Skip to content

„Podwójne życie Nawojki” Aleksandry Katarzyny Maludy, czyli przyjemna lektura pochmurne dni

Last updated on 16 października 2020

Ludzie pogranicza

„Nie miej złudzeń, że wszyscy zrozumieją nas, ludzi pogranicza, żyjących nie tylko między narodami, ale i między ideami i poglądami. Nas, którzy wiedzą, jak myśli i co czuje jedna i druga strona. I w jednych, i w drugich widzących wady i zalety. My wiemy, że świat nie jest czarno-biały, choć wielu takim by go chciało widzieć, a tłum tylko jasne, jednoznaczne sytuacje rozumie”

Tak mówi Staszek z Bolemina „Jakubowi”, który naprawdę jest Nawojką. Wydaje mi się, że jest to jedno z najważniejszych zdań powieści „Podwójne życie Nawojki” autorstwa Aleksandry Katarzyny Maludy.

Postać Nawojki towarzyszyła mi od… wieków 😉

Do akademika „Nawojka”, w którym mieszkał mój ówczesny narzeczony, a obecnie mąż, zachodziłam przez połowę naszych studiów. Wizyty i wizytacje, jeśli wiecie, o czym mówię 😉.

Kiedy szłam niebywale długim korytarzem „Nawojki”, zawsze się zastanawiałam, jakby czuła się w tamtym miejscu ta nietypowa dziewczyna? Radość? Zaniepokojenie? Zdziwienie? Zgorszenie?

Historia Nawojki jest znana

Nie będę więc streszczać całej akcji  „Podwójnego życia Nawojki”. przypomnę tylko w ogólnych zarysach o co chodzi: dziewczyna przebiera się za chłopca, żeby w czasach, w których kobiety uczyć się nie powinny były, móc zdobywać wiedzę.

Skoro już wypisałam sobie zwolnienie z opisywania perypetii bohaterów, skupię się na tym, dlaczego podoba mi się ta książka. A powodów jest sporo.

Pierwszy plus to – zdecydowanie – język

Pewnie kiedy się pisze powieść historyczną, aż kusi, by obficie korzystać z archaizmów i pstrzyć zdania słowami, które rozumie i których potrafi użyć poprawnie nie więcej niż połowa magistrów historii.

Aleksandra Katarzyna Maluty nie idzie jednak na łatwiznę. Bardzo świadomie używa terminologii historycznej i słów, które pachną pergaminem i inkaustem. Znajdują swoje miejsce w tekście, dokładnie tam, gdzie są potrzebne, budując atmosferę i nie obciążając narracji. Jako laik dziękuję, że pani Maluty nie kopiuje Sienkiewicza, Kraszewskiego czy, chroń nas Panie, Gołubiewa.

Drugi plus – nowoczesność

Autorka nie sili na udawanie, że wie, jak myśleli, jak reagowali ludzie w XV wieku, jak przeżywali swoje emocje. Nikt z nas tego nie wie. Zbyt dużo zmieniło się w ciągu tych pięciuset lat, żeby udawać, że nasza wrażliwość, świadomość, sposób analizowania i opisywania świata jest identyczny jak naszych przodków.

Aleksandra Katarzyna Maluty w „Podwójnym życiu Nawojki” po prostu obdarzyła swoich bohaterów naszą wrażliwością i naszym sposobem odbioru świata. Tak, to jest anachronizm, ale bynajmniej nie przeszkadza, tylko zbliża mnie, czytelnika, do bohaterów.

Trzeci plus – akcja powieści

O samej Nawojce wiemy tak mało, że jest w zasadzie postacią na wpół legendarną. Można budować w oparciu o niej feministyczne narracje, kompletnie wyabstrahowane z rzeczywistości i banalnie ahistoryczne (jako feministka nie mam nic przeciwko temu, jako wielbiciel historii czuję wewnętrzny bunt, kiedy o tym myślę). Można także stworzyć romans, w którym anachronizm goni anachronizm. Innymi słowy: można zrobić wiele głupich rzeczy.

Żadnego z tych błędów nie popełnia autorka „Podwójnego życia Nawojki”. Nakreśliła piękną panoramę ciekawej epoki i umieściła w niej swoich bohaterów, pozwalając nam przyglądać się za ich pośrednictwem wielkim historycznym wydarzeniom, mądrym i głupim wyborom, troskom, radościom.

Możemy towarzyszyć bohaterce do końca jej niełatwej drogi. Ciekawym jest, w jaki sposób Aleksandra Katarzyna Maluty wyjaśniła, jak dziewczynie udało się skutecznie uchodzić za chłopca. Podoba mi się zaproponowane przez nią rozwiązanie. Nie jest kiczowate, nie jest naciągane, ma w sobie prawdopodobieństwo oraz urok połączony z dramatem.

Jaki to sposób? Nie powiem. Zajrzyjcie do książki, warto.

Plus następny – konstrukcja powieści

Jest taka scena, w której Nawojka i Andrzej stoją przed drzwiami katedry w Płocku i – patrząc na jej drzwi – dyskutują o tym, jak świat jest ułożony. Drzwi tych już nie ma, ale przywołajcie w pamięci ozdobne wrota do innych katedr. Metalowe, pięknie rzeźbione panele, ilustrujące historię zbawienia lub po prostu któregoś z licznych świętych. Jeden panel, drugi, trzeci i kolejny, i kolejny. Każdy z nich poprzez konkretną historię przekazuje o wiele bardziej uniwersalną naukę.

Tak dla mnie wygląda książka Aleksandry Katarzyny Maluty: poszczególne sceny rysują wydarzenia, postaci, emocje.

Co one dla nas znaczą? Jak na nie odpowiadamy? To wyzwanie, przed którym stają wszyscy podziwiający zdobione wejścia do katedr, prawda?

Plus piąty – przyroda!

Ok, może to śmieszne, ale podobają mi się te umiejętnie wplecione w akcję obrazy przyrody.

My, ludzie XXI wieku. często zapominamy, jak ważna jest natura, jak zasadnicza była w czasach, kiedy między życiem a śmiercią stały jedne nieudane zbiory.

Dla nas przyroda to sceneria dla wakacji lub newsów o katastrofach naturalnych. A dla ludzi aż do epoki nowożytnej, to rzeczywistość do przeżycia.

W „Podwójnym życiu Nawojki” przyroda towarzyszy, wyłania się, jest kontrapunktem, nie przytłacza, ale czuć ją.

Autorka „Podwójnego życia Nawojki” mogła artystycznie nagiąć historię w jednym, czy dwóch miejscach, ale stworzyła ciekawą całość, zdecydowanie wartą, żeby jej poświęcić czas.
To dobra książka. Wartościowa, ciepła i bardzo uczciwa. Książka dla wszystkich „ludzi pogranicza”.

Kto nie jest takim człowiekiem, dzisiaj, w połowie połowy XXI wieku

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *