Skip to content

Robert Jordan „Wojownik Altaii”, czyli nostalgia, nostalgia, nostalgia

Tak, to TEN Robert Jordan!

Ten od Conana Barbarzyńcy, a szczególnie Conan the Defender (no. co, lubię, no!). Yup. Dokładnie ten. No i autor cyklu „Koło czasu”.

Wiecie już o kim mówię? Tak? No właśnie.

No i teraz zacznie się dla mnie niewielki kłopot,

bo przecież „Słowacki wielkim poetą był”, prawda? Są tacy pisarze, o których twórczości nie wypada powiedzieć: nope, to mi się jakoś specjalnie nie podoba. Takim pisarzem jest Jordan i tak jest z „Wojownikiem Altai”. Nie byłam zachwycona tą pozycją, chyba dlatego, że szukałam tego czegoś, co czułam za każdym razem, kiedy sięgałam choćby po Conana. Tego dreszczyku emocji, czekania, co stanie się na chwilę, co wyskoczy zza rogu i jak osiłek sobie z tym poradzi.

Z „Wojownikiem Altai” było inaczej, niestety. Dreszczyku nie było 🙁

Jest po temu oczywiście kilka powodów

Pierwszy i najważniejszy – nie mam nastu lat i doświadczenia sprawiły, że inaczej odbieram taką heroiczną fantasy.

Innym powodem jest chyba zmiana mojego gustu czytelniczego.  Coż – mam inną wrażliwość, więcej przeczytanych książek na koncie, zwłaszcza tych dobrych książek.

„Wojownik Altaii” Roberta Jordana nie zawodzi, jedynie… nie porywa.

„Wojownik Altaii idzie tam, gdzie chce i kiedy chce. W rzeczy samej powiadają, że najczęściej pojawiamy się wtedy, gdy się nas najmniej spodziewają”

Dokładnie tak było z książką. Pojawiła się niespodziewanie. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że jest to literacki pogrobowiec.

Robert Jordan zmarł w 2007, a „Wojownika…”, zresztą jego debiutancką powieść (napisaną podobno w 13 dni), wydano w USA w 2019 roku. Nieźle, prawda?

Pomyślcie… to prawie dwa pokolenia czytelników po pierwszym Conanie! Jak zmienił się świat? Jak zmienili się odbiorcy? Czy to ma znaczenie? Dla innych – nie wiem. Dla mnie – ma.

Czytanie „Wojownika Altai” było jak oglądanie filmów z lat 80., filmów, w których wszystko błyszczy, łącznie z idealnie wydepilowaną klatą tytułowych osiłków, a „przesada” powinna być słowem kluczem. 

Spójrzcie choćby na ten cytat:

Pałac z zewnątrz kojarzył się z frywolnym pięknem za sprawą kryształowych wież i wielkich murów nabijanych kamieniami szlachetnymi pochodzącymi ze wszystkich znanych człowiekowi ziem. Iskrzył się w słońcu, mrugając tysiącami faset, jednak pod tym pod tymi lśnieniami kryła się forteca.

Ludzie z Gwardii Pałacowej, którzy pełnili wartę na murach i przy bramach pałacu, też prezentowali się okazale, niemalże jak sam gmach. Ich zbroje zdobiły metale szlachetne i drogocenne kamienie. Niektórzy z wyższych rangą wydawali się wręcz pokryci nimi od stóp do głów. Krążyły pogłoski, jakoby wybierano ich podług wyglądu i wynoszono potem do wyższych stopni za wigor okazywany w łożach królowych”.

Czujecie to? W słoneczny dzień nie da się patrzeć na siedzibę władzy, bo świeci się, jak nie powiem co nie powiem komu.

Tak btw to nie wiem, czy elfowie byliby w stanie dźwignąć te wszystkie błyskotki, a co dopiero ubrani w nie – walczyć…

Nic to, literatura ma swoje prawa, nie każdy jest wyznawcą naturalizmu fantastycznego.

Duży minus za…

za to, że Jordan potraktował także wiele rzeczy i wątków po łebkach. Oczywiście, to debiut i takie rzeczy są zrozumiałe. Jest to także ryzyko wydawania debiutu tyle lat po śmierci Autora książki.

Dialogi są koturnowe, marne lub marnawe, w zasadzie nie istnieje w „Wojowniku…” wiele rzeczy, które nie popychają akcji naprzód. Akcja, akcja, akcja. Bitka, naparzanka. Lanie, ucieczka. Magia, spór, bitwa.

Jak konspekt scenariusza do serialu fantasy, ale…

Jednak jest „Wojownik Altaii” przyzwoitą lekturą

Bo czego innego się spodziewałam? Przecież to fantasy bohaterskie, w którym dostaniecie bitwy, magię, sugestię seksu, zmagania sił dobra i zła, walkę o Wartości.

Jest to książka, która mogła mnie była porwać te… lata wcześniej. Oj mogłaby.

„[…] miał w sobie trzy rodzaje odwagi. Tę, która czyni mężczyznę odważnym w bitwie. Tę, która sprawia, że się mówi albo robi dokładnie to, co należy. Tę, która sprawia, że się robi to, czego zdaniem innych zrobić się nie da”.

No właśnie, gdybym była młodsza 😂 polubiłabym tę książkę jak „Poszukiwaczy zaginionej Arki”.

O czym jest „Wojownik Altaii”?

Skorzystam z opisu przygotowanego przez Wydawnictwo Zysk i ska, które o wydanej przez siebie książce pisze następująco:

Epicka opowieść o barbarzyńskim plemieniu Altaii, którego przywódca Wulfgar, żeby ocalić swój lud, musi walczyć z okrutnymi królowymi, prorokami demonicznych religii i złą magią. Może mu w tym pomóc radą Elspeth, przybysz z innego świata, ale najpierw Wulfgar musi nauczyć się zadawać właściwe pytania. Tylko co, jeśli wiedza, którą posiądzie Wulfgar zamiast uratować lud Altaii, go zniszczy?”

Mamy zatem walkę koczowniczych Altaii z osiadłymi sąsiadami, którzy chcą zniszczyć wszystko, co nie jest nimi samymi. Zaś Wulfgar nie dość, że nie może na to pozwolić, to jeszcze musi znaleźć sposób, by jego lud przetrwał kulturowo, by się nie zagubił, a jego wartości nie zniknęły. Nie będzie to proste.

Lubię Wulfgara

To taki bardziej myślący Conan. Oczywiście wszystkie niewiasty w książce albo chcą z nim być (w sensie biblijnym) albo nienawidzą go, prawdopodobnie dlatego, że nie mogą z nim być. Serio! Wszystkie baby na niego lecą lub wokół niego grawitują. To jest super-moc!

Ale ma także życie wewnętrzne, umie wychodzić poza schematy i machanie mieczem nie jest jedynym, co umie. Jest szlachetny. Ma w sobie mądrość, nie tylko zdolność przetrwania.

„Duma mówiła: Nie jedz w taki sposób. Nie pozwól, by cię zmuszali do padania na klęczki i obżerania się jak zwierzę. Nie ustępuj im nawet na krok. Honor mówił: Jedz. Ratuj swe życie. Zachowaj siły. Uciekaj. I doceniaj każdy kęs z myślą o przyszłej zemście”.

Nie, nie mówię, że mieczem nie macha. Jest rębajłą, ale i strategiem, i – trochę nietypowo dla jego ludu – ma niecodzienny kontakt z magią. Nietcdzienny, bo magia to kobieca sprawa, a tu Wulfgar…

Nie powiem.

Przeczytajcie.

„Wojownik Altaii” Roberta Jordana to dobra lektura na wakacje.

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *