Skip to content

„Pandora’s Lab: Seven Stories of Science Gone Wrong” Paula A. Offita, czyli wow…

Lubię długie audiobooki

takie, które trwają powyżej trzynastu godzin. Nie wiem czemu, może wydaje mi się, że dopiero długi wykład jest w stanie wyjaśnić mi skomplikowane procesy? Czasem jednak sięgam po jakieś maleństwa, ale przyznaję, że za wiele się po nich nie spodziewam.

Ot, słucham ich, żeby nie zapomnieć angielskiego, żeby dowiedzieć się czegoś nowego lub żeby wyleźć ze strefy komfortu. Niektóre nie zostawiają żadnego intelektualnego śladu, inne – zmuszają mnie do intensywnego myślenia i szperania w sieci i bibliotekach.

„Pandora’s Lab: Seven Stories of Science Gone Wrong” Paula A. Offita to drugi typ audiobooka

To znaczy jest to ośmiogodzinne maleństwo, po którym niewiele dobrego się spodziewałam. Tak, sięgnęłam po niego, bo miałam go za darmo w pakiecie Audible. Tak, jestem sknerą, no i co? Ale opis mnie zainteresował, byłam zmęczona tym, czego zwykle słucham i potrzebowałam… rozrywki.
Zostawiając na boku wady mojego charakteru, muszę powiedzieć, że to „Pandora’s Lab” okazało się być bardzo ciekawą książką. Bardzo.

Miłe złego początki…

Offit, lekarz z zawodu, wziął na tapetę siedem przypadków, w których odkrycia naukowe/wynalazki albo okazały się katastrofą, albo ich recepcja doprowadziła do katastrofy, albo coś nam się pokoziołkowało i… OK, wyjaśnię to na konkretnych przykładach.

Opium, opiaty, opioidy

Tu sprawa zaczęła się pięknie i dawno, bo jakieś 6 tysięcy lat temu. Sumeryjczycy zaczęli uprawiać mak na opium i stosować go jako substancję przeciwbólow oraz zmieniającą świadomość.

Później, dużo później, nastąpiła epoka laudanum, palarni opium i wojen opiumowych. Zwłaszcza te ostatnie polecam Waszej uwadze. Czytałam o nich sporo i – choroba – niech mi nikt nie mówi o cywilizacyjnej rolii Imperium Brytyjskiego. Nie ta historia, wracam do tematu.

Ludzkość, która rozpaczliwie potrzebowała środków przeciwbólowych, starała się zrobić wszystko, by z opium wyciągnąć to, co w nim najlepsze i przy okazji nie dać się wciągnąć w nałóg.

Zaczęło się od niemieckiego farmaceuty: Friedricha Sertürnera, który na początku XIX wieku odkrył morfinę. Początkowo Sertürner był przekonany, że morfina nie uzależnia, później zmienił zdanie i przestrzegał przed jej działaniem. Jak się można domyślić – na próżno.

Kiedy już nie dało się ukryć, że morfina potężnie uzależnia, chemicy rzucili się, by szukać czegoś innego, innej chemicznej pochodnej opium. No i trafiła się im heroina. I inne, pododne. Najpierw reklamowane jako cud, który nie uzależnia, i który można podawać nawet dzieciom, a potem…
Nie muszę opowiadać, co było dalej, prawda?

Niektóre z tych substancji są nielegalne (heroina), inne można dostać na receptę (Oxicotin, nie mam pojęcia jaka jest polska nazwa tego specyfiku), ale wszystkie sieją spustoszenie.

Offit podaje statystyki dotyczące użycia opiatów i opioidów w Stanach Zjednoczonych i jeżą one włos na głowie. Sprawdźcie je sobie.

Margaryna

Ech… Kiedyś symbol zdrowego odżywiania, dziś kojarzy się z rosnącą liczbą zawałów serca i chorób układu krążenia. Offit przybliża historię utwardzania tłuszczy roślinnych, wprowadza słuchacza w podstawy chemii organicznej, przedstawiając tłuszcze trans i ich wpływ na zdrowie oraz pokazuje bardzo biznesowe podejście przemysłu spożywczego, dla którego wyniki badań naukowych i stan zdrowia klientów mają mniejsze znaczenie niż roczne wyniki finansowe.

Zaraz, czy nie tak samo było ze szkodliwym działaniem nikotyny i papierosami? No właśnie.

Margaryna jest także pięknym przykładem pokazującym, jak odkrycie naukowe zdaje się być właśnie tym, które poprawi jakość naszego życia, ale które w ostatecznym rozrachunku może przyczynić się do jego skrócenia. Cóż, nauka ciągle szuka, ciągle jest w stanie tworzenia, nowe fakty wychodzą na światło dzienne, nowe dane dają nam jaśniejsze spojrzenie. Stare błędy są poprawiane, ale powstają nowe.

Ten rozdział „Pandora’s Lab” uświadomił mi dobitnie, że życie i moje przyzwyczajenia muszą się zmieniać, bo zmienia się wiedza naukowa na temat tego, co zdrowe, a co niekoniecznie.

Skroplenie azotu, nawozy i broń

Wiecie, że gdyby na początku XX wieku pochodzącemu z Wrocławia Fritzowi Haberowi i jego koledze Carlowi Boschowi nie udało się odkryć, jak uzyskać amoniak z powietrza, prawdopodobnie nie byłoby nas, ludzi, prawie 8 miliardów? Ziemia by nie wykarmiła tak wielkiej rzeszy mieszkańców.

Tak sobie myślę, że… Nie, lepiej nie.

Owszem – azot, dzięki któremu następuje m.in wzrost roślin, jest bardzo, ale to bardzo rozpowszechnionym pierwiastkiem. W powietrzu jest go więcej niż 78%, w litosferze koło 50%, ale jego obieg jest procesem dość powolnym i do czasu odkrycia Habera była to potężna bariera dla rolnictwa.

Nawożenie naturalne, a raczej azot w nawozach był słabym punktem. Otaczał nas i był wszędzie, ale było go za mało tam, gdzie go potrzebowaliśmy – w glebie.

Proces Haber-Boscha przyniósł kolosalną zmianę: nawozy sztuczne.

Ale nie tylko.

Fritz Haber szybko przestał interesować się pokojowymi zastosowaniami chemii i zaczął pracować – z sukcesami – nad gazami bojowymi (przypominam – to czasy pierwszej Wojny Światowej!) i materiałami wybuchowymi. Ze swojej pracy był niezwykle dumny i nie rozumiał, dlaczego koledzy-naukowcy nie chcieli mu podać ręki, kiedy odbierał Nagrodę Nobla. Nie rozumiał, co złego jest w iperycie i gazie musztardowym, imagine!

Przy okazji opowieści o Haberze ciekawe jest to, co Offit mówi o jego rodzinie. Otóż, zdaniem autora, Franz Haber robił wszystko, żeby jego ojciec go zaakceptował. Niestety, bez skutku. Praca była dla niego sposobem udowodnienia, że wbrew opinii ojca, może do czegoś dość.

Doszedł, Nobel to udowadnia, ale na polach pod Ypres jest kilka tysięgu grobów ofiar, których śmierć spowodował i obserował.

Tenże sam Haber lekceważył zresztą swojego syna (żona mówiła, że gdyby nie zachęcała go do zobaczenia własnego dziecka, nie pamiętałby, że ma potomka) i swoją małżonkę.

Swoją drogą to ciekawa historia, wiecie? Clara Immerwahr była jedną z pierwszych Niemek, które uzyskały tytuł naukowy, sama była chemiczką. Jednak kiedy wyszła za mąż, władze uniwersytetu, na którym pracowała, zmusiły ją do rezygnacji. Wiecie, żona nie może być naukowcem. Macica i mózg widocznie są na kursie kolizyjnym…

Clara Immerwahr popełniła samobójstwo, nie mogą pogodzić się z tym, jak chemii używał jej mąż. Tego ranka, kiedy do siebie strzeliła, jej mąż nadzorował pierwsze użycie gazów bojowych na froncie wschodnim.

Eugenika

Nie wiem czy trzeba coś więcej mówić. Offit pokazuje, jak nauka, która zaczęła się od myślowych i ogrodniczych eksperymentów Grzegorza Mendla została wykrzywiona i wykorzystana, jak w jej imię doprowadzono do przymusowych sterylizacji tysięcy osób i jak została wykorzystana przez nazistów.
Najciekawsze – jeśli można użyć tego słowa – jest to, że to USA były krajem, w którym eugenika kwitła, w którym stanowiła prawie religię, której „wyznawania” i popierania nie wstydził się nawet prezydent T. Roosevelt.

Lobotomia

Jakim cudem podejrzana procedura medyczna – znowu przepraszam za użycie mocno nieadekwatnego sformułowania – stała się tak modna? Nie mam pojęcia. Ale były czasy – i to wcale ie tak odległe – kiedy była prawie panaceum, a pacjenci pytali, czy dzięki lobotomii da się „pozbyć” astmy.

Ten rozdział jest upiorną historią lekarza, Waltera Freemana, który usiłował znaleźć dla siebie niszę, miejsce, w którym mógłby dokonać rzeczy niezwykłych i dzięki temu prześcignąć swojego sławnego dziadka, również medyka.

To straszna opowieść, nie o medycynie, tylko o ostatecznej formie hochsztaplerki, o nazywanych „zabiegami” uszkodzeniach mózgu wykonywanych przez Freemana za pomocą dwóch szpikulców do rozbijania lodu, bez anestezji, bez sterylizacji, bez badania, w ciemno.

DDT i jakim cudem pozwalamy tysiącom ludzi umierać na malarię?

Kwestia DDT i zakazu jego stosowania to prawdopodobnie najlepsza ilustracja powiedzenia, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Pisarka i działaczka ekologiczna Rachel Carson, mająca bez wątpienia dobre chęci, rozpętała kampanię przeciw DDT. Była konsekwentna, umiała mówić i przekonywać i udało się jej. Pestycyd znalazł się na czarnej liście, na której znajduje się po dziś dzień.

Offit twierdzi – powołując się na badania i specjalistów – że Carson przesadzała, że w swoim zapale używała argumentów, na pokrycie których nie było naukowych dowodów. Jak mówię – była skuteczna, DDT się nie produkuje i nie używa, i w konsekwencji tysiące umierają na malarię.

Witamina C w dużych dawkach

Mamy kolejnego noblistę, który wpłynął na opinię publiczną. Linus Pauling, dwukrotny zdobywca Nobla, dał się zwieść przekonaniu, że duże dawki witaminy C to prawdziwe panaceum na wszystko. Rozpoczął krucjatę, w której mówił ludziom nawet to, że wit. C leczy raka.

Nie dał się przekonać, że nie ma racji, że żadne badania nie wspierają jego przekonań, które są skrajnie szkodliwe. Nie, co więcej – zwalczał naukowców, którzy pokazywali fakty i wyniki badań.

Położył także podwaliny pod ogromny przemysł związany z suplementami diety. Kto by dyskutował z witaminą C i z takimi pieniędzmi?

O rany, trochę się rozpisałam!

A Paul A. Offit pisze jeszcze o BPA, GMO i e-papierosach. O szczepionkach, o wielu, wielu innych tematach. Nie będę wszystkiego streszczać. Jeśli dotrzecie to książki lub audiobooka – sięgnijcie po niego. warto.

„Pandora’s Lab” nie wyszło po polsku, przynajmniej z tego, co wiem. Są na rynku za to dwie inne książki jej autora, jedna o szczepieniach, druga o antybiotykach.

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *