Skip to content

„Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI” Davida Granna

Last updated on 17 listopada 2021

„W artykule zatytułowanym „Czarna klątwa zawisła nad Osagami” dziennikarz „Literary Digest”, pisma o zasięgu krajowym, zauważył, że do członków plemienia „strzelano na łące i gdy siedzieli w samochodzie, innych truto, a nawet wysadzano w powietrze, kiedy spali w domu”. Dalej pisał: „Tymczasem klątwa wisi nad Osagami. I nikt nie wie, kiedy to się skończy”. Najbogatsi ludzie świata stali się najczęściej mordowanymi ludźmi świata.

Prasa nazwała później te zabójstwa „tak mrocznymi i okropnymi jak żadne inne w tym stuleciu” i „najkrwawszym rozdziałem w kryminalnej historii Ameryki”. [s.107]

No więc powiem od razu: dawno nie czytałam książki, która by mnie tak dotknęła.

My, Polacy z pewnego pokolenia, żyjemy zaczadzeni mitologią amerykańską. Oglądaliśmy albo westerny, albo domki na prerii, albo doktor Quinn, albo co tam jeszcze. Wielbiliśmy amerykańską way of life i zapisy ich konstytucji, dające wszystkim wolność i w możliwość pogoni za szczęściem. Nie chciało nam się – i dalej chyba nie chce – przyglądać temu bliżej.

Jak było naprawdę? Nie trzeba czytać „My, naród” Jill Lapore, czyli jednej z najlepszych, w miarę krótkich książek traktujących o historii USA (900 stron z hakiem, krótka jak na tematykę, którą porusza).

Wystarczy sięgnąć po taką książkę, jak „Czas krwawego księżyca” Granna. 

„Wszelkie próby rozwiązania zagadki spełzły na niczym. Z powodu anonimowych pogróżek sędzia pokoju zarzucił dochodzenie mające wyjaśnić przyczyny zgonów. Był tak przerażony, że prawie nie rozmawiał o morderstwach, schował się w pokoju na tyłach budynku i kazał zaryglować drzwi. Nowy szeryf hrabstwa nawet nie udawał, że zamierza zająć się tą sprawą”. [s.107]

Otóż wyobraźcie sobie, że mieszkacie w Oklahomie w latach XX ubiegłego wieku. Złoża ropy odkryto niedawno, wydobycie rusza z kopyta i fortuny rosną. Tyle że Oklahoma to terytorium Indian, między innymi Osagów.

Ludy, które zamieszkiwały Amerykę Północną, zanim tak wpadliśmy i zrobiliśmy in z życia jesień średniowiecza, zostały wyparte przez rząd USA i siłą przesiedlone na najbardziej niegościnne i pustynne tereny. Ot, do Oklahomy na ten przykład.

I w zasadzie wszystko byłoby ok (tak, wysiedlenie, śmierć, ubóstwo – to niezła definicja ok, prawda?), gdyby nie odkryto tej nieszczęsnej ropy. 

Jakieś 50 lat wcześniej – i nikt by się nie Indianami przejmował. Dokonano by kilku rzezi, przesiedlono wszystkich na Alaskę albo sprzedano by im kilka tysięcy kocy zakażonych tyfusem czy czymś równie ciekawym. Byłoby „po kłopocie”. Tak przecież się robiło, o co zatem chodzi?

Jednak przełom XIX i XX wieku był naznaczony zmianą mentalną.

Bezkarne zabijanie „dzikich” nie wchodziło w grę. Umowa to umowa i nawet politycy z Waszyngtonu musieli się trzymać traktatów spisanych z pierwszymi mieszkańcami Ameryki Północnej. A traktaty zapewniały, że tej ziemi Indianom zabrać nie można. Ale można kupować od nich prawo wydobycia ropy. I to się właśnie dzieje. Komu się udaje – kupuje. 

Osagowie, na których terenach leżą złoża roponośne – stają się bardzo bogaci. 

Jednakowoż nie mogą korzystać ze swojego bogactwa, ponieważ przepisy uważają ich za niezdolnych do zarządzania własnym majątkiem. Jeśli jesteś pełnej krwi Indianinem, musisz mieć kuratora, który zatwierdza wszystkie twoje wydatki. Czasem sytuacja nie jest zła, czasem jest tak tragiczna, że ty i twoje dzieci umieracie z głodu. Dokumenty potwierdzają i takie przypadki. Tak, tak było. 

„Im dłużej White przyglądał się przepływowi pięniędzy Osagów, tym więcej zepsucia widział dookoła. Chociaż niektórzy biali opiekunowie i administratorzy próbowali działać w interesie członków plemienia, nieporównywalnie więcej wykorzystywało system do okradania ludzi, których rzekomo chronili. Wielu opiekunów kupowało dla swoich podopiecznych towary po zawyżonych cenach we własnych sklepach lub magazynach. W zamian za łapówki kierowali podległych im Osagów do konkretnych sklepów i banków. Twierdzili też, że kupują domy i ziemię dla Indian, podczas gdy w rzeczywistości kupowali je dla siebie. Niektórzy wręcz jawnie ich okradali. W raporcie rządowym szacowano, że do 1925 roku opiekunowie przywłaszczyli sobie z kont swoich podopiecznych co najmniej osiem milionów dolarów. […] Ten tak zwany indiański interes, jak odkrył White, był przemyślana operacją przestępczą, w której uczestniczyły różne warstwy społeczne”. [s. 164-165]

Jednak nie to jest najgorsze.

W hrabstwie Osage zaczynają ginąć Indianie. Niektórzy są po prostu mordowani, inni truci. Władze nic nie robią, a jeśli znajdzie się ktoś, kto chce pomóc rodzinom w poszukiwaniu winnych – on też zostaje zamordowany. I winnych tego czynu także nie da się znaleźć. Sytuacja była taka, że nawet siły federalne umywały ręce. 

„Wiosną 1923 roku, po otrzymaniu prośby o pomoc, którą rada plemienia Osagów wysłała do Departamentu Sprawiedliwości, ówczesny dyrektor Biura Śledczego Burns (poprzednik Hoovera – dopisek ML) zlecił jednemu z agentów przeprowadzenie śledztwa w sprawie morderstw, których liczba wzrosła do co najmniej dwudziestu czterech. Agent spędził kilka tygodni w hrabstwie Osace, po czym doszedł do wniosku, że „kontynuowanie śledztwa jest bezcelowe”. Później kierowano tam również innych agentów, jednak na próżno. Osagowie musieli sfinansować część federalnego dochodzenia z własnych pieniędzy – suma ostatecznie sięgnęła dwudziestu tysięcy dolarów, co stanowiło odpowiednik dzisiejszych prawie trzystu tysięcy dolarów”. [s.119-120]

Historię opisaną w  „Czasie krwawego księżyca” Davida Granna poznajemy obserwując historię Mollie Burkhard – Indianki z plemienia Osagów, jej rodziny, z której przy życiu pozostaje tylko ona i jej mąż, biały osadnik Ernest Burkhard, oraz agenta Biura Śledczego (później FBI) Toma White. 

Grann kapitalnie opowiada tę dramatyczną historię

Na początku nic nie zapowiada tragedii. Później jest coraz więcej trupów, coraz więcej tropów i pytań. Stróże prawa niewiele mogą, Jeszce mniej chcą. Biali przyjaciele Indian Osagów łamią głowy nad tym, co się dzieje, ale prócz wynajmowania detektywów – niewiele mogą zrobić. Podobnie jak niewiele mogą zrobić biali mężowie Indianek, które tracą życie. Ot, żałują odejścia matek ich dzieci. 

Kiedy liczba śmierci przekracza 20 wybucha ogólnonarodowy skandal. Owszem, Indianie mogą być „niecywilizowanymi dzikusami”, mogą „nie być zdolni do zarządzania swoim majątkiem”, mogą być „pijakami i degeneratami”, ale nawet tacy ludzie są obywatelami USA i należy im się sprawiedliwość!

Tak…

 Do akcji wkracza zatem – tym razem wreszcie na serio – Biuro Śledcze, poprzednik dzisiejszego FBI. Instytucja, która kieruje już E.A. Hoover, ten idealny biurokrata i paranoik, nie ma dobrej prasy. Dopiero co przebrzmiał skandal, który prawie zakończył krótką historię Biura. Teraz Hoover potrzebuje na gwałt sukcesu. Na gwałt. Los Osagów go nie interesuje, los jego instytucji – jak najbardziej. Zadanie zbadanie tego, co się dzieje, otrzymuje Tom White, olbrzymi Teksańczyk, który dobiera sobie grupę (działająca głównie pod przykrywką, by móc zbadać prawdę) i zaczyna działać. 

To, co czeka go w Oklahomie, zadziwia nawet tego byłego Rangersa. 

Spisek. Najważniejsi obywatele hrabstwa Osage chcą przejąć prawa do wydobycia ropy, zatem po kolei zabijają cała rodzinę, do ostatniego członka. Po co? Co to ma dać? Otóż wiecie, po ostatniej z rodu, Mollie, odziedziczy wszystko jej mąż, Ernest. Tak. Mężowie także są w spisku, którego efektem jest śmierć ich żon, teściowych, przyjaciół, sąsiadów. 

To gorzka książka.

O chciwości, o lekceważeniu nie-białych, o podłości, o kryciu się nawzajem, o zbrodniach, które cieżko jest udowodnić i o świętym przekonaniu głównego winnego, że nic mu nigdy nie zagrozi, bo wszystkich ma w kieszeni, a jeśli nie, to wystarczy kulka i po kłopocie. 

Często pojawia się w książce Granna odniesienie do „starego Dzikiego Zachodu” z jego bezprawiem i korupcją. Jest to ironiczne, bo w końcu książka traktuje o latach 20. i 30. ubiegłego stulecia, nie o połowie XIX wieku. A jednak. 

Polecam książkę Granna. To nie tylko fascynująca opowieść o tragedii i bezduszności ludzi i machiny administracyjnej, ale i o początkowych latach FBI o o ludziach, którzy Biuro tworzyli. Świetnie udokumentowana, z przypisami, odnośnikami, ze zdjęciami, które pokazują bohaterów tej niepokojącej opowieści. 

„Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI” Davida Granna – warto! 

Published inFascynacje historyczneUncategorized

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *