Skip to content

„Modern love” w wyborze Daniela Jonesa, czyli jak ocenić uczucia?

„Magia kina nie polega na tym, że na ekranie dzieją się niewiarygodnie wspaniałe rzeczy. Niewiarygodnie wspaniałe rzeczy zdarzają się również w życiu. Nie, magia polega na tym, że filmy kończą się tuż po tych niewiarygodnie wspaniałych momentach. Kończą się po ogłoszeniu pokoju, zwycięskim meczu, zdobyciu dziewczyny. Życie nie ma napisów końcowych po każdej historii i chłopak może stracić dziewczynę”. [s.23]

Daniel Jones prowadził w New Jork Timesie rubrykę „Modern Love”

Jak napisał w przedmowie do polskiego wydania ksiażki pod tym samym tytułem:

„… zdecydowaliśmy […], że potraktujemy pojęcie miłości szerzej, nie ograniczając się do miłości romantycznej. Mieliśmy nadzieję zgłębić zarówno mroczne, jak i jasne strony trwającego całe życie dążenia do bliskości z innymi ludźmi, chcieliśmy pokazać szczęście, ale także ból, który towarzyszy relacjom”. [s. 5]

Tym właśnie jest wydana przez Prószyński i S-ka książka „Modern Love” – kalejdoskopem opowieści, których głównym – chociaż nie zawsze nazwanym bohaterem – jest miłość lub jakaś jej forma, jakiś jej przejaw, czasem z tych spokojnych i nie raniących duszy, innym razem – dramatyczna i tak pełna napięcia, że czytając, zastanawiałam się, jak jej bohaterowie zdołali przez to przejść?
Tak miałam zwłaszcza w przypadku opowieści o adopcji dziecka, które zdiagnozowano jako terminalnie chore.

Nie opowiem więcej, są historie, które czyta się w samotności.

Ocenić? Ale jak?

„Lęk spada na niektórych gwałtownie, jak wyładowanie elektryczne. A moim przypadku zakrada się stopniowo i podstępnie, niczym gęstniejącą mgła. Kiedy mgła wystarczająco zgęstnieje, powoduje przerażające, surrealistyczne doznanie, które mój psychiatra nazywa derealizacją. W takich chwilach zamykam się w sobie całkowicie i nie jestem w stanie stawić czoła życiu w społeczeństwie”. [s. 37]

Ocenianie tej książki byłoby niczym stawianie stopni emocjom odczuwanym przez innych ludzi! Jak mogę to robić? Jakie wziąć kryteria oceny? Zgodność z moją definicją miłości? Przystawalność do znanych mi norm społecznych? Swojskość sytuacji?

Nic z tego nie jest ok wobec ludzi, którzy spisali swoje historie i podzielili się nimi z czytelnikami NYT a teraz – i ze mną.

„Kocham swoją córkę. Po prostu nie jestem w niej zakochana. Ani w jej dwóch braciach i siostrze. Owszem, mam czworo dzieci. Czworo dzieci, z którymi spędzam większą część każdego dnia: kąpię je, czeszę, pomagam w lekcjach, przytulam, kiedy przeżywają swoje małe wielkie tragedie. Nie jestem jednak zakochana w żadnym z nich. Jestem zakochana w ich ojcu”. [s.145]

Dlatego powiem jedynie o moich wrażeniach

Różne prawdy o miłości

„Heteroseksualne kobiety i homoseksualni mężczyźni toczą ze sobą spór na temat definicji aktu seksualnego. Większość moich koleżanek utrzymuje, że seks oralny się nie liczy. Uważam inaczej. Dla mnie wszystko, co przyprawia o orgazm, jest seksem”. [s. 69]

Opisane w książce historie miłości, ujęte w całej głębokości jaką nadajemy temu pojęciu, rzucają na kolana.

Nie ma tu romansu, tej eskapistycznej i podnoszącej na duchu obietnicy, że „żyli długo i szczęśliwie”.

Nie liczyłam, ale wydaje mi się, że więcej jest w tej książce historii, które bolą niż tych, które mają „dobre zakończenie”.

Zwykle te opowieści odczuwałam jako bolesne, bo opisywały czyjś ból lub stratę. Sprawiły mi cierpienie, bo albo sama byłam w podobnej sytuacji lub kogoś w niej postawiłam. Uwierały mnie, bo dotknęły czegoś we mnie, czegoś, o czym myśleć nie chcę.

” – Czy często chodzisz z kimś do łóżka po pierwszej rance? – zapytałam w pewnym momencie.
– Nazywasz mnie dziwką? – zapytał, unosząc jedną brew.
Roześmiałam się nerwowo.
– Nie, no skądże.
– Nie, nie powiedziałbym – odparł po chwili – To znaczy, nie odrzuciłbym takiej propozycji, ale nie mam takich oczekiwań.
– Czyli wyszłam na rozpustnicę? – zapytałam minutę później.
– Absolutnie nie – zaprzeczył czule i objął mnie – Jesteś w moich oczach prawdziwą damą.
To chyba miał być komplement, ale odebrałam jego słowa jak cios, bo wątpiłam w ich szczerość. Podejrzewałam, że bierze mnie pod włos, żeby jeszcze raz się ze mną przespać”. [s. 76]

Ale i zawstydzały, bo pokazały taką wielkość ducha, do której na pewno nie byłabym zdolna.

Różnorodność

„Matka mieszkała niedaleko domu opieki, w którym na początku zeszłego roku umierał tata. Mimo to nie było jej przy nim, kiedy odchodził, ani nie wiedziała, że wszystkie trzy córki spotkały się przy jego łóżku. Zapewnię oglądała w domu jakiś serial na kanale HBO, czytała książkę albo robiła sobie kanapkę, podczas gdy on oddychał z coraz większym wysiłkiem. Byli małżeństwem przez czterdzieści siedem lat – „wyłącznie wspaniałych lat”, jak sama mówi, najwyraźniej nie licząc ostatnich pięciu naznaczonych alzheimerem. Po diagnozie taty, którą postawiono, gdy miał sześćdziesiąt trzy lata, jej świat się rozpad i nic już nie było między nimi wspaniale”. [s.253]

Miłość to emocja, która nie zna żadnych granic: rasy, płci, płci kulturowej, wieku, pokolenia. W „Modern Love” poznajemy wszystkie jej odcienie. Tę, która się poświęca; tę, która jest zmarnowaniem szansy. Tę, która podnosi na duchu. Tę, która daje nadzieję. Widzimy rodziców i dzieci. Małżonków po przejściach. Pary, które powinny były, a jednak im się nie udało. Widzimy wieloletnią wierność i stracone szanse. Nadzieję i jej brak.

Autorzy opowieści zebranych w „Modern Love” to i młodzi, i starzy, i zdrowi, i w terminalnym stadium raka. To pary tej samej płci i nie-pary. To rodzice – biologiczni i adopcyjni. Osoby samodzielne i „poukładane wewnętrznie” i te, które pracę nad sobą mają dopiero przed sobą. W każdej z opowieści jest miłość. Każda otwiera głowę i zmusza, zachęca, by wyjść poza własną perspektywę i zrozumieć więcej.

„Docierały do mnie strzępy rozmów o zawałach, nowotworach, protezach stawu biodrowego, ale nikt nie mówił o zmianie płci. Tego dnia znalazłam się w grupie mniejszości, byłam dziwadłem: żoną trans płciowej kobiety. Czuła się wyczerpana na samą myśl. […] Kilka godzin później pielęgniarka zaprowadziła mnie do mojej żony. Do niej – musiałam zacząć używać żeńskich zaimków.[…]
– Podamy panu coś do jedzenia, a potem leki przeciwbólowe – powiedziała pielęgniarka.
– Pani – poprawiłam ją delikatnie”. [s. 233-234]

Perspektywa czasowa

„Szósta trzydzieści rano: suszę włosy przed wyjściem do pracy, próbując pogodzić się z obumarciem dwutygodniowego romansu. Gwoździem do trumny okazał się SMS o podtekście seksualnym, który wysłałam wybrankowi o dziesiątej poprzedniego wieczoru i nie dotychczas odpowiedzi.
[…] Być może nie odpisując mi na mojego SMS-a, podarował mi resztę mojego życia. Odłożyłam suszarkę i spojrzałam na zegarek. Była siódma piętnaście. Wiatr poruszał liśćmi za oknem, ruch uliczny przybierał na sile. Życie jest za krótkie, by spędzić je z tymi, którzy nie za bardzo do nas pasują, podsumowałam w myślach.
A potem dostałam wyczekaną wiadomość”. [s.39 oraz 44-45]

Niektórzy autorzy opowieści zebranych w wydanej przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka „Modern Love” opisują, co czuli w ciągu bardzo konkretnych i dobrze zapamiętanych przez nich pięciu minut ich życia, inni opisują miłość w perspektywie wielu lat. I nie ma znaczenia fakt, czy czytamy o tym, co zaszło w głowie dziewczyny, czekającej na wiadomość od dopiero co poznanego chłopaka, czy historię ojców, którzy muszą poradzić sobie z trudną relacją z biologiczną matką ich adoptowanego syna i jeszcze jego przez tę relację przeprowadzić.

Opowieści mają podobną siłę.

„Niekiedy, gdy tak leżę, porównuję ten rozwód do grypy. Początkową wysoką temperaturę, poty i fatalne samopoczucie w pewnym sensie łatwiej znieść (mijają jak we śnie) niż kolejne dni, kiedy nie jesteś ani zdrowa, ani chora i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Czujesz się za dobrze, żeby spędzić cały dzień w łóżku przed telewizorem, ale wciąż nie na tyle dobrze, żeby wyjść z domu i normalnie funkcjonować w społeczeństwie”. [s. 212]

Autorzy

To w zasadzie jedyne, co mogłabym zarzucić tej książce: dobór autorów.

NYT drukował, lub Daniel Jones z nadesłanych opowieści wybierał, historie dobrze skrojone. Większość z tych, zamieszczonych w polskim wydaniu „Modern Love” została napisana przez pisarzy, aktorów, dziennikarzy, naukowców – innymi słowy – ludzi, którzy mają dar wglądu w siebie, uważnego przyglądania się innym i sobie. Autorzy to nie pierwsza lepsza Kate czy Jim. To ludzie wrażliwi, umiejący opisywać emocje, także własne. Tak, ale czy to wada? Czy to sprawia, że opowieść jest mniej prawdziwa?

Nie wiem.

Tu i teraz, pisząc o „Modern Love” zastanawiam się nad elementem kreacji twórczej w wielu z tych historiach. Nie we wszystkich – to chcę jasno zaznaczyć – w wielu.

Ale czy to wada? Czy każda opowiedziana historia nie jest kreacją? Nieważne kto opowiada, zawsze narrator tworzy. Pisarka, naukowczyni, piekarz czy lekarz – niezależnie od osoby twórcy każdy opis jest w pewnym sensie aktem tworzenia, szczególnie, gdy dotyka kwestii tak intymnych jak miłość.

Konkluzja?

To była jak dla mnie nietypowa lektura. Nie spodziewałam się, że „wejdzie” tak łatwo. Nie miałam także pojęcia, że będę o niej myśleć i że historie w niej opisane będą do mnie wracać, rezonując we mnie.
Nie, to nie zawsze była przyjemna lektura. Czasem szarpała i drapała. Nie mam pod niej o to pretensji. Taka jest ta „Modern Love”.

Dziękuję portalowi nakanapie.pl za możliwość przeczytania i przemyślenia tej książki, a Wam za możliwość podzielenia się wrażeniami z Wami.

„Muszę pokochać siebie, mówią mi przyjaciele. Podobno to sprawi, że moje życie będzie lepsze, na tej samej zasadzie, co aparat na zęby i gładka skóra miały mnie uczynić piękniejszą. Pytam więc, jak mam to zrobić. „Sięgnij w głąb siebie”, odpowiadają filozoficznie. Atrakcyjność tej rady każe mi wątpić, czy oni sami cokolwiek znaleźli, kiedy tak sięgali w głąb siebie”. [s. 78]

 

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *