Skip to content

Jak tytuł książki podniósł mi ciśnienie…

Najpierw ocena, potem irytacja, porządek musi być 😉

Sporo czasu ostatnio „spędzam” w Bizancjum. Nadrabiam zaległości, które z perspektywy czasu oceniam jako zawstydzające.

Konstantynopol, Wschodnie Imperium Rzymskie, i wszystko, co się z nim wiąże, począwszy od kultury, przez religię, sztukę, zwyczaje,  traktujemy w „naszej części Europy” per noga, „bo to nie nasze cesarstwo”. Super, jacy mądrzy jesteśmy, prawda? Wiemy, co ważne i skąd się wzięliśmy. Aha, sure.

A na jakiej podstawie tak twierdzimy? Na podstawie naszej niewiedzy? No właśnie. Złapałam się kiedyś na żenującej niewiedzy i postanowiłam coś z nią zrobić.

Czytam więc i słucham o tym fascynującym tworze, o mocarstwie, które było silne i błyszczało wiedzą i kulturą, kiedy Zachód radośnie upadał i tracił kontakt z przeszłością.

Coraz więcej wiem, rozumiem i coraz bardziej mi się Bizancjum podoba. Idę sobie od audiobooka do audiobooka, od książki do książki i czasem trafiam na perełki.

Udało mi się wypożyczyć książkę, którą mi polecono, jako rzetelną i faktograficznie ważną, oraz nie będącą „romansem historycznym”. Zamówiłam, czekałam trzy tygodnie, dostałam informację, że wróciła, pobiegłam do biblioteki i tak oto sięgnęłam po „Krwawe cesarzowe” Judith Herrin.

Zacznę od najważniejszego: „Krwawe cesarzowe” to zdecydowanie więcej niż przyzwoita książka!

Co mnie zirytowało w tej pozycji nie jest winą autorki, tylko wydawnictwa Bellona.

Spójrzmy na tytuł: „Krwawe cesarzowe”. Fajny, prawda? Od razu wiadomo, o czym będzie. Right…

Otóż podejrzewam, że tytuł ten nadano książce na ostatnim etapie jej produkcji. Ktoś pomyślał, że będzie lepszy, sprzeda książkę i będzie super.
Tymczasem, kiedy czytamy książkę uważnie, to zobaczymy, że w „Podziękowaniach”, które książkę otwierają, autorka używa tytułu „Kobiety w cesarskiej purpurze”, który to tytuł lepiej oddaje oryginalne, angielskie „Women in purple”.

Judith Herrin w swoim tytule robi aluzję do ulubionego koloru cesarzy i ich rodzin, do barwy, która była wyróżnikiem rodów cesarskich. Oni i chodzili w purpurze, i w niej się rodzili, i w niej byli grzebani. Mężczyźni i kobiety.

Zmianę tego tytułu, na lepiej „sprzedający”, czyli na „Krwawe cesarzowe” uważam za chwyt obrażający moją, czytelniczą, inteligencję.

Jeśli baba rządzi, to wiadomo, że…

Wiecie… kobieta u władzy może mieć dwie legendy: czarną (mordercza, krwawa suka) lub różową (rozwiązła i występna, kochankowie na lewo i prawo). No dobrze, może mieć i białą (czysta, cicha, dobra żona, szybko umarła).
Myślałam, że z takim typem podchodzenia do badania historii skończyliśmy. Myliłam się.

Czy zatem bohaterki książki Herrin: Irena, Eufrozyna i Teodora, były krwawe? Nie da się ukryć, bywały. Nie jestem hagiografem, ani ich najbliższą rodziną, nie mam zamiaru ich wybielać. Były.

Czy różniły się od władców z parą chromosomów XY, od mężczyzn? Nie, nie różniły się. Popełniały takie same błędy i podobne zbrodnie. Miały na swoim koncie tyle samo osiągnięć, co klęsk.

Władza, jak prawda i kilka inny rzeczy – w tym głupota i bezmyślność –  nie ma płci.

To o czym jest książka Herrin?

Autorka zajmuje się trzema kobietami, które wycisnęły swoje piętno na Bizancjum i jego polityce: Irenie, Eufrozynie i Teodorze.

Nim zajmie się nimi, przedstawi jednak czytelnikowi Cesarstwo Bizantyjskie, jego zwyczaje, strukturę, sposób zarządzania imperium, sposób działania dworu władcy, ceremoniał oraz kwestie ikonoklazmu i ikonodulii, które miały niezwykłe znaczenie dla kształtowania się ortodoksji.

To wprowadzenie jest, moim zdaniem, niezwykle ważne, ponieważ my, przyznający się do „dziedzictwa kultury Zachodu”, znamy zwykle lepiej sposób działania i sprawowania władzy w starożytnym Rzymie, niż w Konstantynopolu, który był jego następcą w tak wielu aspektach.

Książka jest rzeczowo napisana, dobrze udokumentowana. Herrin informuje czytelnika, jak pracowała ze źródłami i co było źródłem. Bibliografia, podana po każdym z rozdziałów jest godna polecenia. Można w niej znaleźć pozycje do dalszej lektury.

Przyglądając się postaciom trzech cesarzowych Judith Herrin nie traci z oczu dowódców i generałów, eunuchów, patriarchów i mnichów, wszystkich tych, którzy kształtowali politykę i mieli wpływ na życie i rozwój Konstantynopola.

Książki Judith Herrin nie czyta się jak pozycji Regine Pernoud, nie. To mniej fabularyzowana, bardziej „gęsta” lektura, której trzeba poświęcić zdecydowanie więcej uwagi. Ale każda minuta czytania była cenna, zapewniam.

Warto sięgnąć po książkę Judith Herrin. Warto poznać trzy silne kobiety – władczynie, a przede wszystkim warto zanurzyć się z niezwykły i słabo nam znany świat Bizancjum, którego my także jesteśmy dziedzicami.

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *