Skip to content

„W salonie i w kuchni” Elżbiety Kaweckiej, czyli prawdziwe życie w dworkach i pałacach

Last updated on 22 maja 2020

Lubię takie książki, które już pożółkły 🙂

Wiem, to znak słabej jakości papieru i tego, że niebawem książka, którą lubię, może odejść do książkowej Krainy Wiecznych Łowów. Ale jest coś dojmująco pięknego w kruchości przedmiotów, podobnie jak piękna jest kruchość ludzi, której ci czasem nie boją się pokazać.

Tak, umyłam kuchenkę, żeby zrobić to zdjęcie!
Tak, umyłam kuchenkę, żeby zrobić to zdjęcie!

„W salonie i w kuchni” Elżbiety Kaweckiej pięknie się starzeje. PIW wydał ją ascetycznie, ale i też wyszła w trudnym roku, w 1989 i sama jest świadectwem epoki wielkich zmian. Czarno białe ilustracje nienajlepszej jakości, słaby papier, okładka na której widać każdy dzień czytania, klejenie.

Książkę wydano trzy razy

więc jeśli dostaniecie ją w lepszym bądź trwalszym wydaniu: nie wahajcie się. Pożyczcie, kupcie, czytajcie – jeśli historia rzeczy już niezwykłych Was interesuje.

Swoją kupiłam ją na aukcji, bo nie miała jej żadna biblioteka, a ja zbierałam materiały do czegoś, co miałam napisać, a co nie było beletrystyką.

Czym jest „W salonie i w kuchni”?

Monografią kultury materialnej życia codziennego dworków i pałaców w XIX wieku. Inspirującą i intrygującą podróżą w czasie, wejrzeniem za kurtynę, przyjrzeniem się temu, o czym zwykle nie pisze się w książkach historycznych, czymkolwiek by nie były, romansem czy powieścią przygodową. Jest książka Elżbiety Kaweckiej pozycją niezwykle dobrze udokumentowaną. Autorka skrupulatnie przebadała archiwa rodzinne, czasopisma z XIX wieku, listy i pamiętniki. Zaglądała do zapisków ochmistrzyni, kucharza i rachmistrza.  Wiecie, jaka to kopalnia wiedzy?

Jak sama Kawecka pisze we wstępie do książki:

„Każdy dom rodzinny był dawniej […] jakby swoistym przedsiębiorstwem wymagającym wyposażenia, zaopatrzenia, częstej modernizacji, jeszcze częstszej konserwacji, stałego dostosowywania do zmiennych potrzeb użytkowników, którzy w nim żyli, pracowali, wypoczywali, bawili się”. [s. 6]

Autorka dodaje, że w książce zajmie się „procesem przeobrażeń” tego „przedsiębiorstwa”, bo – jej zdaniem – szybko zapominamy, jak rzeczy wyglądały kiedyś. Co było przed łazienką/kuchenką gazową/pralką? No właśnie. W taką podróż w czasie zabiera nas Elżbieta Kawecka.

No i jest to książka popularnonaukowa w najlepszym stylu

25 stron przypisów! Indeks osób! Klarowny układ treści. Zero lania wody! Pierwszy rozdział to jedna wielka bibliografia… Raj dla kogoś takiego jak ja. Proszę się nie śmiać!

Czy to lektura ciekawa? – mogliby zapytać ci, dla których szczegóły wyposażenia spiżarni nie stanowią wyznacznika jakości książki. Tak! To ciekawa pozycja, czyta się ją dobrze, wciąga i inspiruje. Jest napisana pięknym językiem, Kawecka oszczędza czytelnikowi żargonu, zależy jej, żeby to, co ją fascynuje, zainteresowało i innych.

Podróż przez „przedsiębiorstwo – dom szlachecki”…

…. zaczyna się od tego, jaki był i czym był „dom szlachecki” i kto w nim mieszkał. Jaka była hierarchia domowników? Ile płaciło się kucharzowi? Po co utrzymywano karłów?  Jaki był układ domu? Kto spał gdzie i jak? Jak dom oświetlano i ogrzewano? To kilka pytań, na które odpowiada Elżbieta Kawecka. (Pamiętajmy, że autorka mówi o domostwach arystokracji i dość zamożnego ziemiaństwa).

„Na strychu – obok zapasów żywności i gratów, stał czasem jeszcze jeden przedmiot: trumna. Ówcześni ludzie bowiem swą w ostatnią podróż lubili się szykować zawczasu i godnie. Tak jak w biurku czy kantorku spoczywał spisany testament uzupełniany od czasu do czasu dodatkowymi kodycylami, jak w szufladzie komody leżała porządnie przygotowana bielizna, pończochy, trzewiki, w szafie zaś wisiał specjalnie w tym celu odłożony surdut czy czarna suknia, a na stoliku nocnym obok gromnicy spoczywał szkaplerz, różaniec, krzyżyk czy święty obrazek, tak na strychu trzymano trumnę, dębową, z suchego drewna, przygotowaną na miarę, by później w domu nie było zbytniego zamieszania”. [s. 47]

Salon i buduary otwierają się

i dzięki „W salonie i w kuchni” dowiadujemy się, jak były urządzone i wyposażone. Jak obijano meble, jak wyglądały ściany i co na nich wieszano? Co kryło się w szufladach biurek pana i pani domu?

„Przy biureczku tym pani domu zasiadała nie tylko dla prowadzenia rachunków, lecz przede wszystkim dla pisania korespondencji. A było to niebłahe zajęcie, bowiem kobiety XIX w. miały zwyczaj, a właściwie niemal obowiązek dzielić się wydarzeniami dni codziennych i świątecznych nie tylko z najbliższą rodziną, ale i z dalszymi powinowatymi, przyjaciółmi, sąsiadami itp.” [s. 71]

 

[… w pierwszej połowie XIXw salon, zwłaszcza ten w wiejskim pałacu, był niekiedy miejscem udzielania ślubu. Należało bowiem do ówczesnych zwyczajów, by córki brały ślub nie w kościele, lecz w rodzinnym domu. Jeśli więc pałac nie miał kaplicy, improwizowano ją w salonie”. [s.79]

Jak taki ślub wyglądał? Zajrzyjcie do „W salonie i w kuchni” 😉

Gościnność to staropolska cnota,

jednak nie zawsze goście mogli liczyć na wygodę, jako dodatek do niej:

„We dworze szlacheckim, gdy zawitał w dom gość szczególnie szanowany, państwo domu odstępowali mu własną sypialnię lub jeden z pokoi bawialnych. Gość taki otrzymywał wygodną pościel, przy czym „gościnną” kołdrę niejednokrotnie, Jeszce XVIII wiecznym zwyczajem pokrywała materia „ze starych sukien jejmościnych”. Przeważnie jednak ludzie przezorni wybierający się w gościnę podróżowali z własnym „tłumokiem” zawierającym piernaty i poduszki, a także… nocnik”. [s. 101]

Fascynująca kuchnia

To chyba jeden z ciekawszych rozdziałów tej bardzo dobrej książki. Jak wyglądała kuchnia? Ile było palenisk i co na nich gotowano? Kiedy pojawiły się książki kucharskie? Co w nich polecano, czego nie rekomendowano? Jak jedzono i w jakich godzinach? Co do jedzenia dawno dzieciom? Mnogość szczegółów zachwyca, a niektóre z nich… cóż, nie wiem, jak wyglądałabym jedząc tak i tyle.

Nie zapominajmy, że przodkowie nasi pili. Autorka „W salonie i w kuchni” przy okazji debunkuje pewne mity i nieporozumienia 😇

„Pito również woni z pantofelka panny młodej. „Myliłby się jednak, kto by myślał, że wino nalewano w trzewik: sztuka na tym zależała, ażeby kielich nalany postawiwszy w trzewiku, nie trzymając ręką kielicha, wypić co do kropli nie zmoczywszy winek kielicha”. Kazimierz Chłędowski, któremu nigdy się nic nie podobało, pisze, że należałoby już wreszcie zerwać z tą dawną tradycją, gdyż „zwyczaj to wszakże już nie na nasze nerwowe czasy”. [s. 154]

Zabawa wszakże niejedno miała imię.

„Wysoko urodzone pieski podejmowane były na przyjęciach i balach. Np. w pierwszych latach XIXw mops księżnej Wurtemberskiej wydał „un the dansant” na cześć suczki ordynata Zamoyskiego. Impreza ta zgromadziła czternastu przedstawicieli psiej rasy, wszystkich w kostiumach”. [s. 191]

W takich momentach szczególnie dziękuję Chaosowi, że nie było w tamtych czasach social mediów i zastanawiam się, jak wyglądałaby impreza dla ulubionej klaczy ordynata 🙄.

Oczywiście na takie ekstrawagancje jak potańcówka dla czworonogów stać było tych, którzy byli zamożni. Inni, żyjący z pensji, honorariów:

„… musieli często postępować według zasady, którą kierował się Ambroży Grabowski: „1) miarkować wydatki do dochodów; 2) nigdy nikomu pieniędzy nie pożyczać ani nie borgować; 3) nigdy tego nie pragnąć, czego posiadać nie można”. [s. 209]

Wow, co to za książka!

Na koniec jeden szczegół, pokazujący, jak ważna jest kultura materialna i historycy, którzy się nią zajmują, a potem piszą tak piękne książki.

Otóż Elżbieta Kawecka poszła śladem zapisków wydatków domowych Józefy z Morskich Ostrowskiej. Jest 1809 i pojawia się zapis o zapłaceniu stolarzowi za zrobienie kołyski. Później w tych samych zapiskach (nie pamiętnik pani domu, tylko księga rachunków domowych!) są wydatki na mamkę, którą zawsze zatrudniano z wyprzedzeniem. Kilka miesięcy później jest zapis o wydatku na wizytę lekarską, później jeszcze o mszy świętej, jeszcze później opłata za zrobienie trumienki dziecięcej i za pogrzeb.

I tyle. Krótka historia krótkiego życia zapisana rachunkami ( wszystko na s. 231)

Niewiele w nich widać emocji, ale coż…

„W salonie i w kuchni” Elżbiety Kaweckiej – gorąco polecam 🙂

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *