„Morze krwi” – kolejny fragment

przez | 10 kwietnia 2019

Podobno fragment, który wybrałam i opublikowałam wcześniej, jest nudny. Wypraszam sobie, ale publikuję inny.

 

„Morze krwi” w Google Play!

Rozdział 11

Alex: Było ich pięciu. Ślady na niej zostawiło trzech

– To zastrzyk przeciwbólowy, idiotko.- Michał musiał uderzyć Andreę w rękę, bo usłyszeliśmy plaśnięcie i ciche „auć„.
Mój Wilk przeskoczył ze stanu „wkurzony”, w stan „na wojennej ścieżce”, ale uspokoiłem go i powiedziałem, że to było w najlepszym interesie naszej Andrei. Naszej? Potrząsnąłem głową. Potem było kolejne „auć„.
– Misiek, kurde…
Andrea, jako pacjent, była katastrofą. Musiałem to przyznać. Nie wiem, co zrobiłbym na miejscu Michała, ale bardzo prawdopodobne, że pomyślałbym o znieczuleniu całkowitym, żeby móc pracować, a nie tłumaczyć się z czegoś przez cały czas.
– Cały walisz eau de cipka, idźże się umyj, chłopie. Nie chcę nawet wiedzieć, komu i gdzie wkładałeś tę głowę, nim przyszedłeś tutaj – marudziła cały czas, pojękując jednocześnie. Misiek nie brzmiał przepraszająco.
– Po pierwsze, jestem dorosły, po drugie, nie znasz jej, po trzecie, to była bardzo, bardzo, fajna cipka, po czwarte, zgadnij, idiotko patentowana, w jakich twoich okolicach będę za chwilę musiał mieć moją twarz!? Hm?
Michał popatrzył na nas nad parawanem, jakby oczekiwał pomocy i mentalnego wsparcia. Wojtek przesłał mu całusa, ja wzruszyłem ramionami, a Kuba podał mu komórkę.
– Zrób jej zdjęcie, ona się panicznie boi zdjęć. To ją zwykle wycisza.
– Nieprawda! – wrzasnęła – nie boję się zdjęć, tylko zawsze chcecie je robić, jak jestem nieprzygotowana.
– Nigdy nie jesteś na nie przygotowana – mruknął Kuba.
Taktyka rozpraszania Andrei działałśrednio i doktor Nitsch wrócił do klasycznych metod. Do zastraszania. Westchnął nie co teatralnie i odwrócił się do swojej pacjentki
– Andy, albo się zaraz, kurwa, uspokoisz i przestaniesz mi tu robić za drama queen, albo odsyłam cię na izbę przyjęć do Uniwersyteckiego i niech się tobą stażyści zajmują.
– Misiek, czy ty nie masz za grosz serca?
– Nie pierdol mi o sercu, Andy, za chwilę cię będę łatał. A to, co widzę, nie napawa mnie radością i nie buduje mojej cierpliwości. Siniaki masz wielkości naleśników, na całym ciele, Andy! Na. Kurwa. Całym. Ciele! Nawet na piersiach! Czy ty wiesz, jak wygląda twoja… – zaczerpnął powietrza i z widoczną trudnością zmienił temat. Odrobinę – Oko ci się nie otwiera, warga spuchła jak po ukąszeniu pszczoły, nie mówię już o tym w jakim stanie jest twoje udo. A czy ty wiesz, jak wygląda twoja….!!!???
Znowu zaczerpnął powietrza, ale nie zdążył nic powiedzieć.
– Ciiiiii
Poczułem zażenowanie Andrei, jak ciepłą, czerwoną falę.
– Ciiiicho, idioto.
– Pobiorę materiał genetyczny – głos Michała był spokojny i rzeczowy
– Pobierzesz co?
Coś zaszeleściło, jakby Andrea uniosła się na łokciu, co musiało zaboleć, bo nie udało się jej powstrzymać jęku.
– Po głowie też cię bito? Masz kłopoty z pamięcią krótkotrwałą, czy ze słuchem? Materiał genetyczny, powiedziałem. I nie dyskutuj. Są rzeczy, nad którymi nie przejdę do porządku dziennego i, albo ja to zrobię teraz, za twoją zgodą, albo zrobi to Wojtek. Na komisariacie!
– Nie zrobisz tego – sapnęła i chyba tego pożałowała.
– O, sprawdź mnie – powiedział chirurg z udawanym spokojem. A Wojtek dodał:
– Ja jestem za. Jestem po kursie.
Po sekundzie zastanowienia, chyba doszła do wniosku, że jednak nie chciała ich sprawdzać. I uderzyła w inną nutę.
– Ale ja nie chcężebyś mi tam zaglądał– powiedziała wyraźnie zdesperowana.

Nie ukrywam. Czułem podziw. Nie tylko dlatego, że trzymała się w kupie, zgwałcona, pobita, ze sporą utratą krwi i wyraźnie obolała, ale dlatego, że nawet leżąc bez sił na kozetce, wykorzystywała wszystko, co ma w swoim arsenale, byle osiągnąć swój cel. Cudownie uparty kawałek twardego Człowieka. Manipulująca, kombinująca, wijąca się jak piskorz.

Po raz kolejny cieszyłem sięże ludzie nie wyczuwają nosem podniecenia, i że Kuba podał mi koszulkę i dres. I nie, nie podniecał mnie stan fizyczny Andy. Tylko jej… całokształt? Osobowość? Mój Wilk może i zwariował, uznając ją za część jego Watahy, ale ja także jestem na najlepszej drodze do takiego szaleństwa.

– Już tam zaglądałem, o ile pamiętasz. I nie bardzo wiem, o co takie halo. Jestem, kurwa mać, lekarzem! Myślisz, że to pierwsza cipka, na która patrzę z zawodowego punktu widzenia? Andy, czy na serio masz, niewykryte przeze mnie, wstrząśnienie mózgu? Czy ty w ogóle masz mózg? – przerwał zakładanie opatrunków na twarzy Andrei i popatrzył na nią z wysokości swoich, wyprostowanych, stu dziewięćdziesięciu centymetrów.
– Mieliśmy wtedy po 5 lat! Nawet nie wiedzieliśmy, na co patrzymy! – Andrea brzmiała, jakby nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać – i nie jesteś ginekologiem, tylko chirurgiem! Łapy precz od mojego krocza!
– Ale ja muszę to zobaczyć, bo muszę cię poskładać do kupy, ty kretynko. I albo ja to zrobię, albo, serio, zrobi to jakiś zaspany i nie do końca wyuczony przeze mnie, rezydent w szpitalu, do którego galopkiem zawiozą cię Wojtek i Alex. I wtedy będziesz musiała zgłosić gwałt. I wtedy zacznie się cały cyrk, przez który nie chcesz przechodzić. Rozumiesz? – powiedział szeptem.
Andy girl – odezwałem się cicho – daj sobie pomóc. Proszę.

Zagrałem nieczysto, użyłem głosu Alfy, na który, pobita, obolała, zmaltretowana, po prostu zareagowała. Zareagowała, jakby była częścią mojego świata, jednym z nas. Nie łudzę się, gdyby nie to, że nie jest w dobrym stanie, to pokazałaby nam środkowy palec. Nie jestem przesadnie dumnym osobnikiem. Przyjmę takie zwycięstwo, jakie mam. Whatever works.

Opadła na kozetkę i przez dobrych kilkanaście minut nikt nic nie mówił. Słyszałem gniewne mamrotanie Michała, odgłos wody i mycia, jej syczenie, stuk narzędzi, odgłos cięcia plastrów i w końcu padło pytanie Wojtka.
– Andy… ilu… Ilu ich było?
– Co to ma do rzeczy?- głos Andrei był zdecydowany i mocny.
– Andy….
– Misiek, weź odsuń ten parawan, muszę was wszystkich widzieć, przecież już nie masz łba między moimi nogami, więc nie musimy ukrywać naszego związku.
Michał odsunął parawan. Andrea leżała pod prześcieradłem, z umytą twarzą, zaklejonymi zadrapaniami i plamami jodyny na policzkach i rękach. Pachniała krwią, bólem, stresem. Determinacją.
– Chcę do kuchni – powiedziała głosem naburmuszonego dziecka. Michał otworzył usta, ale wcięła mu się bez kłopotu.
– Wiem, że będzie mnie boleć. Myślisz, kurwa, że to był mój pierwszy raz? Nie. Nie był – zakończyła lodowatym tonem.
Równie dobrze mogłaby zrzucić na nas bombę. Popatrzyła w ciszy na każdego z nas, po kolei, blada, z zaciśniętymi ustami, na skraju płaczu, ale tak odważna, że miałem ochotę ją pocałować. Wojtek schylił się, wziął ją na ręce, powiedziałże na serio powinna schudnąć i pierwszy wyszedł do kuchni.
– U kogo chcesz siedzieć, ty rozgotowany kalafiorze?- Wojtek rozejrzał się, stojąc w kącie, z Andreą na rękach. Milczała przez chwilę i czułem jak waha się, jak się zastanawia, jak bardzo jest niepewna wydźwięku tego, co chce powiedzieć.

– U Alexa – powiedziała w końcu, zupełnie jak nie ona, bo cicho i jakoś niepewnie.

A ja, w tym momencie, poczułem się, jakbym miał co najmniej dwa metry wzrostu. Usiadłem i Wojtek podał mi ją ostrożnie, tak, żeby oszczędzić jej jak najwięcej, i tak nieuniknionego, bólu.
– Wyjaśnij, żelku lukrecjowy – powiedział policjant.

Oparła głowę na moim ramieniu, odchyliła ją lekko do tyłu, odsłaniając szyję. Przymknęła oczy. Dobrze, że nie wiedziała, że jest to jeden z gestów totalnego poddania się, a właściwie, w pewnym kontekście, to nawet oświadczyn. Byłaby bardzo wkurzona. Muszę jej to wszystko potem opowiedzieć i wyjaśnić, bo jeśli tego nie zrobię, to ryzykuję życie i zdrowie. Swoje.
– A wy, chłopcy, myśleliście, że przeszłam przez dziesięć lat wojska, bez żadnej szkody? Że nikt mnie nie zmacał, nie przyciskał do ściany, nie uważał moich cycków za swoją własnośćŻe nigdy wcześniej mi się gwałt nie przytrafił? – zamilkła na sekundę i podałem jej znowu kubek ze słodką wodą – Gwałt, albo komenda „na kolana”, to najstarsze sposoby na pokazanie mi, babie, gdzie jest moje miejsce, to taki prosty sposób upokorzenia, ukarania… – kilkadziesiąt sekund zupełnej ciszy.
– Przez pierwsze trzy miesiące w wojsku było mi bardzo, ale to bardzo źle. Byłam takim gówniarzem. Siedemnaście lat… Byłam babą. Zresztą, to akurat nieważne. Każdy z nowych, niezależnie od płci, mógł trafić na… nauczycieli porządku i zasad. Gorliwych nauczycieli.
– I nikt nie reagował? Nikt z oficerów?
Andrea wzruszyła ramionami w odpowiedzi na pytanie Michała
– Przez te pierwsze trzy miesiące, to nawet nie jesteś żołnierzem. Jesteś kandydatem. Jeśli nie jesteś żołnierzem, to czyim jesteś problemem? Na pewno nie wojska. Przejdziesz to i wytrzymasz, albo i nie. Jak przejdziesz i przetrwasz, to jest większa pewnośćże przeżyjesz to, co przyjdzie później. W realnym życiu jest gorzej, niż na unitarce – znowu milczenie. Spojrzenie w przeszłość. I ciężkie, bardzo ciężkie westchnienie.
– Dość szybko nauczyłam się, jak radzić sobie w takich, kryzysowych sytuacjach. Miałam szczęście, jeden z kadry… w pewien sposób mi pomógł
– Obronił cię? – Kuba zapytał z jakąś dziecięcą naiwnością i nadzieją.
– Nie – Andrea zaśmiała się gardłowo – o nie, Kubuś, ja ciągle nie byłam żołnierzem, ale dobrze się zapowiadałam i chyba nie chcieli mnie stracić. Pokazał mi kilka potrzebnych sztuczek, tak, żebym mogła sobie poradzić z większymi napastnikami, nawet z kilkoma, pod warunkiem, że nie było ich za wielu. I tak miałam z górki, w sumie to było… to były tylko trzy razy. Inni mieli gorzej, uwierzcie mi, o wiele gorzej. Wielu kandydatów, facetów, właśnie dlatego odpadało.
– Czemu nie zgłosiłaś tego żandarmerii? – Wojtek siedział z głową opartą na dłoniach
– Po pierwsze, tak się nie robi. Po drugie, co miałam powiedziećże zorro mnie zgwałcił? Przecież ja prawie nigdy nie widziałam twarzy, a wybacz mi, Wojtas, wacek wygląda jak wacek, nie da się mu zrobić portretu pamięciowego. I nie mów mi o badaniach DNA, proszę.
– Co się zmieniło po trzech miesiącach? – zapytałem głośno, a może to w kuchni było zbyt cicho?
– Wszystko – Andrea otworzyła oczy i popatrzyła najpierw na mnie, potem na nich – Wszystko. Po trzech miesiącach byłam już Legionistą, jednym z nich. Byłam częścią grupy. Byłam święta, nie do dotknięcia i rękę by urwali każdemu, kto by na mnie nawet krzywo spojrzał. Ale… – zawahała się – ale przez następne dziesięć lat nie byłam w stanie w pełni zaufać moim kolegom. Niezależnie od płci – zakończyła z goryczą.
– To dlatego… nigdy, nikogo nie miałaś na serio?- Wojtek nie wiedział, jak zadać pytanie. Wzruszyła ramionami.
– Naaah. Ja po prostu za bardzo was kocham – mrugnęła niespuchniętym okiem. Nie wyglądało to dobrze. Odsunąłem jej kosmyk brudnych włosów z czoła. Spoważniała i dodała.
– Wojtas…. ja mam skrzywioną percepcję. Najpierw wojsko. Dziesięć lat. W Afryce. Uwierz mi, to nie jest najlepsze miejsce na bycie kobietą. Teraz, w cywilu, pomagam kobietom, które mają przesrane, bo ktoś, kto powinien chronić je i kochać, bije, upokarza i gwałci, a my jako państwo – skinęła głową w jego kierunku – nie robimy nic. Ja mam potwornie skrzywioną percepcję. Nie zdążyłam do tej pory zauważyć tęczy, motylków, jednorożców, gołąbków i różowych serduszek. To nie znaczy, że ich nie ma. To nie znaczy, że ich nie chcę. I to nie znaczy, że w nie nie wierzę. To znaczy, tylko i wyłącznie, że tak mi się jakoś życie ułożyło. Koniec kropka. Daje wam słowo, mój wibrator daje radę.
Andy, kurwa, proszę…. – Michał jęknął i też oparł głowę na rękach.
– No czego? Przychodzisz mnie łatać prosto z łóżka jakiejś laski…
– … dwóch – dodałem dla uczciwości. Wszyscy, łącznie z Michałem, popatrzyli na mnie pytająco. Zamiast wyjaśnienia dotknąłem nosa.
– … dwóch lasek i ty mi chcesz kazania prawić? Serio? Żaden z was nie jest lepszy. Oprócz Kubka. I wypraszam sobie litość i takie sprawy. Jest, jak jest. Boli mnie. Spać mi się chce. Chcę do domu!!!!

Kilka minut później zaniosłem Andreę do domu, położyłem do łóżka i wróciłem do willi Nitschów. Dostała zastrzyk przeciwbólowy i, dodatkowo, uspakajający, więc spała spokojnie. Zostawiłem koło jej łóżka komórkę, ustawioną na tryb wideorozmowy, jako monitor, ot tak, na wszelki wypadek.

Kuba, Wojtek i Michał siedzieli, jak poprzednio, w kuchni. Kuba na swoim stałym miejscu, na ławeczce przy oknie. Wojtek siedział przy stole, twarzą odwrócony w kierunku Kuby, Michał rozlewał whiskey do szklanek. Szklanka czekała i na mnie.
– Masz adres? – podniosłem szklaneczkę w kierunku policjanta, który skinął mi głową – Dobrze. Przydałby mi się jakiś motor… masz zapasowy?
– Kolega ma, jeszcze nie zarejestrowany.
Skinąłem głową.
– Będę go potrzebował od jutra, na max dwa dni – sam nie wiedziałem, ile mi to zajmie, ale nie przypuszczałem, żeby dłużej.
– Idę z tobą– powiedział, a ja pokręciłem przecząco głową.
– To sprawa wewnętrzna Zmiennych. Idę sam.
– Andrea jest naszą wewnętrzną sprawą. Idę z tobą.
– Jestem, w moim świecie, policjantem i prokuratorem – wyjaśniłem bardzo skrótowo, ale w zgodzie z prawdą– Idę sam.
– Nie wiemy, ilu ich jest. Nie pójdziesz sam. W dodatku… kontuzje masz ledwo zaleczone.
– Było ich pięciu. Ślady na niej zostawiło trzech. Tylu jestem w stanie… z tyloma sobie poradzę. Nawet w tym stanie.
Uparte milczenie Wojtka było jedyną odpowiedzią.
– Jesteś policjantem – może ten argument trafi – to, co planuję, nie będzie legalne w świetle żadnych, ale to żadnych, znanych mi ludzkich kodeksów.
– Planujesz zostawić ślady?
Prychnąłem, nawet nie próbując się obrazić na jego pytanie.
– To idę z tobą. Mam w dupie taką robotę, w której nie jestem w stanie ochronić ludzi, których kocham. I albo idę z tobą, albo będzie się za tobą włóczył każdy gliniarz w Krakowie i okolicach, i będzie ci, w ramach obowiązującego prawa, zatruwał życie tak, że będziesz się bał wystawić nos za bramę.
– Czy to jest groźba? – zapytałem uprzejmie. Wojtek się zastanowił
– Tak. To jest groźba.
Zaśmiałem się szczerze i po raz pierwszy od kilku godzin, co, w tym towarzystwie, było niepokojącym rekordem.
– Byłbyś takim dobrym Zmiennym. Chciałbym mieć takich, jak ty, za moimi plecami. Weź broń z zatartymi numerami. Srebrne kule… jest tu jakiś rusznikarz, który nie zadaje pytań?
– Tylko, żebym żadnego z was nie musiał składać do kupy – powiedział Michał zmęczony głosem.

I za to wypiliśmy. Kilka razy. Potrzebowaliśmy tego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *