Skip to content

Very Urban Fantasy Posts

Zaczęłam pisać… 9 część „Drogi Smoka” (można wzdychać)

Miałam już nie wracać do świata „Drogi Smoka”, bo ile można, prawda? Zrobiło się tego sporo. Niech ja sobie to podliczę: osiem książek (i jedna nowelka!); akcja rozciągnięta na ponad dwadzieścia lat; kilkunastu bohaterów, w tym siedmiu Szkotów, jeden Koreańczyk, czwórka, nie, piątka Polaków, co najmniej jeden Japończyk, kilkoro Rosjan, Brytyjczyk, a… i oczywiście Persowie i Włosi, i Amerykanie; kobiety, mężczyźni, istoty gender confused i takie, które nie chcą się decydować najstarszy z moich bohaterów urodził się w 3 stuleciu p.n.e, najmłodsi rodzą się „na bieżąco”. Przepraszam, poprawka, nikt nie…

„Ostatnie lata polskiego Wilna”, czyli ot, taka sobie przyjemna pogadanka historyczna

W Małopolsce ciągle jeszcze można usłyszeć/przeczytać określenie „austriackie gadanie” Oznacza to paplaninę bez większego sensu, uprawianą głównie po to, żeby mówić. Nie ukrywam, że przyszło mi to sformułowanie do głowy, kiedy czytałam „Ostatnie lata polskiego Wilna” Kopera i Stańczyka. To nie jest jednak taka zła książka Uznaję ją po prostu za niezwykle irytującą i rozczarowującą pozycję, za taką, która dobrze się zapowiadała, ale obietnic nie dowiozła. „Ostatnie lata polskiego Wilna” zasadzie zawierają wszystko, co powinna mieć dobra książka popularnonaukowa. Historia Wiln a w XX-leciu to przecież materiał, który mógłby przełożyć…

C. Klobuch „Dom między chmurami”, czyli czekam na ciąg dalszy

„Kiedyś, dawno temu, słyszała od innej kobiety, że mężczyźni są tym, co robią, i że zwykle jest to tylko jedna rzecz. Niektórzy kochają konie, mówiła tamta, inni zapach krwi i pyłu na polu, na którym właśnie skończyła się bitwa, a jeszcze inny władzę – ale nie ma w nich nic więcej. Kiedy ich tego pozbawić, stają się jak puste skorupy i nawet, jeśli nadal żyją, to tylko dla zachowania pozorów. Czasami to pozwala im odnosić sukcesy gdzie indziej, bo nie dbają zupełnie o te nowe rzeczy i ryzykują; a czasem…

„Wiedeń 1814” Davida Kinga, czyli uczyć, bawiąc czy odwrotnie?

Kongres Wiedeński fascynował mnie od wielu lat Z wielu powodów, z których najważniejszym jest ten, że ład stworzony na nim przetrwał sto lat. Przez te sto lat Europą nie szarpała żadna wielka wojna. Ewenement w skali historycznej dla naszego małego kontynentu! Jak oni to zrobili? Po przesłuchaniu „War, Peace, and Power: Diplomatic History of Europe, 1500–2000” Vejasa Gabriela Liuleviciusa, postanowiłam wreszcie wziąć się do roboty i pogłębić wiedzę. Pierwszym wyborem czytelniczym był „Wiedeń 1814” Davida Kinga Muszę przyznać uczciwie: po pierwszym rozdziale byłam mocno zirytowana tym, jak napisana jest ta…

„Stephen Fry’s Victorian Secrets”, czyli kopalnia informacji, plus ten akcent!

Niedawno nie zostawiłam suchej nitki na „Unmentionables” Therese Oneill a teraz pozostając w erze wiktoriańskiej będę się rozpływać w zachwytach nad innym audiobookiem o historii tego okresu. „Stephen Fry’s Victorian Secrets” to książka nagrana przez doskonałego brytyjskiego komika, ale nie stworzona czy napisana przez niego. „Stephen Fry’s Victorian Secrets” to taki sposób na popularyzację historii, jaki gorąco popieram Łączy faktograficzną doskonałość, przemyślaną i różnorodną formę oraz humor w spójną całość. Dodam, że humor jest kostyczny, ironiczny, nienarzucający się i nieprzytłaczający treści. Autorzy treści nagrań/słuchowisk/wywiadów, czyli John Woolf, Nick Baker, nie…

„Diuna – Kapitularz” Franka Herberta, czyli godne zakończenie serii-legendy

„Niektórzy nigdy nie są uczestnikami. Życie toczy się obok nich. Nie stać ich na nic więcej niż niemy opór, przeciwstawiają się wszystkiemu, co mogłoby odebrać im złudzenia bezpieczeństwa”. [s. 169] Moja miłość do Franka Herberta zaczęła się dawno temu, w innej galaktyce W jednym z pierwszych wpisów w tym blogu pisałam, jak to w zamierzchłej przeszłości, w czasach, które teraz są na nowo przywoływane dzięki działaniom pogrobowców i naśladowców zamordyzmów XX wieku, pani bibliotekarka zrugała mnie, że śmiem nie pamiętać, że Herbert miał na imię Zbigniew, nie jakiś Frank. Good…

„Językowy obraz rodziny” Anny Mazurkiewicz, czyli językoznawcza ciekawość zaspokojona

Po „Językowy obraz rodziny, jako nośnika wartości w czasopismach laickich i katolickich w latach 2010-2015” Anny Mazurkiewicz sięgnęłam z ciekawości. Słowa mnie fascynują i są moim narzędziem pracy, ale ta pozycja przyciągnęła moją uwagę i z innych względów.  Jestem feministką i bardzo źle się czuję w systemie wartości prezentowanym przez czasopisma katolickie inne niż „Tygodnik Powszechny”, „Znak” czy „Więź”, po które zresztą – z przyczyn przynależności wyznaniowej – nie sięgam nazbyt często. Jestem ich ciekawa, to prawda, ale trzymam się z daleka. Anna Mazurkiewicz przygotowując swój doktorat zrobiła porządny research…

Wesołych, chociaż pewnie nie do końca „normalnych” Świąt!

Wokół słyszymy, że te Święta powinniśmy starać się spędzić normalnie Myślę sobie: jak?! Przecież każdy z nas widzi, co się dzieje wokół. Nawet jeśli pandemia nie dotknęła naszego zdrowia czy też naszych bliskich, dotykają nas ograniczenia, wkraczające do każdej z dziedzin naszego życia. Każdej! Tracimy pracę, kontakt z bliskimi, czasem nawet więcej. Myślę, że apele typu „spędźmy te Święta normalnie”, są kontrproduktywne i robią więcej złego niż dobrego Dla mnie to nie będą „normalne” Święta. Próba udawania, że są – skrzywdziłaby mnie, kazałaby udawać, że nie czuję strachu i niepokoju,…

„Templariusze i asasyni” Jamesa Wassermana, czyli maaaaatko jaki to gniot!

Mam nieszczęście należeć do tych ludzi, którzy rzadko odkładają książki. „Jak to, ja nie dam rady?”, „Nie, dam mu/jej szansę”, „Może się rozwinie”, „To nie może być takie złe”. Wiecie, takie właśnie myśli chodzą mi po głowie, kiedy czytam jakiegoś gniota. To czemu nim nie rzucę w kąt? Bo po pierwsze: książkami się nie rzuca, a po drugie, uczono mnie przecież, żeby się nie poddawać. Nie poddaj się! Wytrwaj! Idź do przodu! No. Tak. Chciałam uzupełnić wiedzę Po raz kolejny przeleciałam przez „Królów przeklętych” Maurice Druona i chciałam odświeżyć to,…

„Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane, czyli czytelnik w gabinecie luster

„[..] kim jest pisarz, jeśli nie dozorcą, mamo? Karmi się życiem innych ludzi”. [s.202] „Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane dostałam w prezencie Muszę przyznać, że były czasy, kiedy literaturę tzw „frankofonii” czytałam namiętnie i to w oryginale, nieraz frustrując się i spędzając niezliczone godziny ze słownikami (próbujcie czytać powieści napisane przez autorów z Antyli czy Madagaskaru. Francuski nie wystarczy 😳). Później zrobiłam sobie przerwę, ponieważ w życiu zawodowym potrzebny mi był angielski i musiałam się go uczyć na gwałt. Nie miałam czasu na delektowanie się tym, co powstaje…