Skip to content

„One last stop” Casey McQuiston, czyli młodzieżówka, która była mi potrzebna kilkadziesiąt lat temu

„[…] August wspomina mgliście swoje stopniowe docieranie do odkrycia, że jest biseksualna, myśli o latach niezrozumiałych porywów serca, które próbowała jakoś racjonalizować. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby od zawsze wiedzieć tak istotną rzecz na swój temat i nigdy jej nie negować”. [s.234]

No tak, no. Powiem coś osobistego: gdybym przeczytała taką książkę kilkadziesiąt lat temu, byłabym w jakiś sposób innym człowiekiem.

Wiecie, czytanie młodzieżówek w wieku dojrzałym jest dużym ryzykiem

Mam wrażenie, że książki przeznaczone dla młodych czytelniczek i czytelników w zasadzie muszą w jakimś sensie rozczarować ludzi dojrzałych.
To niepokojące uczucie, że coś jest odrobinę nie halo, przyszło jednak dopiero, kiedy skończyłam lekturę i swoim zwyczajem spacerowałam i błądziłam myślami myśląc o tej książce, pozwalając jej we mnie rosnąć. Dobrze, wróćmy do książki, nie do rozkminek o niej!

Zacznę od plusów, których jest sporo, bo to dobra, bardzo dobra pozycja.

„Nie czujesz się przez to czasami… Nie wiem. Samotna? Że kochasz kogoś, kto nie jest w stanie tego odwzajemnić?
Natychmiast żałuje, że się odezwała, ale Annie się śmieje.
– Czasami. Ale… Znasz to uczucie, kiedy budzisz się rano i masz o kim myśleć? Że masz gdzie skierować nadzieję? To jest dobre. Nawet kiedy jest źle, to i tak dobrze”. [s.76]

Nie znałam debiutu literackiego autorki

Poprzednia powieść McQuiston, „Red, white, royal blue”, której mnóstwo było na Instagramie, mi umknęła, więc podchodziłam do „One last stop” bez jakichkolwiek oczekiwań.

Pomyślałam sobie: cool, przede mną długa podróż pociągiem, więc historia dwóch dziewczyn: August i Jane, oraz grupy świeżo nabytych przyjaciół tej pierwszej będzie jak znalazł.

No i była! Ale, ale! Kim są bohaterki?

Jedna, August, jest dwudziestotrzyletnią dziewczyną z Południa, która ma tak poplątana historię rodzinną, że głowa boli. W kategorii „toksyczne dzieciństwo bohaterów powieści” August byłaby gdzieś wysoko na mojej liście. W efekcie tego jest nieufna, introwertyczna, ucieka z miejsca na miejsce oraz ucieka w naukę, by uniknąć ważkich decyzji dotyczących jej życia. No i jest bez przyjaciół i prawie bez rodziny.

Przyjeżdża do Nowego Jorku i wpada w towarzystwo osób, które jak ona, są poranione, ale które znalazły balans w życiu. Odnalazły siebie, zaakceptowały to, kim są i jakie są. To grupa kreatywnych, kapitalnych, wymykających się z ram „tradycyjnego postrzegania seksualności” osób. Są piękni, są sobą, uwielbiam wszystkich.

W drodze na swoje pierwsze zajęcia na Uniwersytecie August ma niezbyt przyjemną przygodę, ale decyduje, że i tak idzie na wykład. Spotyka w metrze Jane, której miły gest – podarowanie czerwonego szalika – ratuje sytuację.
Ilekroć August wsiada do metra, Jane tam jest.

Tadam! Zaskoczenie! August się zakochuje, choć długo się do tego nie przyznaje sama przed sobą.

„Nie wierzy, że zaprosiła Jane na randkę. Jane. Tę Jane, zawsze swobodnie uśmiechniętą, która urządza spontaniczne imprezy w metrze, i pewnie zajmuje się czymś zajebistym, na przykład jest poetką albo mechaniczką motocyklową. Pewnie wieczorem pojechała do domu i poszła do baru ze swoimi równie atrakcyjnymi kumpelami, również poetkami-mechaniczkami, i opowiedziała im, jakie to było śmieszne, kiedy dziwne dziewczątko w metrze zaprosiło ją na randkę, a potem uprawiała przyjemny, pełen gracji seks z kimś, kto nie jest dwudziestotrzyletnią dziewicą z depresją. Rano wstaną, zrobią sobie fajne i atrakcyjne tosty dla aktywnie seksualnie ludzi, do tego wypiją kawę posłodzoną umiejętnością adaptacji społecznej i zajmą się swoim życiem, aż w końcu, po wielu tygodniach unikania przez August linii Q, Jane o niej zapomni”. [s.96]

Jane jest parę lat starsza od August, piękna – przynajmniej tak opisuje ją młodsza z dziewczyn. Zawsze w dżinsach, białym t-shircie, czarnej, skórzanej kurtce. Otacza ją aura tajemniczości, niedopowiedzenia, ale jest w niej życzliwość i empatia.
I wszystko byłoby w porządku, ot, typowa sytuacja typu: spotykają się dwie chętne osoby i zaczyna się między nimi dziać. Zaczyna się, ale jest mały kłopocik. Taki mały. Malusi.

„- Ma na imię Jane, jeździ tym samym metrem, co ja. Linia Q, codziennie rano i po południu. Z początku myślałam, że okej, spoko, niesamowity zbieg okoliczności, ale prawdopodobnie mnóstwo ludzi jeździ tą samą trasą i… Z całą pewnością robiłam wszystko, żeby złapać ten sam pociąg co ona i wiem, że to brzmi jak stalking, ale daję słowo, że nie zachowywałam się dziwnie, no, mniejsza z tym. Patrz, co znalazłam dziś w pracy.
Przesuwa po blacie zdjęcie, a Niko odsuwa żółte okulary na czoło, żeby mu się przyjrzeć.
– To ona – wyjaśnia August, wskazując palcem. – Jestem pewna na tysiąc procent. Ma takie same tatuaże. – Patrzy mu w oczy. – Niko, to zdjęcie z otwarcia naleśnikarni. Latem siedemdziesiątego szóstego roku. Ona od czterdziestu lat się nie zestarzała. Myślę, że ona…” [s.114-115]

Co myśli August, musicie doczytać. Zapewniam, warto.

Czy dziwność Jane, która w 2020 wygląda tak samo jak w 1976 odstrasza August?

Nie. Dalej jeździ metrem, linią Q, co jest dla niej formą randkowania z Jane. Powiedzmy sobie otwarcie – randkowania gorliwego i aktywnego. Ba, dziewczynom udaje się mieć seks w metrze! (Nie podoba mi się to określenie, ale „kochać się” jest nieadekwatne, a „uprawiać seks” kojarzy mi się z uprawą pomidorów pod szkłem).

Duże brawa dla autorki za sceny erotyczne. Są pikantne, smaczne, budzące wyobraźnię no jest w nich szczypta humoru.

Seks sprawia, że obie stają się sobie o wiele, wiele bliższe, ale nie rozwiązuje oto zasadniczego problemu: Jane jest przywiązana na linii metra Q. I tyle. Jak August, Myla, Niko, Wes, Isaiah rozwiążą tę sytuację? Sprawdźcie sami, jeśli chcecie się dowiedzieć, czy przed tymi dwoma dziewczynami jest jasna przyszłość z jakimś normalnym łóżkiem w tle.

Tak, nietypowy romans z SF w tle to jedna warstwa tej powieści

Drugą jest odkopywanie, drobiazgowe wydobywanie z niebytu pamięci przeszłości Jane. Tu mamy do czynienia z w zasadzie całą historią amerykańskiego ruchu LGBTQ, bo w nim aktywnie uczestniczyła Jane Su. Mamy reminiscencje walk z policją, brak akceptacji ze strony rodziców, są ucieczki z domów i kluby o różnej renomie. Ta część pojawia się we fragmentach, ułamkach wspomnień i jest ciekawym przypomnieniem, że to, co Stany mają dzisiaj – w kwestii prawodawstwa i podejścia do kwestii LGBTQ – nie spadło im z nieba.

Kolejna warstwa narracyjna to coś, co sama sobie nazwałam „odmrażanie August”

Ta dziewczyna, niezwykle inteligentna, zorganizowana i pracowita, odkrywa, kim jest. Nie w sensie seksualnym, bo to wie: jest biseksualna. August odkrywa siebie na poziomie emocjonalnym. Była jakby zahibernowana, spętana strachem wdrukowanym przez matkę. Jej emocje były zawsze bardzo ograniczane, jej zdolność do ekspresji jest w efekcie taka sobie. August – nieodrodne dziecko swojej matki – ludziom nie ufa i ich nie potrzebuje. Nie potrzebuje także przyjaciół i korzeni. Z miejsca na miejsce przenosi się z pięcioma kartonami rzeczy, ale jakby się postarała – mogłaby dać radę z czterema.
Ta właśnie August wpada w otwarte, empatyczne towarzystwo ludzi, którzy większą część odkryć egzystencjalnych mają za sobą, i którzy potrafią jej nienachalnie pomóc. Sama nie wie, kiedy zaczyna im ufać do tego stopnia, że zabiera ich do metra, żeby przedstawić im Jane.

„- August, bardzo cię kocham i chcę, żebyś była szczęśliwa, a poza tym jestem pewna, że ty i ta dziewczyna jesteście sobie zapisane w gwiazdach i cały wszechświat pragnie, byście do śmierci robiły sobie palcówki. Ale szczerze? Chodzi mi o aspekt Science fiction. Znalazłam się w odcinku „Z Archiwum X”, okej? To najciekawsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła, a ja wcale nie mam nudnego życia. Więc czy możemy już iść, Scully?”. [166]

Uwielbiam Mylę… serio.

Kolejna warstwa powieści „One last stop” Casey McQuiston to

śledztwo, które od dziesięcioleci prowadzi matka August

Ta kobieta jest skupiona, kiedy tropi, a tropi najważniejszą dla niej osobę – swojego brata. Augie zniknął, bo był gejem i jego rodzice absolutnie jego orientacji nie akceptowali. Matka August, jego młodsza siostra, wraz z jego zniknięciem straciła wszystko. Więc poświęciła się na 100%, żeby brata odnaleźć. Była postrachem córki, lokalnej policji, wszystkiego i wszystkich. A jednak po tylu dziesiątkach lat nie udało się jej znaleźć śladu brata. Do czasu…

Wszystko w „One last stop” splata się i łączy

I tu właśnie przechodzimy do kwestii tego, co mnie uwierało. No właśnie to. Wszystko było jak puzzle, przyczynowo skutkowe, wszystko się ze wszystkim łączy! Nie wiem czemu i po co? Magia byłaby mniejsza? Czas byłby mniejszą tajemnicą? Miłość byłaby za prosta? Walka o wyciągnięcie Jane z metra miałaby mniejszą wagę gatunkową? Nie sądzę.

To piękna, spokojna książką, o dobrym rytmie, ale właśnie w tym jednym przedobrzona. Taka jest moja, bardzo subiektywna ocena. W życiu pewne rzeczy po prostu pozostają w zawieszeniu. Nie wszystkie wątki się łączą w realu. Nie każda strzelba strzela. Chaos jest piękny sam w sobie, a eleganckie rozwiązania – są klinicznie czyste, ale zostawiają po sobie jakiś niedosyt.

Tłumaczenie na szóstkę i język powieści

Agą Zano przetłumaczyła „One last stop” Casey McQuiston i jest to kawał dobrej roboty. Postaci mówią językiem zindywidualizowanym, nowinki językowe dają żyć starszym czytelnikom, co sobie wielce chwalę, a sam język powieści jest świeży.

A! Bo zapomniałabym. Książka ma fajnie prowadzoną narrację: to de facto opis sytuacyjny. Czas teraźniejszy, wszystko dzieje się tu i teraz, przez co – jako czytelniczka – miałam wrażenie, że siedzę w środku akcji. Nie obserwuję, ale uczestniczę. Fajny sposób na zaangażowanie.

Bohaterowie

Główne bohaterki są nieźle napisane. Co prawda w życiu nie zakochałabym się w żadnej z nich (w Myli – tak, podoba mi się to, jak autorka ją napisała), ale także mnie nie irytowały. Drugorzędni bohaterowie mają swoje indywidualności i historię, i są pełnokrwiści. Są moimi ulubionymi postaciami.

Ale jest też Nowy Jork, niewypowiedziany bohater. I to nie Nowy Jork Manhattanu i Central Parku, tylko Brooklynu, małych klubów, naleśnikarni, sklepów ze starzyzną, brudnego metra i całego tego kolorowego tłumu ludzi, których można oglądać godzinami. To zresztą to miasto, które przemówiło do August, i które od razu polubiła Jane.

„One last stop” Casey McQuiston to solidna książka, pogodna, dająca nadzieję. Są w niej szczegóły i szczególiki, które sprawiają, że to nie jest płaski romans dwóch dziewczyn po przejściach. Warto ją przeczytać. Moja długa podróż stała się nagle przyjemna i upłynęła sama nie wiem kiedy.

„- […] Damy sobie z tym radę. Ona wie, co do niej czuję. No i jeśli to ma się tak skończyć, żadna z nas nic na to nie poradzi. Nie ma sensu tracić tych ostatnich chwil i się tym smucić.
Myla wzdycha.
– Czasami właśnie o to chodzi, żeby się posmucić. Czasami po prostu trzeba coś poczuć, bo to jest ważne”. [s. 422]

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *