Skip to content

„Krewniacy. Życie, miłość śmierć i sztuka neandertalczyków” Rebeccki Wragg Sykes, czyli świeże spojrzenie na neandertalczyków.

Last updated on 17 czerwca 2022

 „[…] spośród wszystkich niedawnych odkryć dotyczących ewolucji człowieka chyba najbardziej zdumiewającym faktem na temat neandertalczyków jest to, że mogli się krzyżować i krzyżowali się z nami.Teraz wygląda na to, że większość obecnej ziemskiej populacji ludzi […] zawierają spuściznę neandertalczyków. Ta rewelacja doprowadziła głębokiej zmiany punktu widzenia, która za jednym zamachem przeobraziła ich ze ślepej uliczki, prymitywnej gałęzi drzewa genealogicznego w naszych prawdziwych przodków, którzy wnieśli swój wkład w to, czym i kim właściwie jesteśmy”. [s.48]

Zaczyna się nieźle, prawda? 

No i są „Krewniacy. Życie, miłość śmierć i sztuka neandertalczyków” Rebeccki Wragg Sykes niezłą książką. Nie – doskonałą, ale po prostu dobrą. Autorka prowadzi nasz śladami neandertalczyków i naszego, naukowego i popkulturowego spojrzenia na nich od momentu odkrycia pierwszych ich szczątków aż do najnowszych odkryć, dokonywanych czasem po ponownej weryfikacji dostępnych ma, danych. 

Robi także rzecz o wiele ważniejszą

– rozbija w puch mity, na których zostaliśmy wychowani; wiecie: tępe, krępe brutale. Przygląda się środowisku, w którym neandertalczycy żyli, klimatowi, jakiemu musieli stawiać czoła, narzędziom, jakie za sobą zostawili i innym śladom kultury materialnej i opowiada historię innego gatunku, niż ten, który znamy z popkultury. To już nie tępawe, pochrząkujące istoty, przystosowane do życia w trudnym, zimnym klimacie. To nasi inteligentni przodkowie. Inni niż my, ale nie gorsi od nas. Plastyczki, odporni, potrafiący przez sto tysięcy lat przodować w ewolucyjnym wyścigu na najlepsze dostosowanie.

„Generalnie to, co obserwujemy u neandertalczyków, zgadza się z organizacją wykorzystywania kamienia przez społeczności myśliwsko-zbierackie w terenie. Osobisty sprzęt podróżny wybiera się na podstawie wielu czynników: spodziewanych czynności, długości wędrówki oraz, co najważniejsze, rodzaju kamienia dostępnego po drodze. Ten ostani punkt jest kluczowy, ponieważ jeszcze przybyło dowodów na to, że neandertalczycy bardzo dobrze znali zasoby geologiczne i potrafili wybiegać myślą naprzód. Wiedzieli o miejscach z kiepską skałą, do których warto było zabrać z sobą dobre rdzenie, i na odwrót – o niedalekich miejscach ze źródłami przyzwoitego kamienia, gdzie można było uzupełnić zapasy”. [s. 276]

Dzięki Autorce dowiedziałam się mnóstwo na temat nowoczesnych metod badawczych i tego, co jeszcze można wyciągnąć z kilku kości. Uwaga! Naukowcy badają nawet kamień nazębny! Tak – kamień nazębny i na podstawie tychże wyników badań poznają lepiej dietę badanych osobników. Zatem – szczotki w dłoń! 😉 

A tak serio – tu właśnie ukazała się jedna z niespodzianek, na jakie trafili naukowcy. Otóż neandertalczycy nie odżywiali się wyłącznie padliną i mięsem, ale mieli wielce zróżnicowaną dietę, także roślinną, na niektórych stanowiskach nie brakowało śladów mchów, grzybów i ziół w osadach nazębnych. Neandertalczycy jedli to, co mieli pod ręką. Byli – co wielokrotnie powtarza Autorka – doskonale dostosowani do warunków i umieli się adaptować do zmian klimatu, szaty roślinnej i fauny zamieszkującej tereny, na których mieszkali. Jedli nieźle, wykorzystywali ogień nie tylko po to, by odpędzać drapieżniki. 

Mimo niewątpliwych zalet książki, mam z „Krewniakami” Rebeccki Wragg Sykes kłopot. 

Jestem fanką i wierną czytelniczką publikacji popularnonaukowych. Czytam je od wieków i nie pamiętam, ile ich mam „na koncie”. Są wśród nich genialne – jak książka, o której opowiadałam niedawno: „Ewolucja w miejskiej dżungli”, są także marne – i o takiej mówiłam („Historia eunuchów”). Jako stały czytelnik książek popularnonaukowych mam swoje wymagania. Lubię książki rzeczowe, obiektywne, dobrze udokumentowane, pięknie i ciekawie napisane. Nie znoszę sentymentalizmu, zadęcia i hipokryzji. Oraz ideologii! 

Jak na mojej skali umieściłabym „Krewniaków”? Wysoko, ale nie na szczycie. Już piszę dlaczego. 

Pod względem merytorycznym książka jest kapitalna. Grafy, opisy, zdjęcia, objaśnienia, przypisy, informacje o wykopaliskach, cytaty – wszystko jest na miejscu i sprawia, że książce daję za wartość naukową 10/10. 

Mam pewne obawy, choć oczywiście nie posiadam najmniejszych dowodów, by moje marudzenie udowodnić, że Rebecca Wragg Sykes tak bardzo kocha swój zawód i obiekty swoich badań, oraz że neandertalczycy są jej pasją w takim stopniu, że po prostu to wpływa na jej interpretację faktów. Ale jest to prawdopodobnie mój problem – całe życie czytałam o neandertalczykach jako tych hominidach, którzy wyginęli, bo nie mieli ani języka, ani kultury i te dwa komponenty sprawiły, że to my, homo sapiens, „odziedziczyliśmy Ziemię”. Ale co ja tam wiem? Nie jestem specjalistką! Może po prostu nie umiem pogodzić się z tak szybką i głęboką zmianą naukowego paradygmatu? Może dlatego zachwyty autorki mnie uwierały? 

„Bez względu na ekosystem, w jakim żyli, okazywali się najsprawniejszymi łowcami i obrotnymi poszukiwaczami żywności. Ich technologia obróbki kamienia była efektywniejsza i wyspecjalizowana, ponadto przecierali nowe szlaki w wykorzystaniu materiałów pochodzenia organicznego. Jednak zachodził wtedy jeszcze głębszy proces. 

Neandertalczycy byli również pierwszymi, którzy naprawdę zaczęli sięgać swoim życiem poprzez czas i przestrzeń w sposób, jakiego nigdy nie doświadczyła żadna ziemska istota. Rozczłonkowywali kamień i ciała zwierząt w bardziej skomplikowane i systematyczne sposoby oraz przenosili ich fragmenty dalej niż ktokolwiek przedtem; nawet przemiana w stylu wykonywania retuszerów – od całych kości do ich ułomków – odzwierciedla tę coraz większą intensywność działań. 

W miarę jak przedmioty i czynności stawały się coraz bardziej wyspecjalizowane i rozdzielały się w czasie i przestrzeni, zarzucały sieć obecności, działań oraz intencji na cały ląd a także pamięć. Ci ludzie sięgali umysłem poza horyzont i dokładnie wiedzieli, co tak zastaną[…]”. [s.314]

A może były takie momenty, gdy marszczyłam czoło i zastanawiałam się, czy rzeczywiście można z cała pewnością stawiać bardzo odważne tezy na podstawie tak nikłych dowodów?

Poza tym druga część książki, czyli od rozdziału 11 do końca, czytałam z lekkim niepokojem. No pięknie – mieli poczucie estetyki, to ok. Ale żeby… a nie, sami przeczytajcie, jeśli chcecie. Nie będę tu spoilerami sadzić. 

Minusem książki – znaczącym – jest jej język,

czyli posób prowadzenia narracji/wykładu. Wragg Sykes przechodzi od poetycznych otwarć rozdziałów do ultra naukowego dyskursu w dalszych częściach tychże rozdziałów. Długie, bardzo skomplikowane zdania, szczegółowe (do znudzenia) analizy cykli klimatycznych i narzędzi sprawiały, że miałam wątpliwości, dla kogo autorka napisała książkę. Dla laika? Jestem laikiem, oczytanym, inteligentnym i cieżko mi było skupić uwagę, chociaż temat jest dla mnie wielce interesujący. Dla specjalistów? Nie sądzę. 

„Dzisiaj wiemy, że Eurazja zawsze była tyglem. Domem dla setek, może tysięcy hybrydowych dzieci. Neandertalskie stanowiska mogą w tajemnicy przed nami mieścić kolejne dowody istnienia ich samych lub ich bliskich potomków, rozsiane wśród niezidentyfikowanych fragmentów kości lub jaskiniowych osadów”. [s.473]

No cóż – „Krewniacy. Życie, miłość śmierć i sztuka neandertalczyków” Rebeccki Wragg Sykes to kopalnia nowych informacji o gatunku, który dawno temu zniknął z historii. Warto po tę książkę sięgnąć, co do tego nie ma wątpliwości. Zresztą – może Wam „wejdzie” lepiej niż weszła mnie? 

 

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.