Skip to content

„Miraże natury i architektury. Prace naukowe dedykowane profesorowi Tadeuszowi Bernatowiczowi”, czyli o tym, że diabeł naprawdę tkwi w szczegółach!

Last updated on 13 kwietnia 2022

„Znany przedstawiciel rodu Radziwiłłów, Michał Kazimierz Radziwiłł zwany „Rybeńko”, hetman Wielkiego Księstwa Litewskiego, stał się w wielu sprawach personifikacją epoki saskiej. […] „Rybeńko” jest jaskrawym przykładem prawdziwości powiedzenia „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”. Dwa lata temu w krypcie Radziwiłłów w kościele Bożego Ciała w Nieświeżu prowadzono badania historyczno-antropologiczne, podczas których otwarto sarkofag z ciałem księcia. Wykonane wówczas pomiary wykazały potężne rozmiary znajdującej się w grobowcu osoby, która, mówiąc eufemistycznie, nie odmawiała sobie za życia przyjemności jedzenia”. [s. 95]

Lubię detale i szczegóły

Historia to dla mnie nie tylko wielkie postaci i kluczowe wydarzenia, ale także podstawowe informacje, jak to, czym jedzono i co jedzono? Na czym spano? Jak wyglądała ówczesna bielizna? Jak wyglądał nocleg w karczmie i o której budzono się w mieście na progu nowoczesności? Uwielbiam detale, mam mnóstwo fiszek, w których spisuję co ciekawsze znaleziska, ponieważ nigdy nie wiadomo co i kiedy mi się przyda. 

Dlatego rzuciłam się na opublikowane przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego „Miraże natury i architektury. Prace naukowe dedykowane profesorowi Tadeuszowi Bernatowiczowi”. 

Czytałam jedną z książek Bernatowicza, „Mitrę i buławę”, i był to ten rodzaj opisu i analizy historii, który lubię, dlatego pomyślałam sobie, że zbiór prac naukowych poświęconych profesorowi, (który zauważyłam w Klubie Recenzenta portalu nakanapie.pl) również mi się spodoba. I miałam rację! 

Tadeusz Bernatowicz to ciekawy naukowiec,

którego zaliczyłabym go do młodego pokolenia ludzi nauki. Jego zainteresowania naukowe rozciągają się od architektury i urbanistyki (nowoczesnej i historycznej) przez założenia ogrodowe, kwestie styku sztuki i władzy, architekturę Warszawy aż po rzeźbę nowożytną. 

Nie da się jednak ukryć – patrząc na bibliografię prac Bernatowicza – że tym, co wydaje się być dla niego centrum jego zainteresowań naukowych są Radziwiłłowie, ich czasy, zwyczaje, posiadłości, pozostałości i spuścizna, także polityczna. 

Fascynacje profesora znajdują odbicie w tomie, o którym dziś piszę, a który inni naukowcy mu zadedykowali. O Radziwiłłach, pozostałościach materialnych po nich i ich epoce znajdziecie w „Miraże natury i architektury. Prace naukowe dedykowane profesorowi Tadeuszowi Bernatowiczowi” mnóstwo. Ale nie sama ilość się liczy, ale jakość! Jak zatem ocenia ją laik? 

Przyznaję, że nie wszystkie prace czytałam z jednakowym zainteresowaniem

Naukowcy są… ludźmi, nie każdy z ich stylów narracji mi odpowiada i nie każdy z nich potrafi oddać w artykule naukowym pasję, z którą bada przedmiot swoich studiów. 

Ale na Jowisza! Są w tym tomie takie artykuły, które dostarczyły mi nie dość, że wiedzy, to jeszcze inspiracji! Podzielę się z Wami kilkoma takimi perełkami. Mój wybór jest oczywiście subiektywny i oddaje jedynie mój gust, moje fiksacje i moje zainteresowania!

Pogrzeb Halszki z Radziwiłów, żony Lwa Sapiehy

Ile trwała podróż konduktu pogrzebowego z Warszawy do Wilna? Jaką drogą kondukt podążał? Jakiego pochówku zażyczyła sobie zmarła, a jaki dostała? Jak chowano magnaterię w czasach baroku, w sytuacji coraz to bardziej narastającym nastrojów kontrreformacyjnych? Jak brzmiały autentyczne listy wdowca do braci jego zmarłej żony? 

Artykuł autorstwa Anny Sylwii Czyż jest króciutki, ale wypełniony treścią i niebywale ciekawie napisany. Czuć w nim zapał badaczki i chęć podzielenia się tą wiedzą – w sposób jasny, klarowny i angażujący. Czyż zdaje się nie tyle zależeć na tym, żeby pokazać, ile ona wie, ale na tym, żeby inni tematem się zainteresowali. Wow. 

Parki Radziwiłłów – oczyma Uladzimira Karalenaka 

„Fakt, że w 1596 roku Warszawa stała się stolicą Rzeczpospolitej, w której rezydował król wraz z dworem, przyczynił się do nabycia przez Radziwiłłów szeregu terytoriów w mieście i na przedmieściach usytuowanych na prawym brzegu rzeki – Pradze. Konieczność częstego odwiedzania miasta nad Wisłą stała się przyczyną budowy pałaców w mieście oraz powstania szlaku magnackiego z Wielkiego Księstwa Litewskiego do Warszawy. […] Magnaci często podróżowali, ale podczas wypraw chcieli czuć się jak w domu. Znajdujące się po drodze karczmy nie odpowiadały statusowi książąt Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Dlatego po drodze zaczęto budować zespoły pałacowo-parkowe, które pozwalały podróżującej po kraju magnaterii nocować zawsze na swojej ziemi”. [s. 93-94]

Oto kolejne naukowego maleństwo – rozmiarów mikrych, ale treść!, ha – wielka. Nie tylko o tym jak wyglądały i ile kosztowały typowe ogrody z epoki saskiej, ale i jak traktowano ziemniaki, niedługo po tym, jak znalazły się na naszych ziemiach. W tym niewielkim artykule znajdziesz Czytelniczko i Czytelniku w zasadzie kompendium wiedzy o polskim baroku jako takim, o jego zwyczajach, architekturze i sztuce. To duża umiejętność tak pisać! 

Kolejny artykuł, na który zwróciłam uwagę, to:

„Bieliny nad Sanem. Założenie dworskie w czasach Elżbiety z Wiśniowieckich Zamoyskiej i jej spadkobierców”. 

Ten fragment pracy zbiorowej wydanej dla uczczenia profesora Bernatowicza zafrapował mnie szczególnie. Nie chodzi tylko o to, że poznaję niespecjalnie znaną mi siedzibę magnacką, jej historię i życie codzienne, nie. Nie tylko ze względu na zdjęcia i plany. To także piękne i ważkie, ale nie to mnie uwiodło całkowicie. 

Tym, co było dla mnie najważniejsze był i jest inwentarz! Autorka, Alina Barczyk, podała inwentarz tego gospodarstwa! Co, gdzie, ile i czego. Fascynujące, absolutnie wspaniałe! Detaliczny opis komnat i ich wyposażenia przypomina mi nieco te inwentarze, które znajdują się w jednostkach budżetowych, wiecie o czym mówię, prawda? Tu możecie zobaczyć coś podobnego, tylko na poziomie, o jakim budżetówka może marzyć. Zajrzyjmy na przykład do alkierza, będącego częścią „ drewnianej oficyny w bliskości murów położonej”. 

„Ten bez obicia, w nim stolików ordyna[ryjnych], sosnowych – 2. Stoliczek okrągły z gwiazdką u wierzchu malowaną, z szufladką wąską u spodu – 1. Stolików sosnowych – 2. Tapczanów sosnowych – 2. Warcabnica stara, orzechowo malowana – 1.

Z tego alkierza pokoik mały, w którym

Stolik ordynaryjny – 1. Gierydonów starych, czerwono malowanych – 2. Szragi sosnowe – 1”. [s.237]

Widzicie, o co mi chodzi? Jakby zajrzeć do kufra ze skarbami!

Jeśli lubicie podobne wyprawy w przeszłość, to spodoba Wam się podróż do Siedlec, do Kaffehauzu Aleksandry Ogińskiej.

Czym był kaffehauz? Dzisiejszą kawiarnią czy bistrem nawet, tylko na wyższym poziomie. W artykule Piotra Ługowskiego znajdziecie nie informacje dotyczące tego, kiedy ów przybytek w Siedlcach pobudowano, ale i jak wygląd, kto nim zarządzał i (tadam!) co było na wyposażeniu ;)! I tak szkła stołowego w 1787 naliczono się:

„Karafek dużych do wody sztuk – 12. Szklanek – 7. Kieliszków do wina – 22. Kieliszków do likworu – 7”. [s. 254]

Co więcej?

Jeśli chcecie więcej, to zobaczycie architekturę mediolańskich kościołów, widok Piotrkowa z czasów wojen ze Szwedami. Porównacie sobie dzisiejszy widok zamku z jego obrazami na dwóch grafikach z epoki. Warto zobaczyć i zastanowić się co się zmieniło i co uchwycili rysownicy. 

No i wesela magnackie! Co jedzono? Ile to kosztowało? Jakie fajerwerki wzlatywały w niebo i kto to wszystko wytrzymywał? Hałas musiał być nieziemski, ale kto bogatemu zabroni, prawda? 

Dobrze – nie żartuję już, bo sprawy małżeństw były traktowane poważnie. Powiem tylko tyle – dla tych, którzy nie mają czasu ani możliwości, ani umiejętności (wszystko trzy – mój przypadek) grzebania w archiwach, czytania i należytego rozumienia źródeł – „Miraże natury i architektury. Prace naukowe dedykowane profesorowi Tadeuszowi Bernatowiczowi” – to uczta dla mózgu! 

Opisałam tu zaledwie mały fragment tego, co znalazło się w tomie, chciałam pokazać to, co mnie zainteresowało, z nadzieją, że i Was coś zafrapuje. 

A! Byłabym zapomniała!

Na stronie 248 znajdziecie najbrzydsze putta świata (wiecie, te tłuściutkie aniołki, których pełno jest w baroku, zwłaszcza w kościołach. Wiadomo, że jak wzniesiesz oczy do nieba, do spotkasz takiego małego golasa). Te urocze koszmarki znajdują się wokół kazalnicy w Rodowie i na schodach do niej wiodących. Niektóre są w czapkach pielgrzymich, inne mają atrybuty świętych w ich paluchach, jeszcze inne po prostu hasają, nie przejmując się niczym. Oż, cóż za widok nad widoki.

Wszystkich mieszkańców Rodowa przepraszam, ale te dorodne bobasy/golasy naprawdę urodą nie grzeszą, a sporo barokowych putt w życiu widziałam! 

„Miraże natury i architektury. Prace naukowe dedykowane profesorowi Tadeuszowi Bernatowiczowi” – warto!

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!Fascynacje historyczne

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.