Skip to content

Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand” Magdaleny Niedźwiedzkiej

Last updated on 19 stycznia 2021

„George zmaga się z zarzutami, że jest ekshibicjonistką, gdyż jej książki opisują prawdziwe wydarzenia, podczas gdy naprawdę były i są wołaniem o pomoc. Trochę trwało nim pojęła, że powieści odzwierciedlają nie tylko poglądy autora, lecz i czytelnika, więc pisarz nigdy nie zgadnie, jak zostaną odebrane. Każdy człowiek dopełnia tekst własnym doświadczeniem, przekonaniami i wiarą, dlatego – niejako ponad tekstem – dzieje się coś magicznego i nie da się tej magii powielić, bo jest unikatowa, powstaje w umysłach ludzi”. [s.48]

To ważne słowa, może nie nadzwyczaj odkrywcze, ale warto o nich pamiętać, ilekroć mówi się lub pisze o książce. Czytanie jest aktem intymnym, zawsze pokazującym także to, co gra w duszy czytelnika. Wyjęłam ten cytat na początek, bo od kiedy przeczytałam go w „Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand” Magdaleny Niedźwiedzkiej, chodził mi po głowie cały czas, gdy spisywałam swoje przemyślenia.

Dzielę się z Wami tym, co czytam i tym, czego słucham i czasem zapominam krańcowej subiektywności własnych ocen! Łudzę się, że jestem obiektywna, a to gucio prawda. Nie jestem.

Mając to w pamięci, opowiem Wam o ciekawej książce, którą przeczytałam niedawno.

Biografia – nie-biografia

Po pozycje od Prószyńskiego i S-ka, zwłaszcza popularnonaukowe i biografie, sięgam bez najmniejszego wahania. Nie rozczarowałam się również „Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand”, aczkolwiek nie jest książka na miarę genialnej „Małej”, którą czytałam niedawno.

Tak, muszę przyznać, że z fabularyzowanymi okruchami życia Georges Sand mam nieco większy kłopot

Kłopot ów częściowo wynika on ze specyfiki stylu Magdaleny Niedźwiedzkiej. Ale styl jest tu wyraźnie na usługach formy literackiej i jej podlega, więc to ją powinnam winić za mój odbiór. Dobrze, już wyjaśnię, co mam na myśli:
Autorka już w tytule zaznaczyła, że w tej książce nie będziemy mieć do czynienia z biografią, z wydarzeniami wyłożonymi chronologicznie i w sposób uporządkowany, tylko ze „scenami z życia”, ułamkami zdarzeń, z prawie impresjami.

Tak też właśnie George Sand jest przedstawiona – za pomocą obrazów i pewnych tematów, do których autorka wraca i wraca, wciąż na nowo. Do czego by to porównać?
Wyobraźcie sobie, że w jakimś momencie siadacie i intensywnie rozmyślacie nad kilkoma, kilkunastoma przeżytym przez Was sytuacjami z Waszego życia. Takimi, które okazały się kluczowe lub które – z nieznanych Wam przyczyn – wbiły Wam się w głowę. Myśli wracają uporczywie, nie zawsze tak uporządkowane, jakbyście tego chcieli, czasem są natrętne, czasem zbyt szybko ulatują. I powracają. Te same obrazy, podobne pytania.

Jedna sytuacja widziana z tej, z tamtej strony, przez tę samą osobę, analizowana kolejny raz

W „Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand” Magdaleny Niedźwiedzkiej tego właśnie jesteśmy świadkiem. Narrator wspomina, obraca w głowie fragmenty, obrazy, zdania. Obsesyjnie wraca do pewnych relacji, w które wchodzi, czy w których jest bohaterka książki, nie chodzi zresztą tylko o stosunki męsko-damskie.

Wydaje się bowiem, że pierwsze relacje, ta z matką i z babką, są najważniejsze. Dynamika ich wzajemnych stosunków jest fascynująca i toksyczna zarazem. Najmłodsza z kobiet – George Sand – miota się miedzy niechęcią, a miłością, wstydem i akceptacją.

„Człowiek długo tkwi w przeświadczeniu, że ma zobowiązania wobec matki, nawet jeśli zatruła mu każdą minutę wspólnego życia. Jest w tym ślad wpajanego od dziecka przekonania, że powołanie do istnienia to coś wzniosłego, istne misterium, tymczasem nie macierzyństwo jest wartością, lecz człowieczeństwo. Bez niego matka i jej dzieci przypominają ulegający degeneracji twór, złożony z pożerających się nawzajem, tylko z pozoru autonomicznych części”. [s. 69-70]

 

„George uśmiecha się, ponieważ o czymkolwiek pisze, jej myśl zawsze najpierw ulatuje ku praobrazom; to na nich buduje narrację. Matka to najpotężniejszy praobraz, jakim można się posłużyć – ucieleśnienie tego, co było, zanim przyszła na świat, ucieleśnienie jej obciążeń i rodzinnych udręk, losu, którego się nie wybiera i który nie wybiera nas, a przecież zmienia człowieka w zabawkę i posłuszne, bezmózgie zwierzę”. [s.75].

Jako czytelnicy mamy przed sobą spisaną w trzeciej osobie plątaninę myśli,

przemyśleń bohaterki. Mała Aurora lubi mówić o sobie w trzeciej osobie, ukrywając się za formą gramatyczną, a dorosła pisarka, George Sand, ukrywa się w swoich książkach za wieloma maskami.

W „Gdy kobiety milczały…” jesteśmy zalani potokiem słów, zdań i dialogów, które czasem nawet nie łączą się ze sobą z sensem, jakby wypowiadające je postaci grały w różnych sztukach teatralnych, a swoje kwestie wypowiadały obok siebie, nie do siebie. Mamy zaiste „sceny z życia” w pełnym rozkwicie i mamy także obraz tego, jak trudno porozumieć się, nawet jeśli emocje łączące porozumiewające się osoby są silne.

„Dziewiętnastego sierpnia tysiąc osiemset trzydziestego siódmego roku umarła Aurora, narodziła się George. Była wolna od balastu przeszłości”. [s. 75]

Narracja wije się między scenami z dzieciństwa, Chopinem, między George Sand – dojrzałą pisarką, a Aurorą – dzieckiem, dziewczyną, kobietą, którą George była, nim pseudonim literacki zdominował jej postać, między kolejnymi kochankami, książkami, kolejnym dramatem. Mężem, dziećmi, cygarami i emocjami.

Słowa wylewają się ze stron gwałtownym strumieniem, bywają miejscami histeryczne, są zawsze hektyczne. Jakby próbowały opisać coś, co nie jest opisywalne. Jakby autorka tego monologu wypowiadanego w trzeciej osobie nie mogła faktów, emocji, wspomnień i ludzi uporządkować w sobie.

Narracja wygląda jak łuski, nakładające się do siebie. Akcja – jeśli możemy ją tak nazwać – nie posuwa się do przodu, a przechodząc od jednej części do kolejnej czytelnik wraca do wydarzenia, które już poznał, o którym czytał wcześniej! Tym razem poznaje je jednak z nieco innej perspektywy, opowiedziane jest ono innymi słowami, akcent się zmienia, kontekst, nasze rozumienie.

Muszę przyznać, że to ciekawy sposób opisu postaci, która jest zdecydowanie niejednoznaczna i którą nam – z racji braku pełnej wiedzy o kontekście i faktach – trudno jest oceniać.

„- Kto za dużo czyta, temu świat przestaje się podobać; na przykład dziennikarzom. Jacy są? Rozgoryczeni i cyniczni. Życie każdego z nas jest wystarczająco tragiczne, nie trzeba własnego losu porównywać z losem innych ludzi, bo przychodzi refleksja, że wszędzie jest jednakie szambo, a od tego już zaledwie krok do samobójstwa”. [s. 112-113]

Tak mówi Aurorze jej przyrodni brat, Hipolit, z którym relację możemy śledzić na kartach „Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand”. Czy Aurora go słucha? Nie. Czyta, z zapałem i żarłocznością.

To właśnie było to coś, co ją wyróżniało. Kobieta w XIX wieku nie powinna pokazywać, że coś wie i na czymś się zna. To „nie uchodziło”. Sand w czasach, których żyła, była postacią kontrowersyjną. Bulwersowała, gorszyła, burzyła zastany porządek i „nie wiedziała, gdzie jest jej miejsce”. I to nie tylko poprzez dobór lektur, o nie!

George Sand ma albo czarną legendę albo różową

Jest uważana za potwora lub za dziwkę. Zwłaszcza my, Polacy, wychowani w kulcie Chopina, patrzymy na nią z niechęcią.
Magdalena Niedźwiedzka, w swojej książce próbuje rozprawić się obiema legendami i pokazać, że zdarzenia rzadko są tak jednoznaczne, jak się to wydaje, a oceny – zwłaszcza z perspektywy czasu – nigdy nie są proste.

Czy sztuka ta się udała? Nie jestem przekonana

Ale muszę powiedzieć, że „Sceny z życia George Sand” są dobrą książką. Wiele razy zmuszały mnie do zatrzymania się, do poważnego przemyślenia i mojego postępowania.

Tyle że ta psychologiczna wiwisekcja XIX-wiecznej pisarki jest jak dla mnie nieco zbyt egzaltowana. Tak, to chyba największy mój kłopot z odbiorem powieści Magdaleny Niedźwiedzkiej. Egzaltacja.

George Sand kryła się za wieloma maskami, „Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand” – są po prostu kolejną z nich. Uwspółcześnioną, ale muszę przyznać, że miejscami irytującą.

George Sand była kobietą, która miałaby potencjał bycia postacią niezwykłą i w naszych czasach

Nietuzinkowa, niebanalna, głęboko zanurzona w filozoficzno-literacki nurt romantyzmu. Chodząca w męskim stroju i paląca cygara pisarka, gwiazda swoich czasów, gospodyni salonu literackiego, która pisze, by mieć się z czego utrzymać, ale i by głosić swoje poglądy. Z drugiej strony osoba, która nie chce się angażować w politykę inaczej niż tylko piórem. Rozumiem ją doskonale.

Była kobietą, która chciała żyć bez ograniczeń, jakie nakładało na nią społeczeństwo. Była buntowniczką, nie rozumiejącą, dlaczego mężczyźnie – nawet głupszemu i gorzej wykształconemu niż ona – wolno więcej? Dlaczego tak wielu rzeczy jej nie wypada! Jej życie było szukaniem sobie miejsca, a raczej – wyrąbywaniem go sobie. George Sand – niezwykle odważna kobieta. Szkoda że jej pisarstwo nieco się zestarzało. A może to jedynie tłumaczenia są przestarzałe i nie przemawiają?

Czy „Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand” Magdaleny Niedźwiedzkiej przybliżą nam George Sand, pokażą prawdę o niej?

Nie. Ale nie dlatego, że książka jest zła, nie. Raczej dlatego, że:

„Nikt nie wie, co jest prawdą, prawda to zaledwie jedna z możliwości”. [s.65]

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *