Skip to content

„Ostatnia siostra” Miki Wing, czyli hmmmmm…

„Luk poczerwieniał na twarzy i zacisnął z całych sił pięści. Jego wzrok, niczym rzucony nóż, wbił się w przeglądającego pliki Voldorowa. Na chwilę schylił głowę i przełknął ślinę przez zaciśnięte z wściekłości gardło. Stał tak i miał wrażenie, że wypełnia go wodór, któremu wystarczy iskra do wybuchu”. [s. 80]

First things first – ocena!

Zacznę od pozytywu: pomysł na książkę, na akcję książki był bardzo, ale to bardzo dobry. Myślę, że autorka/autor, „Ostatniej siostry” ma szansę napisać kiedyś naprawdę dobrą książkę, bo ma to, co ważne: wyobraźnię i marzenie, by to, co wykiełkowało w jej głowie przenieść do komputera i stworzyć książkę.

Kolejna dobra rzecz- OKŁADKA! Genialna. Klimatyczna. Mówi do mnie.

I jeszcze jedna – jest kilka scen, które naprawdę warto przeczytać i pomysły narracyjne, które są dobre! Jest na czym budować.

Ale to nie jest książka, do której bym wróciła.

Zacznijmy od opisu wydawcy

NovaeRes I Mika Wing tak przedstawiają swoją książkę:

Ile poświęcisz, by ocalić tych, którzy są dla ciebie najważniejsi?

Goye ma tylko jeden cel: pragnie odnaleźć swoje siostry, których byty cielesne i duchowe dawno temu odłączyły się od siebie i rozproszyły. Aby znów się z nimi zjednoczyć, kobieta jest w stanie poświęcić wszystko i wszystkich. Podczas poszukiwań, trwających kilka tysięcy lat, Ziemia, jaką znamy, przestaje istnieć, a życie przenosi się na inne planety i ulega całkowitej metamorfozie. Goye spotyka na swojej drodze ludzi, którzy mogą jej pomóc, jednak każdy krok przybliżający ją do zaginionych sióstr ma swoją cenę. Kluczem do rozwiązania zagadki może okazać się starożytna kula. Wkrótce okaże się, czy jej moc przyniesie ostatnim ocalonym ratunek czy zniszczenie…

I opis jest akuratny

Obserwujemy trwające millenia poszukiwania zaginionych sióstr, widzimy zamieszanie, manipulację, poświęcenie oraz poświęcanie wszystkiego i wszystkich.

To czemu narzekam?

Bo książka jest źle napisana. Akcja przypomina rozbity kalejdoskop. Rozłożyliście kiedyś jakiś na części? Nie zachęcam, ale w środku jest kilka niespecjalnie pięknych plastikowych ścinków, barwnych wielościanów, które w kalejdoskopie tworzą magię, a wysypane z niego są tylko… kawałkami kolorowego papieru.

Za dużo wszystkiego

Zacznę od cytatu:

„Tomasz spostrzegł, jak szybkim krokiem zakonnik się oddala. Ruszył za nim, przeczuwając, że coś jest nie tak. W momencie, gdy Goye w ciele Tomasza zbliżała się do twierdzy, dreszcz, jaki czuła, gdy Koye była mordowana, znów przeszył jej ciało. Gdy Lucjan otworzył drzwi do budynku, duchowny dogonił go i razem wpadli do sali, gdzie była Eva. Ich wzrok spotkał się tak jak wtedy, gdy ten wodził dłonią po ciele dziewczyny. Jej migdałowe oczy znów przeraziły mężczyznę, a młoda kobieta nie do końca rozumiała, co się dzieje”. [s. 56-57]

Widzicie, co mam na myśli? Tak, Mika Wing próbowała prawdopodobnie przekazać za pomocą słów perspektywy narracyjne różnych bohaterów, w tym jednej z tytułowych sióstr-bogiń stworzenia, ale przy okazji nie ułatwiła czytelnikowi zadania. To nie jest jakiś wybrany przeze mnie wyjątkowo skomplikowany fragment powieści, to – zaryzykuję takie stwierdzenie – przykład wielce reprezentatywny.

W „Ostatniej siostrze” co chwila pojawia się nowa postać

Miałam takie wrażenie, że Mika Wing dodaje kolejnego bohatera, bo po prostu lubi wymyślać dla nich imiona. Rozumiem to, także lubię tę część pisania.

Tutaj jednak szybko miałam przesyt i zastanawiałam się: po co tylu bohaterów? Owszem, losy wielu z nich „schodzą się” przy końcu książki, ale mimo wszystko…

No i są polowania na czarownice, i sztuczna inteligencja, i wyklęta cesarzowa Chin, i… – wiecie,  jakby wziąć do kupy wszystkie odcinki pierwszego sezonu StarGate i umieścić w jednej książce. Nie oglądaliście? Szkoda. Uwierzcie mi na słowo: za dużo! Są nawet Orkowie! (Nie żartuję, pojawiają się s. 280)

Nauka! Nauka! Nauka!

Jestem szczególarzem i cenię sobie autorów, którzy robią research. W „Ostatniej siostrze” go nie widać.

Wiem, że wydawnictwo oznaczyło tę powieść jako „fantasy”, więc podejście do nauki mogłoby być „dowolne”, ale dla mnie to SF! SCIENCE fiction.  Niechby i fantasy! I tak fakty naukowe, te które są nam znane, powinny się trzymać kupy.

Jakoś.

Trochę.

A tu widać owszem – zapał, ale i naiwność autorki. Jest na przykład jedna z bogiń stworzenia jest porzucona w kuli „ nieopodal zabudowań Egiptu”, w czasach faraonów [s. 42]. „Nieopodal zabudowań Egiptu”, czyli gdzie? Koło jakich zabudowań?

Są przeloty przez czarne dziury, niezgodna z wiedzą naukową ewolucja gwiazd i życia na Ziemi, są niemożliwe do utrzymania układy gwiezdne. Wiem, rozumiem: to fantastyka! Ale chciałabym, byśmy w czasach płaskoziemców, ludzi bojących się 5G i tych, którzy nie wierzą w covid 19, nie gwałcili nauki.

„ – Nikt nie jest do końca wolny – odpowiedziała Lilly, przerywając uzupełnianie pliku. – Myślę, że każdy w swoim mniemaniu jest wolny, ale w tak dużym systemie, w jakim funkcjonujemy, trudno o niezależność. Wszystko musi współgrać, inaczej jeden zgrzyt i całość by się rozpadła”. [s. 82]

No właśnie! Pilnujmy, by zgrzytów nie było. Szkoda całości. Naprawdę – szkoda całości.

Bohaterowie

Rzadko zdarza się książka, w której nie ma bohatera, którego mogłabym polubić. Niestety, z tym przypadkiem mamy do czynienia w „Ostatniej siostrze”. Ani Sally, ani siostry-boginie stworzenia, ani Luk, ani Lilly, ani nikt, nikt, nikt – nie daje się lubić. W każdym razie do mnie bohaterowie Miki Wing – nie przemówili.

A szkoda! Bo tę historię i jej bohaterów można było zagrać pięknie! Można było zbudować… no ok. Koniec.

Język

Kłopotem książki jest jej język. Widać, że Mika Wing stara się napisać to, co ma w głowie, bardzo chce ubrać w słowa ten nieźle wymyślony świat, w którym rozgrywają się perypetie bohaterów „Ostatniej siostry”.

Ale dodać trzeba, że z językiem przegrywa.

„Lilly i Luk różnili się od siebie znacząco, nie tylko fizycznie, ale i pod wieloma względami mentalnie. Ona – młoda Diametka z rasy badaczy, on – rodowity Proximianin odesłany do skrzydła badawczego za niesubordynację. Ich fizyczność była tak inna, że największe różnice wzbudzały ogromny pociąg u obydwojga. Jednak tylko Luk był w stanie to zrozumieć.

Lilly z niespotykaną turkusową cerą i bujnymi włosami przyciągała spojrzenia większości w instytucie. Luk niemal niczym nie różnił się od mieszkańców Ziemi, ale tej sprzed dziesiątków lat. Kiedy część przywódców przegrała światopoglądową walkę dotyczącą powodów promieniowania, postanowili wynieść się na Proximę i uratować tyle, ile się da, z ziemskiego społeczeństwa. Naukowcy teorię o istotach stworzenia i gniewie w postaci promieniowania potraktowali jak bajkę, skazując tych, którzy pozostali na Ziemi, na śmierć. Mimo że Luk widział chłodne podejście Lilly, to mógłby przysiąc, że jakaś część jej charakteru to pozostałość z buntowniczego charakteru jego pobratymców.

Dziewczyna skupiona była na zadaniu, a i restartowanie sieci neuronowej było czymś, co nie pozwalało utrzymać na dłużej niczego emocjonalnego. Z jednej strony Diameci w swoim rodowitym układzie planetarnym wiedli życie na granicy nirwany, z drugiej zaś, gdy tylko kończył się wpływ ich gwiazdy, ich uczucia przybierały niewyobrażalne formy. Często przerastało to i przerażało inne rasy”. [s. 68-69]

Uffffff

Najbardziej irytująca rzecz?

Prócz akcji, która jest poplątana i skomplikowana ponad ludzką miarę? To, jak narrator mówi o bohaterce „młoda”: młoda to, młoda tamto, młoda coś jeszcze innego.

Jestem staroświecka, ale mnie to uwierało, bo nie pasowało do niczego, ale to do niczego w książce.

Podsumowanie:

„Ostatnia siostra” Miki Wina mogłaby być dobrą książką,  gdyby tylko była lepiej napisana. Zwłaszcza że zakończenie wskazuje jasno na to, że powstanie kolejna część tej powieści.

Published inLudzie piszą, ja recenzuję

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *