Skip to content

„Dreamwalker i Wilk” – drugi fragment powieści

Last updated on 19 lutego 2020

 

„Dreamwalker i Wilk” jest szóstym tomem sagi „Droga Smoka”.

„Dreamwalker i Wilk” – zarys fabuły

Gdyby nie to, że Ninę Łącz z rowu wyciągnęli bikerzy, spędziłaby noc we wraku samochodu.Co jeszcze może się zdarzyć w weekend? Cóż. Nina ocali życie ojca i dziecka, dostanie niesamowitą pracę, odkryje, że weszła do świata Nadnaturalnych. Zdąży się także zakochać w przystojnym, acz sporo od niej starszym, Akanishi no Yoshitsune.
Co jeszcze przytrafi się dwójce ludzi, których dzieli prawie wszystko?

W „Dreamwalkerze i Wilku” zostawiamy głównych bohaterów pierwszych pięciu części i budujemy Azyl w Afryce północnej. No i zastanawiamy się czy Yoshitsune podbije dziewczynę, która weszła do jego snów.

Fragment powieści

Nina

– Możemy porozmawiać?
Ten chropawy głos był doskonale rozpoznawalny i momentalnie zamarłam. Ja się naprawdę boję Alexa. Serio. Królik tak się musi bać lisa, jak ja boję się jego.
Podniosłam głowę. Yoshitsune siedział z Hyeon Ju i doktor Nitsch, pochyleni nad ekranem. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę. Skinął nieznacznie.
Charles stał przy jednej z podpór patio, rozmawiał z Olegiem. Ręce miał zaplecione na piersiach. Pochylił się w kierunku Rosjanina. Coś musiał powiedzieć, bo rudzielec także spojrzał na nas, zamarł na chwilkę i chyba coś odpowiedział pułkownikowi. Śmiał się i klepał go po ramieniu. Albo mi się wydawało, albo Charles odetchnął z ulgą.

Strange. Często to powtarzam, prawda?

– Pewnie – powiedziałam.
Alex kręcił głową, jakby z kimś rozmawiał i mówił temu komuś: „wy i wasze pomysły”. Ludzie, którzy nie dowierzają temu, co słyszą, często mają taką minę, believe me.
Usiadł dwa metry ode mnie. Tak, żeby nie zasłaniać mi słońca, do którego wystawiałam twarz i resztę piegowatej mnie, spowitej w żółty kostium kąpielowy.
Himari podeszła do niego i przechyliła głowę, przyglądając mu się uważnie.
– Ja cię dobrze znam – oświadczyła poważnie.
Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości, co mała mówi. Patrzył na wodę. I milczał.
– Ty jesteś przyjacielem taty.
Kolejny niewielki ruch głową.

– I ty byłeś jego…Przytulałeś się z nim. On cię bardzo lubi.

Mała zmarszczyła brwi, jakby wspominanie wiązało się z wysiłkiem.
Odwrócił głowę w jej stronę. Powoli. Popatrzył na nią ze smutkiem.
– Ja też go bardzo lubię, maleńka – długi wdech – To nie jest łatwe, prawda, kulko Himari?
Przygryzła wargę i klapnęła koło niego, pupą w wodę. Kopnęła raz i drugi. Fontanna wody zmoczyła jej spodenki i koszulkę z żółwikiem. Nie zwróciła na to uwagi. I tak cała była mokra.
Alex przesunął nogę tak, żeby mogła się o nią oprzeć. Przywarła do jego dżinsów i zaczęła układać na jego bucie kupkę mokrego piachu. Widział to, pozwolił jej. Słuchałam ich, prawie się nie ruszając. Alex mógł chcieć porozmawiać ze mną, ale rozmowa z Himari była równie ważna.
– Nie jest – mała westchnęła i przyklepała piaskowe błocko.
– Widziałaś tak dużo, a tak niewiele z tego ma sens, prawda?
Mała kiwała głową i łzy płynęły jej po policzkach.
– Czasem chciałabyś rozumieć, co właściwie widzisz, co słyszysz, co ludzie mówią, ale…
– Ale po prostu nie da rady! Nic nie ma sensu, wiesz? Widzę coś, pamiętam, ale nie wiem, co to znaczy! Jakby to… jak obcy język, taka strasznie dziwna paplanina! Nie umiem nim mówić i nie rozumiem go, ale ktoś do mnie cały czas w nim gada i gada, no! Tego jest tak dużo, że robię się balonikiem. I zaraz pęknę od nierozumienia.

Mała wciągnęła smarki i wytarła nos w rękaw.

Teraz on kiwał głową.
– Będzie lepiej, wiesz, Himari?
– Tak? – popatrzyła na niego spode łba, nie do końca przekonana.
– Będzie. To wszystko – pokazał ją od głowy do stóp – I to…- palcem dotknął jej czoła, a potem serca – … będzie rosło i rosło, i w końcu będzie tak duże, że zrozumiesz, co widziałaś i co pamiętasz.
Kreśliła palcem wzory w błocie.
– Wszystko zrozumiem?
Wzruszył ramionami.
– Może. Może nie. Sam czasem nie rozumiem wszystkiego.
Pokiwała głową, jakby wiedziała, o czym Alex mówi.
– I nie będę się czuć jak balonik, który zaraz pęknie od tego wszystkiego?
– Nie. Będziesz się czuć jak powietrze. Jego nie ogranicza żaden balonik i jest wszędzie.
– A kiedy tak będzie?
Przygryzł wargi, powstrzymując śmiech.
– A nie masz przypadkiem kłopotów ze zrozumieniem czasu?
– Straszne – odpowiedziała mu ze smutkiem.
– Nie martw się, zrozumienie go przyjdzie. Reszta też. Najpierw przestaniesz mieć kłopoty z czasem i będziesz wiedzieć, co to znaczy „zaraz” i „za pięć minut”, a potem to już pójdzie.
Rozjaśniła się w uśmiechu.
– A teraz, jeśli pójdziesz zaraz do tej dziewczyny…
Alex pokazał palcem na Susanę, która demonstrowała coś pani Oleńce. Poprawne kopnięcie piłki?? Albo system motywacyjny dla podkuchennych. Wybieram pierwszą opcję. Z tego, co zauważyłam, wszyscy, prócz Hyeon Ju, mogą być i są okazjonalnie jej podkuchennymi.
– …i poprosisz, żeby z tobą zagrała w piłkę, to oprócz tortu dostaniesz i lody.
Oczy Himari zrobiły się duże i prawie okrągłe.
– Serio?
Kiwnął głową z pełną powagą.
– Pewnie, ona umie grać. A jak ona wejdzie na boisko, to ten chłopak – pokazał palcem na Andrew – pójdzie z wami. Z nimi wszyscy się chcą bawić, bo oboje są śmieszni. Tyle że ty będziesz pierwsza, będziesz tam szefem i nikt cię nie wygryzie.
Tym razem Himari rozpromieniła się jak słoneczko.

– Tort, lody i bycie szefem?

Coraz trudniej było mu się opanować, ale robił, co mógł.
Maleńka zerwała się z piasku, odwróciła się jednak w pół kroku.
– Knujesz coś?
Przytaknął i zaczął się śmiać po cichu. I muszę przyznać, że był przystojny, kiedy się śmiał. Dalej się go bałam, ale teraz to nie było takie pierwotne, pornograficzne prawie przerażenie, jakie czuje ofiara przed drapieżnikiem. Teraz to była tylko zdrowa obawa.
Himari, która nie miała z nim najmniejszych problemów, znowu przygryzła wargę.
Zauważyłam, że zrobiłam dokładnie to samo.
– Dobra, pójdę. Ale jakby co, to wrócę tutaj, wiesz? – podniosła brodę i popatrzyła na niego rzucając jasne wyzwanie.
– Kulko Himari, jesteś kolejną osobą, która pilnuje Niny – dłonią otrzepywał piasek z jej spodenek.
– Przecież trzeba jej pilnować – mała wzruszyła ramionkami i popatrzyła na mnie…
Z troską.

Nie wiem, czy jest dobrze, kiedy pięciolatki myślą, że muszą się mną zaopiekować.

Alex nawet nie udawał, że nie ubawiła go moja mina i deklaracja Himari. Patrzyłyśmy na niego obie, obie z oburzeniem.
– Nina jest bezpieczna. Idź, zagraj w piłkę z Susaną. No już – machnął ręką.
Zerwała się i po prostu pobiegła.

– Co cię tak śmieszy? – zapytałam z odrobiną obawy.
W końcu kto lubi być obiektem żartów?
Patrzyłam teraz, jak on, na jezioro.
– Himari jest dokładnie taka jak Yoshitsune. Identyczna. Ta sama okrągła buzia, identyczne oczy, te zaspane dolne powieki, uniesiona broda, kiedy się złości. Podobne dłonie, jej jeszcze malutkie, ale już widać te niepokojące palce o prawie identycznej długości. Cała ta jej ufność i jednocześnie brak zaufania do moich czystych intencji. Cała ta troska o innych, to „ja tu wrócę”. Cały ten ogień, chęć zrozumienia, buzujące emocje, które u niego są ułożone na ich wschodni sposób. Cały on.
Alex odchylił się do tyłu i oparł na łokciach. Twarz wystawił do słońca i wydawał się zatopiony we wspomnieniach.
A ja się zastanawiałam, jak bardzo się myli. Yoshitsune był chłodny, zdystansowany nawet. Himari była jego przeciwieństwem.

Odwrócił do mnie twarz i dodał, zupełnie jakby słyszał moje myśli:

– Popatrz na to, co jest pod jego ciszą. Wtedy zobaczysz, że Himari to córka swojego ojca i jego wierna, choć miniaturowa kopia.
Dwie rzeczy przyszły mi do głowy. Yoshitsune ma córkę, czyli kiedyś miał żonę, czyli kiedyś był… z kobietą. A Himari powiedziała, że Alex przytulał jej tatę. Więc jak to w końcu jest?
Chciałam zrozumieć.
Dobrze, powiem to. Chyba chciałam wiedzieć, czy mam jakąkolwiek szansę, żeby zwrócił na mnie uwagę.
Nie obchodziło mnie, kto go kocha i jak. Ja chciałam móc go kochać i tyle, so what?
Położyłam się na kocu i popatrzyłam na Alexa. Leżał teraz na boku, dalej te kilka metrów ode mnie. Obserwował mnie uważnie. Ułożyłam ręcznik tak, żeby nie świecić mu w twarz swoimi assetami. Niepotrzebnie to zrobiłam, bo nie zauważyłam, żeby mu kiedykolwiek oczy zdryfowały z mojej twarzy w dół. Zrobiłam to bardziej dla siebie, niż ze względu na niego. Po historii z aspirantem potrzebowałam trochę godności. Sama dla siebie.
– Chciałeś porozmawiać?
– Chciałaś zadać pytania? – skontrował.
Popatrzyłam na niego. Sekunda i koc wydał mi się ciekawszym obiektem obserwacji.
Uniósł brew. Jedną.
– Ojciec powiedział, że mam mandat do odpowiedzi na prawie każde z twoich pytań. Powiedział też, że możesz preferować rozmowę z Charlesem. Mam się wtedy nie obrażać, zabrać się stąd i zawołać Charliego.
– Ojciec?
– Hyeon Ju.
Uniosłam brwi. Obie. Ale dobrze rozważyłam to, co mi powiedział. Z dziwnych powodów wolałabym Charlesa, ale chciałam także rozpoznać i zrozumieć obawę, którą czuję, kiedy Alex jest blisko. Dlatego tylko kiwnęłam głową. Myślę, że mnie zrozumie.
Zrozumiał, ułożył się wygodniej.
– Na „prawie” każde? – chciałam także, żeby dobrze zdefiniował granice dopuszczalnej ciekawości.
– Na każde z nieosobistych lub osobistych, pod warunkiem, że te ostatnie dotykają naszej trójki. Powiedział, że o nas możesz pytać, ile chcesz. Osobiście? Odradzam.
– Rozmawiasz ze mną dlatego, że jestem „kompatybilna ze zmianą”? – czymkolwiek zmiana była…
Zawahał się na chwilę, ale popatrzył mi prosto w oczy. Nie mogłam patrzeć długo. Miał chłodne, niebieskie oczy.
Moment. Jakie niebieskie? On ma przecież prawie czarne oczy!
– To jeden z powodów. Drugi jest taki, że prawdopodobnie nie do końca jesteś Człowiekiem.
„Człowiekiem” brzmiało, jakby je powiedział z dużej litery.
– Prawdopodobnie należysz do naszego, Nadnaturalnego, świata. Nie wiemy, gdzie możesz pasować, a spieramy się o to od rana. Wiemy, że nie jesteś w pełni Człowiekiem.

~~**~~

Oni nie byli sektą.
Nie byli mafią.
Nie byli oddziałami specjalnymi.
Nie byli klubem sportowym ani korporacją.
Byli oddziałem psychiatrycznym na ucieczce.

~~**~~

Postanowiłam jednak założyć, że to, co mówi, może być prawdą.
Umówmy się: po tym jak weszłam do snu Yoshiego i wyszłam z tamtąd z dzieckiem, słuchanie i wierzenie w to, co mówi Alex, nie było nadmiernym wyzwaniem intelektualnym. Bo. Ja. Wyszłam. Z. Himari.
Mała była tutaj, nie we śnie. Ja nie spałam na pewno. Sprawdzałam milion razy i na dowód mam siniaki.

~~**~~

Alex zatem mówił, ja pytałam. Pytałam i pytałam. I pytałam.
Opowiedział o Zmiennych. Kim są, co to znaczy „Zmiana”. O tym, że są poukładani w Watahy, że Wataha ma stabilną strukturę piramidy. O tym, że ich przywódcą, osobnikiem na samym topie wszystkich topów, jest Hyeon Ju.
Mówił, że nie są związani magią Księżyca i nic nie zmusza ich do Zmiany; o tym w jaki sposób koegzystują w nich dwie części ich natury; o tym, że są drapieżnikami i moja reakcja na niego jest zdrowa, bo on jest potężnym drapieżnikiem i moja obawa jest zrozumiała i logiczna. Zwykle budził strach i nienormalnym byłoby raczej, gdyby ktoś tego właśnie nie czuł.
Opowiedział o innych częściach świata Nadnaturalnych.
O Nieśmiertelnych, czyli wampirach. Ostrzegł mnie uczciwie: to wulgarne słowo i w dobrym towarzystwie się tak o nich nie mówi. Mary, Kuba, Parvaneh i Fabrizio to Nieśmiertelni. Parvaneh jest żoną Hyeon Ju.
Byłam zdziwiona tym, że wamp… Nieśmiertelni mogą chodzić po plaży w biały dzień. Zaśmiał się tylko, mówiąc „PRowcy i ich pomysły”.
Dowiedziałam się, że są także Magiczni, czyli magowie i wiedźmy. Mówienie do Liz per „you witch” ma być mniej obraźliwe, niż powiedzenie do niej „you bitch”, ale chyba jednak nie wykorzystam tej drobiny informacji.
Alex wyjaśnił mi, że Magiczni, jak wszystkie istoty Nadnaturalne, mogą znacznie różnić się od siebie. Spektrum siły, mocy i umiejętności może być ogromne.

– Lepiej jest zawsze zakładać, że stoisz naprzeciw kogoś potężnego, Imbirku – powiedział, mrugając do mnie.

Kiwałam głową, bo tego byłam świadoma.
Ostatnią częścią świata Nadnaturalnych są, oczywiście według Alexa, Panteony, czyli bóstwa, boginki, nimfy i „cała ta skłócona czereda”, jak ich nazwał. Luca był jednym z nich, a konkretnie był Wodnikiem Tybru.
– Niektóre z Panteonów są zdecydowanie najpotężniejszymi istotami świadomymi, jakie zna świat. Przewyższają mocą każdego z nas, każdą z ras Nadnaturalnych. Jednak te naprawdę potężne nigdy nas nie nawiedzają, co jest dobrą rzeczą – tłumaczył – Fizyczność ich ogranicza, a oni nie lubią żadnych ograniczeń.
Kiedy to mówił, woda w zalewie uniosła się i kula uformowana z wody podniosła się na parę metrów, by zaraz opaść i przelecieć tak nisko nad naszymi głowami, że musieliśmy się pochylić. Sekundy później rozprysła się nad piłkarzami.
Susana potężnym gwizdem opanowała rodzący się chaos i uciszyła przekleństwa. Grali dalej, w błocie.

Alex twierdzi, że Susana i Franca oraz panie Basia i Oleńka są Ludźmi, mającymi sporą wiedzą o tej drugiej stronie świata, bo żyjącymi w nim lub na jego obrzeżach.
Basia i Oleńka? Moja mina mówiła chyba, że temu to nie wierzę. Przysiągł jednak, że obie to Homo Sapiens Sapiens.

– Co to znaczy „leccaculo”?

Odwróciłam się wreszcie od błotnistego pandemonium na boisku w stronę jeziora. Alex parsknął.
– „Kiss my ass”, to znaczy: „kiss my ass”. Kto to powiedział?
– Maleńka.
Zaśmiał się znowu.
Odwróciłam się znowu w kierunku boiska i popatrzyłam na Himari, która powiedziała to przed chwilą do jednego z graczy. Andrea kucała koło niej i coś jej tłumaczyła. Mała kiwała głową i marszczyła nos, wyraźnie niezadowolona. Jednak wzruszyła ramionkami i wpadła znowu na boisko.

Luca siedział na patio z Mary i Parvaneh i był z siebie bardzo zadowolony.

Alex wrócił do wyjaśnień, a ja milkłam coraz bardziej. Wszystko, co mówił, było spójne. Spójne wewnętrznie i spójne z tym, co widziałam. Ale nie byłam pewna, czy byłam gotowa uwierzyć w to tak na milion procent.
Proszę o zrozumienie!
W ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin próbowano mnie zabić, spotkałam wilkołaki, wampiry, wiedźmę i jednego bożka, uratowałam wilkołakowi życie we śnie i przyniosłam ze snu do rzeczywistości jego córkę, która chyba była demonkiem odpowiedzialnym za zamieszanie i chaos komunikacyjny.

Uwierzylibyście? Well, here you are…

Dodam do tego moje próby szybkiego dorośnięcia. Chciałabym innych zobaczyć na swoim miejscu i obserwować, jak sobie radzą bez środków zmieniających świadomość.
No, dobrze to wszystko pewnie da się wyjaśnić jakoś inaczej. Nawet tę kulę wody. Zobaczmy… o, mam. No przecież: omam. Zbiorowy omam.
Coś pyli, jakieś nowe zielsko zawleczone do tego ekosystemu nie wiadomo skąd. Zielsko o właściwościach halucynogennych. Albo woda jest zatruta.
Proszę, jakie czyste wyjaśnienie?
Czyste, ale prowadzące bezpośrednio do tego, że odmawiam uwierzenia nawet własnym oczom, wszystko po to, żeby nie musieć stawiać czoła zmianie.
Podobno bieguny magnetyczne Ziemi zamieniają się czasem miejscami i ma to dramatyczne konsekwencje dla życia na naszej planecie.
Moje bieguny magnetyczne właśnie się zamieniły miejscami.

~~**~~

Alex czekał bez ruchu i w ciszy na to, aż wypełznę z siebie. Faktycznie był cierpliwy. Jak łowca, którym był.
Odwróciłam się w jego kierunku.
– Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Co się w ogóle mówi w takim momencie?
Milczał.
– Jak to zaakceptować? Jak się odważyć to zaakceptować?
Patrzyłam na niego z bezradnością.
– Czego się boisz, ale tak naprawdę? – zapytał bardzo cicho i oparł policzek na kolanie.
Przymknął oczy i czekał, jakby miał do dyspozycji nieograniczoną ilość czasu i cierpliwości.
– Czego się boję? – mówiłam na głos, zupełnie jakby go nie było. Jakbym wypowiadała na głos jeden z moich monologów wewnętrznych – Nie tego, że to prawda. Nie, tego nie. To byłaby ulga, ta wiedza, że nasz świat nie jest płaski i człowiekocentryczny. Inność mnie nie martwi, pod warunkiem, że to nie jest moja inność. Wróć. Moją inność też nauczyłabym się akceptować i wykorzystywać w takim stopniu, w jakim bym mogła – przekręciłam się na bok i z tej perspektywy patrzyłam na jezioro i mówiłam.
– Może boję się tego w zwykły, fizyczny sposób? Bożków, wiedźm, wampirów i wilkołaków? Nie. Jeśli to prawda i jeśli istnieją, to zawsze byli, prawda? Zawsze gdzieś byli i do tej pory mi nie zagrozili. To ludzie próbowali mnie zabić już dwa razy. Czyli to nie jest ten aspekt strachu. Może boję się, że nie pasuję? No, nie pasuję pewnie, jak do większości miejsc. To nie jest przerażające ani straszne. To normalne i smutne. A może…
Opuściłam głowę na koc, bo wreszcie do mnie dotarło, o co mi chodzi.
– Boję się, że to jest jakiś doskonale opracowany i zagrany żart. Że zobaczę siebie w necie z idiotycznym napisem „Ona dała się nabrać. A wy?”. Boję się śmieszności, naiwności i łatwowierności – powiedziałam na koniec.
Patrzyłam na niego przez chwilę, nim intensywność jego spojrzenia nie sprawiła, że musiałam odwrócić wzrok.
Miał czarne oczy. Tak. Czarne.
– Są w końcu czarne czy niebieskie? – zapytałam, kiedy otwierał usta, żeby mi odpowiedzieć.
Uśmiechnął się. Przystojny był w taki sposób, w jaki przystojne są rekiny.
– Człowiek ma czarne oczy, moja Bestia ma niebieskie. Jeśli widzisz, że mam niebieskie oczy, opuść wzrok momentalnie. Mój Wilk jest arogancki i bardzo, bardzo dominujący, nie toleruje niczego oprócz pokornie opuszczonej głowy.
Pokiwałam głową. Nie wiem, co to znaczy, ale zapytam. Może już nie jego, ale zapytam na pewno.
– Kończcie zabawy! – głos Mary niósł się po ogrodzie – Hej! Kończcie! Trzeba się przygotować.
– Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoimi emocjami – powiedział poważnie – To było bardzo odważne, a twoja szczerość i otwartość to bardzo cenny dar. Podobnie jak twoje zaufanie – brzmiał formalnie, jakby był starszy niż ta trzydziestka, z którą było mu tak do twarzy – Teraz wiem, co stoi na przeszkodzie twojej wierze w to, nie kłamiemy, nie jesteśmy wariatami i nie manipulujemy tobą.
Wzruszyłam ramionami.
– Strach przed śmiesznością jest śmieszny.
Zaprzeczył.
– Żaden strach nie jest śmieszny. Mam pomysł, poczekaj chwilę, proszę.
Alex zamarł na mikrosekundę, potem popatrzył na mnie jakoś łagodniej niż do tej pory i powiedział:

– Chcesz dowodu?

Skinęłam głową.
– Takiego, który pomoże ci uwierzyć, ale który sprawi jednocześnie, że my też wystawimy się na śmieszność?
Pokiwałam głową jeszcze energiczniej. Jestem złym człowiekiem, nie będę się tego wstydzić. Parsknął, widocznie lubi złych ludzi. Pewnie lepiej smakują. Powiedziałam to na głos.
Roześmiał się otwarcie i głośno.
Odzyskiwałam poczucie humoru. Może nauczę się śmiać?
– Smakują faktycznie lepiej – powiedział i wstał.
Też stanęłam na nogach. Trochę się niepokoiłam tym, co powiedział, ale Yoshi i Charles byli widoczni w tłumie grających, a i maleńka była zauważalna. Nikt mnie nie zje.
Strzepnęłam piasek z siebie i z żółtego kostiumu kąpielowego.
– Czy jadłaś dzisiaj coś, czego nie jadł nikt inny?
Rozumiałam, o co pytał. O to, czy myślę, że ktoś mógł „przyprawić” moje jedzenie. Zastanowiłam się i przypomniałam sobie wszystko, co się działo, po kolei.

Zaprzeczyłam.
– Nie. Jadłam to, co wszyscy. Nic nie było przygotowane tylko dla mnie: ciasto na pankejki było dla mnie, dla Andrei, Liz i dla Andrew. Twarożek jadły wszystkie panie, najwięcej Himari. Jajka jedli wszyscy. Mleko i woda były w dzbankach na stole. Kawę mielono i robiono na moich oczach. Nic. Nie dałoby się podać mi niczego śmiesznego bez podania tego innym osobom. Zresztą z Himari przy stole? Nikt z was nie zaryzykowałby dodania czegoś takiego do jedzenia.
Tego byłam absolutnie pewna. O ile mogliby pewnie pobawić się ze mną, to nie byliby w stanie skrzywdzić malutkiej. Nie oni.
Kiwnął głową zadowolony i znowu się uśmiechnął. A potem zamarł na chwilę.
Jakieś pół minuty później na brzegu stało trzynaście osób, nie licząc nas. Dwunastu spoconych mężczyzn i równie spocona Andrea. Wszyscy byli zadowoleni i uśmiechnięci. Ich spodenki i podkoszulki były ubłocone i podarte. Nie wiedziałam, że piłka nożna jest tak brutalnym sportem.
Alex rzucił na nich okiem.
– Gotowi? – zapytał niskim głosem.
Odpowiedziało mu kilka uśmieszków, które mnie nieco zaniepokoiły.
– No to do roboty!

W ciągu kilku sekund Andrea, zupełnie jak w moim śnie, wzbiła się w powietrze stadem ptaków.

Nie mogłam za nią nie podążyć wzrokiem. Czarna chmura zatańczyła w powietrzu, śmignęła nisko nad wodą, później wróciła do mnie, na brzeg. Kiedy popatrzyłam za nią, lecącą w kierunku domu, zobaczyłam…
W gardle mi zaschło, ale nie drgnęłam. Nie wolno uciekać drapieżnikom, każdy kto oglądał jakiś dokument o zwierzętach, to wie, prawda?

Trzynaście Bestii, trzynastu Zmiennych… stało na brzegu. Wszyscy patrzyli na mnie. Miałam wrażenie, że wszyscy się uśmiechają. Miałam przynajmniej nadzieję, że to były uśmiechy, a nie obietnica szybkiej i bolesnej śmierci. Źli ludzie w końcu smakują lepiej, right?
Trzy tygrysy, dwa wilki, pumy, pantery, ten piękny, biały kot ze snu. Byli ogromni. Nie wiem, ile powinien ważyć tygrys, ale biały olbrzym, który przed sekundą ziewnął, był z całą pewnością za duży, żeby być normalnym tygrysem. Wilki też były duże.

Usiadłam na piasku. Z niewiadomych przyczyn bardziej komfortowo czułam się, kiedy miałam głowę poniżej ich głów. Zamknęłam usta. Nie przycięłam sobie języka. Z zamkniętymi ustami każdy wygląda inteligentnie, tak przynajmniej uczono mnie w Edynburgu.

Kot, minimalnie mniejszy niż inne, szczupły i gibki, opuścił grupę. Miał piękne umaszczenie. Duże plamy na jego bokach i grzbiecie wyglądały jak chmury. Każda wyraźnie oddzielona od innych ciemnym paskiem futra. Popielate linie wijące się na jasnym, piaskowym tle robiły niesamowite wrażenie. Wyglądał, jakby był pomalowany. Jak mozaika.
Podchodził coraz bliżej.
Nie bałam się go. Może dlatego, że był ze cztery razy mniejszy od miodowego tygrysa, który także podszedł bardzo blisko mnie, i ze trzy razy mniej masywny od stojącego blisko mnie, prawie czarnego wilka.
A może po prostu nikogo tutaj się nie bałam, nawet najbliżej mnie stojących olbrzymów?

Kot w chmury szedł prosto na mnie i patrzył mi prosto w oczy, a ciemny koniuszek jego ogona poruszał się w jedną, to w drugą stronę. Wielki Wilk wydał gardłowy odgłos, który brzmiał jak śmiech. Kilka Kotów kaszlnęło i prychnęło.

Drugi z Wilków, biały lub jasno szary, wyszedł z grupy i jednym skokiem znalazł się przy mnie, przede mną, tarasując drogę Kotu. Leciutko odsłonił zęby, trzymając głowę bokiem i nie patrząc bezpośrednio na Kota.

Ciemny Wilk uniósł pysk i zawył cicho, ale wyraźnie. Dźwięk, modulowany i piękny, brzmiał jak okrzyk tryumfu. Ten mniejszy Wilk, stojący bezpośrednio przede mną, warknął tylko cicho. Gdyby był człowiekiem, powiedziałabym, że rzucił w kierunku ciemnoubarwionego drapieżnika jakąś zniewagę. Ciemny powtórzył swoje ciche wycie i potrząsnął łbem. Koty, wszystkie, wyszczerzyły się. Wilk tarasujący drogę do mnie, warknął przeciągle i usiadł z gracją.

Miodowy tygrys zaczął mruczeć. Chyba. Jeśli to nie pomruk, to musiał połknąć silnik kosiarki. Był tak duży, że udałoby mu się to bez większych kłopotów.
Ten większy Tygrys, biały, położył swojemu pobratymcowi brodę na głowie i też zaczął mruczeć.

Miałam wrażenie, że obaj się z czegoś śmieją…

Duży Wilk zawył raz jeszcze i prawie wszyscy wbiegli do jeziora. Mój Wilk, ten, który nie pozwolił podejść do mnie Kotu, wszedł tam ostatni. Odwrócił jeszcze głowę, jakby upewniał się, że jestem tu, gdzie jego zdaniem powinnam być.

Wrony opadły na piasek tuż obok mnie i naga Andrea przysiadła sobie, przyciągając do siebie nogi.

W wodzie biały Tygrys położył łapę na głowie mojego Wilka i zanurzył go pod wodę. Ciemny Wilk skoczył na Tygrysa, a później przestałam widzieć cokolwiek w kotłowaninie wody i futer.
– Wielki biały Tygrys, to Oleg – Andrea patrzyła ze szczęśliwym uśmiechem na kotłujące się… na kotłujących się Zmiennych.
Nie dało się nie wierzyć, skoro ich widziałam.
Wow.
Tak wygląda teraz mój świat?

– Wielki i prawie czarny Wilk z jasnym pasem na grzbiecie, to Alex. Ten durny, ale piękny gówniarz w plamki, który chciał cię zaczepić, to Misiek. Irbis, biały kot w ciapki, to szef szefów, Hyeon Ju. Tamten Tygrys, jedyny wyglądający jak prawdziwy bengalski, tylko dużo większy, to Charlie. Słyszałaś, jak mruczy? Kiedyś leżał na podłodze w dojo i czuć było jak od tego wibruje podłoga. O, patrz! – wyciągnęła palec i pokazała kota, który wyłonił się z kotłowaniny – Miodowy Jaguar z białym pyskiem, uszami i ogonem to Wojtek. On jest OK. Ale pamiętaj, Pumy to łajzy i babiarze. Prawie wszyscy, bo są wyjątki, na przykład Lachie. Jest szarym Pumą, o tam teraz siedzi, na łbie Jamesa, też Pumy, tylko rudego z czarnym pasem od głowy do ogona. Oni obaj łajzowatość mają w stopniu niewielkim. Freddy jest konsekwentny. Brunet to brunet. Pantera, czarny jak smoła. Drań jest dekoracyjny w każdej postaci, nie? Georgie jest najmniejszym z Tygrysów, tym z niebieskawymi bokami. Ale on ciągle rośnie. Nie wierzy mi, ale ja go mierzę regularnie. Od stycznia ma pięć centymetrów w kłębie więcej. Olega nie przegoni, Charliego też raczej nie, ale będzie potężny. Hyeon Ju mówi, że niektórzy z nich późno rosną, ale taki późny wzrost jest niesamowity, bo rośnie nie tylko ciało, ale i duch Zmiennego. Henry jest też Panterą, ma białą plamkę na czole, zobacz tam jest. Andrew, mega-łajza w sumie reformowana i Puma, jest prawie czarny. Jego Kot wygląda, jakby na swoje cętki nałożył czarną pończochę. Jak się przyjrzysz, to widzisz cętki, jeśli nie, to wydaje ci się, że jest w zasadzie czarny. Widzisz go? Tam, wpycha Fredericka pod wodę – pokazywała palcem w kierunku, w którym kłębiło się tak, że robiła się biała piana.

– Co oni właściwie robią?

– Kąpią się, prosięta paskudne, gdzieś muszą. My, czyli panie i wampiry, monopolizujemy łazienki. Oni są cali w błocie po piłce, a wczoraj mieli kawalerski i poszli do łóżek jak nieumyte katastrofy jakieś, tłumacząc, że im szkoda warstwy lipidowej. Warstwa lipidowa, sraty-pierdaty, pogonili, wypili i poszli spać, jak stali, leniwe brudasy. No. Niezłe discovery channel, nie?
– Some discovery it is, zwłaszcza dla mnie – szepnęłam, patrząc na jasnoszarego Wilka, który z niewielką pomocą czarnej Pantery wciągał pod wodę Irbisa – Oni są zjawiskowi.
Westchnęłam, bo byli. Byli piękni.
– Są – też westchnęła – Ten prawie biały Wilk, który chciał urwać głowę Michałowi, to Yoshitsune. Nie udaj, widzę, że na niego patrzysz. W sensie, nie tylko teraz. Cały czas.
Oczywiście, że się zarumieniłam. Mniej oczywiste było to, że nie zaprzeczyłam.
– Jest… prawie idealny.
Był chyba najpiękniejszy z nich wszystkich. A idealny byłby gdyby…
Stop.
Był. Dla mnie był, nie ważne, jak i kogo kocha.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam, jak Andrea uśmiecha się do mnie.

– Jest. Uwielbiam go. Masz moje błogosławieństwo, Imbryczku.

Delikatnie gładziła mnie po ramieniu, jakby starała się mnie z dotykiem oswoić lub przeprosić za nazwanie mnie naczyniem kuchennym.
– Weź go i podbij. Zrównaj go z ziemią, żeby nie miał innej opcji, niż opuścić wszystkie jego zasłony. To mistrz w olewaniu siebie i swoich potrzeb. Jestem po twojej stronie.
Wciągnęłam głośno powietrze, to była niesamowita deklaracja.
Challenge accepted.
– Co… co to w ogóle było? To zajście. Bo coś się zadziało, prawda?
Przekręciła głowę i popatrzyła na mnie. Coś jej błysnęło w oczach, jakby czarne wiry.
– Alex mówi, żeby ci nic nie mówić, bo to fun. Oleg mówi, żebym ci ułatwiła życie i żebym raz w życiu była miła. Dziś wychodzę za mąż, więc wyjaśnię ci część tego, co robią i co to znaczy.
Poprawiła się na piasku, niespecjalnie przejęta swoją nagością, ale i nie epatując mnie nią. Rozumiem, że bycie Zmiennym odziera z takich pretensji jak fałszywa wstydliwość.
Zazdrościłam jej. Im. Tak, jak zazdrościłam sobie jako dziecku, które do ósmego roku życia biegało prawie na golasa i które nie miało nikogo, kto by mnie kulpabilizował lub kto by seksualizował jego ciało, wtedy ciało dziecka.

– Misiek dał sygnał, że jest tobą zainteresowany, chciał cię obwąchać, otrzeć się o ciebie, zostawić na tobie trochę zapachu – mówiła Andrea, patrząc na zalew – Nie dziwię się. Wyglądasz pięknie, zwłaszcza w tym kostiumie – popatrzyła na mnie – Możesz Miśka walnąć za to gazetą, nie obrazi się. To cudowny i kochany gość, ale babiarz niebywały. Natomiast Yoshi jasno dał do zrozumienia, że bardzo mu się nie podoba bezczelność tego smarka. Pokazał to publicznie, wszystkim Zmiennym. Powiedział, że mówi poważnie, pokazując wszystkim swoje zęby przy Alfie.
– Alfa? Kto to?
– Najbadziej dominujący osobnik w Watasze. Przywódca. Tym razem to był Alex. Który najpierw parsknął śmiechem, bo Yoshi wyszedł na hipokrytę, a potem zaakceptował jego… roszczenie. Nie wiem, pewnie jest lepsze słowo, ale to jest niezłe. Możesz je przyjąć lub nie decyzja, jest twoja. Tak czy inaczej, Akanishi no Yoshitsune zawsze będzie stał między tobą a wszelkim niebezpieczeństwem. Nawet jakbyś wolała tego idiotę Miśka czy kogokolwiek innego, to Yoshi i tak będzie cię pilnował.

– A Tygrysy? – powiedziałam to z dużej litery, jak mówiła Andrea.

Nie wierzycie, że słychać różnicę? Tu, na plaży nad jeziorem w Dobczycach, słyszałam ją wyraźnie.
– Pułkownik wyraził aprobatę, ponieważ Yoshi wkroczył do akcji. Oleg zgodził się z nim, a przy okazji wykazał, że w tamtym momencie był wobec Napiera dominujący. Samcza zabawa, ziew – popatrzyła na mnie i odsunęła włosy, które przysłoniły mi czoło – Charles pilnuje cię, jak Yoshi pilnował i pilnuje mnie. Uważa, że jesteś jego szczenięciem. Nie patrz tak na mnie, rudzielcze, co ja poradzę na to, że magia tak działa?
– Ale ja… ale przecież nie… nie ta…
Machnęła ręką, przerywając moje nieskładne wyjaśnienia.
– To inny rodzaj więzów i połączenia. Nie masz maślanych oczu i potrzeby zmacania go, to czuć. Ufasz mu. Czujesz się przy nim bezpiecznie. Chcesz uciec do niego, ile razy czujesz się nie halo. Chcesz przebywać w jego towarzystwie i uczyć się od niego.
Kiwałam głową, bo to były dokładnie te rzeczy, które miałam w głowie. Ja się po prostu bałam, że pomyślą, że chcę… że uważają mnie za łatwą, po tym…

Uderzyła mnie lekko w kolano, kiedy jej to powiedziałam.

– Ty jesteś, Imbryczku wyszczerbiony, nienormalna. Zmiennym nie musisz tego tłumaczyć – powiedziała, kiedy już przestała mnie zastraszać fizycznie – Co jeszcze? – podrapała się po głowie – Hmmm. A! Yoshi też cię zaznaczył swoim zapachem. On jest dyskretny i podstępny. Wilki zwykle takie są, ale zrobił to. Samiec to samiec. Co na to poradzić?
Uśmiechnęła się do mnie radośnie.
– Oni czasem są tak durni, że nie wiem, jak cywilizacje nie upadły, kiedy faceci rządzili światem. Serio.
Patrzyłam na nią. Wyszczerzyła się znowu.
– Feminizm nie umarł. Feminizm ma się dobrze. Reprezentuję nurt cyniczno-rewolucyjny – mrugnęła do mnie.
Siedziałam, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Musiałam sobie to wszystko poukładać w głowie, najlepiej w chwili samotności i spokoju. Za chwilę. W nocy. W chwili spokoju, najbliższej.
Who am I kidding?

– Ty nie jesteś drapieżnikiem? Wszyscy oni przecież są.
Wzruszyła ramionami.
– Jestem. Jako człowiek, jestem.
Popatrzyłam na nią, nie rozumiejąc. Wyjaśniła.
– Były żołnierz. Snajper Legii Cudzoziemskiej. Nawet się nie frustruję, że nie jestem jak oni. Moje Wrony też są zabójcze. Serio. Chodź – trąciła mnie łokciem – Animal planet się pucuje w naturze, a my skorzystajmy z dobrodziejstw cywilizacji. O ile wywalimy z łazienek Nieśmiertelnych, bo oni szykują się godzinami. Aaa i jeszcze jedno – popatrzyła na mnie, stając wyprostowana i nagusieńka.
– Kąpiesz Himari – pokazała mi język i pofrunęła.
Tym razem były tylko trzy ptaki. Tym razem wiedziałam, że to Wrony.
Poszłam znaleźć wolną łazienkę. Mam obowiązki.

„Dreamwalker i Wilk” Moniki Lech na Amazon.com, Legimi.pl, Smashwords.com oraz na Google Books!

Published in"DREAMWALKER I WILK", część 6

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *