Skip to content

„Pracowite wakacje w Rzymie” i muzyka, którą miałam w głowie

Zwykle we wtorki bawię się na Instagramie w coś, co nazywa się #instawtorkiem. Pisalam już o tym, więc nie będę się powtarzać. Zajrzyjcie, sprawdźcie, spróbujcie. Powiem tylko tyle, że dziś tematem i wyzwaniem było pokazanie „kompozycji”. Jakiejkolwiek.

 

Potraktowałam temat… kreatywnie

Owszem zdjęcie, które widzicie we wpisie, jest jakąś próbą kompozycji, ale nie oszukujmy się – słabą. Głównie dlatego, że wzrok nie jest moim najlepiej rozwiniętym zmysłem. Słuch mam lepszy.

Dlatego „skomponowałam” coś innego. Upubliczniłam playlisty, muzykę, której słuchałam przy pisaniu „Pracowitych wakacji w Rzymie”.

Na Spotify znajdziecie playlistę pod tytułem „Pracowite wakacje w Rzymie” (jest tam także playlista do „Morza krwi”, no oczywiście, że jest).

Tak brzmi muzyka, która towarzyszyła mi w pisaniu drugiego tomu „Drogi Smoka”

Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że kiedy piszę – słucham. Zawsze. Kompulsywnie i na okrągło tego samego.

Czasem muzyka leci z domowego nagłośnienia, czasem mam ją na słuchawkach, czasem słucham słabej jakości dźwięku prosto z komputera. Nie wiem, od czego zależy mój wybór źródła muzyki,  przecież piszę zwykle w tym samym miejscu, przy stole.

Na playliście „Pracowite wakacje w Rzymie”

znajdziecie i rock, i country, i arabicanę, i hard rock, i cholera wie co. Są wśród utworów, których słuchałam, starocie jak „Money for Nothing” Dire Straits, są nowe interpretacje klasyków – jak Ben L’Oncle Soul, który śpiewaj „I’ve got you Under my Skin”, jest Five Finger Death Punch i White Stripes. Ale znajdzie się i Roy Charles. Jak widzicie – eklektyzm stosowany.

Co łączy te kawałki?

Nastrój, jaki dzięki nim łapałam. Power, jaki mi dawały. Waga ich słów, ogólne wrażenie, ciężar gatunkowy, a czasem tylko rytm, w którym poruszały się moje palce na klawiaturze.

To ta muzyka ze mną rezonowała, kiedy pisałam drugi tom mojej sagi

Jak się przekonacie playlista do „Pracowitych wakacji w Rzymie” jest ciężka. Muzyka jest rytmiczna, dość mroczna, niektóre kawałki są po prostu przygnębiające, inne mają w sobie niezłą dawkę emocjonalnego kiczu. Ogólnie – podobnie jak w książce nie ma w niej zbyt dużo wróżek, miłości po grób, jednorożców i dzwoneczków. Sorry:)

Nie byłam w stanie przyjąć innej muzyki przy pisaniu

Teraz niektórych piosenek nie mogę znieść. Innych słucham tylko wtedy, kiedy jestem sama, dalej budzą duże emocje. Inne po prostu są i już nie działają. Są też takie, które mam na innych moich playlistach, i których używam do bardziej prozaicznych celów.

Oddaję Wam zatem dziś moją – swoiście pojętą – kompozycję. To dzięki niej powstały „Pracowite wakacje w Rzymie”. Enjoy!

Premiera ksiażki 24 listopada!

Published in"PRACOWITE WAKACJE W RZYMIE", część 2

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *