Skip to content

„Śmiertelnie poważna rozrywka” – fragment

„Śmiertelnie poważna rozrywka” jest o piłce nożnej, zdrowieniu i skomplikowanych układach rodzinnych. Ale przede wszystkim – o podnoszeniu się z kolan. To ostatnia książka (na 2020) w serii i dej domknięcie

Andrew

 

Martwiła mnie zawsze różnica wieku między nami. Susą a mną.

Tyle że, jak to mówi moja platoniczna miłość, Andy Niwiński, mogę czekać nawet sto lat, a różnica wieku się nie zmniejszy, a „Susana jest po pierwsze: pełnoletnia, po drugie: pozornie inteligentna, więc na chuj czekasz, to nie wiem”.
To jest cytat, żeby nie było, że Szkoci to wieśniaki. Bo nimi nie jesteśmy. Krakusy za to – owszem, tak.

Wiedziałem, że po tej wpadce z rozmową przy ognisku muszę Susę do siebie przekonać. Nie tylko poderwać ją, ale skłonić, żeby przestała we mnie widzieć casanowę.

Te trzy lata od wesela Smoka były dla mnie trudne, bo Susana grała coraz więcej i coraz lepiej, a jeśli nie grała, to spędzała czas w Afryce, gdzie moja rodzina budowała bardzo specjalne miejsce: Azyl, coś w rodzaju połączenia sanatorium i domu wczasowego na wysokim poziomie.

Susa pracowała tam najpierw jak my wszyscy, jako prosty robotnik budowlany, a po pół roku od zakończenia studiów, kiedy jej dyplom stał się ważny, zaczęła obsługiwać ogromną betoniarkę. Kochała tę stertę żelastwa, słowo daję, bardziej niż mnie.
Też spędzałem mnóstwo czasu w Afryce, ale Susa miała chody w managemencie budowy. Nina i Sasza zawsze wstawiały ją na zmiany tak, żebyśmy się mijali.
Spisek białogłów przeciw mężczyznom tego świata.

Co prawda nie wróciliśmy do naszej rozmowy o miłości,

ale przestałem się prowadzać z każdą chętną panią, a Susa w ogóle przestała udawać, że miewa chłopaków czy narzeczonych.
Nie mieliśmy jednak okazji pogadać, mimo iż chciałem tego jak diabli. Wszystko mnie bolało z niemożliwości przytulenia jej do siebie, z braku możliwości całowania do utraty tchu tych jej szerokich ust.

Z drugiej strony, była ta cholerna różnica wieku.
Z trzeciej strony… nikt nie może być pewny niczego. Jednego dnia jesteś, drugiego cię nie ma. Jakie znaczenie ma różnica wieku, jeśli kogoś, kogo kochasz, może za moment nie być?
Kiedy Lachie… odszedł, Susa była ze mną cały czas, przez cały ten najgorszy okres miałem ją przy sobie i czułem ją. Ją i jej miłość.
Późnej, jakbyśmy się umówili: ona do Rzymu, ja do Katanii.

No, to tak się sprawy właśnie między nami mają.

Mam… sporo lat.

Urodziłem się w Edynburgu, w maju 1620 roku.

Łatwo sobie obliczyć, jakim jestem starcem, ale ułatwię życie cierpiącym na pozorną dyskalkulię: mam czterysta czterdzieści trzy lata. Wszystkie systemy, jak to mówi Geordie LaForge, mam w pełni sprawne. W warp wchodzę bez kłopotów i potrafię pociągnąć w nim trochę. Długo. Stamina nie jest dla mnie, dla nas, kłopotem.

Ona, Susa, ma dwadzieścia jeden lat. No niechby i dwadzieścia dwa!

Dwadzieścia dwa lata!

Kiedy byłem w jej wieku, walczyłem w wojnie trzydziestoletniej, dopóki mądry Charles nie wyciągnął nas wszystkich z tego piekła i nie popłynęliśmy do Kolonii. Dwadzieścia dwa lata!
Niemowlę.

No, przeszkadza mi to. Przeszkadza, dlatego właśnie postępuję z tą miłością jak ze złośliwą i nieoczekiwaną erekcją: staram się ją rozchodzić. Może przejdzie. Zniknie. Sama z siebie.
Nie jestem pierdolnięty, jestem Zmiennym, a konkretnie jestem Kotem. Dla niektórych to pewnie synonim słowa „pierdolnięty”, ale kto by się tam Wilkami przejmował?

Oleg też jest Zmiennym. I wszyscy moi bracia. I Alex niestety. I Andrea, i Ninka, i Yoshi, i Wojtek, i reszta nas. Wszyscy mamy dwie natury: ludzką i magiczną. Składamy się z Człowieka i Bestii, której formę możemy przybierać, której magię możemy wykorzystywać.
Szybka regeneracja, prawie nieśmiertelność, zero starzenia się – to zalety bycia nami. Wady to samotność. Tak, do niedawna to był dla mnie kłopot. Można czuć głęboką samotność, nawet jak się ma sześciu braci.
Pięciu braci.

Jestem Pumą.

Nietypowym, bo właściwie czarnym Pumą. Jak mówi Andy, wyglądam, jakby na ciało cętkowanego Kota ktoś naciągnął czarną, ledwie przejrzystą pończochę. Cętki i jaśniejsze futro widać, jeśli się ktoś przygląda. Jeśli się nie przygląda, to jestem czarnym Kotem.
W formie mojej Bestii ważę prawie trzysta kilogramów. Być może przy pięciuset pięćdziesięciu kilogramach Olega i czterystu Charlesa, to jestem waga piórkowa, ale przy Wilkach, to i tak jest to dobre pięćdziesiąt kilo więcej. No chyba, że się jest Alexem. Skurczybyk jest potężny i waży grubo ponad trzy setki.
To dlatego Andy go wolała ode mnie i reszty chłopaków.

Nie jestem najmniejszy.

Mój syn, Wojtek, jest tak duży jak ja. Michał, Pantera Mglista, jest mniejszy i lżejszy. Wrony Andrei są mniejsze!
A, i jeszcze Ninka jest połowę lżejsza ode mnie, a jest przecież Niedźwiedziem Polarnym.
„Mama Bear” – tak ją nazywamy, jeśli marzy nam się wyjątkowo trudny trening z jej partnerem, szefem Wydziału Wewnętrznego Preternatural Bureau of Investigation, Akanishi no Yoshitsune.
Ruda Ninka jest naszym malutkim Niedźwiadkiem, a w zasadzie to ciężarnym Misiem.
Uśmiecham się, myśląc o nich.

Susana

– Przecież wiem, że czujecie. Ilu było tych bastardi?
Nie odpuszczałam. Nigdy nie odpuszczam, bo jestem zawzięta. Nie „uparta”, proszę mnie nie obrażać. Zawzięta.
– Wymiana. Zrobimy wymianę.
Oleg zabrał w końcu dłoń z mojej głowy i poczułam się lepiej. Jeszcze niedoskonale, ale już lepiej.
Santa Madonna, jaka to ulga.
Wymiana była OK, wymiana była uczciwa.

Miałam wrażenie, że głowa pływała mi osobno od reszty mnie,

ale trzymałam się faktów, przyssałam się do bólu i do obecności chłopaków, żeby nie odpłynąć za daleko. Najgorsze, co może się zdarzyć, to pity party.
Nikt i nigdy nie będzie się litował nad Susaną Giacommini. Nawet ona sama.
– Jaka wymiana?
Powieki mi opadały, byłam padnięta, ale bałam się koszmarów. Już wolałabym, żeby mnie uśpił.
Powiedziałam to na głos.
– Oczywiście, że cię uśpię, Sus. Nina będzie cię pilnować, żadnych koszmarów nie będzie – pocałował mnie w czoło.

Miał ciepłe usta, kłuł i pachniał ciepłym chlebem i całkiem niedawno wypitym koniakiem.
Uświadomiłam sobie, że zapach ciepłego chleba, taki jego i tylko jego zapach, szorstkość jego brody, jego ogrom, śmiech, stałość, poczucie bezpieczeństwa, czasem ten zapach koniaku – to były pierwsze ważenia, z którymi mi się kojarzyła męskość.
Pierwszy człowiek, który nie był moim tatą, a którego postrzegałam jako mężczyznę. Moja pierwsza miłość, Oleg Tsun.

To też mu powiedziałam. I to, że szkoda, że z niego wyrosłam.
– I tak mnie kochasz – powiedział po prostu, bez żadnego puszenia się.
Ich się nie dało okłamać, więc nawet nie próbowałam.
– Ale już nie najbardziej na świecie. Najbardziej na świecie kocham tego idiotę – czułam się jak na lekkim rauszu.

Tak właśnie zawsze, ale to zawsze na mnie działa leczenie Olega. Ale było OK, wspomniany idiota i tak wiedział, że go kocham. Przecież sama go o tym poinformowałam.
Oleg zaśmiał się tym śmiechem, który powoduje, że powietrze robi się lżejsze.
– Nie, nie najbardziej. I wiem, że kochasz Andrew. Wszyscy to wiemy. Wrzeszczeliście na siebie na cały regulator. Nie wiedzieliśmy, czy się informujecie o swojej wielkiej miłości, czy planujecie się zabić na miejscu, rujnując moje wesele.
– Też tego nie wiedzieliśmy – powiedział wspomniany wcześniej osobnik.

Zamknęłam oczy, wtulona w wiadomego idiotę.

– Wymiana? – wydukałam, siłą woli otwierając oczy.
Andrew zaklął.
Pewnie myślał, że szybciej zasnę, niż zapytam.
Niedoczekanie jego.
– A, wymiana, no tak. Porozmawiasz z Andreą – mówił Oleg, jakby zapomniał i właśnie sobie przypominał.
Nice try.
Pokręciłam głową.
Nope. Nope. Nope. Andrea była tym, kim chcę być, jak dorosnę.

Jak mam jej powiedzieć, że…

– Andy wie, czym jest gwałt, Sus. Została zgwałcona w wojsku. Później, mniej więcej w czasie, kiedy poznała Alexa, zgwałciła ją też trójka naszych. Gwałt i jego następstwa rozumie jak żadne z nas, Małpko. Wie, jak się przez taką traumę przechodzi. Załatałem cię jako tako, ale zdrowienie to więcej niż posklejanie porozrywanych tkanek. Słuchasz mnie, Susa?
– Andy zgwałcono? – zapytałam z niedowierzaniem w głosie.
Andrea była najsilniejszą osobą na świecie. Nawet Oleg bywał od niej słabszy. I ją ktoś skrzywdził?
– Andy zgwałcono? – Andrew zapytał w tym samym momencie.
Brzmiał, jakby chciał zabijać. I jakby nie wiedział, co zrobić z wiedzą, którą właśnie posiedliśmy.
– Ona tego nie ukrywa. Nigdy się nie wstydzi tego, co jej zrobiono. Ona przecież nie zawiniła.
Kiwnęłam głową.
– Porozmawiam, obiecuję. Kiedy ją zobaczę, to porozmawiam – odetchnęłam gotowa na najgorsze – Ilu?
Kilka sekund milczenia i głos Andrew. Lodowaty.
– Trzech.
Trzech. Trzech. Trzech. Trzech.

„Śmiertelnie poważna rozrywka”, Monika Lech

 

Published in"ŚMIERTELNIE POWAŻNA ROZRYWKA", część 8

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *