Skip to content

„Na drodze do odwagi. Cele, trudności, dylematy i strach” Justyny Grędel, czyli kłopot z oceną

Last updated on 2 marca 2020

Mam z „Na drodze do odwagi. Cele, trudności, dylematy i strach” Justyny Grędel spory kłopot i jego źródłem nie jest bynajmniej długość tekstu, z którym miałam do czynienia. Nie, czytałam krótsze materiały, które sprawiały mi wiele przyjemności.

Po prostu trudno mi przyznać gwiazdki, bo „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel nieco mnie skonfundowało.

Niby dobrze napisane, ale… dałam 5/10. Krakowskim targiem. Powody poniżej.

No dobrze, to zacznę jakoś systematycznie.

Jest to – inaczej chyba tego nie da się określić lub ja tego nie potrafię – esej o psychologii, który oceniłam idealnie w połowie skali ocen, 5 na 10, ponieważ wiem, że są ludzie, którym tego typu materiał może pomóc, może ich zainspirować, może najzwyczajniej w świecie pomóc. Nie jestem całym światem i szczerze mam nadzieję, że „Droga do odwagi” może stać się dla innych inspiracją. Dla mnie nie była, a szkoda.

Wydawca zachęca do przeczytania książki w sposób następujący:

„Nieustannie pragniemy szczęścia, innego, lepszego życia, możliwości realizowania swoich pasji… Jednak za każdym razem stykamy się z bolesną rzeczywistością. Upływają kolejne sekundy, minuty i godziny spędzone na rozmyślaniu o niezrealizowanych marzeniach, po czym ze smutkiem nastawiamy poranny budzik i idziemy spać. Kolejnego dnia budzimy się z równie pesymistycznym nastawieniem, bo znowu nie jestem sławny, bogaty, utalentowany… a mógłbym robić teraz coś zupełnie innego, gdyby tylko…
Co więc zrobić, aby zmienić swoje życie i czy jest to w ogóle możliwe?
Chcemy być ludźmi wolnymi, niezależnymi i wyjątkowymi, jednak nasze próby zmiany znienawidzonej rzeczywistości kończą się zanim faktycznie je zaczniemy – w decydującym momencie zazwyczaj paraliżuje nas strach.
Jak zatem wykonać pierwszy krok, aby stać się „człowiekiem odwagi”? Czy każdy z nas może być bohaterem? Co należy rozumieć pod pojęciem „odwaga” oraz czy porażka ma jakikolwiek sens?
Codzienność składa się z miliona pytań, na które bardzo trudno znaleźć dobrą odpowiedź.”

Ostatnie zdanie jest kluczowe,

ponieważ odpowiedź, dodam – jakąkolwiek, trudno jest znaleźć i w tekście Justyny Grędel. Nie zrozumcie mnie źle, to bardzo poprawny tekst. Autorka ma przyjemny styl, zdania są gładkie i pozbawione afektacji, nie ma błędów stylistycznych, wszystko jest w porządku i „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel czyta się dobrze. „Lekko wchodzi”, jak zwykle mówi się o książkach, które połyka się w ciągu wieczora. Zwykle – co prawda – nie mówi się tego o pozycjach z zakresu psychologii.

„Na drodze do odwagi” Justyny Grędel jest jak długi artykuł w maistreamowym, nobliwym czasopiśmie,

na przykład w „Twoim Stylu”. Tam właśnie można znaleźć materiały, które niby coś mówią, a jednak nie dają czytelnikowi za wiele.

W tekście Justyny Grędel znalazłam sporo pytań retorycznych, sporo uspokajających fraz, mających przekonać mnie, czytelnika, że każdy tak ma, że wszyscy odczuwamy podobne lęki czy niepokoje związane ze zmianą, odnalezieniem siebie, wyjściem ze status quo. Są „przykłady z życia”, których bohaterowie, Adam i Ewa, (tak, Adam i Ewa) przeżywają doświadczenie związane z wkroczeniem w nieznane. Dowiadujemy się, co z owej zmiany wynika. Wszystko to opisane, co jest oczywiste, gładkim językiem.

Autorka niezwykle starannie używa słów.

W częściach, które mają charakter „diagnostyczny” używa pierwszej osoby liczby mnogiej, dając mi, czytelnikowi, znać, że i on/ona, narrator, jest takim samym człowiekiem, jak tenże czytelnik. Że także chciałaby doświadczać bycia ponadprzeciętnym, ale równie mocno jak praktycznie każdy boi się wyróżnić z tłumu. Że „nasze życie to ciągłe analizowanie własnych wad”. Jest mnóstwo takich fraz, które są pisane z pozycji: my.
Jako czytelnik zyskałam poczucie bezpieczeństwa, które – z punktu widzenia psychologii – jest niezwykle ważne.

W innych częściach materiału Justyna Grędel zmienia optykę i zwraca się do czytelnika bezpośrednio. Mówi do mnie. Konkretnie, używając form drugiej osoby liczby pojedynczej. Pokazuje tym, że skupia się i pochyla nade mną, nad konkretnym przypadkiem bardzo konkretnego człowieka.
Jest także taki fragment, w którym narratorka dzieli się z czytelnikami swoim osobistym doświadczeniem, używając form gramatycznych dla pierwszej osoby liczby pojedynczej, „ja”.
To wszystko daje różne perspektywy, sprawia, że jako czytelnik nie czuję się zawsze pouczana, ale co więcej? Nic, ponieważ narrator pozostaje zawsze na poziomie ogólników. Nie ma w „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel nic osobistego, nawet owi Adam i Ewa są avatarami i symbolami raczej niż żywymi ludźmi. To pokaz językowej umiejętności autorki i dowód na to, że sama już sporo przemyślała.

Czemu poświęcam tyle czasu językowi?

Bo w „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel jest język i kropka.

Czytelnik znajdzie tam potwierdzenie tego, że wolność jest rzeczą trudną, ale konieczną do bycia autentycznym. Dowiemy się, że miotamy się pomiędzy potrzebą bycia ponadprzeciętnym i strachem przed zwróceniem na siebie uwagi oraz tego, że mamy tendencję do spychania z siebie odpowiedzialności za swoje życie i zmiany w nim dokonywane przez mówienie, że „inni mają łatwiej”.
To wszystko prawda! Prawda! tak jest!
Tyle że czytałam to już sto razy. Nawet napisane podobnym językiem! Takim, w którym widać starannie wypracowaną poprawność i nijakość rodem z magazynów lifestylowych.

Nie znalazłam w „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel niczego nowego ani w sferze myśli, ani idei, ani inspiracji. Najgorsze jest to, że nie znalazłam autentyczności.

Znajduję banalne… nawet nie rady, tylko sformułowania typu:

„Odwaga nie powinna być natomiast łączona z brawurą i brakiem odpowiedzialności, co często można zauważyć, zwłaszcza wśród młodych ludzi” (nawiasem mówiąc przykład Aleksandra Macedońskiego uważam za nietrafiony)
„Życie składa się bowiem z porażek, ciągłych zmagań i wielu trudnych momentów'”.
„Życie jest wieć codzienną i nieustanną walką z egoizmem, wewnętrznymi pragnieniami i wszystkich tym, co chcemy zrobić, lecz mamy świadomość negatywnych konsekwencji dla siebie lub innych”.
„Nie bądźmy niewolnikami cudzych poglądów. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy walczyć z każdym, kto ma inne zdanie. Szczególnie szlachetną postawą jest tolerancja odmienności wśród ludzi i akceptacja ich poglądów” (nie będę wchodzić w dyskusję, czy to rzeczywiście szlachetność, czy jedynie zwykła grzeczność i dobre wychowanie).

Co więcej: narrator co chwila przypomina mi, że są granice wolności (oczywiście, że są!), że nie możemy w realizowaniu tej wartości szkodzić innym (fakt, nie możemy). Mówi, że jest różnica między odwagą a brawurą (któż zaprzeczy?), a mnie przychodzi do głowy streszczenie, dość złośliwe, całego materiału: bądź odważny, ale nie za bardzo, wolny, ale nie od wszystkiego. Wyróżniaj się, ale nie za wszelką cenę, znajdź siebie, ale nie rań innych.

hmmm

Otóż zrealizowanie takich zaleceń sprawiłoby, że stoję w miejscu. Tak, wiem, dokonałam reductio od absurdum, ale tyko to mogłam zrobić z przesłaniem „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel.

Dodatkowo muszę przyznać, że mam żal do Autorki o jeszcze jedną rzecz.

Otóż Justyna Grędel powtarza, że mamy tendencję do mówienia sobie, że „inni mają lepiej”, a gdy przychodzi do mówienia o odwadze do dokonywania zmian, znalazłam zdanie, które mnie rozłożyło na łopatki.

Otóż „istnieje przecież kategoria ludzi z natury odważnych i oni już nie potrzebują podejmować wysiłku zmagania się z myślą o naszych „społecznych konsekwencjach”, bo mają szczęście i umiejętność ich niedostrzegania”.

No właśnie. Narratorka powiedziała, że „inni mają lepiej”! Co więcej, jakże subtelnie zadziałała językiem! Ci „odważni z natury” nie muszą się zmagać z myślą l „naszych, społecznych konsekwencjach”. Jakże ciekawe usunięcie tej grupy poza kategorię „naszości” narratorki…

Musze przyznać, że spodziewałam się jednej z dwóch rzeczy: albo bolesnego i osobistego opisu zmagania z trudnościami i dojścia do odwagi, albo zestawu ćwiczeń, zadań psychologicznych, które mogłyby pomóc mi zdefiniować do czego odwagi mogę potrzebować.

Znalazłam poprawnie napisany artykuł, który można by opublikować w wielu miejscach. Przeczytałam i moje życie się nie zmieniło.

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Published inLudzie piszą, ja recenzuję

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *