W poszukiwaniu inspiracji: czego lękali się nasi przodkowie?

Ostatnio sporo czytam o przełomie renesansu i baroku.

Fascynuje mnie ta epoka i jej ludzie. Widzę, jak wiele jest podobieństw między tamtymi czasami, a tymi, w których żyjemy. Wiem, że to brzmi paradoksalnie, bo jak to tak? XXI wiek i jakieś tam zamierzchłe epoki??? Samochody i karoce? Długie suknie i mini? Szabla i iphone?

Tak, mogłabym wymieniać te różnice długo, ad nauseam prawie, ale dotarło do mnie, że jeśli popatrzymy na to, co najważniejsze, na ludzi, ich zwyczaje, strachy, zabobony i pragnienia, to przekonamy się, jak są podobne, żeby nie powiedzieć identyczne.
Jedną z książek, po które sięgnęłam szukając wiedzy i inspiracji jest „Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI i XVII wieku” Zbigniewa Mirosława Osińskiego.

„Lęk w kulturze…” nie jest może książką imponującą rozmiarami, ale jest za to bardzo gęsta faktograficznie.

I jest to zdecydowana zaleta tej książki. Osiński nie zajmuje się w niej rzeczami oczywistymi. Nie przypomina wszystkich klęsk, jakie spadały na Rzeczpospolitą w tamtym okresie, ani wszystkich wojen, które toczyła, ani tym bardziej wszystkich wojen, które się przez jej terytorium przetaczały.

Nie, autor „Lęku w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI i XVII wieku” skupia się na bardziej przyziemnych, codziennych aspektach życia, które były źródłem lęku naszych przodków.

Jednym z nich była… natura i przyroda.

Muszę przyznać, że jako dziecko, które czytało „gościu siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie” i „Też sobie i wineczka, i różyczek możesz przysadzić, bo się to barzo łacno wszytko a za barzo małą pracą przyjmie” zdziwiłam się, kiedy Z. M. Osiński napisał, że natura była jednym z tych czynników, które budziły największe przerażenie.

Niby jako mądry człowiek powinnam sobie z tego zdawać sprawę, ale jakoś umknęło mi, jak pewnie wielu z nas, natura to nie kotek, to tygrys. „Góry, rzeki, lasy były zagrożeniem i źródłem zagrożenia” – przypomina autor, a ja staram się popatrzeć na ówczesne życie z perspektywy normalnego człowieka, nie Kochanowskiego, czy Reja, którzy pisali o rozkoszach własnego ogrodu.

Polska nie była krajem bezpiecznym. Struktury państwa działały lub nie działały, a lasy, góry i wąwozy były idealnym miejscem na zasadzkę, napaść i rabunek. Dawały też schronienie bandytom, grupom żołnierzy, szukającym zarobku i innym elementom żyjącym z kradzieży owoców pracy innych ludzi. To jeden z powodów, dla którego natura nie kojarzyła się wtedy sielsko.

Przez ówczesną Polskę raz po raz przechodziły zarazy, to kolejna przyczyna lęków.

Nie zdajemy sobie sprawy, jakie to było źródło lęku! „Zarażeni napastowali podróżnych z głodu prosząc o chleb i zniewalając ich, by towarzyszami ich śmierci” – podaje Osiński za jednym z ciekawszych autorów epoki, nieobecnym na liście lektur szkolnych, A. Radziwiłłem.

Ale przecież to nie wszystko. 1645 rok, na południowo-zachodnią część kraju spadła szarańcza. Jeden z pamiętnikarzy pisze, że kiedy owady obsiadły drzewo, połamały się jego gałęzie. W 1648 podobna klęska nawiedziła Wołyń, Podlasie i Podole. W 1704 trąba powietrzna zniszczyła Kraków.

Tak, natura mogła być w XVI i XVII źródłem lęku.

Ale mogła być jego źródłem i „zwyczajna” choroba, czy niedyspozycja.

Wcale nie trzeba było ospy, odry, syfilisu, tyfusu, czerwonki, żeby lękać się chorób. Umówmy się, „Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI i XVII wieku” Zbigniewa Mirosława Osińskiego, nie opisuje czasów wysokiej kultury medycznej.

Pokazuje za to fascynujący świat zabobonów, zamawiania chorób, kołtuna, na który najlepsza nie jest woda z mydłem, tylko pielgrzymka, i powszechnych chorób wenerycznych, na które zapadali wszyscy, łącznie z ubóstwianym przez nas Janem III i ubóstwianą przez niego Marysieńką. Uświadamia, po raz kolejny, jakim ryzykiem było obarczone urodzenie dziecka.

W czasach, kiedy drobne skaleczenie mogło prowadzić do zakażenia i śmierci, choroba była potężnym źródłem lęków, przed którymi chroniły religia i zabobony. In bardziej kraj był niszczony wojnami, tym populacja była bardziej narażona na choroby. Im bardziej była na nie narażona, tym gorliwiej zwracała się ku jednemu lub drugiemu.

A lęk przed karą Bożą? Karą, którą mogło być wszystko, i która mogła spaść na człowieka XVI i XVII za wszystko, łącznie z podważaniem ustroju Rzeczpospolitej szlacheckiej?

Dzięki książce „Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI i XVII wieku” Zbigniewa Mirosława Osińskiego poznałam fascynującą geografię przesądów polskich.

Wiem, że czarownice grasowały najbardziej między Łodzią, a Zgierzem (Łódź nie była wtedy sporym miastem, tylko wsią), latawce były częste w zachodniej Małopolsce, w całym tym regionie było dużo strzyg, boginek, mamun. W Sieradzko-łęczyckim było nieproporcjonalnie dużo istot bagienno-wodnych, a na Mazowszu i Podlasiu częściej niż w innych częściach Polski spotkać było można wilkołaka i wąpierza.
Wszystkie te istoty czyhały na biednych i bogatych, nie bacząc czy idą w pole, jadą na sejm, czy są w drodze na odpust. Ludzie bali się ich tak samo, jak kary Bożej.

Źródłem lęków były i podróże, i prawo, i miasto, jako źródłem rozpusty i grzechu, i obcych.

Obcymi byli nie tylko mieszkający od wieków w Polszczy Żydzi, nie tylko innowiercy, których w okresie kontrreformacji było coraz mniej, ale i sąsiedzi. A trzeba pamiętać, że ówczesna Polska miała sporo sąsiadów, bo jej otoczenie polityczne nie było tak stabilne, jak obecnie.
Baliśmy się, jako ludzie, wszystkiego. Lęki budowały naszą tożsamość, każąc nam skupiać się na najbliższej rodzinie, na najbliższej okolicy, na religii.

„Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI i XVII wieku” Zbigniewa Mirosława Osińskiego to fascynująca, dobrze napisana książka. Nie ma w sobie akademickiej sztywności i niedostępności, nie ma popularnonaukowego bajdurzenia. Są fakty, ciekawe dane, cytaty z dokumentów z epoki umieszczone w kontekście i wyjaśnione.

Osiński kreśli fantastycznie pełny obraz świata pełnego zabobonów, lęków i prób wyjaśniania nieznanego, które prowadziły najczęściej do większej ilości zabobonów i lęku.

Polecam gorąco tę książkę.

Nie tylko tym, którzy jak ja, w faktach szukają inspiracji, ale i tym, których fascynują nie tylko daty bitew i bohaterstwo oręża polskiego, ale i zwykłość i normalność ówczesnej, niełatwej, codzienności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *