Skip to content

„Pan Kamienia Wschodu” Joanny Lampki, czyli „zapiąć pasy i do przodu!”

” – Mów, o co chodzi – mruknęła Ingrid i posadziła dziewczynkę z powrotem na dywanie.
– Potrzebuję pomocy kogoś, kto się nie boi śmierci i potrafi trzymać język za zębami – powiedziała Aline, patrząc z poczuciem winy na małego rudzielca, który ładował sobie właśnie do buzi zielony klocek.
– Tylko zwołam matkę i jestem cała twoja – odparła Ingrid i związała włosy w wysoki kucyk”. [s. 253]

No dobrze. Pierwszego tomu przygód Aline nie czytałam

Cykl „Mistrz Gry” zaczęłam od drugiej części, wiedząc, że w przyszłości czeka na mnie i trzecia. Czy dałam sobie radę z drugim? Ba!

Autorka przypomina, co się działo, historia wraca w retrospekcji postaci, ktoś wspomina poprzednie wydarzenia – nie zgubisz się Czytelniczko i Czytelniku, choć fajnie byłoby pierwszą część przeczytać.

„Ludzie Północy to ci, którzy akceptują sami siebie w pełni ze wszystkimi swoimi ułomnościami i błędami. To ci, którzy są w stanie patrzeć sobie samemu w oczy bez mrugnięcia powiekami. Na południu mówi się o nas, że jesteśmy egoistami, psychopatami i nie potrafimy kochać. To nieprawda. Przynajmniej częściowo nieprawda. My po prostu zwykle nie robimy tego, co powinniśmy robić, ale to, co chcemy. Jesteśmy w głębi serca wolni”. [s. 91]

Podobało mi się?

Tak, z pewnymi wahaniami, ale – tak.

Wakacyjna lektura, piękny odpoczynek pomiędzy rzeczami poważniejszymi i absorbującymi. Czytałam z zapaleniem ucha i „Pan Kamienia Wschodu” humor mi poprawił.

O co chodzi w książce?

To przygodówka dla dorosłych. Piszę od razu, żeby ktoś, kto nie lubi seksu i ciężkiego języka w książkach, nie czuł się wykorzystany. Ja lubię i jedno, i drugie, zwłaszcza dobrze napisane. Lampka umie pisać „momenty”. Uwierzcie mi, to sztuka.

Aline, córka władcy Królestwa wraca do domu z misji szpiegowskiej w stanie błogosławionym. W warunkach Królestwa popełniła nie dość, że zdradę, to jeszcze splamiła honor i w ogóle. No i jakby nie wystarczyło, że w ciąży, to jeszcze emocjonalnie zaplątana na setki pętelek, bo jej emocje są rozpięte między dwoma mężczyznami. Ale nie ma czasu się nad sobą roztkliwiać, bo musi uciekać, by przeżyć.

„Paradoksalnie dzięki temu, że Michel był tak bardzo skupiony na sobie, Aline mogła odnaleźć i postawić na piedestale samą siebie. Z Ianem była piękna i lepsza niż naprawdę. Z Michelem była sobą. Najgorszą, najbrudniejszą, najokropniejszą sobą bez żadnych zahamowań. Pozwalał jej wyciągnąć z duszy to, czego się wstydziła. Mogła zrobić wszystko i być tak spontaniczna, jak tylko chciała. Nieustannie przekraczała niewidzialne granice ich intymności. Z Ianem stali po dwóch różnych stronach zwierciadła, wpatrując się w siebie z zachwytem. Z Michelem stali po tej samej stronie lustra, które prześwietlało ich jak rentgen”. [s. 86]

Sytuację pogarsza fakt, że świat, w którym życie Aline jest targany wojną. Jedno państwo już jest atomową pustynią. Co stanie się z innymi? Nie wiadomo. Nie wiadomo także komu można ufać. O ile zaufanie jest drogim towarem, to życie jej nienarodzonego dziecka jest jeszcze droższe. Dlatego Alinę ucieka. Na Północ.

Północ…

Północ to taka Alaska z Jacka Londona, Dziki Zachód z klasycznych westernów i dwory władców z „Gry o tron”. Miejsce, gdzie przeżywają najsilniejsi. Czy Alinę, mała, drobna blondynka da radę?

Ja nie wiem, czemu w ogóle o to pytacie!

Książkę czyta się błyskawicznie

Jest nieźle napisana, a każda strona to nowa przygoda. To jak w serialu, wiecie – musi utrzymać Waszą uwagę. Może nie ma czasu na roztrząsanie stanów duszy, na zastanawianie się co i po co. Dech zapiera i biegnie się za bohaterami.

To książka dla spragnionych przygody i przygód. Świetna na wakacje, na podróż. Czas leci, ani się spostrzeżecie, a jesteście na miejscu.

Bohaterowie

No, trzeba przyznać, że bohaterowie mnie czasem irytowali. Pewne rzeczy bierze się jednak takie, jakimi są i tyle. Aline co prawda miotała się między rozpaczą i wściekłością, a jej życie emocjonalne to fiuuu… ale nie czepiam się. Owszem, miałam ochotę nią potrząsnąć, czasem zastanawiałam się, skąd jej się to wzięło, ale polubiłam ją.

Bo wiecie – ona rosła i zmieniała się

Rozwijała się. Uczyła się siebie i o sobie. Nie wszystko jej się podobało, ale nie marszczyła nosa, tylko parła do przodu, dla siebie, dla dziecka.
Lubię bohaterów (obojga płci), którzy nie są tacy sami, którzy zmieniają się, choćby na gorsze.

Panowie są bardziej schematyczni, ale i tak – bardzo fajna grupa bohaterów.
No i magia! Może nie odkrywcza i nie innowacyjna, ale – kurczę – ciekawa, zmuszająca ludzi do dokonywania wyborów.

Plus dla autorki za cały drugi plan. Jest ich dużo, postaci drugoplanowych, i niektóre – jak ojciec Aline, zdaje się mieć jakiś wyłącznik na plecach, bo albo jest poważny, albo wrzeszczy.

Świat przedstawiony

Autorka wymyśliła sobie świat. Rozpisała jego geografię, wyrysowała mapę. Niebywale to lubię, bo to jak chodzenie po czyjejś głowie. Jesteśmy technologicznie w wieku XX, obyczajowo gdzieś na pograniczu Arabii Saudyjskiej, Polski i światów Sapkowskiego z jego wojownikami i wojowniczkami, którzy wyraźnie nie pasują do zastanego, i co tu ukrywać, toksycznego społeczeństwa, które Lampka opisuje.

Nasi bohaterowie (bohaterka) nie dość, że muszą walczyć z porannymi nudnościami, to jeszcze mają przeciwko sobie zwyczaje, obyczaje i prawa. I czasem trzymają się ich, czasem je sprytnie wykorzystują. A czasem się po prostu poddają.

„W jej oczach był potężny i bardzo obcy, jak jego działania. Nie okazywał emocji, nie popełniał błędów. Jego przepiękny kolorowy tatuaż był jak tarcza. Przy nim czuła się żałośnie naga i bezbronna. Pragnęła mieć na sobie przynajmniej ubranie. Czuła się sponiewierana tamtym dniem, upokorzona i tak niekrólewska, jak sobie mogła wyobrazić. Ciężkie piersi opierały się o wielki brzuch, który je podnosił, sprawiając, że jeszcze bardziej sterczały. Nie była niezniszczalną królową. Była niezgrabną kobietą w ciąży, która podejmowała niezbyt dobre decyzje”. [s. 267]

Nie ukrywam, to była ta część książki, przy której najczęściej brew marszczyłam

Miałam kłopot, bo nie wszystko mi się schodziło i zdecydowanie wiele rzeczy nie trzymało się kupy. Jeśli kobieta to podnóżek, to jakim cudem Aline może zostać… stop, to byłby spoiler. Jak można strzelbę trzymać jedną ręką, i to mając palec na spuście, i celować w kogoś skutecznie? No nie wiem, no…

Było mnóstwo takich momentów, w których kręciłam głową. Wiedza i doświadczenie podpowiadały mi, że coś się sypie, zgrzyta i trzyma się razem tylko dlatego, że akcja gna do przodu i Czytelniczki i Czytelnicy nie mają czasu, żeby odsapnąć i się głębiej nad logiką świata zastanowić.

W wielu miejscach zadawałam sobie pytanie „da fak?!”, a następnie przypominałam sobie, że mam do czynienia z książką przygodową i mam się nie czepiać. I czytałam dalej.

Język

Książka jest sprawnie napisana. Nie – porywająco, ale dobrze. Autorka ma swój styl, który jest spójny, nie sentymentalny, nie przegadany, dostosowany do powieści akcji. Jeśli czytało mi się dobrze, to co mogę jeszcze napisać?

No może to, że brakowało mi kilku poprawek redakcyjnych, tu korekta stylu, tam zagubione przecinki…

A! Mogę dodać jeszcze jedno! Pani Joanno Lampko, niech Pani pisze. Ciekawa jestem światów, które ma Pani w głowie i dobrze mi się przy Pani książce odpoczywało.

Książkę mam z Klubu Recenzenta portalu nakanapie.pl

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *