Skip to content

„Książę” Magdaleny Parys, czyli przeszłość w natarciu

„Nic nie boli dziwniej niż stary ból, który sączył się i bolał po trochu, bo nie zdążył wyboleć całkiem. Jak gdyby czekał na dogodny moment, aby ten, który go w sobie nosił, był wreszcie gotów. Teraz cię odwiedzę, przyjdę i będę. Byłem cierpliwy, łagodny, teraz po prostu jestem”.


Kojarzy Wam się tytuł „Książę” z Machiavellim?

Powinien, bo pod płaszczykiem thrillera politycznego słyszę w książce Magdaleny Parys pytanie o naturę sprawowania rządów, dochodzenia do władzy, o motywacje rządzących. Podobnie jak traktat włoskiego filozofa i ten „Książę” jest głęboko pesymistyczny.

Dobra, dobra – o czym jest ten „Książę”?

„Najważniejszy jest plan. Szczegół. To, czego inni nie widzą”.

Jesteśmy w Niemczech, a konkretnie mówiąc w Berlinie. Ktoś zabił dwóch księży w sposób, który trudno nie określić „rytualnym” i nawiązującym i do ikonografii chrześcijańskiej, i to mitów nordyckich. Płonie osiedle, którego mieszkańcy są imigrantami. Minister obrony ma wypadek.

Ktoś – tajemnicza i działająca z rozmachem organizacja – chce zdestabilizować Niemcy, przejąć władzę, w ostateczny sposób zniszczyć to, co stało się po 1990. Ktoś chce rozbić na kawałki puzzle, które są Republiką Federalną Niemiec. Ten ktoś robi to na wielu poziomach, od dawna drążąc pięknie wypucowaną powierzchnię niemieckiej rzeczywistości.

Jak w każdym dobrym thillerze widzimy wartych siebie protagonistów: szefa policji berlińskiej i jego zaufanych pomocników, dziennikarkę, jej tajemniczego kochanka. Trwa walka z czasem. Czy uda się uratować panią kanclerz? Drugą kobietę na tym stanowisku, kiedy zdrada sięga prawie serca państwa?

Styl, język, obrazy

Podoba mi się to, jak pisze Małgorzata Parys.

Jej styl jest oszczędny, zdania krótkie, rwane, jakby wiecznie zdyszane. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, ale wszechwiedzący narrator relacjonuje nam wydarzenia i stany ducha bohaterów z perspektywy ich wnętrza. Starsi z bohaterów przemawiają, młodsi wyszczekują zdania, emocjonalni grzebią się we własnych wnętrznościach, ci pochodzący z dawnego ZSRR wplatają w zdania rosyjski. Każdy bohater ma swój styl, swoją charakterystykę.

Obłędne jest otwarcie akcji ulewą. Ten deszcz, w którego strugach wszystko się zaczyna i który zdaje się być zapowiedzią jakiejś – niesprecyzowanej jeszcze – apokalipsy.

„Był sam, miasto wymarło. Nikt nie uciekał przed deszczem, żaden pojazd nie przejechał ulicą, w pobliżu nie koczował żaden bezdomny. Opuszczone bary ziały ciemnymi oczodołami, wykolejone tramwaje straszyły na poboczu niczym po nuklearnej wojnie. Deszcz zmył z nich kolory i życie. Sprewą nic nie płynęło, sama też nie płynęła, jakby przestała istnieć, zamiast niej płynęły budynki. Wszędzie tylko woda i jej szum. Masa czerni, która wzbiera, by zagarnąć kolejne łupy”.

Parys pisze tak, że mamy wrażenie, jakby reflektor wyszukiwał szczegóły i elementy, oświetlał je niesamowicie jasnym światłem i pokazywał je nam. W takim świetle nic nie jest rzeczywiste, a jednocześnie jest hyper-obecne.

Autorka punktuje czas bieżącej akcji

Ma to dwie funkcje. Pierwsza, to naturalnie orientacja czytelnika w tym, gdzie jest. Druga – ważniejsza – to zagęszczanie atmosfery. Wiadomo, że wszystko będzie eskalować, wiadomo, że celem – prawdziwym – są wybory i wygrana w nich. Ale jest i groźba zamachu na kanclerz i kolejnych śmierci, wiadomo, że czas ucieka, ale do czego się tak spieszy!!!?

Czasem czytelnik traci oddech od tego odliczania.

Są też cytaty biblijne (choć nie tylko) otwierające rozdziały

To już inna perspektywa. Nie tyle czasu doczesnego, tego „tu i teraz”, ale tego związanego z perspektywą zbawienia (lub jego braku) i z perspektywą historii zbawienia. Bo książka Parys rozwija się na dwóch płaszczyznach.

Współczesnej, gdy Niemcy – nie zdając sobie z tego sprawy – balansują na krawędzi katastrofy i historycznej, związanej trochę z wojną, z militarystycznymi tradycjami odziedziczonymi po Prusach, ale przede wszystkim z dziejami pewnej rodziny.

„Trzeba zostawić uczciwym ludziom namiastkę wiary, że świat mimo jest dobry – mawiał Gerhard, jej ojczym – Jest taki moment, kiedy dziennikarz musi się zatrzymać. Nie chodzi o to, aby ludzi okłamywać ani zwodzić, po prostu wiedza, którą się im serwuje, nie może ich przerastać. […] Wiele lat musi upłynąć, by dało się wytłumaczyć ludziom, w czym uczestniczyli ich dziadkowie i babcie. Po latach największą hańbę powlecze patyna i wtedy będzie można ją ubrać w słowa, jakoś nazwać: historia, los, ideologia. Faszyzm. Ale kto chciałby oglądać hańbę we własnym pokoleniu? Dlatego każde państwo ma swój śmietnik: służby specjalne albo sekty”.

Te dwie perspektywy schodzą się i rozchodzą. Historia przez duże „h” naznacza wybory bohaterów, historia przez małe „h” tworzy z nich ludzi, jakimi się stali. Która jest ważniejsza? Moim zdaniem ta mniejsza, ta bardziej osobista, bo ona ma potencjał zamiany człowieka w bestię.

A bestii nie brakuje

Nie ma u Parys (dla mnie) bohaterów dających się lubić. Brak takich typowych książkowych bohaterów, po których stronie stoimy.

„[…] chwycił za kanapkę. Tłuszcz z bekonu kapał mu na koszulę, na stół padały kawałki rozszarpanego sera, okruchy bułki kładły się gęsto wokół talerza. Tschapieski pochłaniał hamburgera w nieprawdopodobnym tempie. Na koniec wypił duszkiem dwie cole i dopiero wtedy poczuł wpatrzone w niego dwie pary oczu: wyrostka, który zawisł nad własnym talerzem, i kelnera zastygłego ze ścierką w dłoni. W przeciwieństwie do Krenza i Garbatego nie byli w stanie oderwać od niego wzroku, doktor i technik obojętnie zerkali w okno”.

Ot, tytułowy Książę, jest tak złamany i zniekształcony jak najlepsi z negatywnych bohaterów, jakich stworzyła literatura. Paul jest z kolei 007, pure and simple. Z tych filmów, w których James Bond cierpi z powodów osobistych, bo mu ktoś na przykład żonę zastrzelił. Sarkazm? tak. Sarkazm, ale są takie filmy z serii bondowskiej i wiecie o jakim typie bohatera mówię.
Ale nikt tak lepszy nie jest. Dagmara jest dziennikarką, niby dojrzałą, ale czasem zachowującą się jak nastolatka. Komisarz to „emo-kid”, jego partnerka i matka jego dziecka – to kobieta, która buduje się na zaprzeczeniach, nie zastanawiając się, czego chce, skoro tylu rzeczy nie chce? Szef policji jest niesympatyczny, nie wiem sama, co sprawia, że zaszedł tak daleko. Jego dwaj najbliżsi współpracownicy to równie nieciekawe osobniki, jeden z nich nawet… – ok, to byłby spoiler.

Ale wiecie co? Ci niesympatyczni bohaterowie są niebywale ludzcy!

Są, mogą być każdym z nas! Dlatego tak mnie wkurzali, w każdym z nich widziałam kawałki siebie! Te nielubiane, niefajne, nie do pokazania innym. Dlatego czytałam „Księcia” z wypiekami na twarzy.

Umieszczenie akcji w Niemczech, w Berlinie jest genialnym zabiegiem

Z jednej strony, wiadomo, że jak wieść gminna niesie „od wojny francusko-pruskiej ze strony Niemiec można się spodziewać wszystkiego”, a nie tylko zimnowojenne schematy wymagały umieszczania za naszą zachodnią granicą akcji książek i filmów o przebudzeniu zła. Wiadomo także, że ruchu neofaszystowskie są faktem. Czyli – zakotwiczenie w rzeczywistości jest i to mocne.

Z drugiej zaś strony, akcja niekoniecznie jest o odrodzeniu kolejnej wersji faszyzmu, nie w czystej postaci. Nie. Akcja pokazuje wykorzystanie pewnej siły odśrodkowej, o osobistych fobiach, ambicjach i potrzebie zemsty.

A to może zdarzyć się wszędzie. Także u nas. Ale umiejscowienie akcji bezpiecznie, za granicą, tworzy pewien dystans, który jest także dystansem poznawczym. łatwiej analizować coś, co jest dalej od nas. Mniej boli konstatacja, że wszystko i zawsze może się zwalić na głowę, a instytucje polityczne są łatwiejsze do obalenia, niż nam się wydaje.

„O zagrażającej państwu organizacji miały najpierw dowiedzieć się media, a wraz nimi Muller, Schmidt i Hassan, zwykli obywatele. Taka była właściwa kolejność. To oni mieli się bać, to ich strach miał zdezorganizować państwo”.

„Książę” Magdaleny Parys to dobra książka

I polecam ją wszystkim miłośnikom thrillerów politycznych

Ma jednak swoje wady.

W pewnym momencie miałam wrażenie, że jest tego za dużo, że spotkanie „Dnia Szakala” z dusznym życiem zubożałej niemieckiej rodziny arystokratycznej, ze wszystkimi trupami, które takie rodziny miewają w szafach to za za dużo.

Że skradzione z Polski obrazy, które pojawiają się jako kolejna warstwa kontrapunktów to za dużo. Że portret dziewczyny i fascynacją nią prowadząca do porwania kogoś, kto istnieje naprawdę, to kolejna z tych rzeczy nadmiarowych. Że przez nie akcja staje się cięższa i zwalnia.
Ale z drugiej strony – czyż nie zwalnia, by się zastanowić i nie pędzić za kolejnym tropem?

No właśnie, tropy.

Samo śledztwo jest – paradoksalnie – najsłabszym chyba elementem akcji powieści Magdaleny Parys. Za dużo rzeczy pojawia się ot tak, po prostu. To prawda, gromadzi się te dane miesiącami, ktoś prowadzi śledczych za rękę, ale jednak wygodne pojawienie się tropów trochę mnie rozczarowało.

No i uczestnictwo dziennikarki w takim śledztwie nieco mnie uwierało. A kiedy akcja robiła kolejny skręt, to myślałam: nie? serio? Musimy jeszcze to komplikować?

Trochę irytował mnie także tytułowy Książę.

Był… kliszą, był przerysowany, trochę jak Joker ze starych Batmanów. Podobnie jak Nożownik, który musiał okazać się tym, kim się okazał. Jakby wszystko u Parys musiało się spiąć i żaden kawałek nie mógł latać luzem. „Dzień Szakala” ma więcej luzów, niż „Książę”. Czasem takie coś, tak zegarmistrzowskie dopasowanie sprawia, że akcja jest przekombinowana. Powtórzę się: za dużo tego wszystkiego.

Ale nie marudzę, nie narzekam, tylko POLECAM

Przeczytam tę książkę jeszcze raz, żeby się nią cieszyć i delektować. Bo warto. „Książę” Magdaleny Parys zasługuje na uwagę. Między porządkiem a chaosem granica jest cienka, co przypomina nam ta książka. To, co stanowi granicę między państwem prawa a feudalnym księstewkiem, to często jedne demokratyczne wybory.

Jakie to szczęście, że takie rzeczy, to tylko na tym zgniłym Zachodzie, daleko za naszymi granicami.
Uf…

Prawda?

Published inLudzie piszą, ja recenzuję

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *