Skip to content

„Kapitan i dwie panny”, czyli historia z pierwszej ręki

Last updated on 3 maja 2020

Najlepsza jest taka historia, którą dostaje się wprost od jej świadków. To dlatego „Kapitan i dwie panny” są tak fascynującą lekturą.


Nie, „Kapitan i dwie panny” to nie jest powieść o zaletach ménage à trois

NIektórzy mogliby powiedzieć „niestety”, na szczęście nie znam takich osób.

„Kapitan i dwie panny” to trzy, wydane przez Wydawnictwo Literackie, pamiętniki z XIX wieku, pisane przez dwie panny: Helenę Darowską z domu Mieroszewską, Helenę z Kadłubowskich Kunachowiczową i kapitana Józefa Patelskiego.

Muszę przyznać, że wszystkie trzy pamiętniki uwiodły mnie absolutnie

Każdy z nich jest w sumie krótki, żaden bowiem nie obejmuje całego życia ich autorów. To ułomki historii, okruchy, ale jak prawdziwe!

Tę prawdę widać zwłaszcza w zapiskach obu panien. Wiem, że pamiętnik jest jak blog, zawsze w zawiera elementy autokreacji, ale jest w tych dwóch dziewczęcych pamiętnikach uczciwość, taka sięgająca do głębi. Jest też mnóstwo detali opisujących normalne, codzienne życie!

Panna Helena

Oczami Heleny Darowskiej, wtedy jeszcze panny Mieroszewskiej, obserwujemy dramatyczne wydarzenia lat 1836 i początku 1837, czyli okresu, kiedy Austriacy, Rosjanie i Prusacy ograniczyli autonomię Krakowa i zmusili uczestników Powstania Listopadowego, którzy się w Krakowie schronili, to wyruszenia na tułaczkę. Dostajemy opis warunków, w jakich byli powstańcy są przetrzymywani, obraz gry politycznej i presji wywieranej na władze miasta i Rzeczpospolitej Krakowskiej.

Panna Helena jest patriotką, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jest wykształcona, jej ojciec jest nie byle kim, bo sekretarzem Senatu Wolnego Miasta Krakowa. Jest jednak także młodą dziewczyną i obraz zabaw, balów, wieczorków, które opisuje, jest jedną z rzeczy, które są tak absorbujące. Widać, jak w tej dziewczynie łączy się i patriotyzm, i świadomość narodowa, i chęć życia. I ta mieszanka jest niezwykle ciekawa. Panna Helena opisuje anegdotki z rautów, sposób, w jaki przekraczało się granicę zaborów w drodze do własnego majątku, kwestę w kościele, rozmowy z bliskimi itd.  To wszystko jest lepsze niż wiele powieści, które czytałam. Pewnie dlatego, że pamiętnik niczego nie zapośrednicza, pokazuje subiektywną ocenę faktów i emocji, zrobioną na gorąco, pisaną na gorąco.
Miroszewska zaczęła pisać dla doskonale zdefiniowanego odbiorcy: dla siebie samej, w późniejszym wieku. Chciała także utrwalić wszystkie szybkie zmiany, które zachodziły w sytuacji politycznej Krakowa w I połowie XIX wieku.
Szkoda, że tak szybko przerwała pisanie.

Ta druga panna Helena

Druga z Helen, Helena Kadłubowska, pisze swój pamiętnik później, w drugiej połowie XIX. Nie pochodzi z tak bogatej i ustosunkowanej rodziny jak Mieroszewska. Jest córką dzierżawcy, nie bogatego ziemianina.

Brakuje jej i obycia, i wykształcenia, i pewności siebie. Lubię ją taką.

Opisuje swoje życie, proste i niełatwe życie polskiej szlachcianki z prowincji, dziewczyny, która dopiero co opuściła pensję i wróciła do rodziców, i weszła w dorosłość. Jest naiwna i prostolinijna. Widać, jak buduje siebie, cytując lekcje, które dostała od sióstr prowadzących pensję, widać jej sztywny kręgosłup moralny i skłonność do oceniania innych.

Dzięki tej Helenie poznajemy realia życia biednej szlachty, która walczy o każdy grosz i o każdy kolejny rok. Jak ubiera się na kulig? Gdzie są najlepsze kazania? Jak wyglądały zaloty i co decydowało o zamążpójściu?

Uroczy jest moment, w którym panna Helena, deklarująca, że miłość do małżeństwa nie jest wcale potrzebna, zaczyna się zakochiwać. Na początku nie ma bladego pojęcia, że to robi! Jest w swoim pamiętniku uczciwa i widać, co z nią ta emocja wyprawia, jak ją dręczy i ile bólu sprawia. Te fragmenty, kiedy opisuje moment, kiedy rodzice nie wyrażają zgody na jej małżeństwo z ukochanym.

Interesujący jest opis Rabacji Galicyjskiej, opisanej przez Kadłubowską

Zapamiętała ją, mimo iż, kiedy jej rodzina opuszczała Łąktę miała niewiele ponad sześć lat.  Widać traumę, niezrozumienie działań chłopów. W tym, co pisze, słychać głos szlachty, która widzi tylko swoją krzywdę, liczy tylko swoich zmarłych, zauważa tylko straty, jakie poniosła.

To ciekawa optyka, niepublicystyczna, niepolityczna, osobista i subiektywna.

I ten pamiętnik się urywa, ale jego autorka wraca do niego jeszcze kilka razy, dopisując w skrócie losy swoje i swojej rodziny. Ostatni wpis pochodzi z 1905, a kilka zdań zamknięcia całości został napisany przez córkę autorki. Mamy zatem informację, jak kończy się historia tej zwyczajnej, ale ciekawej kobiety.

Trzeci pamiętnik wyszedł spod pióra Józefa Patelskiego

To żywy obraz I połowy XIX, zdecydowanie wykreowany. O ile panny pisały dla siebie, to kapitan Patelski pisze, jakby wiedział, że będzie czytany przez potomność. Autor stylizuje i siebie i swoje przygody.

Pamiętniki Patelskiego wydano jeszcze za jego życia. Nie mógł zatem zniekształcać zbytnio historii, bo przecież żyli jej świadkowie. Mógł za to po sarmacku ubarwiać. Jednak wszyscy czytelnicy (jemu współcześni i obecni) zdają sobie sprawę z subiektywizmu takiej opowieści.

Co na daje Patelski? Ciekawy portret polskiego szlachcica, który lubi wojaczkę i który lubi gospodarowanie, aczkolwiek warunki polityczne i gospodarcze tego ostatniego nie ułatwiają.

Warto? Warto!

Bardzo polecam  „Kapitana i dwie panny” pod redakcją Jadwigi Grellowej.
Wielką zaletą książki jest przedmowa, przygotowana przez Irenę Homolę i Bolesława Łopuszańskiego (tak myśle, nie ma podpisu autora/autorów), który książkę przygotowali do druku. Dostajemy tło historyczne, w kontekście którego te trzy dziełka należy czytać i rozumieć.

Redaktorzy „Kapitana i dwóch panien” pokusili się także o dodanie kilku fotografii, na których możemy zobaczyć niektóre z osób lub miejsc, opisanych w pamiętnikach. Indeks osób i miejscowości jest porządnie zrobiony i przydaje się w śledzeniu konkretnych, drugoplanowych bohaterów.

Ale najlepszą, oprócz treści pamiętników, częścią „Kapitana i dwóch panien”, są przypisy. Każda osoba, nawet mało znacząca, ma adnotację. Czytelnik nie jest pozostawiony samemu sobie, redaktorzy bowiem zadbali, żeby nie zgubił się w gąszczu nazwisk i tytułów.
Krótko?

Czasem lepiej sięgnąć po trzy pamiętniki niż trzydzieści powieści historycznych

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *