Skip to content

„Gałąź Ducha Gór” Konrada Jaskólskiego, czyli urocze opowieści dla młodszych i młodych duchem

Last updated on 19 października 2020

„- Ale skąd ją wziąłeś, tę opowieść? – ryś chciał dobrnąć do samego źródła zmyślania, które wydawało mu się bliskie jak oko w głowie, a jednocześnie tak dalekie, jak nieodkryta planeta. Rodzice nigdy nie wspominali o zabawie w zmyślanie, opowiadając jedynie o tym, co wolno robić, a co jest zabronione.
– Może z niebytu? – dodał zaczepnie.
Niebyt chodził za nim jak cień. Pojawiał się zawsze, gdy nie można było czegoś zrozumieć.
– Nie, niebyt nie ma nic wspólnego z wymyślaniem. W prawdziwym niebycie mieszkają inne rzeczy – Jerzy zmrużył oczy, koncentrując się. – Te, których nie można zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, ani pomyśleć. Wymyślanie nie bierze się z niebytu, raczej z serca, które masz i które czujesz w każdej chwili.
– Czyli niebyt jest, chociaż nie można go sobie wyobrazić, a wymyślania nie ma, mimo że czujemy je w każdej chwili! – Ryszard nie krył entuzjazmu z odkrycia.” [s.22-23]

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po coś dla młodych lub nawet bardzo młodych czytelników

Można to nazwać postępującym zdziecinnieniem. Wolę jednak określać to jako formę dbania o dziecko we mnie.

Do przeczytania akurat tej książki zachęciła mnie Paulina Lulek, nieoceniona Rozchełstana Ovca, pytając na jednej z facebookowych grup, kto byłby zainteresowany przeczytaniem i napisaniem paru słów o książkach traktujących o Karkonoszach. Góry uwielbiam, więc się zgłosiłam.  Co prawda geografia sprawiła, że bliżej mi w Beskidy i w Tatry, ale Karkonosze cenię za ich… nienachalny urok. Jest w nich coś, co koi i pozwala się szybko wyciszyć. No i da się jeździć na rowerze szosowym i nie zostawić płuc w połowie podjazdu. To także zaleta.

Zgłosiłam się zatem i kilka dni później przyszła ona. Niewielka, ciekawie wydana książka, z opowiadaniami Konrada Jaskólskiego. Autor – czego można dowiedzieć się z czwartej strony okładki – uważa, że „starość przemija, a młodość przychodzi z wiekiem”. Jako że zgadzam się z powyższym, sięgnęłam po książkę od razu.

„- Mnie się zdaje, że postrzegamy innych tak samo, jak postrzegamy siebie samych.
Edward rozdziawił ryjek z zachwytu.
– Nie wiem, czy to nie za trudne dla mnie. Jeśli jest jak mówisz, w takim razie wszyscy jesteśmy potłuczeni i nierozgarnięci” [s. 30]

„Gałąź Ducha Gór” określiłam mianem zbioru opowiadań, a są to raczej

historie o rządzonej przez zwierzęta Dolinie,

o tajemniczej krainie w Karkonoszach. Wszystkie opowieści ze zbioru łączą bohaterowie, między innymi jeż Jerzy, ryś Ryszard i dzik Edward, oraz Dziura w Moście, Luka w pościeli i Błąd. Opowiadania są cudownie surrealistycznie, nie nazbyt moralizatorskie, zabawne i iskrzące się humorem.

 

„Zwierzęta niechętnie zapuszczały się w miejskie rejony. Były dla nich zbyt obce, niebezpieczne i… zacofane. W Dolinie chodziły słuchy, że kiedyś, bardzo dawno temu, wszystkie zwierzęta były ludźmi. Dopiero później, pod wpływem rozwoju i postępu, w toku ewolucji przyrody, miasta przekształciły się w lasy, a ludzie, dzięki doskonaleniu się, w najróżniejsze zwierzęta. Długie przebywanie w ludzkich skupiskach groziło ciemnotą i otumanieniem”. [s. 81]

Jest w „Gałęzi Ducha Gór” nie tylko zachęta do bawienia się w filozofię,

do stawiania absurdalnych pytań i udzielania ważkich odpowiedzi, jest także pełna humanistycznego ciepła opowieść o współczesnym świecie, ukryta w dobrze skonstruowanych scenografiach baśni.

Jest namysł nad ekologią i wszeobecną potrzebą niszczenia tego, co piękne; nad emigracją i szukaniem swojego miejsca; jest zastanawianie się nad tym, co sprawia, że jestem istotą inteligenta, są delikatne żarty z biurokracji i z szalonych naukowców. Jest pochwała życia, jako takiego. Coś… jakby słońce wyglądające z każdej stronnicy.

Ta książka nawet dorosłym (lub zwłaszcza im) poprawi humor

„Na czym miałaby polegać owa konserwacja i pielęgnacja życia samego w sobie? Na ogół widzimy zawsze coś konkretnego, jakąś jedną rzecz: kamień, drzewo, skałę. Kamień lub skała, o czym należy wspomnieć, też żyją, ale w inny sposób niż zwierzę czy roślina. […] To, że skały nie potrzebują opieki nie znaczy, że nikt nie jest za nie odpowiedzialny. Przeciwnie. Podobnie jak ziemia, woda, powietrze, las, zabawki, zjawiska przyrody, zwierzęta oraz kamienie, także kiedyś powstały, urodziły się i trwają razem z nami, każdego dnia, nawet w niedzielę po południu, kiedy nikomu nic już nie chce się robić”. [s. 124-125]

Jerzy, Ryszard, Edek i ich przyjaciele zmagają się z kontrolami, z nieznośnymi sąsiadami, ze sporami o bzdury oraz o „imponderabilia”. Czasem na siebie wrzeszczą, czasem się irytują, ale wszystko i wszystkich lączy świadomość tego, że zwierzęta są różne i jako takie muszą szukać sposobów na wzajemne zrozumienie i koegzystencję.

„Gdyby świat był doskonały, byłby zbyt nudny i zarazem niekompletny. Nie byłoby w nim miejsca na niespodzianki, które dają tyle radości. Wszak niespodzianki rodzą się z wypełnienia ubytku czymś nowym, zaskakującym”. [s. 129]

Podoba mi się humor w książce Jaskólskiego

Jedno z bohaterów, Luka w Pościeli, spiera się z Dziurą w Moście. Obie są pewnym brakiem. Pochodzenia nazwy tej drugiej nie muszę tłumaczyć, a ta pierwsza powstaje między prześcieradłem a kołdrą, nawet kiedy człowiek się dobrze opatuli. To taka… przerwa w rzeczywistości, przez którą mogą wejść strachy. Ale nie tylko one. Posłuchajcie:

„Najważniejszym jednak zadaniem luk w pościeli jest przyrost naturalny. Każde dziecko zastanawia się przecież, w jaki sposób przyszło na świat, jak się w nim znalazło i co takiego rodzice robią po bajce w swojej sypialni. Odpowiedź na wszystkie te pytania jest jedna: Dzieci biorą się z luki w pościeli”. [s. 131]

Jako człowieka o nieprzesadnych talentach plastycznych uwiodły mnie ilustracje do książki

Są we wpisie, nie mogłam sobie podarować i nie umieścić przynajmniej dwóch. Powiem tak: sama bym lepiej tego nie zilustrowała! Obrazki pasują do tej mądrej i bezpretensjonalnej książki.
Mój ezgemplarz powędruje do mojego bratanka.
Jeśli szukacie pomysłu na prezent – pomyślcie o tej książce, o „Gałęzi Ducha Gór” Konrada Jaskólskiego.

A – muszę, muszę, muszę to dodać.

Książka ma jedną wadę

Okładka! Jest w klimacie ilustracji, ale nie „sprzedaje” książki. A ta książka zasługuje na to, żeby ją zauważyć, żeby po nią rękę wyciągnąć i czytać.

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *