiele więcej.

Na koniec przydługiej recenzji – gorąco zachęcam do przeczytania „Wiedeń 1814” Davida Kinga. Warto 🙂

zdjęcie ze strony pod linkiem.

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *