Skip to content

Tag: Alex Fitzwilliam

„Pracowite wakacje w Rzymie” – fragment

Andrea – Jakim cudem ten telefon zadzwonił? Kto to jest Wujaszek Wania? Czemu ten gość mówi z ruskim akcentem? Czemu, do chuja psa, nazywa cię myszeńką? Każdy z nich oczywiście musiał zadać jakieś pytanie, no bo jak nie?  Prywatna rozmowa telefoniczna, z Alexem, znajdującym się w jednym pomieszczeniu z rozmówcą, była niemożliwa. Niewiele można poradzić na niesamowicie wyostrzony słuch Zmiennych. To samo tyczyło się przypadku, kiedy moi chłopcy przebywali z rozmówcą w jednym pokoju: prywatność była również wykluczona. Oni nie mieli super-naturalnego słuchu. Ich po prostu interesowało wszystko i nie…

„Morze krwi” – kolejny fragment

Podobno fragment, który wybrałam i opublikowałam wcześniej, jest nudny. Wypraszam sobie, ale publikuję inny. Fragment rozdziału czwartego: Krew. Dużo krwi. Alex – To zastrzyk przeciwbólowy, idiotko. Michał musiał uderzyć Andreę w rękę, bo usłyszeliśmy plaśnięcie i ciche „auć”. Mój Wilk przeskoczył ze stanu „wkurzony”, w stan „na wojennej ścieżce”, ale uspokoiłem go i powiedziałem, że to było w najlepszym interesie naszej Andrei. Naszej? Potrząsnąłem głową. Potem było kolejne „auć”. – Misiek, kurde… Andrea jako pacjent była katastrofą. Musiałem to przyznać. Nie wiem, co zrobiłbym na miejscu Michała, ale bardzo prawdopodobne,…

Morze krwi, Monika Lech

Co to jest „Morze krwi”? „Morze krwi” jest zdecydowanie powieścią urban fantasy. Świat nadnaturalny przecieka do ludzkiej rzeczywistości powoli i małymi kroplami, ale przecieka, zmieniając bohaterów. „Morze krwi” to także romans, a raczej, początek wielkiego romansu. Jak się romans zakończy? Czym się zakończy? Happily ever after istnieje dla moich bohaterów? Nie wiem, trzeba przeczytać cały cykl „Droga Smoka”. Nie wszystkie historie kończą się dobrze, a są takie, które po prostu się nie kończą  i kropka. O czym jest „Morze krwi”?  Pozwólcie, że opiszę akcję, bardzo krótko. Alex Fitzwilliam swoją rasę,…

Morze krwi – fragment powieści

Fragment rozdziału pierwszego: Nie umiem się troszczyć o ludzi Andrea – Trzymaj się! – wrzasnęłam do kobiety siedzącej na przednim siedzeniu. W zasadzie nie wiem, czemu darłam twarz, bo i tak ręce miała zaciśnięte na klamce i prawie białe kłykcie. Mruczała pod nosem „Zdrowaś Mario” i zrozumiałam, głupia pała, czemu kobiecina tyle lat wytrzymywała z mężem, który jej obijał nerki. Pewnie słyszała, że musi z pokorą znosić, co Bóg dla niej przeznaczył. Szarpnęłam kierownicą i skręciłam w jednokierunkową. Pod prąd. Nie, kurwa, nie jestem samobójcą. Jest druga w nocy, nikt…