Skip to content

„Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu” Christophera Oldstone-Moore – czyli kiedy i dlaczego zarastano? 

Last updated on 3 maja 2022

„Podobieństwo Hitlera do chaplinowskiego trampa sprawiło, że zachodni Europejczycy i Amerykanie zlekceważyli Fuhrera, traktując go jak swego rodzaju klowna. Taką tezę postawił historyk Hugh Trevor-Roper, a eseista Ron Rosenbaum jeszcze ją wzmocnił, oskarżając samego Chaplina o rozpropagowanie takiego wizerunku Hitlera poprzez sparodiowanie go w filmie „Dyktator”. Istnieją liczne dowody na to, że Trevor-Roper oraz Rosenbaum mają rację. […] Nawet po wybuchu wojny w 1939 roku w większym stopniu lekceważono niemieckiego dyktatora, niż go potępiano, co skłoniło pewnego korespondenta do opublikowania ostrego w wymowie listu na łamach londyńskiego „Timesa”, w którym wytykał on programom BBC, że celują w drwinach z Hitlera i jego śmiesznych wąsów, zamiast pokazywać go „jako znacznie większe zagrożenie niż to, jakie kiedykolwiek przedstawiał sobą Napoleon”. [s.358] 

A zatem myślicie, że broda to jedynie wybór estetyczny, tak? 

Cóż, „Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu” Christophera Oldstone-Moore szybko przekona was, że to nie prawda. Poda konkretne przykłady, pokaże ludzi, procesy, poda ciekawostki i smaczki, dzięki którym ta popularno-naukowa książka jest tak dobra. 

Bo tak, to bardzo solidna historycznie książka,

no a przede wszystkim – czyta się ją rewelacyjnie. 

Autor snuje opowieść historyczną o zaroście i robi to angażująco. Nie, nie sili się na dowcipasy, nie łapie za serce, nie robi sensacji z byle czego. 

Wystarczy, że dobrze zna historię i ją po prostu dobrze opowiada. Język książki jest przejrzysty, wnioski opierają się na faktach, które autor jasno przedstawia, źródła są należycie przywołane, ilustracje pokazują najważniejsze brody, przepraszam – najważniejszych brodaczy. 

Innymi słowy – ta książka to radość dla miłośników historii. 

O czym jest? 

Dokładnie jak zapowiada tytuł: Christopher Trevor-Moore zabiera czytelników w podróż przez wieki tropem brody, jej ewolucji kulturowej i zmian znaczenia, jakie brodom lub ich brakowi przypisywano. 

Całość zaczyna się od zasadniczego pytania: skąd wzięła się broda, dlaczego w ogóle wyewoluowała? Naukowcy mają kilka wyjaśnień tej zagadki, ale… – ale nie skończę, sami sprawdźcie, jaki jest ewolucyjny sens brody. Jeśli takowy jest. 

Następnie krok po kroku przesuwamy się w czasie – od Sumerów po metroseksualnych drwali, których widać prawie wszędzie. I ta podróż jest naprawdę dobrze opisana! 

Muszę przyznać się do czegoś, do żenującej niewiedzy. Wiem, jak kobiece ciała są cenzurowane, oceniane i jakie nam nakłada się ograniczenia w związku z tym, jak wyglądamy. Ale prawdę mówiąc, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że brodaci mężczyźni mają z ozdobą swojej twarzy podobny problem, jak my z długością spódnic, które nosimy. Dress code obowiązuje. Nie wszędzie broda jest dozwolona. Czasem o prawo do noszenia brody trzeba nawet walczyć w sądzie. 

Dziwaczne. Dlaczego musimy wtrącać się do wyborów innych ludzi? Nieważne, to nie o tym. 

Jak widzicie broda może być kwestią biznesową i tematem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości. 

Może być również kwestią polityczną, i to bardzo! 

Aleksander Wielki pokazał swoim celowo i świadomie pozbawionym brody podbródkiem, że jest równy bogom. Bo bogowie – młodzieńczy i wiecznie młodzi – nie kłopotali się zapuszczaniem bród (prócz Zeusa i jego brata, Posejdona). Czyli – jestem Wielki i co mi zrobicie? 

Później było równie ciekawie. Na przykład: jak wyglądała walka papiestwa z cesarstwem o prymat polityczny widziana z perspektywy brody? Fascynująco! Podobnie jak to, kto może, a kto nie może brodę nosić. Jesteś świecki czy jesteś duchownym? Golić się musisz, czy nie powinieneś? Jesteś żołnierzem czy biznesmenem? To – w kwestii zarostu – miało znaczenie, także dla morale armii.

„[…] w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową brytyjscy żołnierze zaczęli domagać się prawa do tego, by ich (wąsów – dopisek mój, ML) nie zapuszczać. W 1915 roku, a więc w samym środku wojny, Król Jerzy V wydał rozporządzenie, że przepisy dotyczące zarostu mają być surowo przestrzegane. Ale w kolejnym roku, po ogłoszeniu przez rząd nowego poboru i w związku z obawami o słabnące morale, sztab generalny skapitulował”. [s.337]

Przenoszenie wagi i uwagi z brody na jej brak oraz uzasadnienia, jakie ludzie tworzyli dla brodatości lub bezbrodzia – jest opisane przez Christophera Trevor-Moore ze wszystkimi fascynującymi detalami. 

„Wczesnośredniowieczni myśliciele, szczególnie papież Grzegorz I Wielki z VII wielu, traktowali włosy jako alegoryczną reprezentację przyziemnych myśli, grzesznych bądź nie, których należy się pozbyć, by obnażyć się przed Bogiem. Żyjący na przełomie XI i XII wieku opat benedyktyński i biskup Brono z Segni (zm. 1123) ujął tę ideę w możliwie najbardziej klarowny sposób: „Silni mężczyźni przewyższają tych, którzy za silnych chcieliby uchodzić. Dlatego niech wasza  w e w n ę t r z n a   b r o d a (podkreślenie moje, ML) rośnie, a zewnętrzna niech będzie golona, jako że ta pierwsza rośnie bez żadnych przeszkód, podczas gdy ta druga, jeśli nie golona, stwarza liczne niedogodności i jest tylko pielęgnowana oraz upiększana przez tych mężczyzn, którzy są naprawdę leniwi i próżni”. Zdaniem Brunona to, co rośnie wewnątrz, stanowi prawdziwą siłę męskiej świętości”. [s.148-149]

Widzicie to, co ja? „Wewnętrzna broda” jako oznaka innej, lepszej, świętej męskości. Jak tak wasza wewnętrzna broda? Moja nieźle, dziękuję bardzo. 

Owłosienie fluktuuje sobie, to znika, to pojawia się znowu

No, i tak to się właśnie przez wieki działo. Duchowni nie nosili, świeccy – tak. Później nikt nie nosił, potem wróciła w kształcie szczątkowym, potem znowu zanikła, a potem, w II połowie XIX wieku wybuchła! Ale to jak wybuchła! Spójrzcie na portrety wiktoriańskich dżentelmenów, ot, takiego Darwina, Marksa czy Dickensa. O to mi właśnie chodzi. I – jak w poprzednich epokach – w tej brodatej rozpuście również chodziło o politykę, o władzę. A niby o co? O urodę? 

„Odczuwając narastającą presję, by rywalizować z kobietami, jak również między sobą, mężczyźni gorączkowo usiłowali stworzyć bardziej inspirującą definicję męskości. Coraz częściej podkreślali więc znaczenie swej „naturalnej” fizyczności, siły moralnej i zdolności intelektualnych. […] Kiedy biznes i polityka zrobiły się bardziej otwarte i zmuszające do rywalizacji, broda pomogła utwierdzić w mężczyznach poczucie osobistego honoru. Gdy żony zaczęły kwestionować męską zwierzchność nad domem, broda stanowiła dla mężczyzn potwierdzenie statusu domowego patriarchy”. [s.296]

Broda a zdrowie fizyczne

Zarost to poważna sprawa, o czym mogliście się już przekonać, a co podkreśla w „Historii brody. Zaskakujących dziejach męskiego zarostu” Christopher Oldstone-Moore. 

Były takie okresy historyczne, gdy broda była emanacją siły życiowej i wewnętrznego ciepła, którego niewiasty były w naturalny sposób pozbawione. Były czasy, gdy miała chronić przed zanieczyszczeniami i przeziębieniem. A były i takie, gdy podkreślano, że to siedlisko brudu i zarazków. Zdrowa, niezdrowa, zdrowa, niezdrowa… – wiecie, jak to z brodą bywa – wije się przez wieki. 

Broda widziana z perspektywy ludzi

„Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu” Christophera Oldstone-Moore to fascynująca lektura. Pokazuje historię brody poprzez  l u d z i  brody noszących. Autor nie przywołuje po prostu XVIII wieku, ale pisze o nim, o zmianach w patrzeniu na brodę i to, co ona symbolizuje poprzez konkretne postaci: Piotra Wielkiego, Ludwika XVI, Jean-Jacquesa Rousseau i Jacqueta Dulaure. Konkretni ludzie – konkretne trendy, polityki i zasady, które broda miała symbolizować. 

Taki jest układ całej książki, w której jest rozdział poświęcony Davidowi Beckhamowi. Tak, proszę państwa, jest! Jest także rozdział o całkiem konkretnej, nie przysłowiowej, historycznej niewieście z brodą. Jak w książce o brodach mogłoby braknąć „baby z brodą”? Nie dało się!

Czy książka ma wady?

Tak. Jedną. Jest straszliwie, straszliwie, straszliwie (celowo to powtarzam ad nauseam) europocentryczna. To znaczy – zawiera się i ogranicza się do kręgu oddziaływania tzw kultury zachodniej. Owszem, początki narracji to wycieczka do Sumeru i Egiptu, są wzmianki o Chinach, jest niewielki rozdział poświęcony konserwatywnym wspólnotom religijnym: żydowskiej i muzułmańskiej, ale następnie to już tylko i wyłącznie o brodach w kulturze białego człowieka. Trochę to ograniczające, ale no cóż, biorę, co jest, zwłaszcza, że to co jest, zostało rzetelnie zbadane (są przypisy!) i dobrze napisane. 

„Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu” Christophera Oldstone-Moore  – bardzo polecam nie tylko miłośnikom historii! To po prostu doskonała lektura. 

 

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.