Skip to content

„Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski. Tom II”, czyli tym razem obejdzie się bez komentarza

Nie bez powodu rzadko sięgam do historii XX wieku. Wszystko w niej jest polityką, a ta i tak wciska się wszędzie. Nie chcę jej zachęcać do wejścia do mojej książkowej krainy szczęśliwości.

Obiecywałam, że po „Żydowskich obywatelach Krakowa. Kultura i sztuka”, o której to książce wpisałam w tym spisie, napiszę więcej o moich poszukiwaniach, a raczej o nadrabianiu zaległości. Nie, nie zaległości.

Ostatnio robię sobie rachunek sumienia, także ten intelektualny, i szukam zaniechań i zaniedbań. Jedno z nich naprawiam właśnie teraz.

Bochnia to niewielkie, nieco senne miasto w Małopolsce

Ma historię, którą się chwali, z kopalnię soli, której walory wykorzystuje, ma niezłe położeniem i pretensje do bycia metropolią. Leży 10 km od mojej rodzinnej miejscowości i była kiedyś dla mnie „Miastem” i symbolem.

Pierwsze wyjście do kawiarni? Bochnia! Pierwszy prawdziwy seans filmowy? Bochnia! Pierwszy publiczny występ? (Nie pytajcie…, ale oczywiście:) Bochnia! Pierwsza prawdziwa randka? Nie, nie Bochnia, ale jakoś w okolicy :).

Nie chodziłam tam do szkoły, ale znałam Bochnię jak własną kieszeń, a jej historię jeszcze lepiej. A przynajmniej tak mi się wydawało.

Prawda jest taka, że Bochnia, jak większość takich miejscowości, swoją historię traktowała dość wybiórczo.

Łażąc po jej uliczkach, załatwiając tam sprawy urzędowe, robiąc zakupy – nigdy nie widziałam ani śladu tego, że kiedyś Bochnia miała sporą populację żydowską. Ani śladu. A mykwa stoi w centrum miasta i przechodziłam koło niej milion razy!

Jakby nie tylko ludzi, ale i pamięć po nich wiatr zdmuchnął z powierzchni ziemi i nikt pamięci nie chciał przywrócić. 

Jak jest teraz – nie mam pojęcia. Nie byłam tam dobrych kilka lat. Może Bochnia zaczęła przyznawać, że mieszkali w niej Żydzi, którzy budowali nie tylko jej gospodarkę, ale i atmosferę intelektualną. Chciałabym, żeby tak było.

Książka oprotestowana

Po „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski. Tom II” pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego sięgnęłam oczywiście mając wiedzę o tym, jak wyglądało życie i struktura populacji przedwojennej Bochni. Byłam po wystawie w Polinie, widziałam ilu bocheńskich Żydów wywieziono, ilu rozstrzelano. Miałam wiedzę, a przynajmniej – wydawało mi się, że wiem.

Wiedziałam także z jaką niechęcią spotkała się ta książka „w kręgach zbliżonych do…”. Cóż, mogę powiedzieć tylko tyle że niechęć pewnych osób jest lepszą zachętą do czytania niż jakakolwiek reklama. Żeby nie było, żem do końca nieobiektywna. Proszę bardzo: tutaj jest refutatio książki Engelking i Grabowskiego, a tu odpowiedź naukowców na zarzuty pracownika IPN. (Tak, obiektywizm właśnie ze mnie wylazł, prawda?)

„Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski. Tom II” pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego pokazuje nie tylko eksterminację Żydów, przebieg tego procesu i zasięg, pokazuje także – a może przede wszystkim – jakimi sposobami ludność żydowska próbowała przeżyć. Kto jej pomagał? Czy pomagał?

To nie jest beletrystyka

To praca naukowa. Jej autorzy opierali się na dokumentach administracyjnych, aktach sądowych, dochodzeniowych, relacjach, wspomnieniach, dokumentacji Instytutu Yad Vashem. Część pracy, dotyczącą powiatu bocheńskiego, przygotowała i napisała Dagmara Swałtek-Niewińska.

Nie będę ściemniać – nie czytałam całości, interesowały mnie moje okolice, to co działo się blisko miejsca, w którym spędziłam dzieciństwo. Dlatego podzielę się tylko wiedzą w tym zakresie. Chcecie więcej? Zajrzyjcie do biblioteki. W niektórych nawet możecie znaleźć tę książkę.

Fakty

„W 1931 r na terenie powiatu mieszkało 5656 Żydów; stanowili około 5% ludności. Większość z nich żyła w jednym z trzech głównych skupisk: w Bochni, Nowym Wiśniczu lub w Niepołomicach. Wszędzie stanowili mniejszość. W najwyższym odsetku, sięgającym prawie 50%, Żydzi zamieszkiwali Nowy Wiśnicz”. [s. 528-529]

W Bochni mieszkało przed wojną jakieś 3 tys osób pochodzenia żydowskiego, o różnym stopniu zamożności i wykształcenia. Były synagogi, domy modlitwy, biblioteka i czytelnia, w powiecie funkcjonowały żydowskie kluby sportowe.

Po zajęciu Bochni przez Niemców od razu rozpoczęto represje, a Żydów mieszkających w bogatszych dzielnicach przymusowo przesiedlono do starej dzielnicy żydowskiej, w której później stworzono getto (1941).

W pierwszym, odwetowym rozstrzelaniu, które miało miejsce 18 grudnia 1939 roku, wśród 50 rozstrzelanych przez hitlerowców było trzech Żydów.

Na teren powiatu Bocheńskiego przesiedlano Żydów z innych okolic: z Wielkopolski, z Krakowa, z pozostającej pod sowiecką okupacji Małopolski Wschodniej. Przesiedleńców utrzymywały głównie organizacje samopomocowe.

Miasto dość bezpieczne

Jak pisze Dagmara Swałtek-Niewińska, Bochnia miała opinię miasta stosunkowo bezpiecznego dla Żydów, choć nie wiadomo z jakich powodów. [s.538 i nast.] Autorka podaje kilka przypuszczeń: większa przekupność władz? Lepsze kontakty społeczne? Nie wiadomo, a z dokumentów nie można wysnuć żadnej broniącej się naukowo hipotezy.

Wstrząsające jest czytanie notatek z posiedzeń różnych gremiów, deliberujących nad eksterminacją Żydów. Bolesne jest czytanie jak egzekucje przebiegały.

„Ostatnie oficjalne dane niemieckie na temat liczby Żydów w Bochni pochodzą z 18 marca 1943 r i zostały zebrane przy okazji spisu ludności Generalnego Gubernatorstwa. W getcie mieszkało wtedy 4235 Żydów, zajmując 586 lokali mieszkalnych. Kobiet było 2035, mężczyzn 2200. Według spisu w getcie pozostało niewiele dzieci poniżej 10. roku życia: 167 chłopców i 64 dziewczynki”. [s. 555]

Po 18 marca Żydów wywieziono do Auschwitz, do Szebni lub zabito. Bocheńskie getto, przez które przewinęło się 18 tys osób, przestało istnieć we wrześniu 1943 roku, a ostatni Żydzi porządkujący jego pozostałości zostali wywiezieni lub zabici w lutym 1944.

Jak przeżyć?

Dagmara Swałtek-Niewińska znalazła w źródłach ślady 395 ocalonych Żydów. Jak zaznacza, pewnie było ich więcej, bo „nie można wykluczyć, że ktoś nie pozostawił w aktach czy relacjach śladu bytności w powiecie”. [s. 558].

Jak Żydzi starali się uniknąć śmierci? Uciekali z getta i ukrywali się w okolicznych wsiach, przedzierali się na Słowację i poza powiat bocheński, byli w obozie pracy. 

Byli tacy, którzy uciekali, ale nie zdołali przeżyć. Szczegóły na zdjęciu.

Próby przeżycia zaczynały się już na terenie getta. Mieszkający w nim Żydzi budowali schowki, bunkry, kryjówki – wszystko, co pomogłoby im uniknąć wywózki do Bełżca czy Auschwitz. Dzieci były uczone cichego zachowania w każde sytuacji.

Polacy pomagali

Żeby uniknąć zarzutu, że „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski. Tom II” pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, to książka „zniesławiająca” naród polski przytoczę kilka historii (nie jest ich mało) pokazujących, że nie brakowało moich rodaków, którzy pomagali.

Dodam – za Autorką tej części książki – że 61 osób z powiatu bocheńskiego zostało nagrodzonych medalami Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Bohaterką jednej z opowieści jest Polka, Janina Kowalik, przed wojną opiekunka dzieci u rodziny Hersztajnów.

„[…] w marcu 1941 r, aby uniknąć oddania dzieci do krakowskiego getta przeniosła się z nimi do Bochni. Przez pewien czas mieszkała razem z nimi w bocheńskim getcie (najmłodsze zostało u swojej ciotki w Krakowie na aryjskich papierach). Później Janina Kowalik przeniosła się do domu po stronie aryjskiej, a starsze dzieci mieszkały w bocheńskim getcie z rodzicami. Utrzymywała się, handlując towarami więzionymi codziennie do Krakowa, i przy okazji mogła przekazywać wiadomości między Krakowem a Bochnią. W czasie pierwszej akcji w Bochni ukryła dzieci w wynajętym mieszkaniu, ale właścicielka domu już w trakcie akcji wyrzuciła je z domu. Janina Kowalik wyjechała więc najpierw z chłopcem do Krakowa. Następnego dnia przybyła po dziewczynkę, która całą noc spędziła ukryta w ubikacji, i ją również wywiozła do Krakowa. Po akcji dzieci wróciły do Bochni, a okres drugiego wysiedlenia rodzina spędziła w Krakowie […]”. [s. 565-566]

Jutka, Polka mieszkająca w okolicach Nowego Wiśnicza, pomagająca rodzinie Kalfusów.

„Była tak uboga, że nie miała jedzenia, którym mogłaby się podzielić, lecz przygotowywała dla Kalfusów gotowane ziemniaki i inne potrawy, które udało im się przygotować z produktów, które udało im się ukraść na polach”. [s. 573]

Pomagająca żydowskiej rodzinie Heislerów rodzina flisaka Kępy z jednej z wsi koło Niepołomic:

„Kępowie przyjęli Heislerów do siebie. […] Przygotowali dla nich kryjówkę na strychu, która zdała egzamin w czasie rewizji prowadzonej przez policję szukającą zbiegłej z pracy Anny Kępy. Po tym doświadczeniu Heislerowie przenieśli się do bunkra przygotowanego przez Kępę tuż obok domu i mieszkali tam do stycznia 1945 r. O wyzwoleniu jeszcze rok zostali w Niepołomicach”. [s. 618]

Inne historie, mniej chwalebne

Zostawię ich kilka, w cytatach. Nie trzeba ich komentować i nawet nie umiałabym tego zrobić. Nie dlatego, że tyle we mnie potępienia. Dlatego, że nie mam pojęcia co bym sama zrobiła i jak bym się zachowała. Nie wiem. Chcę myśleć, że zrobiłabym, co trzeba, ale… ale to tylko myślenie życzeniowe.

Markus Halpern z Chrostowej:

„Byliśmy w lesie 3 dni do wtorku 25.08 po południu. W lesie zostaliśmy obrabowani przez chłopów, którzy chcieli nas wydać w ręce policji. Po paru dniach, nie mając gdzie i za co kupić żywności, poszliśmy w nocy do znajomego chłopa, który miał nasze pole, dom i bydło. Nie chciał nam nic dać. Ledwo wyprosiliśmy o trochę mleka. Spaliśmy cały czas w polu. Byliśmy ukryci w krzakach w naszej wiosce, ale wykryli nas chłopi, którzy nas szukali specjalnie, zawieźli do sołtysa, a stamtąd odesłano [nas] do Bochni”. [s. 568]

O oferowanej pomocy w przerzucie na Słowację, która często okazywała się oszustwem, na którym dobrze zarabiano:

„XXX [usunęłam w tym cytacie nazwisko i imię, odpisem mój, ML]  po wojnie została oskarżona o uczestnictwo w tym procederze i przed krakowskim sądem odbył się jej proces. Józef Nawrotny (Neuhoff) zeznał, że XXX wydała w ręce Gestapo cztery osoby: Abrahama Neuhoffa, który został rozstrzelany od razu, oraz Hechta z narzeczoną, bratem i matką. Trzy ostatnie osoby zostały przewiezione do Płaszowa. Hecht jako jedyny z tej grupy ocalał. XXX zdaniem świadka zabrała rzeczy, gotówkę i 10 tys zł od osoby. Oskarżona przyznała, że doszło do wpadki, ale nie z jej winy”. [s. 593]

Zeznania świadka w jednym z powojennych procesów:

„W pewnym momencie policjant Mierzwa zeskoczył z roweru, rzucił go na bok i zaczął pieszo ścigać uciekającego żyda. Po kilku dalszych krokach zmęczony żyd zatrzymał się, a wtedy policjant Mierzwa przyskoczył do niego, chwycił go za kołnierz, kopnął go nogą z tyłu i polecił mu uciekać. Gdy żyd Metzendorf począł uciekać, policjant Mierzwa oddał do niego z karabinu trzy strzały powodując momentalnie śmierć Szmula Metzendorfa, który padł na ziemię”. [s.612-613]

Relacja Michała Zellnera z Wieliczki, który po wysiedleniach Żydów pozostał na terenie powiatu bocheńskiego i słyszał wiele historii o innych ukrywających się Żydach.

„Jedna z nich dotyczyła Żydówki mieszkającej na wsi jako Polka, która chodziła do kościoła, spowiedzi i nawet pięknie śpiewała religijne pieśni. Doniosła na nią gospodyni, podobno zazdrosna o męża. Policja polska uznała, że dokumenty kobiety są prawdziwe, ale i tak została wyrzucona z domu. Następnie padła ofiarą gwałtu ze strony miejscowych mężczyzn”. [s. 626]

Kobieta nie przetrwała wojny. Nie udało się jej.

„Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski. Tom II” pod redakcją Barbary Engelking i Jana Grabowskiego.

Published inFascynacje historyczne

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *