Skip to content

„Ocean Chaosu” Elizy Drogosz, czyli w sumie przyzwoita fantasy dla nastolatków (młodszych)

Last updated on 16 października 2020

„Ocean Chaosu” to ostatnia część cyklu: „Księgi Ankh”

Pierwszy tom to „Władca Piasków”, drugi – „Berło Zniszczenia”, trzeci – „Ostrze Nocy”. Wszystkie części łączą bohaterowie, akcja i świat przedstawiony – zanurzony w mitologii starożytnego Egiptu i nieco w jego historii.

Czy trzeba znać poprzednie tomy, żeby się nie pogubić?

Oczywiście lepiej mieć je przeczytane, ale czy jest to niezbędne? Moim zdaniem nie. Sama ich nie czytałam, a jednak nie zginęłam w świecie stworzonym przez Autorkę. Nic, co potrafię zrobić ja, nie przerasta zdolności kognitywnych innych czytelników.

Odnalezienie się w świecie „Ksiąg Ankh” Elizy Drogosz nie jest trudne, bo Autorka w swoim „Oceanie Chaosu” daje czytelnikom po pierwsze – synopsis poprzednich części, a po drugie – w toku narracji, w retrospekcjach, jej bohaterowie powracają do przeszłości, przywołując kluczowe momenty.

Dacie radę. Nie zgubicie się, co najwyżej będziecie się wkurzać, że bohaterowie powtarzają coś po raz nty i przeżuwają to samo wciąż na nowo.

Co mogłoby być ciekawe, to

przeczytanie pierwszą i ostatniej części serii…

Byłoby to swego rodzaju doświadczenie językowe. Dlaczegóż to?

Otóż „Władca Piasków” powstał, kiedy Autorka miała 14 lat!

Różnica w postrzeganiu świata, w języku, w kreacji musi być ogromna…. tak, zapiszę sobie tę książkę na listę todosów.
Dodam tylko, że teraz Eliza Drogosz jest po dwudziestce, studiuje i dalej tworzy.

No dobrze, ale o czym jest „Ocean Chaosu”?

Sięgam do opisu wydawcy, NovaeRes:

„Dopóki w twoim sercu jest nadzieja, nic nie może cię złamać.
Bogowie starożytnego Egiptu przetrwali tysiące wieków pogrążeni we śnie. Teraz odrodzili się w ciałach niczego niepodejrzewających nastolatków, by stawić czoła sekretom, które wstrząsną całym światem.
Nadzieja umiera ostatnia i dlatego zdruzgotana Sonia nie zamierza się poddać, choć wszystko wskazuje na to, że w odrodzonym Secie nie ma już nawet cienia duszy Brianta. Jeśli jednak zbuntowani bogowie nie znajdą sposobu na to, żeby ukochany Soni powrócił, a Atum i Set dotrą do straszliwego Apophisa, odwiecznego wroga bogów, porwanie Ra będzie ostatnim krokiem dzielącym Atuma od wyzwolenia Oceanu Chaosu… Bowiem jedynie pożarcie serca boga słońca zagwarantuje Apophisowi moc zniszczenia barier świata. Czy to możliwe, by w złowrogim bogu pustyni i wojny wciąż krył się Briant, którego znała Sonia? Czy Ra uniknie losu, który był mu przepowiedziany od początków świata? Czy miłość to siła niszczycielska, czy może jedyny ratunek w obliczu nadciągającego mroku?”

No więc widzicie, jaki to typ fantasy, prawda? Ciekawy, dobrze wygląda w kinie, nieźle w literaturze.

A jak wygląda „Oceanie Chaosu” Elizy Drogosz?

Nienajgorzej, ale nie nazbyt dobrze.

Zacznę od prostego stwierdzenia: nie jest źle.

Książkę czytałam cztery wieczory, nie marudząc w czasie lektury przesadnie, ale i nie robiąc notatek, co nie jest dobrą rzeczą, bo oznacza tyle, że niewiele mi w oczy wpadło. Sama muszę uporządkować teraz moje przemyślenia i mój stosunek do tej książki. Pozwolicie, że zrobię tu, na widoku.

Zacznę od czegoś, co mnie zastanowiło: nie wypisałam sobie żadnego cytatu. Niczego! A ja lubię cytaty i w każdej mojej recenzji jakiś umieszczam, bo to pozwala smakować styl pisarza. Tutaj nie miałam tej potrzeby, ani okazji na wyszukanie jakiejś perełki lub jakiegoś babola.

To smutne i samo to daje mi do myślenia. Ale to nie o mnie, tylko o książce, wracam zatem do niej.

Plusy „Ocean Chaosu” Elizy Drogosz

  • Rozmach akcji!

Uwaga! Nie mówię o całej serii, tylko o jej czwartym, jak na razie, ostatnim tomie.

Dzieje się tu mnóstwo. Ludzie ożywają, umierają, bogowie tracą siły, odzyskują je, plątamy się po całej Ziemi i po zaświatach, jak jakieś jet set society. Są miłości, nienawiści, walki, rewolucje, zdrady – wszystko jest.

Jak mówię – Eliza Drogosz wie, co to rozmach akcji.

Mieści się w „Oceanie Chaosu” tyle, ile w całym sezonie serialu. Słowo daję.

  • Inteligentne wykorzystanie wątków związanych ze starożytnym Egiptem

Eliza Drogosz niewątpliwie swoją lekcję egiptologii odrobiła i to dobrze! Szacunek. Jej wiedza jest szeroka i nieźle stosowana w narracji. Nie miewamy do czynienia w „Oceanie chaosu” z irytującymi diatrybami bohaterów, tłumaczących nam co i jak, informacje po prostu pojawiają się – dość naturalnie, dodam.

  • Ciekawe założenie narracyjne

Muszę przyznać, że doceniam pomysł odrodzenia się bogów starożytnego Egiptu w ciałach wyjątkowo zdolnych nastolatków z całego świata. Ciekawe jest to nałożenie psychiki istoty nieskończenie starej na postrzeganie i sposób percepcji istoty młodej, w najbardziej burzliwym okresie jej rozwoju. Już w samym tym jest napięcie.

Co jest ważniejsze, która z części osobowości? Czy współdziałają, czy są wobec siebie wrogie? Jak nakładają się doświadczenia i potrzeby (wojna, seks) na matrycę młodych ciał i umysłowości?
Dużo da się z tego wycisnąć i przyznam, że sporo udało się zrobić.

Dobrze, to teraz minusy „Ocean Chaosu” Elizy Drogosz

Cóż.

  • Przy całym tym natłoku akcji i szczegółów – nudziłam się nieco

Owszem, jestem osobą w wieku dojrzałym i czytanie książek YA nie powinno być moją ulubioną rozrywką, ale nie przesadzajmy, niejedną taką książkę czytałam i niektóre bardzo mnie wciągnęły. Tu coś pękło w wykonaniu. Moim zdaniem

  • Wszystkiego było za dużo

Emocje hulają od miłości do nienawiści, akcja od Arktyki do Antarktyki, bohaterów jest dzikie stado, narrator mówi o nich używając ich ludzkich imion, przezwisk lub też określa je imionami bogów, którzy zamieszkują ich ciała. Owszem, to ułatwia zorientować się, która z części osobowości dowodzi, ale ilość tego – niestety – sprawia wrażenie niebywałego bałaganu i przeładowania. Jak szafa pękająca w szwach.

  • Bohaterowie…

Muszę przyznać, że byłam zmęczona bohaterami.

Owszem, pierwszoplanowi to Sonia i Briant, ale w zasadzie można powiedzieć, że inni zajmują tyle miejsca i pchają się na pierwszy plan, że człowiek przestaje śledzić perypetię tej pary. Ba! Śledzić… czytelnik (ja) przestaje się nimi w ogóle przejmować.

Pamiętam, że myślałam w którymś momencie: rany, niech to się skończy, bo już nie mogę tego znieść. tych wydumanych przeszkód, zwrotów akcji, których jedynym celem jest kolejne pokazanie okrucieństwa jednego i nadziei drugiego z nich. O Entropio…

Niby narracja prowadzona jest z perspektywy różnych bohaterów, ale jakoś nie powiem, żebym się zanurzała w psychikę bohaterów. To typy, nie ludzie. Jeśli się zmieniają, to jest to dość sztuczna i wydumana zmiana.
Biegają, fruwają, łażą między portalami i robią zamieszanie. Naprawdę myślałam, że bogowie jakoś… zepną się w sobie i zaczną myśleć i planować, a nie zachowywać się jak stado drobiu.

OK: Set jest jedną z lepiej napisanych postaci – to muszę z uczciwością nadmienić. Jego rozumiem. Jego motywacje też. Ale są wyłożone czarno na białym i łopatologicznie kilka razy. Żebyśmy tylko nie zapomnieli, co nim i resztą bohaterów powoduje! No, książka jest obszerna. Na stronie 400 można nie pamiętać, co się czytało na 34.

Sorrki za sarkazm.

  • Ilość dramy na stronicę tekstu

Nie dramatu, tylko dramy!

Wiecie, Sonia jest irytująca i jest drama queen najgorszego rodzaju.

Tak. Byłam taka sama w jej wieku. Niestety w pełni zdaję sobie z tego sprawę. Ale i tak nie jestem w stanie towarzyszyć jej w jej emocjach, boleć z powodu jej straty, współczuć jej dramatowi, bo mnie po prostu drażni. Pod płaszczykiem poświęcenia i miłości kryje jakiś egoizm, który sprawia, że jest ślepa i nie widzi tego, co jest ważne. Podejmuje katastrofalne decyzje i to raz po raz! Potem beczy, nie może spać i podejmuje kolejną decyzję, która podsumować można jednym słowem: facepalm.

Albowiem, czytelniku, czytelniczko, trzeba powiedzieć, że bohaterowie „Oceanu Chaosu” Elizy Drogosz nie uczą się na własnych błędach!

Kilka „dramatycznych” zwrotów akcji zdarzyło się tylko dlatego, że kolejny raz, i kolejny, i kolejny zlekceważyli ostrożność i wpadli w pułapkę. W podobną do tej, w którą wpadli poprzednim razem i jakieś dwa dni wcześniej.
Ok, nastolatkowie mogą mieć mniejsze doświadczenie życiowe, ale nie bogowie??? Ci powinni być mądrzejsi. Nie są!

No i najważniejsze – dramaturgia siada

To znaczy nie czuję jej. Tej osi książki, tego wyboru, który stawia wszystko na ostrzu noża i który wydobywa z bohaterów najlepsze i najgorsze cechy.

Powiem to inaczej – takowy jest w założeniu. Oczywiście, że tak. Ale nie widzę go na kartach „Oceany Chaosu”.

Nie wierzę w postawiony w „Oceanie Chaosu” Elizy Drogosz dylemat: ratować miłość/brata i jego człowieczą duszę czy świat i jego miliardy mieszkańców. Nie wierzę w to. Wybór jest napisany tak, że wszyscy się po prostu miotają, a ja mam wrażenie, że to – to szaleńcze i hektyczne działanie bez ładu i składu – jest prawdziwym oceanem chaosu.

Drogosz nie potrafiła napisać tego tak, żebym odczuła wagę i powagę wyboru i tragizm postaw i zachowań. Autorka co chwila dorzuca jakiś argument, daje nam wgląd w życie wewnętrzne nastolatka bądź boga, który w nim siedzi, ale to nie buduje napięcia, tylko dokłada kolejny klocek.

Nie czuję emocji!

Emocje

Opisy emocjonalnych stanów bohaterów zgrzytały mi w zębach. Ra był blady, potem zielonkawy, potem zielony. Podobnie reszta bohaterów. Ich emocje widać, wystarczy przyjrzeć się temu, jaki kolor przybrała ich skóra. Szary? Strach. Zielony? Przerażenie. Czerwony? Gniew.

Nie, nie radzi sobie z tym Autorka za dobrze, co irytuje podwójnie, ponieważ bohaterowie są dość labilni emocjonalnie i zmieniają kolory jak boskie kameleony.

Narzekam i narzekam, ale książkę – przeczytałam i to szybko!

Bo autentycznie mi się ją czytało dobrze!

To przygodówka i jeśli dorosły (i doświadczony) czytelnik wyłączy wszystkie blokady i przestanie zadawać pytania, to czyta i czyta.

A narzekam, ponieważ Eliza Drogosz jest autorką z potencjałem i jestem na nią zła. Powinna pracować z doświadczonym redaktorem, który zadaje dobre i dociekliwe pytania, który potrafi zasugerować wyrzucenie całych partii powieści, przepisanie innych, uwypuklenie pewnych bohaterów, zminimalizowanie innych.

Dla mnie „Ocean Chaosu” Elizy Drogosz jest jak lista prezentów, które chciałoby się dostać na święta, koncert życzeń pisarza. „Włóżmy jeszcze to i to”. „Nie wspomniałam dotychczas kuzyna! Trzeba to nadrobić!” „Jaką jeszcze przeszkodę można im rzucić pod nogi?”

Szkoda.

Lubię takie książki, lubię się bawić i nie udawać, że książka zmienia świat, ratuje moją duszę, czy dotyka ważkiego tematu w sposób unikatowy. Lubię moje eskapizmy, a opowieść o miłości i oddaniu w sztafażu starożytnego Egiptu mogłaby być porywająca. Nie jest.

Jest przyzwoita, ale tam, gdzie powinna mnie nieść – irytuje.

Mimo wszystko będę ją polecać, zwłaszcza młodszym czytelniczkom i czytelnikom.

„Ocean Chaosu” Elizy Drogosz – to książka do przeczytania

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *