Skip to content

„Ostatni ludzie. Wymyślanie końca świata” Macieja Jakubowiaka, czyli apokalipsa nadchodzi od zawsze 

Last updated on 24 lipca 2022

„… skoro Bóg stworzył świat, to znaczy, że świat ma jakiś początek, a skoro ma początek… no właśnie. Nieprzypadkowo w Apokalipsie Jana Jezus mówi o sobie „Alfa i Omegą, Pierwszy i Ostatni, Początek i koniec”. To genialny w swojej prostocie mechanizm: jeśli coś się zaczęło, to się skończy. I może dlatego wszystkie poważne instytucje, którym zależy na nieśmiertelności – kościoły, imperia, monarchie, patriarchat i kapitalizm – tak skrupulatnie ukrywają swoje korzenie i przekonują, że istnieją od zawsze. 

Jeśli przyjrzeć się dokładnie opowieściom o początku, okazuje się, że już w nich zawarta jest zapowiedź końca”. [s.19]

„Koniec świata”

– te słowa w kontekście fali upałów, która zalała nas w lipcu 2022 roku, słychać było często, szczególnie w komunikacji miejskiej. Podobnie było przy kasach w supermarketach. Objawem końca świata były chyba wpychające się wszędzie ”paragony grozy”. 

Jako że twardo wierzę w koniec świata spowodowany naturalną śmiercią naszego Słońca, to lubię się przyglądać różnym „końcom świata”. Lubię także o nich czytać i je oglądać. Kilka było ciekawych, od oglądania kilku ścierpło mi szkliwo. Najgorszy moim zdaniem był nie „Armaggedon” z Brucem Willisem (o której to produkcji zresztą pisze autor „Ostatnich ludzi”) ale film, którego tytuł wyparłam z pamięci, a który został wyprodukowany w USA, nakręcony w Meksyku i sfinansowany przez którąś z radykalnych grup chrześcijańskich. Miodzio. Powiadam Wam – miodzio. Żartuję. 

Wracając do meritum:

koniec wszystkiego podobno jest coraz bliżej, więc postanowiłam podejść do sprawy ostatecznego zakończenia istnienia ludzkości i jej wytworów w sposób bardziej zorganizowany. Dla mnie organizacja to m.in katalog biblioteczny, który to właśnie podpowiedział mi pozycję, do której przeczytania chciałabym Was dziś zachęcić. 

Mówię o „Ostatnich ludziach. Wymyślanie końca świata” Macieja Jakubowiaka, w której – nawiasem mówiąc – znajdziecie także rozważanie na temat zmian klimatycznych, ich znaczenia oraz ich popkulturowej recepcji.

„Nie da się wykluczyć, że globalna katastrofa klimatyczna prócz tego, że jest katastrofą, jest też naszym największym osiągnięciem. Trzeba w końcu nie lada wysiłku, i to zorganizowanego na wielką skalę, aby rozregulować system planetarny. […] Zdaniem wielu filozofów na tym właśnie polegała historia człowieka: na stopniowym uwalnianiu się od natury, emancypacji od jej ślepych sił, które ściągały nas ku zwierzęcości. Im bardziej byliśmy kulturalni – czyli nienaturalni – tym bardziej byliśmy ludźmi. To dlatego najłatwiej kogoś obrazić, mówiąc, że to prymitywne zwierzę, po prostu bydlę – lęk przed naszymi korzeniami sięgającymi stanu natury jest tak wielki, że na każdą wzmiankę o nich bierze nas obrzydzenie”. [s.77-78]

„Ostatni ludzie” to nie jest kolejna apokalipsa, to nie jest także żadne postapo.

Nikt nie bije na alarm, nie załamuje rąk, nie kaja się, nie mówi, że upadek kultury i ogólnie wszystkiego sprowadzi na nas karę w postaci końca świata jaki znamy. To nie jest powieść, to nie jest w ogóle literatura piękna, choć książka napisana jest pięknie i jej czytanie sprawia autentyczną przyjemność. 

Można powiedzieć, że „Ostatni ludzie” to opowieść o kulturze końca świata. 

O całej kulturze! Bogactwo przywołań jest niesamowite i budzi mój podziw. Zawsze wydawało mi się, cze czytam wiele i wiem dużo, ale Jakubowiak pokazuje mi, jak bardzo mi się wydaje ;).

Książka Macieja Jakubowiaka to bardzo dobra, bardzo erudycyjna i – na szczęście dla czytelników – przystępna książka. 

Ta przystępność jest ważna nie dlatego, że jesteśmy idiotami i że książki powinny być pisane tak, by zrozumiał je każdy, ale dlatego, że opowiada o rzeczach fascynujących i cieszyłoby mnie, gdyby dotarła do szerszego grona odbiorców. 

Jakubowiak umie przybliżyć czytającym książki, których mogli nie czytać, filmy, których mogły nie obejrzeć, memy, których czytelnik mógł nie widzieć. Jest pełen szacunku dla dzieł, które bierze na warsztat. Pisze o nich tak, by nie odebrać ewentualnej chęci sięgnięcia po nie, jednak tak, by osadzić je w kontekście prowadzonych właśnie rozważań. Jak w części „Bestia i maszyna”, gdy przywołuje serial „Czarnobyl”. 

Warto przekonać się, jak to robi autor „Ostatnich ludzi”, naprawdę.  

„[…] po pierwszym razie [gdy się kogoś zabije – dopisek autorki recenzji] człowiek myśli, że właśnie stał się kimś innym, a potem budzi się następnego poranka i zdaje sobie sprawę, że to przez cały czas był on, po prostu o tym nie wiedział”. [s.77]

„Ostatni ludzie” jest opowieścią o popkulturowym końcu świata.

O tym jak w literaturze, kinie, w serialach, mediach, memach, grach komputerowych itp. itd  koniec świata jest opowiadany, jak się przejawia, jak bardzo jest… konserwatywny. Jest to także opowieść o teoretycznoliterackim, filozoficznym i antropologicznym spojrzeniu na te dni ostatnie, które nas podobno czekają i które od tysięcy lat są tuż za rogiem. 

Jakubowiak wychodzi od ogółu – końca świata jako takiego, tego skąd przyszedł i jak go przedstawiamy w utworach naszej kultury – i przechodzi do szczegółu, do walki natury z kulturą, człowieka z maszyną, tych, którzy mają dzieci z tymi, którzy ich nie mają. Jest o traumach, zapominaniu, podchodzeniu do końca świata z godnością i unikaniu go za wszelką cenę. 

Pisałam już, że to kapitalna książka? 

„Pierwszy sezon „Stranger things” został słusznie rozpoznany jako hołd dla filmów Stevena Spielberga i amerykańskiej kultury lat osiemdziesiątych. Wówczas wydawało się, że to kolejna produkcja, która żeruje na nieposkromionej nostalgii. […] To oczywiście wierzchołek góry lodowej. Remake, wraz z sequelem i rebootem, jest dziś podstawowym formatem wysokobudżetowych filmów z Hollywood. […] Nostalgia nie jest już tylko niewinnym ukłuciem tęsknoty żołądku. Jest miliardowym przemysłem. 

Nie dotyczy to wyłącznie kina. Na rynku gier na urządzenia mobilne od kilku lat prym wiodą retrogierki wykorzystujące pikselową estetykę nawiązującą do lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych. […] W muzyce to vaporwave, hauntology i hipnagogiczny pop, w modzie – dresy z kreszu, w projektowaniu stron internetowych – brutalizm. A w literaturze – szczególnie polskiej – spora część produkcji powieściowej ostatnich lat, o której Monika Ochędowska pisała w „Dwutygodniku”, że jest „nieustannym YouTube party, na którym deliryczne teledyski do piosenek z „Akademii Pana Kleksa” lecą na zmianę z odcinkami „Dynastii” i reklamami soczków Balkony”.”[s. 228-229]

Powinnam była to napisać!

Każdy z rozdziałów otwiera narracja, niewielka, doskonale napisana, której zadaniem jest stworzenie w głowie czytelnika obrazów wprowadzających w tematykę, w zakres tej konkretnej części książki. Później przechodzimy do konkretnego „tekstu kultury”. Raz jest to książka Bradbury’ego, raz stareńki, ale piękny „Ostatni brzeg”, jak nie mający kilka lat „Lód” Dukaja, to znowu zdecydowanie nowe „Stranger things”. Fragment, aluzja – po której przenosimy się w sferę nauki: albo psychologii, albo filozofii, teorii literatury. Wszystko po to, byśmy nie tylko patrzyli, jak my, ludzie, ten koniec świata popkulturowo obrabiamy, ale żebyśmy mieli świadomość dlaczego tak się dzieje. Co nami powoduje?

Dlaczego tak obracamy w głowach koniec, który ma nadejść? Oswajamy go? Zaklinamy? Przygotowujemy się? Czy po prostu – zarabiamy pieniądze na strachu przed autentycznym końcem? 

A może końca, tego prawdziwego, w ogóle nie możemy sobie wyobrazić? 

„[…] ostatni ludzie nie potrafią sobie wyobrazić końca. Choć bez przerwy próbują, tworzą powieści i obrazy, odświeżają je, kombinują, urozmaicają, opowiadają na nowo i wciąż na nowo, wynajdują dla nich naukowe uzasadnienia i tworzą wynalazki, które mogłyby koniec urzeczywistnić – nie, nie potrafią. Maria Manuel Lisboa twierdzi, że „ludzkiemu umysłowi może brakować oprzyrządowania do przetworzenia pojęcia absolutnego końca, które z definicji wymagałoby skonstruowania hipotezy czegoś, co jest niczym i czego nie moglibyśmy doświadczyć, ponieważ by nas nie było”. W „Roku potopu” Margaret Atwood jeden z Ogrodników dodaje, że to kwestia języka: jeśli koniec będzie, to będzie, więc nie koniec”. [s.271-272]

W mojej opowieści o tej książce jest dużo cytatów.

Czułam, że tak trzeba. Czy byłoby lepsze wylistowanie wszystkich dzieł literackich, filmów, seriali, podanie nazw gier, przykładów muzyki czy memów, żeby pokazać jak bogata, erudycyjna, wielowątkowa jest to książka? Może warto było wypunktować konkluzje autora? Może. 

Wolałam jednak, byście posmakowali i sami zdecydowali, czy chcecie „Ostatnich ludzie. Wymyślanie końca świata” Macieja Jakubowiaka poszukać dla siebie. 

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.