Skip to content

„Królowa dzikusów” Joanny Lampki, czyli Aline dorasta! Alleluja! 

Last updated on 5 lipca 2022

„Duchy kochają wojowników. Duchom jest miłe, gdy walczy się do końca, mimo że nie ma szans na zwycięstwo. Łatwiej jest przecież się poddać. Łatwiej uciec. Łatwiej zamknąć oczy. Łatwiej zdradzić. Śmierć jest czarnai straszna i nikt nie wie, co czeka za zasłoną”. [s.346]

O poprzedniej części sagi pisałam we wpisie o „Panu Kamienia Wschodu”Zajrzyjcie, żeby dowiedzieć się więcej o świecie przedstawionym i bohaterach. Celowo nie powtarzam pewnych informacji, bo nie ma to wiele sensu, skoro juz to napisałam, prawda? Nie, nie jestem leniwa. Wolę określać się mianem: ostrożnie efektywnej. 

Powiem od razu – „Królowa dzikusów” jest o wiele lepsza niż „Pan Kamienia Wschodu”!

Głównie dlatego, że poprzednio irytująca bohaterka dorasta i proces ten widać, bo autorka pozwala mu się rozgrywać na kartach powieści. To, co podobało mi się w poprzedniej części – ciężki, dosadny język, nieunikanie nieładnej rzeczywistości życia oraz seks – jest także w „Królowej dzikusów”. Piszę to, bo wiem, że wszystkie te rzeczy przeszkadzają wielu czytelnikom i odrzucają ich od książek i ich autorów. Jeśli zatem nie lubicie przekleństw – nie bierzcie do ręki książki Joanny Lampki. 

Jeśli lubicie błyskawiczną akcję, dramatyczne przygody i niespodziewane zwroty akcji – książka jest dla Was.

Tak, to przygodówka dla dorosłych. Książka nie udaje, że chce być czymś innym i jest w tym niebywale uczciwa. 

„- Skąd taka mina, wnuku? Przegrałeś grę o diamentowy tron?

– Nienawidzę tej gry! Wylosowaliśmy płotkę i musiałem grać ludem! Nienawidzę ludu! Trzeba udawać, że się jest głupim i naiwnym! A potem i tak się okazuje, że każdy kłamie! – Mały chłopiec w brudnych ciemnoniebieskich bermudach kopnął ze złością nogę metalowej ławki, a potem skrzywił się z bólu. 

[…] 

– Edwardzie, posłuchaj mnie i zapamiętaj to, co ci powiem. Gra w diamentowego króla to gra w życie – powiedział akcentując każde słowo, jakby każde miało niezwykłe znaczenie. – Nie ma znaczenia, czy jesteś ludem, szlachtą czy mędrcami – masz zawsze jednakowe szanse w walce o tron. Przewaga jednych czy drugich to tylko złudzenie, taki stereotyp, który każdemu siedzi w głowie i jednych blokuje, innych wyzwala. Lepiej pozbądź się go jak najprędzej Jak grać w życie, żeby wygrać? Trzeba umieć ponosić straty! Umieć oddawać małe, nieznaczące rozgrywki, żeby wygrać te największe! I nigdy się nie zaperzać. Złe porażki też są częścią gry i nic nie znaczą. Trzeba oddawać małe przysługi temu i owemu, iść za rękę z tymi, z którymi nam po drodze, żeby się rozstać, gdy tylko nasze cele zaczną się rozmijać. I przede wszystkim obserwować! Im mniej mówisz, tym więcej znaczą twoje słowa…”. [s.61] 

Ale co się w dzieje w książce? 

Cóż – dalej towarzyszymy Aline, która w życiu straciła chyba wszystko: rodzina się jej wyparła, wielka miłość ją porzuciła, straciła pozycję społeczną, wygody poprzedniej egzystencji są także poza nią. Ale mała Aline to nie porcelanowa księżniczka z bajki, której przeszkadza groszek ukryty pod stertą materacy. To silna, a raczej – wrastającą w swoją siłę kobieta. Kochanka, dowódczymi, liderka, matka, kobieta w 100%. Jej siła objawia sień ie tylko w brawurowych ucieczkach i machaniu bronią, ale w tym, że pozwala sobie na słabość i że – mimo wszystko – ufa ludziom, a ludzie – jej ludzie – obdarzają ją zaufaniem. 

Alinę ma do czynienia z coraz to bardziej skomplikowaną sytuacją polityczną. 

Już nie mamy do czynienia z groźbą wojny, konflikt zbrojny wybucha z całą mocą. Życie jej dawnej rodziny, jej byłej ojczyzny, jej przyjaciół, a także jej nowego ludu, nowych przyjaciół i poddanych – wszystko to może zniknąć, zginąć. Alinę i jej ludzie muszą coś zrobić. Ale jak i co, skoro siły przeciwnika – nienawidzącego Alinę osobiście i z mocą – są przeważające? Na co się zda staranne planowanie, skoro zdrada czai się wszędzie? 

„Śmierć rebelianta ma w sobie coś podwójnie ostatecznego. Umiera – to jedno, ale paradoksalnie nie najgorsze. Nie zostaje po nim nic. Nie zostaje po nim nawet nieśmiertelnik zerwany z szyi, a potem ściskany bezsilnie w pięściach towarzyszy broni i zroszony łzami osieroconych dzieci. W najlepszym wypadku jego ciało zostanie pochowane w anonimowym, zbiorowym grobie przez nieprzyjaciół, zwykle jednak gnije przysypane gruzem lub liśćmi. Jego rodzina czeka i czasami nigdy nie pozbywa się do końca nadziei, że ich ojciec, brat, syn pewnego dnia przejdzie przez próg domu, wnosząc na ubraniach kurz, pot i zapach dalekich krain”. [s.310]

Na te pytania, drodzy, odpowiedzcie sobie sami. 

Już takie moje szczęście, że „Pana Kamienia Wschodu” czytałam w wakacje i „Królową dzikusów” dostałam na wakacje. Nie żałuję poświęconego książce czasu. Jej Autorka, Joanna Lampka, moim zdaniem pisze coraz lepiej! Nie wiem, czy jest coś piękniejszego, niż obserwowanie takiego rozwoju! 

Świat przedstawiony jest w porządny sposób skomplikowany, bohaterowie stali się wielowymiarowi, walka – przekonująca. 

Pani Joanno – dziękuję za podesłanie mi książki. Nie rozczarowałam się! Gratuluję. Fajna pozycja na wakacje!

I będzie kolejny tom ;)!

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.