Skip to content

„Psoriasis Vulgarna” Arkadiusza Kasprzaka

Autor książki, którą wczoraj skończyłam czytać, napisał do mnie jakiś czas temu na Instagramie, zapytał, czy nie miałabym ochoty sięgnąć po jego książkę. Powołał się – spryciarz! – na naszą wspólną pasję, na rowery, więc powiedziałam „Ok. Czemu nie?” Cykliście bym odmówiła? Nie!

Wyjaśnił mi także, o czym „Psoriasis Vulgarna” traktuje: o życiu z łuszczycą.

Psoriasis vulgaris to bowiem nic innego, niż łuszczyca zwyczajna, najczęściej spotykana postać tej choroby.

Kiedy byłam dzieckiem, uczennicą podstawówki, na łuszczycę zapadła moja bliska koleżanka. Jej częste pobyty w szpitalu, a później przeprowadzka do miasta, gdzie opieka lekarska była lepsza i nie wiązała się z koniecznością długich dojazdów, sprawiły, że straciłam z nią kontakt.

Muszę przyznać, że długo nie rozumiałam, dlaczego mama kręciła głową i nie wyjaśniała mi wiele, kiedy pytałam, co to jest ta łuszczyca.
Później dowiedziałam się więcej o tej chorobie, bo jest jedną z chorób autoimmunologicznych i zainteresowała mnie z powodów egoistycznych. Choruję na jedną z nich i inne mnie także interesują, właśnie ze względu na ich specyfikę, na tę autoimmunologiczność.

To, co w swojej książce robi Arek Kasprzak

jest prostym i skutecznym zabiegiem: autor nam pokazuje człowieka, a raczej ludzi, których często nie widzimy zza diagnozy „łuszczyca”. Nie ma u niego przypadków chorobowych, są ludzie z ich kłopotami i tragediami, z codzienną walką ze słabościami i kompleksami, które choroba powoduje, ale także z ich troską o pracę, o godność, o zdrowie. O rodzinę, o ukochane osoby. Pokazuje ludzi, którzy przyjaźnią się, kochają, nienawidzą, walczą, kłócą się, żyją. A dodatkowo chorują na nieuleczalną chorobę, jaką jest łuszczyca.

Wiecie, co jest wadą tej książki?

To, że „Psoriasis Vulgarną” Arkadiusza Kasprzaka czyta się bardzo szybko!

To nie jest powieść psychologiczna czy obyczajowa, autor napisał ją raczej jak książkę przygodową z elementami romansu. Dlatego biegnąć za kolejnymi wydarzeniami, miałam niejasny żal, że nie mogę, nie mam czasu na refleksję!

W życiu głównego bohatera powieści, Łukasza Wilka, dzieje się bowiem dużo. Arek Kasprzak pokazał nam bowiem bohatera w momencie dla niego przełomowym. Dwudziestolatek poznaje kogoś wyjątkowego, zakochuje się, traci pracę, znajduje inną, ma kłopoty rodzinne, które…

Nie powiem więcej, bo jeśli sięgniecie po książkę Kasprzaka, sami się przekonacie, co dzieje się z rodziną Wilków.

Kasprzak nie jest dla swojego bohatera przesadnie miły

Nie idealizuje go. Muszę przyznać, że Łukasz jest tak typowym dwudziestolatkiem, że cieszę się, że nie znam już wielu męskich przedstawicieli gatunku homo sapiens w tym wieku. Miałam ochotę nim zdrowo potrząsnąć. Raz za razem, strona za stroną. Tak, wiem, życie nim potrząsnęło, ale kurczę no…

To jest właśnie takie fajne w powieści!

Wiemy dobrze, że Łukasz Wilk choruje na łuszczycę, że zmaga się z nią i z sobą w jej kontekście, ale jego „młodziankowatość” przebija się przez schorzenie, pokazując dobitnie, że każdy z nas jest wpierw człowiekiem, potem dopiero kobietą, mężczyzną, matką, chorym, pracownikiem i tak dalej, i tak dalej. Łukasz jest człowiekiem i to jest piękne.

Bohater się miota, ale pięknie się zmienia. Pod wpływem bliskich mu osób przestaje być pasywnym pacjentem, zgłaszającym się do szpitala w określonych terminach. Łukasz znajduje przestrzeń, w której jego wybory coś znaczą, w której mogą pomóc mu poprawić jakość jego własnego życia.

Owszem, jego opór, marudzenie i szukanie wymówek są irytuje, jego ześlizgiwanie się w stare schematy aż się prosi o facepalma, jego potrzeba pójścia na „piwko z chłopakami” powoduje zgrzytanie zębami, ale to nic – bo Łukasz się zmienia.

Najpierw dla kogoś, żeby zrobić przyjemność jego ukochanej Lucy, potem – dla siebie. Bo dociera do niego wreszcie, że chce się zmienić i że jedynie zmiana, której chcemy ma szansę się zakotwiczyć.

Właśnie obserwacja zmiany bohatera jest najciekawsza

Owszem – można się ekscytować „warstwą publicystyczną”, czyli tym, że ludzie stygmatyzują tych, którzy chorują na łuszczycę.

Ale czy to jest faktycznie coś nowego czy dziwnego?

Stygmatyzujemy każdą inność. Każdą inność, którą widzimy, albo o której wiemy. Polska to kraj dziwacznie i nietypowo homogeniczny, dlatego wszystko, co nie wygląda i nie zachowuje się jak średnia, trzeba pokazać palcem lub napiętnować. Od koloru włosów po preferencje seksualne, plamy na skórze, wózek inwalidzki itp, itd.

Na szczęście w powieści więcej jest romansu, psychologii i dramatu niż publicystyki

I nie ma użalania się nad losem i jego niesprawiedliwością. Szczerość – dostajemy od Arka Kasprzaka w „Psoriasis Vulgarna”. Myślę, że ta książka jest nie tylko dobrym debiutem, jest po prostu dobra.

Ale nie jest to książka idealna

Przydałoby się ją nieco skrócić, dobrze zredagować, poprawić pewne dialogi, które brzmią jak wykłady lub kazania. Usunąć błędy i dodać parę przecinków. Ale – choroba jasna – to szczera książka.

Zmusiła mnie do zadania sobie pytania:

A co, święta Moniko, nigdy nie gapisz się na wyglądających inaczej niż ty? Nigdy nie zdarzyło ci się, o wspaniała hipokrytko, pomyśleć, że możesz się zarazić? Nigdy nie odsunęłaś się odruchowo i potem czułaś się głupio?

Moja odpowiedź niestety była pozytywna, i to na wszystkie trzy pytania. Nie świadczy to o mnie najlepiej, wiem. Ale skoro Arek Kasprzak wywołał u mnie te pytania, to na nie sobie odpowiedziałam. Skoro on może być szczery, to mogę i ja.

Published inUncategorized

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *