Jak napisałam dystopię…

Podobno pesymiści tak mają, lubią dystopie, bo im się wszystko kojarzy

Niestety nie wiem, czy to prawda, bo nie prowadziłam żadnych badań na ten temat. Brak danych, brak możliwości generalizowania. Fakt jest faktem, że jeśli ktoś przychodzi do mnie i pyta, czy chcę dobrą wiadomość, czy złą, to zawsze wybieram złą.

Dlaczego?  Bo IMHO nie ma „dobrych wiadomości”. Są relatywnie nie najgorsze, ale to wszystko.

W historii i polityce też zawsze widzę tylko te „ciekawe rzeczy” i przewiduję podobno najgorsze z możliwych rozwinięcia akcji.

Ergo – jestem pesymistą.

Napisałam dystopie dwie, żeby zmierzyć się z moim pesymizmem.

Jedna, „Bitwa na miarę jednego życia” pokazuje, co mogłoby się było stać ze starożytnym Rzymem, moją fascynacją od lat, gdyby dało się go… nie, nie będę opowiadać. Ale wyobraźcie sobie, że rzymskie virtus mogą mieć tak wielką siłę oddziaływania, że można od nich oszaleć.

Druga, „Mrs Wheelton-Jones ma zwidy” to sytuacja, w której zastosowałam reductio ad absurdum. Patrzę sobie, obserwuję, wyciągam wnioski i ekstrapoluję. Co by się stało, gdyby popkulturową niechęć do osób starszych, innych, rozciągnąć i dać na nią przyzwolenie? Jaki świat zbudujemy?

Nie, no wiem, że my kochamy senior citizens, ludzi chorych i nie w pełni sprawnych. Nigdy na nich w głowach nie narzekamy i nie chcemy, żeby nie stali na drodze, nie zawracali głowy w sklepie, nie zajmowali kolejki u dentysty, szli szybciej, wyglądali lepiej… brzmi znajomo? Here you are!

Tak, karmię się swoimi paranojami i swoimi obsesjami, a czyimi mam się karmić?

Zajrzyjcie do mojej nowej książki, którą napisałam w czasie urlopu od pisania „Drogi Smoka”. Zajrzyjcie do „Mikropowieści. Dwie”. Ciekawa jestem Waszych opinii.

Również na Amazon.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *