„Dziewięć ogonów lisa” Michała Palarczyka

Na początek uwaga:

 

Oddanie książki do oceny innym ludziom, poprzez jej wydanie czy na skutek innych wydarzeń, jest aktem dowodzącym albo odwagi, albo nieodpowiedzialności. Piszemy coś, wlewamy w to całego siebie, a potem przychodzi ktoś i pisze, że to do chrzanu, że głupie, że sam by lepiej, że inni „umiom” bardziej… no właśnie.  Człowiek pisze i wystawia się na oceny, które czasem są niesprawiedliwe, czasem wredne, czasem wreszcie po prostu bolesne. (żeby nie było, udostępniam tekst wiadomości, którą dostałam od niedoszłego wydawcy)

Wiem o tym i tym trudniej mi przychodzi napisanie recenzji książki „Dziewięć ogonów lisa” Michała Palarczyka.

Ogólnie rzecz ujmując książka nie ma skomplikowanej akcji, ale w końcu każdą książkę da się wydestylować do dwóch zdań skróconego opisu, prawda?

Aidan Trina, mag i egzekutor, otrzymuje rozkaz zabicia każdego z dziewięciu lisów, które snują się po Ziemi w najwyraźniej złowrogich zamiarach. No, więc idzie i zabija, zatrzymując przy sobie jednego z nich. Po co? A to już odsyłam do książki. Kiedy już, jak w Highlanderze, zostaje tylko jedno z tych stworzeń, to okazuje się, że na szczęśliwca z lisimi uszami czeka niezła fucha. Sięgnięcie po nią jest równoznaczne z unieszczęśliwieniem samego Triny, ale czego się nie robi dla ocalenia tysięcy istnień?

W „międzyczasie” bohater bije się, ucieka, pije, kocha się i kocha, ma problemy zawodowe, zdrowotne i rodzinne. Akcja jest dość gęsta, ale o tym później.

Czas na disclaimer:

uwielbiam SF, fantastykę, fantasy, dystopie – wszystko. Nie oceniam „Dziewięciu ogonów lisa” z perspektywy kogoś, kto ma wrodzonego „a fuj’a”, tylko miłośnika i wiernego wielbiciela większości gatunków ujętych w kategorię „fantastyka i fantasy”.

Zacznę od tego, co jest w tej książce dobre, a raczej: co mi się podoba.

Akcja jest niezwykle szybka. Na każdej stronie coś się dzieje. To zasadniczy plus książki, chociaż tempo wydarzeń może być skrajnie męczące, a książka jest tak napakowana akcją, że spokojnie dało by się z niej zrobić dwie części. Nikt by na tym nie stracił.

Teraz negatywy.

„Dziewięć ogonów lisa” Michała Palarczyka to połączenie „Harrego Pottera”, Jamesa Bonda, Jasona Burne’a, „Wiedźmina”, „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, „Assassins’s Creed” i jeszcze pewnie kilku gier w jednej książce. Znajdziecie w niej, co tylko sobie życzycie. Jest bohater, który umie i potrafi prawie wszystko. Jest piękna kobieta, przeciwnicy, historia rodzinna, a raczej historia trzech rodzin, pościgi, ucieczki, mitologiczne stworzenia, jazda karetą w śniegu, wypędzanie demona i miecz z obsydianu, który pokrywa się szronem. Są bracia zaginieni, bracia poszukiwani (nie z tej samej rodziny), ojciec, który ma swoje tajemnice, ukochana, która wybiera obowiązek ponad emocje, jest dwójka dzieci. A właściwie to dzieci jest więcej.

Już się pogubiliście?

Nie?

Ja mogą tak dłużej: bohater pomaga uwolnić prostytutkę z arabskiego burdelu, żałuje niepotrzebnych śmierci, zadaje te „potrzebne”, nie jest w stanie uratować swojej pierwszej miłości, staje w obronie dziecka. Pobiera nauki i zostaje asystentem Dumbledora…. nie, nie Dumbledora, przepraszam.

 

Ilość akcji niestety wyczerpuje. Zupełnie, jakby Autor chciał wyrzucić z siebie jak najwięcej akcji, akcji, akcji… Książka to chyba nie gra, gdzie trzeba mnożyć questy, byle trzymać gracza przy kompie.

 

Tym bardziej, że żadna z postaci nie ma niczego, co można by nazwać psychologią. Sam egzekutor, Aidan, jest zerowymiarowy, to samo mogę powiedzieć o istocie, którą kocha. Żadna z postaci… to wszystko są typy, nie charaktery. Jak laleczki pojawiają się, ogrywają rolę i idą dalej. Ich interakcje mają tyle sensu i są równie ciekawe jak rozmowa miksera z odkurzaczem.

Książka jest nierówno napisana.

Obok ciekawych i dobrych językowo fragmentów są i takie, które musiałam czytać kilka razy, żeby je zrozumieć (nie, moja umiejętność czytania jest OK), i takie, przy których śmiałam się do łez. Czasem składnia płata figle i w szale tworzenia zapisujemy coś, co jest jak humor z zeszytów szkolnych. Sama kilka takich „baboli” językowych popełniłam, wiem, że trudno je znaleźć, kiedy się redaguje własny tekst. Dobra redakcja znalazłaby i literówki, błędy gramatyczne i pomyłki składniowe.

Czy polecam „Dziewięć ogonów lisa” Michała Palarczyka? Nie wiem. Dam do przeczytania komuś trzy razy młodszemu i mniej krytykanckiemu i będę mieć odpowiedź. Nie omieszkam się nią podzielić oczywiście.

Co powiedziałabym Autorowi, którego tak nadużyłam w recenzji?

Panie Michale, niech pan pisze dalej, bo ma Pan fajną wyobraźnię. Potrafi Pan zaplanować akcję, wykorzystać mity i popkulturę. Umie pan żonglować bohaterami, nie umie Pan nudzić i filozofować, co jest atutem. Niech Pan nauczy się wybierać przygody, w które Pana bohaterowie się angażują i niech Pan da im psychikę! Niech Pan znajdzie kogoś, kto pomoże nadczyta Pana kolejną książkę i powie o swoich uwagach. Kolejna część będzie dzięki temu tylko lepsza.
Niech Pan pisze:)

 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4895081/dziewiec-ogonow-lisa

One Reply to “„Dziewięć ogonów lisa” Michała Palarczyka”

  1. Pani Moniko!

    Dziękuję za szczerą i konstruktywną opinię na temat mojej książki.
    Miło mi również czytać słowa zachęty do dalszej pracy.
    Od początku „Dziewięć ogonów lisa” miało być próbą przelania jednej z historii, która siedziała mi w głowie w formie dostępnej dla innych.
    Mam nadzieję, że czas spędzony z książką nie był dla Pani czasem straconym. To już samo w sobie wywoła uśmiech na mojej twarzy. Bo o to właśnie mi chodzi – by inni miło spędzili czas przy czytaniu. Liczę, że następna książka wraz z doświadczeniem będzie lepsza i jeśli trafi w Pani ręce to będzie się bawić Pani lepiej 🙂

    Serdecznie pozdrawiam,
    Michał Palarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *