Skip to content

„Morze krwi”: 9 dni do premiery!

Jestem introwertykiem z charakterkiem

Niełatwo jest mnie lubić, a jednak są ludzie, którzy to potrafią i którzy są ze mną niezależnie od tego, co powiem czy zrobię.

Niektórzy jasno mówią, co im się nie podoba i wskazują, że widzą, co ukrywam za bullshitem i brawurą. „Ale pieprzysz” – to słyszę od nich często. Może nie zawsze w tych słowach, ale zawsze w tym znaczeniu. Co za ludzie, nie? Inni kładą mi rękę na ramieniu, wzdychają, wznoszą oczy ku niebu i pytają: ty tak serio?

Zwykle zarówno to pytanie jak i wcześniej zacytowane brutalne stwierdzenie faktu zmuszają mnie do przystopowania i zastanowienia się nad sobą.

Sa też tacy, którym mówię: „ty to mnie, kurcze, musisz lubić”. Od kilkudziesięciu lat otrzymuję tę samą odpowiedź: „No muszę”.

Dalej bawi, wiecie?

Są mi potrzebni,

choć udaję, że jest mi dobrze, kiedy jestem sama. Oni to wiedzą.

Niektórych znam od dziecka,

innych zaledwie parę miesięcy. Niektórzy znają mnie od podszewki i widzieli mnie w najgorszych momentach mojego życia, z innymi widzę się rzadko, ale prowadzę rozmowy bez czarowania i budowania murów. Zadziwiająco głębokie i szczere. Niektórzy są dzieciaci, inni – jak ja – cenią sobie bezdzietność. Niektórzy są zakamieniałymi humanistami, inni poprawiają mnie (brutalnie!), kiedy wymądrzam się na temat entropii.

Pomagają zarządzać wielkimi firmami lub rozwijają własne, lub mówią o sobie „jestem tylko trybikiem w maszynie”, lub pracują w domu, jak ja.

Dzieci niektórych znam od dnia ich narodzin i jestem dla nich bardzo fajną ciotką! Nie, nie rozpuszczam ich. Absolutnie. Dzieci powinny mieć swobodę i umieć się ubrudzić jak nieboskie stworzenia. Chwała Chaosowi, nie ja je muszę myć 😉.

Z niektórymi spędzamy całe dnie lub tygodnie

na snuciu się po Tatrach lub Toskanii, zmieniając przebite gumy w jakiejś mieścinie, która jest totalnie zatrzaśnięta na czas sjesty lub usiłując na Słowacji zjeść coś bez mięsa, skwarków czy zasmażki… Z innymi jem śniadania, jakich nie jem normalnie i później muszę dokładać 5 km biegu, żeby mi się nie osadziło w regionach południowych. Każda pochłonięta kaloria warta jest ceny, jaką za nią płacę!

Sa tacy, z którymi rozmawiam przez telefon nawet przez godzinę. A ja nie lubię rozmów telefonicznych. Są tacy, dzięki którym poznałam najlepszą i jednocześnie najgorszą stronę mojego ja i musiałam sobie powiedzieć: tak, to ja, taka, k..wa, jestem. Są tacy, z których słowa trzeba wyciągać szczypcami i którzy wolą czyścić ubłocony rower niż powiedzieć, co czują.

Są tacy, którzy wspierają mnie przez słuchanie, a są tacy, którzy mówią i mówią! I mówią! Albo stawiają mnie brutalnie do pionu. Albo robią mi guacamole. Albo pizzę.

Nie ma ich dużo. Policzyłam – wyszło mi prawie 20 osób.

Każdy jest inni, wszyscy są dla mnie niezwykle ważni. Nie wiem, ilu z nich to powiedziałam?

Jestem wdzięczna Chaosowi, że są w moim życiu.

 

Published in"MORZE KRWI", część 1Wydawanie książek i inne przygody

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *