Skip to content

„Kobiety ze słynnych obrazów” Iwony Kienzler, czyli błahe i rozczarowujące

Nie mam szczęścia do Storytela :/

To moje trzecie podejście do tego katalogu polskich audiobooków i tym razem powiedziałam sobie zdecydowanie: pas!

Nie, nie jestem (przesadnym) snobem, po prostu wiem, co lubię. Tak, czytam romanse i kryminały, nawet te marne. Nie o to chodzi, żem taka wymagająca, jeśli chodzi o beletrystykę, że nie mogę nic znaleźć dla siebie po polsku. Nie jestem.

Jestem wymagająca jedynie w stosunku do pozycji popularnonaukowych

Zwłaszcza historii.

Co mnie podkusiło, żeby szukać czegoś porządnego na Storytelu? Nie wiem.

Dopuszczam  możliwość, że nie umiem szukać, lub że grzebałam w katalogu tak, by przypadkiem niczego nie znaleźć. Coś jak samospełniająca się przepowiednia. Mogło tak być.


No nic, wygrzebałam „Kobiety ze słynnych obrazów” Iwony Kienzler.

Nie znam autorki, ale temat jest interesujący – pomyślałam – zwłaszcza, że przyda mi się wiedza z gatunku sztuk pięknych, bo nie posiadam żadnej lub – z dużą dawką przesady mówiąc – mam wiedzę zaledwie bazową.

Zaczęło się nieciekawie

ponieważ nie przypadł mi do gustu dość mechanicznie brzmiący głos lektorki. Na początku myślałam nawet, że czyta syntezator mowy :/.

Myliłam się.

Zdania co do lektorki nie zmieniłam do końca audiobooka, szczególnie, że nazwiska i imiona, zwłaszcza francuskie (ale i angielskie, i hiszpańskie) były wyginane na wszystkie strony (współczuję szczególnie Fridzie Kahlo) .

No dobrze, ale sama treść?

„Kobiety ze słynnych obrazów” Iwony Kienzler były zapowiadane, jako portrety kilku kobiet, które wycisnęły piętno na sztuce lub na artystach. Ot, kochanki, żony, muzy, modelki. Faktycznie rzecz była o muzach i partnerkach.

Jedyną artystką, która była przedstawiona w audiobooku jako twórca i tworzywo, była właśnie wspomniana Kahlo. Podejrzewam, że miała dostatecznie skandalizującą opinię, by się załapać.

Tak, jestem uszczypliwa. Cenię sobie Kahlo, nie dowiedziałam się o jej sztuce niczego nad to, co było mi wiadomo, za to pikanteria jej życia prywatnego została pokazana tak jasno, by wywołać rumieniec na mieszczańskim obliczu.

Ok, miałam przestać z tymi złośliwościami.

Kielzner opisała artystów i ich muzy/żony/kochanki jak opisuje się zjawiska w kolorowych czasopismach.

Prostym językiem, skupiając się na sensacjach i sensacyjkach, nie zawsze trzymając się logiki i czasem przecząc sobie samej. Raz X jest aseksualny, raz nagle nie jest.

Autorka wyciąga pochopne wnioski, rzuca hipotezami (jak o hipnotyzujących oczach cesarzowej Elżbiety, które dosłownie zaczarowały Franca Josefa. No jak cię mogę, to faktycznie jest fakt historyczny!), podpiera się wątpliwymi źródłami. Innymi słowy: halo! Halo! Skandale ze świata sztuki! Tu! Tylko tu!

W dodatku same kobiety nie zawsze są osobami, na których autorka się skupia. Często więcej uwagi poświęca malarzom czy mecenasom niż kobietom. Zdaję sobie sprawę, że nie o wszystkich modelkach wiadomo dużo lub cokolwiek (vide „Dziewczyna z perłą” Vermeera), ale na Chaos! Trzeba było wybrać takie dzieła, których modelki są znane historykom.

Kropka.

Choć przyznaję, że nie zaczęło się źle!

Pierwsza opowieść była o legendarnej Agnes Sorel, uwiecznionej przez Jeana Fouqueta na tzw „Dyptyku z Melun”. Historia tego obrazu nie była opowiedziana źle, autorka opisała w jaki sposób malarz wyraził swoją dezaprobatę wobec faktu, że królewską kochanicę musiał uwiecznić jako Madonnę. Kolor szaty, kierunek wzroku, która z piersi była obnażona – drobne rzeczy, których laik – jak ja – nie wie, a które wiedzieć by chciał i to bardzo!

Wszystko to dawało nadzieję na opowieść nie o skandalach, tylko o sztuce z perspektywy kobiet-modelek i kobiet-towarzyszek.
Nawet rola Sorel w historii (koniec wojny stuletniej) była ciekawie ujęta.

Kolejna opowieść, o Monie Lisie, już była mniej interesująca, mniej skupiona na sztuce, bardziej na życiu Leonarda i po prostu przez mniej ciekawa, zwłaszcza, że autorka poczuła, że musi uraczyć czytelników i słuchaczy najdzikszymi hipotezami dotyczącymi pochodzenia matki twórcy Mony Lisy. Okazuje się, że jedna z nich mówi, że była Chinką (serio?). Jaki to ma wpływ na twórczość pana Da Vinci i na sławny obraz? Hm? Ale było nieco o sztuce, co cenię i szanuję.

Przy okazji „Dziewczyny z perłą” Vermeera dowiedziałam się wiele banałów o malarstwie niderlandzkim (wikipedia wydała mi się ciekawsza), podobnie jak przy okazji „Flory” Rembrandta. Czas stracony.

Dalej było coraz to gorzej

Biedny Goya zasługiwał na coś lepszego, podobnie jak Manet. Tutaj widać już było, że sztuka mniej się liczy dla autorki niż sypialnia i skandale z nią związane. Przypominam, to pozycja popularnonaukowa…

Przy okazji słynnego portretu cesarzowej Elżbiety, pędzla Winterhaltera, mamy cały obraz życia dworu i pełno informacji o tym, że Sissi unikała małżeńskiego łoża. Plotki, ploteczki, sensacyjki i pierdolinki.

Picasso i Dali – podobnie, tylko jeszcze więcej tego, co powyżej.

I najgorsze – straszna „ciotkowatość” ocen!

Okazuje się, że cała ta sztuka, to tylko pupa i okolice. Łóżko i nic więcej. Kto z kim, z kim i jak. Kto mógł, kto nie mógł. Kto z młodszymi, kto nie.

Jestem ciotką i potrafię marudzić jak nikt, ale autorka „Kobiet ze słynnych obrazów”, Iwona Kienzler, bije mnie na głowę. Musi oceniać wszystkich. Szczególnie kobiety. Zwłaszcza za ich swobodę w rozporządzaniu własnym ciałem. W zasadzie to niewiele jej się podoba, takie mam wrażenie. Jak kobieta pomaga malarzowi i zmusza do go tworzenia i zarabiania – jest źle. Jak pomaga mu się wzbogacić – też. Jak wydaje pieniądze, które pomogła zarobić – tragedia. Tak, mówię o Gali Dalego, której chyba p. Kienzler nie lubi.

Oczekiwałam informacji o sztuce, podanej z uwzględnieniem ciekawej, kobiecej perspektywy

dostałam średnio-napisaną, średnio-przeczytaną pozycję, która nie wzbogaciła mojej wiedzy o sztuce ani o historii, a udowodniła, że nie ciekawi mnie zaglądanie do łóżek innych ludzi.

Nie, powiem inaczej: zaglądanie do łózka jest fajne, jeśli nie wiąże się ocenami oraz jeśli autor dowozi to, co obiecał!

Jak będę chciała ploty, sięgnę po prasę kolorową! Chciałam o sztuce i jej bohaterkach.

Średnio, w najlepszym wypadku średnio.

Screeny we wpisie pochodzą z audiobooka „Kobiety ze słynnych obrazów” Iwony Kienzler.

Published inFascynacje historyczneInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *