Skip to content

„Niepewność. Rozmowy o strachu i nadziei” Agnieszki Jucewicz i Tomasza Kwaśniewskiego, czyli spojrzenie w duszę pandemii

„Jeśli ludzie, którzy znaleźli się w wielkich tarapatach, nadal marzą, to świadczy o tym, że jeszcze nie utracili wiary w to, że ich sytuacja może się poprawić”. [„Ostrożnie z marzeniami”, Agnieszka Jucewicz rozmawia z Bartłomiejem Dobroczyńskim]


 

 

Pandemia a dosłowność czasu

Pamiętam, jak na początku lockdownu napisałam znajomej, że percepcja upływu czasu w  pandemicznym zamknięciu uległa znaczącej zmianie. Kiedyś, przed marcem 2020 roku, mogłam powiedzieć, kiedy pojadę na wakacje, mogłam napisać gdzie, podać konkretne miejsca i daty! Widziałam, gdzie się zatrzymam i na ile.

Planowałam na miesiące do przodu, w każdym razie duże wydarzenia. Wiedziałam, że zasada „inshallah” ( czyli: jak Bóg pozwoli) obowiązuje i że wszystko może się zdarzyć, bo Entropia działa, a Chaos szaleje, jednak czas był w pewnym sensie do okiełznania, a horyzonty jakie wyznaczał – mogły być bardzo odległe.

Bardzo szybko jednak wszystko się zmieniło i planowanie na więcej niż dwa dni stało się absurdalne, bo rzeczywistość na każdym kroku przypominała, że inshallah jest faktem, nie wymówką.

Poczucie utraty perspektywy, objawiające się u mnie niemożnością planowania, było dojmujące.

Pamiętam, że pisałam wtedy tejże znajomej, że tak właśnie musieli się czuć ludzie przez większą część historii: czas jest tylko tu i teraz, stał się bezpośrednim przeżyciem, nie odległym horyzontem.

To właśnie było dla mnie najgorsze w czasie lockdownu, nie brak kontaktów społecznych. Klaustrofobia związana z czasem.

Dlatego z ciekawością sięgnęłam po „Niepewność. Rozmowy o strachu i nadziei”

Wywiady Agnieszki Jucewicz i Tomasza Kwaśniewskiego, publikowane wcześniej w Wysokich Obcasach, w jedną pozycję zebrało Wydawnictwo Agora.

Pomysł uważam za przedni. Rzadko sięgam po Wysokie Obcasy, za co przepraszam wszystkie znajome mi panie, które tam pracują i dzięki którym tygodnik jest znany z jakości treści.

Okazuje się, że miałabym czego żałować i byłabym znacząco uboższa, gdybym tych czternastu rozmów nie przeczytała.

Jak piszą w przedmowie autorzy, Agnieszka Jucewicz i Tomasz Kwaśniewski, większość wywiadów (dziesięć, żeby być precyzyjnym) przeprowadzono od marca do maja 2020, cztery powstały w okresie przedpandemicznym, jednak z racji na ich tematykę (o nadziei, niepewności, epidemii samotności i współczuciu wobec siebie) stały się w czasie jej trwania jeszcze bardziej aktualne.

Z kim i o czym rozmawiają autorzy?

Wyliczmy, żeby przekonać:

  • z prof. Bogdanem de Barbaro, psychologiem i psychoterapeutą, o pielęgnowaniu i znajdowaniu nadziei;
  • z Danutą Golec, psychologiem i psychoterapeutką, o tłumaczką i wydawcą; o niepewności i tym, czy jesteśmy w stanie sobie z nią radzić?
  • z prof. Andrzejem Lederem, filozofem i lekarzem, profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN o nieuchronności śmierci i o oswajaniu się z myślą o jej przyjściu
  • z dr hab. Pawłem Holasem, nauczycielem uważności, psychoterapeutą i superwizorem o współczującym spojrzeniu na samego siebie
  • z Cezarym Żechowskim, doktorem nauk medycznych, psychiatrą i psychoterapeutą, o tym czym jest bliskość w czasach pandemii?
  • z Anną Król-Kuczkowską, psychologiem, psychoterapeutką, superwizorem, o traumie;
  • z sir Simonem Wesselym, profesorem psychologii medycznej i profesorem psychiatrii o tym, co i jak zmienia w nas kwarantanna?
  • z dr hab. Bartłomiejem Dobroczyńskim, psychologiem, o tym, że nawet marzenia mogą być niebezpieczne, o tęsknocie oraz o potrzebie piękna w czasach zarazy (trzy osobne rozmowy)
  • z prof. Pawłem Łuków, filozofem, etykiem i bioetykiem, o wyborach, jakich w czasie pandemii muszą dokonywać lekarze;
  • z Beatą Wójcik, psychoterapeutą, o nastolatkach, dla których lockdown jest prawdziwym doświadczeniem granicznym;
  • z dr Jerzym Pawlikiem, psychologiem i psychoterapeutą, o tym jak pandemia powiedziała „sprawdzam” relacjom dorosłych dzieci z rodzicami;
  • z prof. Julianne Holt-Lunstad, profesorem psychologii i neurobiologii Bringham Young University, o tym, jak groźna jest samotność i jakie spustoszenia robi w naszych mózgach.

Nie wszystkie rozmowy mają taki sam ciężar gatunkowy

Niektóre mówią o rzeczach zasadniczych, ale takich, z którymi nie chcemy się konfrontować (Lider i rozmowa o nieuchronności śmierci) inne są analizą zjawisk in statu nascendi (Wessely i rozmowa o zmianach podejścia mediów społecznościowych, do prawdy, do zdrowia psychicznego oraz Wójcik i jej analiza zmian w świecie psychiki nastolatków), jeszcze inne – czymś w rodzaju poradnika, jak przechodzić przez tak trudne doświadczenie, jakim okazał się lockdown (rozmowa z Pawłem Holasem o współczuciu).

Muszę także przyznać, że lepiej czytało mi się rozmowy prowadzone przez Agnieszkę Jucewicz. Miałam wrażenie, że w większym stopniu niż Tomasz Kwaśniewski jest partnerem intelektualnym dla jej rozmówców.

Rozmowy, które ze mną zostaną na długo

Taką była choćby rozmowa Agnieszki Jucewicz z Bartłomiejem Dobroczyńskim, „Ostrożnie z marzeniami”.

Ten wywiad czytałam na samym początku. Dlaczego? Ponieważ mam do marzeń stosunek ambiwalentny. Z jednej strony moje książki są wprost z marzeń, w nich mają swoje źródło i w nich są zakorzenione. Fantazja mnie napędza i dodaje mi sił.

Z drugiej jest to całe pole komunałów: „Nie bój się marzyć!”, „Think big!”, „Goń za marzeniami!”, „Kto nie marzy, nie umie żyć” i tak dalej i tak dalej. O, albo to: „Powiedz mi o czym marzysz, a powiem ci, kim jesteś”. Tego typu powiedzenia irytują mnie od kiedy byłam dzieckiem.

Wkurzenie na tak przedmiotowe używanie marzeń zaczęło się od wypytywania mnie o moje marzenia na temat ślubu i od dzielenia się ze mną swoimi marzeniami na ten konkretny, acz nudny dla mnie, temat. Podpowiem: ślub koniecznie „miał być najpiękniejszym dniem życia”. Nie rozumiałam tego za cholerę. Wolałabym, żeby reszta życia była fajna, pies drapał ślub! Nie miałam pojęcia, ani jako dziewczynka, ani dorastająca panna, dlaczego nikt mnie nie rozumie i ludzie tylko kręcą głowami, ubolewając nad tym, że nie posiadam „odpowiednich” marzeń! (Powiem tak: nie, nie miałam ani białej sukni, ani welonu, ani orkiestry, ani pierwszego tańca, thank you very much).

Potem było tylko lepiej, bo nie marzyłam o dzieciach, domu i samochodzie :/ Marzyłam, żeby nie musieć się tym przejmować i wszystko robiłam, by mi się marzenia spełniły. Ciężko na to pracowałam.

Wiem, że tego typu marzenia nie wyczerpują całości znaczeń tego pojęcia! Wiem! Ale i tak na pytanie: „o czym marzysz”, zwykle nie odpowiadam, unikam, zmieniam temat, lub mówię: chcę być kosmonautką lub coś równie inspirującego. Dodam tylko, że mam bujną i bogatą wyobraźnię!

Mój ambiwalentny stosunek do marzeń zawsze mnie nieco uwierał, dlatego właśnie wręcz rzuciłam się na rozmowę z Dobroczyńskim. I wiecie co? Uwolniła mnie nieco z poczucia winy i zdecydowanie uporządkowała myślenie o marzeniach jako takich.

Przede wszystkim psycholog przypomina, że samo słowo marzenie jest nieco ambiwalentne, bo konotuje nie tylko aspekt pozytywny, ale i negatywny, który – mówiąc o marzeniach – zwykle pomijamy. Owszem, psycholog mówi, że:

„Marzenie polegające na fantazjowaniu, wyobrażaniu sobie przyszłości, można nazwać głębokim planowaniem. Tyle że nie jest to planowanie uporządkowane, systematyczne, to raczej wolne płynięcie, snucie przypominające sen […]”.

Dobroczyński mówi także, że marzenia są swego rodzaju szkicem psychicznym”, dzięki któremu możemy spróbować wejść w różne sytuacje i zobaczyć, jak się nich czujemy, „konstrukcją, która może nas ratować z opresyjnej teraźniejszości”, czy magnesem, który przyciąga i nadaje sił do działania.

Te funkcje marzeń mam doskonale przećwiczone, ale pewnie i Wy tak macie, prawda?

Kolejnym aspektem marzeń, na który Dobroczyński zwraca uwagę, jest marzenie jako funkcja zbiorowości, jako pewien mit, wokół którego tworzy się czy gromadzi społeczność.

„Grupa społeczna, naród, plemię, które nie są w stanie wyprojektować się w przyszłość, podobnie jak jednostka, mogą popaść w kolektywną depresję. […] my, Polacy, staliśmy się narodem, który przestał w ten sposób marzyć. Tryb dążenia do zabezpieczenia jedynie tradycji, trzymania cie kurczowo jedynie tego, co było, pokazuje, jak duży jest poziom lęku przed tym, co będzie”.

Dobroczyński w rozmowie z Jucewicz analizuje także marzenia z gatunku destrukcyjnych, takie, które potęgują cierpienie osoby, która je snuje, i stają się destruktywne i frustrujące. Mówi także o realizowaniu nie swoich marzeń (rodziców, otoczenia itp)

„Dlatego z marzeniami trzeba uważać, zobaczyć, do jakiego momentu ratują, a od jakiego pogrążają. Bo w marzeniach można się pogrążyć jak w bagnie” – mówi psychoterapeuta i jest to bardzo trzeźwiąca myśl.

Wywiad Agnieszki Jucewicz z Bartłomiejem Dobroczyńskim, „Ostrożnie z marzeniami”, to jedna z ciekawszych rozmów w zbiorze „Niepewność. Rozmowy o strachu i nadziei”.

Inna, na którą zwróciłam szczególną uwagę, jest „Kiedy trzeba wybierać”

„[…] lekarze nie leczą ogółu ani abstraktów, tylko konkretnych ludzi”.

„Kiedy trzeba wybierać” to wywiad Tomasza Kwiatkowskiego z etykiem, profesorem Pawłem Łukowem. To ciekawa dyskusja na temat troski o osoby starsze, pokory, równowagi między tym, co publiczne a tym, co indywidualne oraz o ciężarze odpowiedzialności.

Profesor Łuków w prosty sposób tłumaczy, jak lekarze podejmują decyzję, jakimi przesłankami cie kierują, co biorą pod uwagę, a czego – nie.

„[…] lekarz sprawdza, jaki jest stan tego człowieka, i dopiero po tej ocenie podejmuje decyzję o sposobie leczenia, w zależności od tego, jakimi dysponuje środkami. Warto też pamiętać, że aby zmniejszyć ryzyko błędu, zaleca się podejmowanie decyzji w konsultacji z innymi lekarzami, a nie w pojedynkę”.

Rozmowa toczy się wokół zagadnienia, zdefiniowanego jako „maksymalizacja korzyści dla zbiorowości”, a mówiąc po ludzku – podejmowania decyzji, które są mniejszym złem. Nie ma służby zdrowia (a jeśli jest – poprawcie mnie), która ma nieskończone możliwości udzielania pomocy. Zasoby zawsze są ograniczone, zwłaszcza w sytuacji pandemii. Trzeba zatem wybierać, kogo leczyć, na kogo przeznaczyć więcej środków/czasu/atencji personelu/leków itp.

Profesor Łuków – mówiąc o tym, w jaki sposób powinny być podejmowane decyzje dotyczące tego, który pacjent otrzyma jaka pomoc – przywołuje nie tylko etykę lekarską, ale i ocenę efektywności kosztowej świadczeń zdrowotnych. Innymi słowy – wprowadza racjonalizm do naznaczonego emocjami tematu.

Rozmowa jest ciekawa z wielu powodów, nie tylko dlatego, że zaglądamy za zasłonę i dowiadujemy się jak powinno wyglądać podejmowanie decyzji, jak działa etyka lekarska w takich przypadkach. Profesor Łuków odmawia mówienia o praktyce. Ma powody:

„ – O praktyce porozmawiamy za chwilę.

– Nie porozmawiamy, bo jej nie znamy. W każdym razie nie znamy jej wystarczająco dobrze poza samymi lekarzami, którzy podejmują decyzje. A jeżeli są wśród nich tacy, którzy postępują niezgodnie ze standardami etycznymi, to z wiadomych powodów nie będą się tym chwalić.

Zawsze istnieje rozbieżność między tym, co jest, a tym, co być powinno. Pytanie, jak ta rozbieżność jest duża i jaką jej wielkość wolno nam tolerować”.

Profesor Łuków przypomina także, że lekarze uczeni są troski i lojalności wobec indywidualnego pacjenta, a w rzeczywistości pandemii stają przed przed wyzwaniem: jak to zrobić uratować jak największą liczbę osób? Jest to „kontrast między etyką lekarską a etyką zdrowia publicznego”. Rozmówca Tomasza Kwaśniewskiego wraca uwagę, że nawet, gdy procedury decyzyjne są precyzyjne i dobrze napisane, to i tak lekarze – stając przed wyborem kogo ratować w pierwszej kolejności – są poddani dużym napięciom emocjonalnym.

„Musimy się nauczyć pokory. Tego, że nie na wszystko znajdzie cie rada. A już na pewno nie od razu. Bo izolacja nie zwalcza epidemii, tylko rozciąga ją w czasie, dopóki nie znajdziemy leku czy szczepionki bądź nie uzyskamy odporności populacyjnej. […] Być może ta lekcja pokory pomoże nam – zarówno jednostkom, jak i społeczeństwom – zrozumieć, że gospodarka i dorabianie się są ważne, ale tylko jako jeden z instrumentów do tego, żebyśmy mieli udane życie. Być może w ogóle – a nie tylko na moim seminarium – zaczniemy się pytać, na czym polega udane życie”.

I tak to tutaj zostawię.

Published inLudzie piszą, ja recenzuję

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *