Skip to content

„Czy kości grają rolę Boga?” Iana Stewarda, czyli o matematyce niepewności

„Powszechnym błędem popełnianym w sytuacji wyboru między dwiema alternatywami jest przyjęcie naturalnego dla ludzi założenia, że szanse są równe – pół na pół. Beztrosko mówimy o zdarzeniach, że są „losowe”, ale rzadko zastanawiamy się, co to znaczy. Często utożsamiamy je z czymś, co równie prawdopodobnie może się zdarzyć, jak nie zdarzyć: z szansą pół na pół. Jak rzut uczciwą monetą. […] Prawdę mówiąc, to, co prawdopodobne i to, co nieprawdopodobne, rzadko występuje z tym samym prawdopodobieństwem”. [s. 95]

Prószyński i S-ka ma bardzo dobrą rękę do pozycji popularno-naukowych. Zarówno książki, które wydają w seriach, jak i te ukazujące się poza nimi, to zawsze pozycje starannie wybrane i świetnie zredagowane.

Nie inaczej jest z książką, z którą dziś przychodzę.

„Czy kości grają rolę Boga?” Iana Stewarda to świetna pozycja dla tych, którzy chcą oswoić niepewność, dowiedzieć się nieco o rachunku prawdopodobieństwa lub po prostu potrzebują gimnastyki umysłu.

„[…] losowość nie ma swojego źródła, po prostu jest”. [s. 309]

Bo też gimnastykę Steward zapewnia na wysokim poziomie!

Zresztą nie ma się czemu dziwić. Matematyk, autor wielu książek popularnonaukowych i SF, umie tłumaczyć nawet zawiłe zagadnienia, ale nie stosuje specjalnej taryfy ulgowej.
W jego „Czy kości grają rolę Boga?” przechodziłam od pytania, które postawił, do kolejnego, od problemu do problemu, od paradoksu do paradoksu i jeśli coś mi umknęło, robiłam krok w tył i szukałam brakującego kawałka wiedzy.

Uwaga, książka Stewarda to nie podręcznik ani tym bardziej historia rozwoju dziedziny matematyki zwanej „rachunkiem prawdopodobieństwa” – choć i o tym można się z niej sporo dowiedzieć. To raczej seria rozważań na temat niepewności. Bowiem aby sobie z nią poradzić, powstał rachunek prawdopodobieństwa. Jak to jednak bywa z nauką, otwarcie jednych drzwi pokazało, że przed nami znajduje się kilka innych, w dalszym ciągu zamkniętych. Im więcej wiemy, tym więcej dowiadujemy się o naszej niewiedzy.

Ostatnie zdanie książki Stewarda brzmi zresztą:

„Przyszłość pozostaje niepewna, ale nauka o niepewności jest nauką przyszłości”. [s.365]

No dobrze, ale po co komu taka wiedza?

Przecież można powiedzieć parafrazując Filozofa: niepewność jest, pewności nie ma!

Może żeby grać w totka i wiedzieć, że gra się dla funu, nie dla milionów? Żartuję oczywiście. Powodów, dla których warto sięgnąć po tę pozycję jest wiele, a muszę uprzedzić, że Steward jedynie zaczyna swoją opowieść od rachunku prawdopodobieństwa, a potem prowadzi nas przez teorię chaosu, niepewność kwantową, mówi o determinizmie, losowości i nieprzewidywalności. Pokazuje, jak powstają prognozy pogody i czym jest jej „przewidywanie”. Zabiera nas na giełdę i mówi, co ma do roboty matematyka na rynkach finansowych. Jak widzicie nic, co pomogłoby rozbić bank.

Ale pamiętajcie! To nie jest to książka o matematyce dla matematyków, to próba zastanowienia się dlaczego nasz mózg, skomplikowane narzędzie analityczne, wierzy czasem w straszliwe bzdury! Paradoksalnie część odpowiedzi, której Steward udziela, znajduje się właśnie w pojęciu „niepewność”.

„[…] kiedy otrzymujemy nową informację, oceniamy ją w kontekście naszych już istniejących przekonań. Jeżeli jesteśmy inteligentni, oceniamy również wiarygodność tej informacji. Gdy pochodzi ona z zaufanego źródła, szanse na to, że w nią uwierzymy, są większe, w przeciwnym razie są mniejsze. To, czy zaakceptujemy nową informację i odpowiednio zmodyfikujemy swoje przekonania, jest wynikiem wewnętrznych zmagań między tym, w co już wierzymy, tym, w jaki sposób nowa informacja odnosi się do tego, w co już wierzymy, oraz tym, jak dalece jesteśmy pewni, że ta informacja jest prawdziwa. Te zmagania często odbywają się na poziomie podświadomości […]” [s. 266-267].

I tak oto, od wiary w fakty/braku wiary w nie Ian Steward przechodzi z nami do sieci neuronowych i sztucznej inteligencji. Fantastyczna podróż, jeśli odbywa się ją z kimś takim, jak ten przewodnik, który zagląda i na salę sądową, i do laboratorium naukowego.

Nie spodziewałam się, że aż tyle znajdę w „Czy kości grają rolę Boga?” Iana Stewarda!

Sięgnęłam po nią po trosze, żeby uruchomić mózg, po trosze, żeby się się sprawdzić. Książki popularnonaukowe, po które zwykle sięgam to historia, biologia albo ewolucjonizm. Te wszystkie tematy oczywiście czasem zahaczają o matematykę, astronomię i fizykę, ale z rzadka zapuszczam się na zarezerowane jedynie dla tych dziedzin tereny. Nie czuję się na nich nazbyt pewnie.
Dlatego – w ramach gimnastyki zastałego umysłu – moja przygoda z rachunkiem prawdopodobieństwa, z kwantową niepewnością i tak dalej.

„Kiedy zdajemy sobie sprawę ze swojej ignorancji, możemy podjąć próbę poszerzenia naszej wiedzy, Jeśli jesteśmy ignorantami, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy, możemy tylko żyć złudzeniami”. [s. 360]

Innymi słowy – pozwoliłam, by Ian Steward i jego „Czy kości grają rolę Boga?” odarły mnie ze złudzeń.

Powiem Wam uczciwie – bolało, ale było przyjemne

Sama lektura był niezwykłą przygodą. Czytanie książek wygląda u mnie tak, że rzucam się na książkę i ją pożeram. Jeśli mi się podoba – czytam szybko, bo chcę natychmiast wiedzieć, co dalej. Jeśli mi się nie podoba, czytam, bo chcę mieć ją z głowy.
To, co uprawiałam w przypadku „Czy kości grają rolę Boga?” Iana Stewarda, to była lektura ostrożna. Najpierw nie byłam pewna swoich sił, później pojawiały się zagadnienia, które wymagały mojej pełnej uwagi. Czytałam zatem książkę Stewarda powoli, prawie dwa tygodnie, dawkując ją sobie jak gorzką czekoladę, którą uwielbiam.

I nie żałuję ani chwili.

„Fizycy zaczęli rozumieć, że materia w najmniejszej skali ma własną wolę. Może postanowić, że się zmieni – z cząstki w falę, z promieniotwórczego atomu jednego pierwiastka w całkiem inny pierwiastek – spontanicznie. Nie potrzeba żadnego czynnika zewnętrznego: po prostu się zmienia. Żadnych reguł. To nie do końca kwestia tego, że Bóg nie gra w kości, jak utyskiwał Einstein. To coś gorszego”. [s.308]

Published inFajną książkę wczoraj czytałam!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *