Człowiek szuka inspiracji. Człowiek czasem nawet je znajduje

Powiedzmy sobie jasno – tytuł nie jest najbardziej jasny. Za chwilę będzie lepiej.

Dużo czytam, ponieważ mózg jest jak lokomotywa: żeby produkował moc, musi dostawać paliwo.

Paliwem są słowa innych ludzi, rzeczywistość, zdarzenia, emocje. Bardzo często pomysły przychodzą z lektur.

Chcę rozumieć innych ludzi, żyjących w innych epokach, po to, by moi bohaterowie mieli odrobinę historycznej akuratności. W poszukiwaniu tejże „akuratności” przesłuchałam dwa audiobooki.

Pierwszy, ten którego nie polecam, to:

„Unmentionable. The Victorian Lady’s Guide to Sex, Marriage, and Manners” Therese Oneill.


I mam z tą pozycją duży kłopot.
Z jednej strony Autorka zebrała mnóstwo danych i przekopała się przez poradniki i pamiętniki z epoki wiktoriańskiej, z drugiej domniemamy „humor” z jakim prowadzi narrację łuszczy mi szkliwo z zębów.
Uwielbiam historię, zwłaszcza tą, która pokazuje to, czego wielkie dzieła o „wielkiej” historii nie pokazują. Dlatego cenię sobie szczegóły i informacje. Jak myto włosy? Jak korzystano z toalety? Jakie były ideały piękna? Jak kobiety radziły sobie, kiedy miały okres? Co jadły? Jak wyglądały ich kosmetyki? Dostaję odpowiedzi na te pytania, dostaję wiedzę, dane, nazwiska autorów dzieł medycznych i poradnikowych z epoki.
Dostaję też humor, którego nie mogę znieść. Czuję się, jakbym miała do czynienia z osobą nieco… rozkołysaną emocjonalnie. Ja wiem, że można sobie robić żarty z miesiączki, z użycia arszeniku w celach kosmetycznych, z mycia włosów jajkami, ale jeśli żartuje się z tego wszystkiego i jeszcze z kilkudziesięciu innych rzeczy jednocześnie, to nawet zapalony słuchacz traci cierpliwość.
Być może jest to kwestia tego, że narratorka audiobooka ma irytujący dla mnie timbre głosu? Być może tego, że trudno udawać wiktoriańską damę, mówiąc z wyraźnym akcentem ze Stanów Zjednoczonych (sorry, nie wiem jaki to jest konkretnie akcent, ale jestem pewna, że to ma znaczenie)? Betsy Foldes Meiman to niewątpliwie dobra aktora, grająca głosem, ale mnie po prostu drażni.

Co mnie jeszcze drażni w „Unmentionables”??

Therese Oneill ocenia XIX patrząc z bezpiecznej perspektywy wieku XXI. Doceniam akuratność historyczną i lubię, kiedy autorzy romansów, które czytam (czytam, a co?) nie udają, że ten XIX wiek, to taki zupełnie XXI tylko w krynolinach. Ale ciągłe powtarzanie, że wszystko było brudne i śmierdziało, jest równie irytujące, jak poczucie humoru Autorki. Kontekst się liczy. Kontekst!
Ogólnie rzecz ujmując: to pozycja dla wytrzymałych, chcących poprawić angielszczyznę oraz tych, którzy mają sporą tolerancję dla poczucia niekoniecznie humoru.

Drugi audiobook, który dla odmiany polecam gorąco to:

„Stephen Fry’s Victorian Secrets”, książka nagrana przez doskonałego brytyjskiego komika.

Brytyjskiego komika! Słuchanie tego akcentu jest … ech…
Warto go posłuchać, zapewniam!

Ale abstrahując od mojego lekko wstydliwego zasłuchania w melodię języka narratora, to przede wszystkim treść audiobooka chcę polecić.
„Stephen Fry’s Victorian Secrets” to taki sposób na popularyzację historii, jaki gorąco popieram. Łączy faktograficzną doskonałość, przemyślaną i różnorodną formę oraz humor w spójną całość. Dodam, że humor jest kostyczny, ironiczny, nienarzucający się i nieprzytłaczający treści.

Doskonała robota przy gromadzeniu materiału!

Autorzy John Woolf, Nick Baker nie tyle sami przekopali się przez wiktoriańską prasę, przez pamiętniki i listy z epoki, co oddali głos specjalistom i naukowcom. Zaprosili autorów wielu książek (w tym wspomnianej przeze mnie „Unmentionable”) do oprowadzenia słuchacza po fascynującej tematyce życia codziennego Brytyjczyków w czasie panowania długowiecznej królowej Wiktorii.
Autorzy ci spędzili całe życie na badaniu na przykład sposobów leczenia szaleństwa w Wielkiej Brytanii i potrafią o tym opowiadać w fascynujący i wciągający sposób. To właśnie autorzy książek wraz ze Stevenem Fry oprowadzają nas po miejscach, w których bez nich moglibyśmy się zagubić. Lub nigdy do nich nie zajrzeć.

Dzięki jednemu z takich autorów zaglądamy do jednego z większych szpitali dla obłąkanych i poznajemy historię kobiety, która spędziła w nim długie lata, nim ostatecznie została uznana za zdrową. Zastanawiamy się, co też mogło stać się w czasie nocy poślubnej tej kobiety, że… w jej konsekwencji musiała znaleść się w „azylu”. Zastanawiamy się, czy była chora, czy usunięto ją z drogi? Dowiadujemy się, jak oskarżenie o chorobę psychiczną były sposobem na zdobycie majątku ekscentrycznego krewnego.
Coś więcej? Poznajemy mroczne pogranicze szarlatanerii i medycyny: mesmeryzm. Uczestniczymy w seansie, dowiadujemy się, jak ta metoda „leczenia” była oceniana, jesteśmy w centrum dyskusji o niej.

„Stephen Fry’s Victorian Secrets” to dwanaście kapitalnie opowiedzianych i udokumentowanych fragmentów społecznej historii Wielkiej Brytanii,

dzięki którym możemy dowiedzieć się, nie tylko tego, jak ludzie z epoki postrzegali i popełniali zbrodnie, ale i jak byli za nie karani (nie, nie ma nic o Jack the Ripper, na szczęście), jak się upiększali, dbali o urodę i jak traktowali męski i kobiecy homoseksualizmu (nie, nie ma przypadku Oskara Wilde). Dostajemy kilka smacznych kąsków dotyczących Sherlocka Holmesa i zastanawiamy się, dlaczego epoka wiktoriańska uwielbiała „freak show” wszelkiego rodzaju.

No, zapomniałabym powiedzieć, że dzięki tej książce wiem, że wszystko, co utożsamiałam z „wiktoriańskim podejściem do seksu”, można włożyć między bajki.

Gorąco polecam ten audiobook. Świetna lekcja historii i świetna zabawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *