Sprawdzam Smashwords.com, czyli jak nauczyłam się pokory

Skoro wystawiłam moją książkę na ITunes, do Google Play, to postanowiłam iść za ciosem i stworzyć konto autora na Smashwords. Smashwords.com to raj dla selfpublisherów, jak ja. Ma jasne zasady publikacji, książki pojawiają się szybko i można wiele, ale to wiele się nauczyć.
Smashwords.com oferuje coś takiego, jak możliwość wejścia do katalogu Premium, czyli znalezienie się w wielu najlepszych księgarniach internetowych na świecie. Piszę po polsku, no i co? W sieci wszystkie drzwi są otwarte, dla wszystkich.

„Morze krwi” pokazało się błyskawicznie. Brawo, ja! To nic, że w automatycznym mailu, jaki napisał do mnie system, było napisane, jak byk, że formatowanie mojej książki jest słabe i „Morze krwi” nie znajdzie się w katalogu Premium. Przeboleję.

Następnego dnia dostałam szczegółową informację, co z formatowaniem jest nie tak. Lista usterek była długa, jak lista zakupów, którą przygotowuję dla męża. Na końcu powtórzono to, co już wcześniej napisano jasno i wyraźnie: nim coś opublikujesz, przeczytaj „Przewodnik po formatowaniu” lub inaczej „Smashwords Style Guide”. Czy przeczytałam? Nope. Wtedy, nie.

Postanowiłam za to, bo jakżeby nie, dokonać samodzielnego formatowania mojej książki. Kolejny raz. Bo przecież, to dobrze sformatowana książka jest, prawda? A ja całe życie siedzę z edytorami tekstów i umiem formatować! Yup. Kilka godzin pracy, kilka znalezionych miejsc, w których chciałyby jeszcze zamieszkać przecinki i bah. Publikujemy wersję 2.0.
To samo. Weszła, była jakaś rzecz na czerwono, interlinie się automatowi, taka jego mać, nie podobały. Cóż, przeżyję, pomyślałam. Ale załadowałam mobi, żeby sprawdzić, jak to wygląda i czemu automat się czepia biednego autora.

Nie dało się tego czytać.

Moje formatowanie wyglądało dramatycznie. Potwierdził to kolejny mail ze Smashwords, w którym zostałam poinformowana, że formatowanie nie uprawnia mojej książki do dostania się do katalogu Premium. Po przejrzeniu mojej książki, z wahaniem i obrazą, ale jednak rozumiałam decyzję automatu.

Następnego dnia usiadłam, na tablecie odpaliłam „Smashwords Style Guide” .

I zaczęłam pracować. Na Pages, bo jestem macówką. Poprawa formatowania, publikacja. I to samo. Mail, że opublikowano co prawda, ale są kłopoty z publikacją w Premium. Jak mogą być skoro przeczytałam „Smashwords Style Guide”? No, ok, nie przeczytałam, bo przecież wiem, jak się formatuje tekst, ale przekartkowałam, a w ogóle, to nikt mi nie każe pracować na Wordzie lub Open Office, skoro ja takie cudeńka robię w Pages. A w dodatku Microsoft Office tani nie jest, a my, selfpublisherzy, kokosów nie zarabiamy. Mam większe i pilniejsze potrzeby.

Kolejny dzień.

Tym razem przeczytałam materiał oraz zainstalowałam Open Office. Były ciężkie momenty, oj były. Mark Coker, autor przewodnika po formatowaniu pracuje na Microsofcie, a ja musiałam przekładać to, co on mówi na OF. W trudniejszych momentach Coker podpowiada OFcom, jak mają formatować na tym edytorze. Poprawiłam wszystko. Zapisałam, czułam się tak pewnie, że dołożyłam kilka ozdobników. Mail od automatu był optymistyczny: wszystko wstępnie ok. Dobra, czekam na informację od katalogu premium. Dupa. Źle wstawiłam obrazki.

Ok. Kolejny raz, tym razem zgodnie z zasadą KISS, keep it simple, stupid. Postanowiłam, że obrazków nie będzie. Mam nadzieję, że moja wrona się nie obrazi, że nie ma jej w książce. Tym razem wszystko poszło ok i moja książka, „Morze krwi”, znalazła się w katalogu Premium.

Wiecie, to nawet nie jest takie ważne. Ważne jest to, że książka dobrze wygląda i dobrze się ją czyta.

Jaki z tego morał?

  • Jeśli ktoś pisze: przeczytaj, nim opublikujesz, zrób to. Zwykle pisarz powinien czytać, nim zabierze się do pisania.
  • Nie trać cierpliwości. Jeśli źle sformatujesz, Czytelnik będzie się męczył czytając i zniechęci się do Twojej pracy
  • Nawet jeśli nie publikujesz w Smashwords: przeczytaj przewodnik Marka Cokera. Jest dla wszystkich piszących.
  • Automat i system weryfikacji formatowania to Twój przyjaciel. Nie obrażaj się na niego, nawet jeśli ciągle Ci mówi, że skopałeś robotę. Skoro tak mówi, to skopałeś. Popraw, wróć, ciesz się efektem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *