Skip to content

„Kroniki zbrodni” Moniki Całkiewicz i Piotra Ziębińskiego, czyli dobre true crime po polsku

Last updated on 16 marca 2021

„- Wierzysz w zbrodnię doskonałą?

– To, czy się wierzy w zbrodnię doskonałą, zależy od definicji takiej zbrodni. Można stworzyć co najmniej dwie. Jeśli popatrzymy z perspektywy rezultatu, niewykrycie sprawcy przestępstwa daje zbrodnię doskonałą, bo komuś udało się uniknąć odpowiedzialności karnej. Tyle że w takich przypadkach zazwyczaj to nie przestępca jest genialny, ale organy ścigania popełniły jakieś błędy, których nie udało się potem naprawić. Druga definicja jest mi znacznie bliższa. Dla mnie zbrodnia doskonała polega na tak perfekcyjnym przygotowaniu do przestępstwa i wykonaniu zbrodniczego planu, że nawet gdyby policja wykorzystała wszystkie możliwe środki i działała absolutnie bezbłędnie, i tak nie miałaby szans na wykrycie sprawcy. Nie wierzę jednak, że takie genialne przygotowanie i dokonanie zbrodni jest możliwe”. [s. 25]

Do true crime podchodzę jak do jeża

Czemu?

Bo pojawia się tak wiele książek z tego gatunku i wiele z nich jest po prostu marnych, oglądam zatem każdą pozycję z uwagą i trzy razy się zastanowię, nim kupię lub pożyczę jakąś.

„Kronikom zbrodni” Moniki Całkiewicz i Piotra Ziębińskiego dałam się skusić. Były po temu dwa powody. Pierwszy – książkę wydał Znak, jedno z wydawnictw, którym ufam. Drugi – książka opisuje zbrodnie, których sprawców nie udało się wykryć. To sprawia, że te przypadki są jednocześnie i bardziej dojmujące, i ciekawsze.

Większość filmów i seriali kryminalnych pokazuje te sprawy, które zostały rozwiązane. Policjantów i prawników widzimy jako herosów, którym nauka i ich własny geniusz pomagają rozwiązać każdą zagadkę. Ta książka przypomina dobitnie, że tak nie jest. Że pewne zbrodnie pozostają nierozwiązanymi tajemnicami i w tym kontekście są – zbrodniami doskonałymi. To trzeźwiąca konstatacja.

Robert Ziębiński jest dziennikarzem i pisarzem, Monika Całkiewicz to prawniczka, kiedyś prokurator, dziś wykładowca i radca prawny. Razem są autorami „Kronik zbrodni”.

To kolejny plus tej książki: fachowość. Na pewno nie ma w niej bzdur, przekłamań i zwykłej brawury, którą czasem autorzy przykrywają brak wiedzy.

W „kronikach zbrodni” nie ma z niewiedzą kłopotów

Muszę przyznać, że profesor Monika Całkiewicz potrafi pięknie sprowadzić dyskusję na rzeczowe tony, pokazać procedury, wskazać, co zostało zrobione dobrze, a co – skopane w sposób gruntowny. Dzieli się także z nami – i z rozmówcą – swoją rozległą wiedzą.

„[…] z punktu widzenia psychologa kazirodztwo występuje wówczas, gdy sprawca jest postrzegany przez dziecko jako osoba bliska, jako członek rodziny. Faktyczne pokrewieństwo nie ma decydującego znaczenia”. [s.28]

Rzadko sięgam po polskie kryminały, nie oglądam polskich seriali kryminalnych i muszę przyznać, że nie znam polskich procedur.  To może się wydawać dziwne, ale no tak jest. Mój pierwszy przeczytany kryminał to Joe Alex (tak, Polak, ale w tych jego książkach, które czytałam, nie ma polskiego wymiaru sprawiedliwości oraz naszych organów śledczych i ich procedur), później była Agata Christie, a później Thomas Harris, P.D James i reszta anglosasskiej klasyki.

W związku z tym brakuje mi wiedzy, jak w Polsce prowadzi się śledztwo. Kto robi co, za co odpowiada, wiecie – te detale, które czasem są żywotnie ważne. Profesor Całkiewicz wyprostowała wiele z moich dzikich koncepcji i dała mi sporą dawkę wiedzy.

Tejże wiedzy jest naprawdę sporo w „Kronikach zbrodni” i nie zostaje ona przekazana w suchy i oderwany od rzeczywistości sposób, ale tak, by okruch wiedzy został powiązany z konkretnym case’m, w sposób łatwiejszy do przyswojenia i do zapamiętania.

No, teraz jestem gotowa na polskie kryminały. Nie dam się ich twórcom robić w konia. Ot, taka jest dodatkowa zaleta książek z gatunku true crime ;).

„[…] badania entomologiczne w Polsce są mało popularne, wykonuje się je w kilku ośrodkach. Co więcej, policjanci bardzo rzadko zabezpieczają tego typu materiał dowodowy. Nie zrobili tego w czasie żadnych oględzin, na których byłam obecna jako prokurator. Kiedy ich pytałam, dlaczego pomijają ważny materiał, odpowiadają, że nie zostali odpowiednio przeszkoleni z zabezpieczania owadów i larw.

– A może nie robili tego, bo się brzydzili?

– Nie wydaje mi się to prawdopodobne”. [s. 85]

„Kroniki zbrodni” składają się z trzech części. W pierwszej poznajemy zagadkowe zniknięcia i zabójstwa. Przypadki dość tajemnicze, w których na mnóstwo pytań nie udało się odpowiedzieć, i w których czasem nawet nie znaleziono ciała…

Druga część to emocje i kodeks karny. O tej części trochę więcej poniżej.

Trzecia część to przypadki seryjnych zabójstw. Trudna psychologicznie, ale warta przeczytania. Oj, warta.

Zabójstwa i miłość

Część ksiażki poświęcona zbrodniom popełnionym pod wpływem silnych emocji jest bardzo dobra. Autorzy nie tylko wybrali spektakularne przypadki tego rodzaju niewykrytych przestępstw, nie. Profesor Całkiewicz dodatkowo świetnie objaśnia kwestie przygotowania (lub częściej nie) profilu psychologicznego sprawcy, tłumaczy, czym jest afekt i kiedy o nim mówimy, porusza kwestie stalkingu i narządzi prawnych służących ochnonie ofiary.

„Afekt to nie jest kwestia widzimisię sądu ani ocen tak zwanej opinii publicznej. Sąd w takich sprawach zawsze opiera się na opinii biegłych psychiatrów i psychologów. […] afekt jest rzadko spotykanym zjawiskiem. Wkurzamy się często i zabójstwa też często są popełniane pod wpływem gniewu, wściekłości czy poczucia skrzywdzenia wywołanego zdradą. Ale te emocje najczęściej nie są aż tak silne, by zawęzić pole świadomości sprawcy, to jest byśmy mogli uznać, kontrolna funkcja umysłu została w chwili czyny wydatnie ograniczona”. [s. 149]

Jak możecie się domyślić, to ta część ksiażki, w której wchodzimy w delikatną tkankę emocji, które skończyły się w sposób tragiczny.

Zalety książki? Jej wady?

Merytoryczność, rzeczowość, brak romantyzowania zbrodni i popełniających ją ludzi, szacunek dla ofiar i ich rodzin – to pierwsza rzecz.

Druga to język. Autorzy rozmawiają ze sobą, siadaja i rozmawiają. Nie ma językowej spiny i napuszenia, wzajemnego ścielenia się do nóżek i całowania rączek. Jest swobodna i merytoryczna wymiana zdań, w której profesor Całkiewicz jest stroną prowadzącą w tym tańcu, szczególnie, gdy Robert Ziębiński formułuje… daleko posunięte uogólnienia 😉

„- Osoba, która nic nie ukrywa, nie ma jedenastu kont e-mailowych.

– Mam sześć adresów, ale łącznie ze służbowymi, bo pracuję w kilku miejscach”. [s.61]

 

„- […] Jak często masz do czynienia ze zbrodniami z miłości?

– Z miłości?

– A to nie była zbrodnia z miłości?

– Mniej z miłości, bardziej z zazdrości… […] To nie są częste przypadki”. [s.159]

Innymi słowy – autorom udało się sprawić, że czytelnik czuje się, jakby przysłuchiwał się rozmowie sypatycznych fachowców, omawiających niespecjalnie apetyczny temat, zbrodnię.

Dzięki językowi – tej swobodnej dyskusji – „Kroniki zbrodni” czyta się bardzo szybko. Usiadłam z nią pewnego wieczora i trzy kawy później byłam po lekturze.Mam zaznaczone cytaty, notatki, pytajniki – sporo mi tego zostało z lektury. Lubię książki, które nie tylko odrywają mnie od codzienności, ale i uczą.

Trzecia rzecz, którą chcę podkreślić – dobre przygotowanie Roberta Ziębińskiego. Dziennikarz zna akta spraw, o których rozmawia z profesor Całkiewicz, zadaje dobre i przemyślane pytania. Myślicie, że to tak oczywiste? Hmmm… 🙂

Książka ma jedną wadę: jak dla mnie – jest za krótka. 🙂

Podsumowując:

czas spędzony z „Kronika zbrodni” Moniki Całkiewicz i Piotra Ziębińskiego uznaję za bardzo udany, a polskiej policji życzę, by udało się jej znaleźć sprawców przynajmniej części zbrodni opisanych w książce.

Wydawnictwo Znak – dziękuję za książkę!

Published inUncategorized

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *