Skip to content

Prawdziwa Redaktor, najlepszy sojusznik autora

Muszę przyznać, że tytuł wpisu, który popełniłam, a który czytacie, to jednocześnie rekord banału i definicja najprawdziwszej z prawd.

Jestem człowiekiem przyzwyczajonym do tego, że wszystko robię sama. „Ja sama” to moje motto życiowe i fraza, która wkurza moich przyjaciół i część znajomych.

Z bólem wyznaję, że nie doceniałam roli redaktora do momentu, kiedy sama nie pomogłam w redakcji kilku książek oraz do chwili, kiedy moje „Morze krwi” nie znalazło się w… rękach, w szponach, w mocy Prawdziwej Redaktorki.

Nawiasem mówiąc, jej portret, rysunek z natury, znalazł się w główce tego wpisu. Rysownik ujął wszelkie zalety, w tym duchowe, mojej Prawdziwej Redaktorki.

Przyznaję: jestem trudną osobą

Nie wiem, jak mają inni autorzy, ale ja mam osobisty stosunek do tego, co napisałam. Podobne odruchy obronne włączają mi się tylko wtedy, kiedy ktoś mówi mi, jak mam obcinać włosy i jak jeździć na rowerze. W każdym z tych przypadków twierdzę, że:

  • oczywiście, że chętnie wysłucham każdej sugestii!
  • naturalnie zawsze mogę znaleźć przestrzeń na bycie lepszą wersją siebie, prawda?
  • z cała pewnością dzięki uwagom stanę się lepszym pisarzem/kolarzem/bardziej profesjonalnym łysolem!

Tak mówię, bo tak trzeba (tak mnie przynajmniej uczono) ale swoje wiem: nie popełniam wielu błędów. No… może faktycznie nie potrafię porządnie postawić przecinków, ale (na Jowisza!) nie jest tak źle!

Tak przynajmniej myślałam…

… dopóki Prawdziwa Redaktor nie przesłała mi pierwszej redakcji „Morza krwi”.

Przekonałam się, ilu przecinków nie postawiono, ile umieszczono w bezsensownych miejscach, ile ogonków uciekło, ile innych znaków diakrytycznych się zagubiło.

Zauważyliście użycie form czasownikowych? Jest celowe. Te zbrodnie na języku polskim popełniły się same 😜, bo – jak powtarzam – ja i błędy? Pffff…

Pokażę Wam, cześć (niestety tylko część) pracy, którą wykonała ze mną Prawdziwa Redaktor z wydawnictwa 4Generations.

W tym wpisie będzie mało słów, dużo obrazków.

Najważniejsze są bowiem dialogi na cztery nogi pomiędzy Autorką (jak to się teraz mówi…, a… „moją skromną osobą”) a Prawdziwą Redaktor (to ta druga, bynajmniej nie „skromna osoba”, której portret umieściłam we wpisie)

1. Najważniejsze jest, żeby do Autorki dotarło, że nie zawsze ma rację.

Oj nie zawsze. Zadaniem Autora jest pochylenie głowy i przyjęcie na klatę uwag, które wygłasza specjalista. Nie dyskutuje się z faktami, nie polemizuje się z zasadami.

 

2. Jeśli Redaktor jest sarkastyczna, należy postarać się dostosować i można się co najwyżej delikatnie odgryźć.

Albowiem mądry Autor dba o dobrostan Redaktorki 😇

3. Autor może co prawda próbować udawać, że interpunkcja nie ma dla niego żadnych tajemnic, ale…

 

… Redaktorka zwycięża potyczki w 101% przypadków (wiem, to nielogiczne). W tej przynajmniej krew się nie lała 🤦🏼‍♀️.

4. Redaktorzy, zwłaszcza tak dobrzy jak moja Prawdziwa Redaktor, wiedzą, kiedy zgodzić się na widzimisię Autora

Nawet jeśli cierpią, nie pokazują tego.

5. Najważniejsza prawda: z dobrym Redaktorem da się dyskutować.

6. Zdarza się, że wymiana zdań z Redaktorką kończy adopcją. Nieoczekiwaną.

7. Czasem komentarze w tekście powieści stają się miejscami, gdzie znajduje się dziwne wyznania

Bardzo, bardzo dziwne wyznania (piszę tak, żeby zirytować Panią Redaktor 😆)

8. Bywa, że Prawdziwa Redaktor wierzy w zdolności postaci bardziej niż Autor…

9. Zdarza się, że Redaktor jest niecierpliwa i pospiesza postaci ku… ku… ku… no wiecie, gdzie!

Co jest bardzo, bardzo wielkim skandalem 😆. Cierp, o Redaktorko, powtórzenia są tylko dla Ciebie!

 

10. A propos seksu… (ponieważ nie ma tematów tabu, jeśli chodzi o dyskusje na marginesie tekstu, a skąd…)

11. Jak wyżej. Mam wrażenie, że niektóre dyskusje nie powinny się odbywać, a jednak mają miejsce…

 

12. Nie ma rzeczy, które nie pozostaną skomentowane

 

Tak, to po trosze moja wina.

 

Szkoda, że nie mogę podzielić się innymi dyskusjami, które miały miejsce w trójkącie Wydawca/Redaktorka/Autorka

Niestety wiele z nich przebiegało w tak gorącej atmosferze, że zostawały ocenzurowane od razu, kiedy wylały się z klawiatury w komunikator, a szkoda. Wiele można by się z nich dowiedzieć o kondycji współczesnego człowieka!

Mówiąc zupełnie serio:

większość moich obaw była nieuzasadniona, a praca z kompetentnymi ludźmi zawsze jest przyjemnością.

Szacowna Prawdziwa Redaktorko – jesteś wielka. Jak Ci idzie czytanie „Pracowitych wakacji w Rzymie”?

Rysunek w czole wpisu: S B z Pixabay

Published inDylematy selfpublishera

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *