Skip to content

„Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć” Violetty Ozminkowski, czyli nie-biografia

Niekiedy doświadczamy czegoś na kształt szczęścia. Nie chodzi tu o jakiś rodzaj ekstazy, która wznosiła świętych ponad doczesność. Chodzi o chwilę tu i teraz, która jest na tyle ważna, że zastyga w pamięci do końca życia. Jakby ciagle trwała, bo czas nie ma nad nią kontroli”. [s. 15]

Po Madame Tussaud i George Sand Maria Czubaszek jest trzecią nie-biografią, jaką ostatnio przeczytałam

Nie wiem, czy pamiętacie, ale pierwsza książka, o której wspominam, „Mała”, jest lekko groteskową fabularyzacją losów założycielki muzeów figur woskowych, druga, „Gdy kobiety milczały”, emocjonalną podróżą w głąb emancypacji.

Ta trzecia, „Maria Czubaszek” jest… no właśnie nie wiem.

Chyba słodko-gorzkim rozliczeniem z życiem i śmiercią

„Wyobrażenie sobie tego, że z myśli Marysi nic nie zostało, jest dla mnie strasznie bolesne. Dlatego zostałem twórcą teorii bardzo pięknej w swoim założeniu. W ogóle mi nie przeszkadza, że pewnie każdy człowiek średnio inteligentny musiał wpaść na to samo, tylko nikt nie robi z tego jakiegoś wydarzenia. Otóż ja uważam, że każdy dźwięk istnieje w dalszym ciągu. […] A to znaczyłoby, że nasze myśli nie znikają razem ze śmiercią. Istnieje jakiś rodzaj wibracji, którego dzisiaj nie potrafimy zbadać ani zmierzyć.

– Jesteśmy wobec tego bezradni, ale ta bezradność jest naszym promyczkiem nadziei. Może jestem głupi, ale to znaczy, że nie mam obowiązku udowadniać, że jest tak, jakbym chciał”. [s. 32-33]

Nie, nie spodziewałam się klasycznej biografii, w stylu: „Maria Czubaszek, a właściwie Alicja Maria Bacz, urodziła się dnia…”, ale z całą pewnością nie myślałam, że tak często będę odkładać tę książkę i układać się emocjonalnie!

Jest w „Marii Czubaszek” Violetty Ozminkowski reporterska szczerość i walenie faktami prosto z mostu, jest także niesamowita zdolność układania kawałków cudzego życia w taką mozaikę, że trzyma za gardło.

Książka Ozminkowski jest nie tylko o Czubaszek

To także portret jej męża, Wojciecha Karolaka, i trochę obraz czasów, i pewnego pokolenia, i Warszawy.

To książka bardziej o radzeniu sobie ze stratą, niż o samym życiu satyryczki i pisarki. Ale oczywiście Czubaszek jest w książce wszędzie, na każdej stronie. Pokój Marysi, mama Marysi, szpilki Marysi, list do Marysi.

„Nie od razu tam weszłam. Nie od razu usiadłam w kucki na podłodze przy jej laptopie. A kiedy po kilkunastu miesiącach naszych spotkań [z Wojciechem Karolakiem – dopisek ML] zapytałam, czy mogę to zrobić, Zając zgodził się, bo wcześniej doszło między nami do ostrej wymiany zdań (jak na nas), i nie chciał chyba po raz drugi mnie zawieść”. [s. 173]

Powstał z tego portret kobiety, która – owszem – paliła jak lokomotywa, nie lubiła jeść, nie znosiła dzieci i przyznawała się do tego, osoby, dla której seks nie był ważny, a aborcja po prostu była  faktem i co z tego?

Ale to także pokazanie nam, ludziom, którzy Marii Czubaszek osobiście nie znali, że czasem najlepsi satyrycy są ludźmi nie tyle smutnymi, co takimi, których życie po prostu boli.

Taka jest Maria Czubaszek widziana oczami Violetty Ozminkowski

Trudno jest pisać o legendzie, zwłaszcza, że ciężko Czubaszek sprowadzić do jednego wygodnego określenia, do którego będzie się dobudowywać narrację. Bo jak ją zdefiniować? Satyryczka? Pisarka? Autorka tekstów piosenek? Felietonistka? Scenarzystka? Radiowiec? Człowiek z TV? Zawodowy juror?

Maria Czubaszek – nawet w jej publicznej personie – była ponad takie szufladki

Podejrzewam, że jest więcej jej wypowiedzi, budzących śmiech, a zaraz po nim zadumę, wypowiedzianych w sytuacjach prywatnych i nigdy nie zapisanych, niż tych, które się zachowały. Że ulotna pamięć jej przyjaciół i współpracowników ciągle przechowuje jeszcze rzeczy, z których możemy się kiedyś śmiać.

„Któregoś razu znalazła zegar chodzący do tyłu. Pokazała go Zającowi i mówi „No, to jest fajny zegar, ale on jest zepsuty, trzeba go wyrzucić”

– Powiedziała to zupełnie poważnie, bo ja potrafiłem odróżnić, kiedy mnie wkręcała. Ona po prostu uznała, że skoro ten zegar chodzi do tyłu, to jest zepsuty. Ja mówię: „A czy nic ci, kurde, nie mówi, że jest tu napisane „Wiedza i Życie”? Ale według niej, nawet gdyby nie było napisane „Wiedza i Życie”, to jeżeli zegar idzie do tyłu, to znaczy, że się zepsuł, a nie że wydawnictwo postanowiło przygotować dowcip. Trzeba po prostu mieć myślenie totalnie pozbawione życiowej rutyny. I to było w niej wspaniałe. Wszystko było możliwe”. [s. 186]

Pewnie wiele takich właśnie momentów daje nam książka Ozminkowski. Nie podejmuję się powiedzieć, co z dorobku Czubaszek było, a co nie było publikowane. Zresztą – w kontekście tej książki nie jest to tak ważne.

Ważne jest to, że książka pokazuje tę niezwykłą osobowość – jako człowieka. Poranionego, pełnego kompleksów i wad, przyzwyczajeń i nałogów. Człowieka w całym jego skomplikowaniu i „popapraniu”.

Nie dostaję napisanego na kolanach portretu trumiennego znanej satyryczki, tylko elegię po stracie bliskiej osoby, tylko pochylenie głowy przed ogromem straty.

„Maria Czubaszek” to pięknie wydana książka

Zwykle wybieram ebooki, ale muszę przyznać, że Prószyński i S-ka umie wydawać książki w papierze! Nie muszę mówić, że redakcja jest bez zarzutu, że okładka jest kapitalna, mocna i zdecydowana, że test jest świetny, bo to się rozumie samo przez się. Ale są jeszcze zdjęcia i reprodukcje listów Karolaka do żony. Piękna sprawa.

„Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć” Violetty Ozminkowski – to taki… patchwork

Ozminkowski zaplanowała swoją książkę jak dobrą powieść sensacyjną – przynajmniej zgodnie z definicją Hitchcocka, z tą o zaczynaniu od trzęsienia ziemi. Zaczyna się bowiem w gabinecie lekarza, po nieudanej próbie samobójczej Marii.

Potem Ozminkowski snuje swoją opowieść jakby rozkładała przygotowane do zszycia części patchworku.

Obrazy z życia Marii pojawiają się niekoniecznie w porządku chronologicznym. Punk widzenia na bohaterkę także się zmienia.

Czasem mówi Maria – poprzez niepublikowane i nieautoryzowane fragmenty jej wywiadów, znalezione w jej prywatnym laptopie, poprzez zapisy jej spotkań z czytelnikami i słuchaczami, poprzez teksty, które napisała.

Czasami opowiada Karolak: on sam, jego listy i notatki, jego dialogi z autorką. Swoje fragmenty do tego patchworku dodaje Artur Andrus i inni znajomi Czubaszek. Są fragmenty jej piosenek, skeczy. Jej zdjęcia i rzeczy, które po niej zostały.

Każdy z fragmentów jest zamknięta całością, mikrokosmosem znaczeń, ale w całości – w „Marii Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć” Violetty Ozminkowski – tworzą piękną i prawie porywającą całość.

Ale nie jest to – przynajmniej dla mnie – lektura prosta

Stosunek Czubaszek do życia, do cielesności, emocje, o których mówi i które w drobiazgach pokazuje Karolak są trudne. Umieranie jest trudne, pogodzenie się z nim też takie jest.

jest w nas coś takiego, że od tych, którzy sprawiają, że się śmiejemy lub uśmiechamy, wymagamy, by cały czas byli „zabawni”. Odmawiamy im prawa do bólu, do głębi. Przyglądanie się innej twarzy Marii Czubaszek było po prostu trudne.

Tym bardziej, że Violetta Ozminkowski umie pisać! Nie ma w jej książce emocji rozlewających się na lewo i prawo. Jest chłodny język reportażu.
I to właśnie sprawia, że „Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć” jest nie tylko dobrą, ale i mocną książka.

„Warszawa. Żoliborz, plac Inwalidów. Za nią w lekkim oddaleniu przyjeżdża taksówka, która przed chwilą ją przywiozła. Kierowca zdążył już wykręcić i nabrać prędkości na tyle, żeby wjechać w kałużę i umyślnie ją ochlapać. Stoi teraz i czeka, aż Maria dojdzie do niego, wyraźnie sprawia mu przyjemność widok w lusterku. Jej futerko dosłownie kapie błotem.

– Co pan wyprawia!? – mówi nie tyle nawet zdenerwowana, ile zaskoczona.

– Zimna Suka, Bóg cię rozliczy! – krzyczy facet w granatowej marynarce.

Twarz jej zastyga. Zatrzymuje się. Bezradna na środku chodnika. Gdyby była postacią z kreskówki, miałaby opuszczone uszy i wąsy.

– Dzięki Bogu, jestem ateistką – mówi bardziej do siebie niż do odjeżdżającego z piskiem opon kierowcy”. [s. 203-204]

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *