Skip to content

„Gorączka filmowa” Pawła Sitkiewicza, czyli książka dla kochających kino, a nieco zmęczonych serialami

Jesteście ciekawi czy w XX-leciu międzywojennym chodzono raczej „do kina”, czy też „na filmy”?

Odpowiedź – nieewidentną – otrzymacie w książce Pawła Sitkiewicza, „Gorączka filmowa”

Wiecie? Uwielbiam historię w każdym jej aspekcie. Może nie mam ochoty zgłębiać wiedzy o wszystkich epokach, ale nigdy nie powiem „nie” książce opisującej, jak funkcjonowali zwykli ludzie, co jedli, jak się ubierali, jak wyglądało ich życie rodzinne, religijne, społeczne. Nawet jeśli opis życia codziennego dotyczy nielubianego przeze mnie okresu historycznego i tak jest dla mnie ciekawy. Nawet jeśli dotyczy lat 1918-1939 i tak go przeczytam, a co!

Po „Gorączkę filmową” Pawła Sitkiewicza sięgnęłam właśnie dlatego, że autor już na wstępie zadeklarował, iż nie ma zamiaru zajmować się wielkimi gwiazdami kina okresu międzywojennego: Bodo, Smosarską, Negri, i że skupi się na widzach.

Zaciekawiło mnie to i chciałam się dowiedzieć: dlaczego?

Odpowiedź była prosta:

ponieważ kino było wtedy fenomenem społecznym.

„W przedwojennej Polsce wyjściu do kina towarzyszyła bowiem szeroka skala emocji – od łez wzruszenia po strach o własne zdrowie. Kino odgrywało więcej ról niż obecnie. Było popularną rozrywką, ale również szkołą życia, trybuną polityczną, oknem na świat, miejscem spotkań towarzyskich i erotycznych, inkubatorem rewolucji obyczajowej areną przestępstw, chuligańskich wybryków i tragedii, a także narkotykiem ludzi zmęczonych Wielkim Kryzysem”. [s. 8]

O wszystkich tych zagadnieniach „Gorączka filmowa” opowiada.

Zacznijmy od tego: książka Pawła Sitkiewicza jest solidną pozycją popularnonaukową

Książka napisana jest językiem dostępnym dla praktycznie każdego widza, tfu! każdego czytelnika. Jest interesująca nawet dla laików jak ja, podrzuca bowiem smaczki i sensacyjki, a jednocześnie prezentuje dokumenty i świadectwa epoki, a co najważniejsze: posiada fantastyczną bibliografię! (zawsze „polecę” na dobrą bibliografię!).

Co jest równie ważne: autor nie podchodzi do zachowań i postaw ludzi z XX-lecia ani z wyższością, ani z klinicznym obiektywizmem. Paweł Sitkiewicz swojego bohatera zbiorowego stara się zrozumieć i ułatwić nam, czytelnikom, jego zrozumienie.

Sitkiewicz, opisując zjawisko kinomanii i analizując powody chodzenia od kina, społeczną otoczkę tych zachowań i szeroki wachlarz postaw wobec kina i filmów, nie poprzestaje na pisaniu o X muzie i jej recepcji. Rzuca to wszystko na szeroki kontekst kulturowy, społeczny i polityczny tamtego okresu.

Dzięki „Gorączce…” wiem nie tylko, ile kosztował bilet do kina,

ale ile zarabiał nauczyciel, urzędnik, robotnik i wyrobnik. Ile służąca i prostytutka. Wiem, na ile biletów do kina mogli sobie pozwolić moi przodkowie i co robili, kiedy na kino ich nie było stać.

Jest zatem „Gorączka filmowa” Pawła Sitkiewicza nie tylko opisem postaw Polaków z międzywojnia wobec kina jako fenomenu kulturowego, jest szerszą panoramą życia codziennego, widzianą przez pryzmat kina.

Ile było kin, czyli nad czym się tu zastanawiać?

Były w okresie międzywojennym miejsca, gdzie kin było mnóstwo. W samej Warszawie było ich 70, na Śląsku 72, w Poznańskiem 70, ale aż w 152 miastach i miasteczkach, w których mieszkało do kilkunastu tysięcy mieszkańców nie było ani jednego kina. I to w 1937 roku! [s. 13].

Czy zatem mieszkańcy tych miejscowości mogli obejrzeć Douglasa Fairbanksa? Prawdopodobnie nie, mogli za to pewnie obejrzeć jakiś polski melodramat lub film religijny, który przywiozło kino objazdowe.
Gorączka kina – co podkreśla Paweł Sitkiewicz – rozpalała równie mocno widzów wielkich, wspaniałych kin, jak i stodół, w których wyświetlano „odpowiednie” filmy.

„Odpowiednie filmy”?

No tak. Ponieważ film był sztuką niebezpieczną, z potencjałem do sprowadzania na manowce. Prasa międzywojnia, szczególnie konserwatywna i katolicka, grzmiała i rzucała gromy, pokazując przykłady młodzieńców i panien sprowadzonych na zła drogę przez kino. Przykłady takiej publicystyki podaje Sitkiewicz w „Gorączce filmowej” nie raz i nie dwa.
Muszę przyznać, że bawiły mnie one do łez.

Czy było o co kopie kruszyć?

Autor zapewnia, że te rzeczywiście nieodpowiednie filmy pokazywano zwykle w domach rozpusty lub specjalnych, zamkniętych klubach.
Polskie prawo i cenzura była surowe.

„Przepisy zabraniały ukazywania pornografii, brutalnych morderstw czy ekshumacji zwłok, a także ‚scen obrażających przyzwoitość’, ‚obrazów osnutych na brudach życiowych’, oraz ‚obrazów o założeniu nihilistycznym lub tendencji rozkładowej’. Ale to urzędnik decydował, jak interpretować te wieloznaczne paragrafy. Połowa klasyki filmowej opowiada o ‚brudach życiowych'”. [s.43]

Słowo-klucz to „urzędnik decydował”. W jak urzędnicy i ich decyzje były różne. Czasem ten sam film zmieniał „zaszeregowanie”! Zdarzało się i tak, co Sitkiewicz podaje za ówczesną prasą, że policjant nakazywał zdjęcie reklamującego seans plakatu, na którym całkowicie ubrana para siedziała obok siebie na kanapie, ponieważ to właśnie była dla niego pornografia.

A z drugiej strony…

… nasi przodkowie z XX-lecia międzywojennego rzeczywiście chodzili „do kina”!

Nie ukrywam, że czytałam rozdział poświęcony khm khm życiu erotycznemu (żeby nie powiedzieć seksualnemu) w czasie seansów z wypiekami na twarzy. Nie, voyeuryzm mnie nie kręci, ale niektóre z zachowań zadziwiają nawet w XXI wieku.

„W skrajnych przypadkach ciemna sala skrywała sceny gorszące nawet widzów życiowo doświadczonych; niekiedy mogła zastępować dom publiczny”. [s.51]

I znowu – w „Gorączce filmowej” Pawła Sitkiewicza nie ma sensacji za wszelką cenę. Autor – owszem – mówi, że w niektórych kinach działy się bardzo różne rzeczy (loże były wykorzystywane nie tylko do schadzek), ale pokazuje także w jaki sposób XX-lecie traktowało prostytutki. Niektóre były wyprowadzane z kina lub niewpuszczane do niego, nawet kiedy usiłowały się w nim po prostu rozerwać, jak inni.

„Gorączka filmowa” Pawła Sitkiewicza pokazuje także, jak obyczaje zmieniały się pod wpływem kina. I jaki symbolizm miewało pójście na film.

„Przyłapanie pary w kinie uchodziło z kolei za dowód, że ‚chodzą ze sobą’ na poważnie”. [s.51]

„Gorączka filmowa” Pawła Sitkiewicza to książka nie tylko o takich detalach,

To solidna monografia trendu kulturowego.
Czytelnik będzie mógł „zajrzeć” do pałaców kinowych, z lożami, pluszowymi fotelami i pięknymi wnętrzami oraz do „kin bocznych”, brudnych i zaniedbanych, z własnym folklorem i widownią.

Praca, którą w archiwach wykonał Paweł Sitkiewicz, pozwoli przekonać się, że „iść na film” znaczyło poświęcić dwie lub trzy godziny, bo seans był obudowany cała gamą przedsięwzięć artystycznych i komercyjnych.

Jeśli sięgniecie po „Gorączkę filmową” Pawła Sitkiewicza zobaczycie, jak wyglądały zarówno reklamy filmów i jak i te reklamy, które emitowano przed seansem, co jedli widzowie (kotlety!!), jak się do kina ubierano i jaka była techniczna jakość filmów.

A na zakończenie „Gorączki filmowej” zabierze nas Paweł Sitkiewicz w czas okupacji, który w konsumpcji filmów zmienił wiele.

Kiedyś PIW wydawał serię „Życie codzienne w…”. To była bodaj moja ulubiona seria książek popularno-naukowych traktujących o historii. „Gorączka filmowa” Pawła Sitkiewicza zajmuje od teraz miejsce tuż obok książek z tej serii.

Polecam ją nie tylko tym, którzy lubią historię, ale także tym, którzy tęsknią za kinem. Sięgnijcie po „Gorączkę filmowa” Pawła Sitkiewicza, pięknie wydaną przez słowo/obraz/terytoria. Warto!

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *