Skip to content

„Niepamięć i niedziałanie” Kali Dobosz, czyli rzecz o zapomnianej wojnie

„Historia Sri Lanki jest […] doskonałym przykładem tego, jak identyfikacja z abstrakcyjnym narodem czy grupą etniczną jest przygodna i historycznie zmienna”. [s. 18]

OK – przyznaję się bez bicia: wojnie na Sri Lance nie przyglądałam się nigdy

Owszem, pamiętam z czasów pracy w tzw „newsach”, że informacje o tym, co dzieje się na linii Syngalezi-Tamilowie pojawiały się od czasu do czasu, ale były kompletnie pozbawione kontekstu i nigdy nie lądowały gdzieś na prominentnych miejscach w serwisie.

Nigdy też się nimi nie zainteresowałam. Dopiero później, kiedy z racji szukania wiedzy i materiałów do książki sporo czasu poświęciłam historii Półwyspu Indyjskiego, zainteresowałam się i Lanką, i jej historią.

A jest to kawał pięknej historii!

Sprawdźcie choćby warownię Sigiriya. Niesamowity kompleks, który powstał w XIV wieku jako klasztor, by zostać potem rozbudowany. Więcej choćby i tutaj:  https://www.nationalgeographic.com/history/history-magazine/article/sri-lanka-sigiriya-fortress

Ale piękno to nie wszystko. Sri Lanka ma – jak i Półwysep Indyjski – trudną historię, której efektem była niedawno zakończona, a wciąż nie rozliczona wojna domowa.

Prostackie pytanie: kto się bił z kim?

Najprościej ujmując i straszliwie upraszczając: buddyjscy Syngalezi i wyznający hinduizm Tamilowie. Ci ostatni w 1976 założyli organizację „Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu” i rozpoczęli wojnę, której celem miała być niepodległość części wyspy.
Wojny domowe są potworne. Ta nie była wyjątkiem.

O tym konflikcie piszę w swojej „Niepamięci i niedziałaniu” Kala Dobosz, historyczka z uniwersytetu łódzkiego.

„Niepamięć i niedziałanie” to książka naukowa, ze wszystko zaletami i wadami tego gatunku. Przyznaję, że wzbogaciła moją wiedzę o krwawym konflikcie w Azji, przyznaję, że pokazała mi kilka tropów, doskonale pokazała ludzką twarz konfliktu. Przede wszystkim uświadomiła mi, jak historia tej wojny podobna jest do sytuacji Irlandii Północnej. Ta analogia pomogła mi wiele zrozumieć.

Ale pozycja ta pozostawiła we mnie niedosyt, co w przypadku książek naukowych wydaje się być dobrą rzeczą, prawda?

Przejdę do książki, do szczegółów

Kala Dobosz, analizując konflikt lankijski, przeszła przez trzy fazy badawcze:
1. Kwerenda w internecie – głównie portale tamilskie, blogi mieszkańców Lanki, także tych mocno zaangażowanych politycznie. W tej fazie badań Autorka głównie poznawała i historię, i dostępne fakty oraz – co szczególnie chyba ważne – „przechyły ideologiczne”, które widać było w tych publikacjach;
2. Spotkania z Lankijczykami w Holandii i rozmowy z nimi w oparciu o arkusz badawczy. Ta część jest reprezentowana w książce w formie cytatów i wtrąceń. Daje niesłychaną szczerość i osobiste spojrzenie na wydarzenia, które dla nas są suchym dyskursem historycznym, a dla Lankijczyków, którzy musieli uciekać z wyspy – są traumatycznym przeżyciem;
3. Wizyta na Sri Lance – gdzie Autorka szukała śladów wojny, coraz to bardziej zacieranych i „unieważnianych” i gdzie zapoznawała się z procesem pokojowym.

Sama książkę podzielono na dwie zasadnicze części:

A) konflikt: kontekst, tło, eskalacja przemocy
B) Proces pokojowy

Nie dostajemy – jako czytelnicy – jedynie faktów, ale także, co jest dla mnie szczególnie cenne, socjologiczną podbudowę pod zrozumienie pewnych procesów.

To szczególnie cenne, bo moje wcześniejsze powiedzenie, że „Tamilowie walczyli z Syngalezami” jest obraźliwie nieadekwatne i nie opisuje nawet w 1% skomplikowania sytuacji, w której na etniczność nakładają się religia, przynależność rodowa i kastowa, geografia i przekonania polityczne.

Nic nie jest proste na Sri Lance i trzeba mieć jakiś aparat pojęciowy, żeby to zrozumieć. Dobosz ułatwia czytelnikom zdobycie takiego właśnie aparatu. Oto odniesienie do książki Dhany Hughes „Violence, Torture and Memory in Sri Lanka: Life after Terror”:

„Hughes pokazuje jak zdradzano wówczas zasadę solidarności etnicznej, a „nasi chłopcy” stawali się antyrządowymi wywrotowcami […]. Na podstawie wywiadów z byłymi rebeliantami i żołnierzami ukazuje ona mechanizm usuwania przez nich z pamięci i świadomości faktu, że sami kiedyś popełniali zbrodnie – raz byli ofiarami, a innym razem sprawcami przemocy. Hughes obala przekonanie, że ludzie i społeczności mogą „wyleczyć się z”, czy po prostu zapomnieć o takiej historii. Ukazuje ona jak sprawcy, ofiary i świadkowie (bystanders) każdego dnia negocjują swoje współbycie. Hughes sugeruje, że milczenie i społeczna amnezja pozwala ludziom kontynuować swoje normalne życie […]”. [s. 54]

„Niepamięć i niedziałanie” Kali Dobosz jest książką wartą uwagi!

Jest w niej nie tylko naukowa i drobiazgowa analiza „jak” i „dlaczego”, ale i to ludzkie poczucie bezsensu tej wojny i nieudolności procesu pojednania.Nieudolności lub celowego manipulowania pamięcią zbiorową.

Książka posiada bardzo dobry aneks, rewelacyjną bibliografię, Autorka dba o czytelnika tłumacząc mu pojęcia lokalne, które czasem cieżko przekłada się prosto i bezpośrednio na polski. To kolejne zalety tej pozycji.

I jeszcze jedna, o której nie mogę zapomnieć: Dobosz ma ogromną empatię w stosunku do cytowanych Lankijczyków, jednocześnie nie ma tego irytującego podejścia naukowca i białego człowieka, który rozmawia z „Innym” i „Obcym”, z „uchodźcą”. Brawo za taką postawę.

Przytoczę jedno ze świadectw, po to by ci, którym się w głowach poprzewracało i którzy nie chcą „uchodźców” przejrzeli na oczy (nie rozumiem, jak można zapominać, że kilka milionów Polaków mieszka i pracuje w USA, Wlk. Brytanii i Europie Zachodniej i uważać, że to „nie są uchodźcy”. Są, ekonomiczni, a w latach 80. XX wieku byli i uchodźcami politycznymi. Obozy przejściowe w Austrii to co???)

„Ze Sri Lanki pojechałem do Indii, z Indii do Europy. Przemieszczałem się autobusem, pociągiem. Ta podróż zajęła mi dwa miesiące. Poszło tak szybko, bo to był dopiero początek, nie mieliśmy zbyt dużych problemów, by podróżować do Europy, nie były wymagane żadne wizy. Ale teraz to jest niezwykle trudne, dlatego żąda się od ludzi wielkich sum pieniędzy i przybywają tu przez Rosję, Polskę, kraje w których mieszkają miesiąc, czasem dłużej. […] Zanim dotarłem do Holandii, mieszkałem w Niemczech przez 8 lat. Po tym czasie przyjechałem do Holandii, dlatego że są tu moi bracia i siostry”. [s. 74]

Po wojnie – pojednanie?

Można by zapytać: no pewnie, z czym problem? Otóż to nie jest takie proste.

„W przypadku miejsc i grup, których doświadczenie historyczne naznaczone jest jakąkolwiek formą przemocy zbiorowej: ludobójstwa, czystek etnicznych, politycznych, pogromów, pozytywne wartościowanie społecznego pamiętania nie jest ani oczywiste, ani pewne. Pierre Nora wskazał na dylemat, który dotyka wszystkich poddających refleksji zagadnienie skutecznego pojednania i tzw. sprawiedliwości okresu przejścia: jakie skutki nieść może za sobą gloryfikowanie pamięci („sakralizacja pamięci”)? Mówił wprost, że „rewindykowanie pamięci jest w swej zasadzie wołaniem o sprawiedliwość. W swych skutkach stawało się często wezwaniem do mordu””. [s. 112]

Nie będę cytować całej książki, bo dla niezainteresowanych to byłoby nudne, a zainteresowani może sięgną po „Niepamięć i niedziałanie” Kali Dobosz sami.

No pięknie, tak chwalę i chwalę, ale przecież nie wszystko mi odpowiadało

No, czas opowiedzieć o moim kłopocie z tą pozycją. Nie, nie chodzi o to, że język nie ułatwia popularnego odbioru, nie tego się przecież spodziewałam sięgając po pozycję stricte naukową!

Chodzi o to, że moim zdaniem autorka dokonała przed publikacją mnóstwa skrótów. Rozumiem, książka nie mogła być nazbyt gruba, ale kaman! Ma tylko 180 stron, kolejne 100 by jej nie zaszkodziło!

Dobosz niezwykle dokładnie pisze o tle konfliktu, o destrukcyjnej roli brytyjskiego raj (zarządu kolonizatorskiego nad wyspą), podaje w tej części niezwykle szczegółową bibliografię, opatruje cytatami praktycznie każdy akapit.

A kiedy pisze o samym konflikcie – trzask-prask i po robocie. Wiem, że jako były dziennikarz newsowy mam wyraźnie obniżoną tolerancję na rzeczy straszne i nie każy chce czytać o rzeziach i mordach, ale za mało jest w książce Dobosz o konflikcie. Za mało. Miałam wrażenie, jakby całe jego dziesięciolecie zostało gdzieś wyrwane w redakcji i zostawione na boku.

Druga sprawa, z którą mam kłopot jest – przyznaję – nieco dziwna. Otóż książki naukowe muszą mieć podbudowę. Najlepiej opierać się na pracach innych, utytułowanych naukowców. Dlatego wsadza się wszędzie, gdzie się da cytaty lub odnośniki. Ale – kurczę – cenię sobie przemyślenia młodych naukowców. Ich świeżość i umiejętność zauważania tego, co „stare wygi” lub „tuzy” lekceważą, lub to, czego nie chcą widzieć. A w „Niepamięci i niedziałaniu” Kali Dobosz widziałam piękne i fascynujące przebłyski samodzielności myślenia i ciekawego spojrzenia na świat, które Autorka szybko przywalała cytatem z kogoś. Nie jestem naukowcem, podejrzewam, że „tak się pisze”. No nic, czekam na kolejną pracę Kali Dobosz, tym razem pozbawioną tego jarzma, jakim są wszechobecne odnośniki.

Książkę przeczytałam dzięki Klubowi Recenzenta portalu nakanapie.pl

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *