Skip to content

„Coś głęboko ukrytego. Światy kwantowe i emergencja czasoprzestrzeni” Seana Carrolla, czyli – wow, napracowałam się czytając!

Last updated on 13 grudnia 2020

„ŚWIAT JEST FUNKCJĄ FALOWĄ” [s.43]

Jest dobry rodzaj zmęczenia, taki, który przychodzi razem z satysfakcją, bo po długim wysiłku udało się zrobić coś dobrego lub wartościowego. Kiedy odłożyłam „Coś głęboko ukrytego” Seana Carolla od wydawnictwa Prószyński i S-ka (dziękuję za książkę!) miałam właśnie takie uczucie.

To była bardzo, bardzo trudna lektura

Nie będę udawać, że jestem matematyki czy fizykiem, nie jestem. Lubię tzw nauki ścisłe na tyle, żeby trzymać rękę na pulsie wydarzeń i nie popełniać żenujących błędów w rozmowie z moimi znajomymi, nerdami/geekami/specjalistami. Ale i lubienie, i bycie jako tako na bieżąco nie oznacza, że każdą książkę popularnonaukową z dziedziny fizyki pochłonę i zrozumiem.

Nie.

Fajnie by było, chciałabym, aby tak było, ale niestety – nad większością z nich muszę się mocno pracować.

Tak było i z „Coś głęboko ukrytego” Seana Carrolla

Pracowałam, szperałam, cofałam się po własnych śladach i parłam do przodu. Warto było. Bardzo!

Książka S. Carrolla to pełna pasji „obrona” fizyki kwantowej i jednocześnie próba jej objaśnienia. To także podróż w czasie, pokazująca narodziny tej gałęzi fizyki oraz kontrowersje, spory i niezrozumienie, jakie zawsze ją otaczały. To fascynująca opowieść o meandrach rachunku prawdopodobieństwa, czarnych dziurach i cząstkach elementarnych. Powtórzę raz jeszcze: trudna, wymagająca, wciągająca. Książka, która stawia wymagania.

Najpierw zafascynowała mnie właśnie ta pasja Carrolla i samo to, że mechaniki kwantowej trzeba bronić.

Zawsze myślałam, że fakty bronią się same, a tu nie. Nie miałam także pojęcia, że zajmowanie się tą gałęzią fizyki jest uznawane za nieco… hmmmm za niewspomagające kariery oraz obniżające nadzieję na granty.

W naiwności swojej myślałam, że mechanika kwantowa, wyjaśniającą świat na jego bardzo podstawowym poziomie (mówię o fizyce, nie psychologii działania świata) cieszy się estymą, a młodzi adepci walczą o to, by dokonać na tym polu kolejnych odkryć. Otóż nie. Ciekawe, prawda?
Co jest powodem takich decyzji? Otóż skala trudności jakie stawia przed badaczami mechanika kwantowa. Wiemy, że działa, da się za jej pomocą opisać wyniki eksperymentów.

Ale nie wiemy JAK to wszystko się dzieje

Oczywiście – upraszczam, bo wiemy sporo, ale – dalej za mało.

Jak to się dzieje, że układ kwantowy zachowuje się inaczej kiedy jest obserwowany, inaczej – kiedy nie jest? „Wie”, że jest obserwowany? Skąd? Gdzie ma zmysły, które sprawiają, że tę wiedzę posiada? Co to znaczy „obserwacja”? Jakie znaczenie mają „narzędzia”? Co konkretnie wpływa na układ kwantowy?!

Książka Carrolla to nie tylko dyskurs o fizyce kwantowej, to także opowieść o strefach komfortu współczesnej nauki

Z tego punktu widzenia jest to bardzo niepokojąca pozycja. Wychowałam się w przekonaniu, że nauka sięga daleko, a rzeczy niewyjaśnione długo takimi nie pozostają, bo po prostu naukowcy nie poprzestają w wysiłkach, tylko szukają i szukają. I szukają. I robią to ad nauseam.
Nie, nie zawsze tak jest.
Spadłam z mojej optymistycznej chmurki.

Opadłam jeszcze niżej, kiedy okazało się, że nawet ci, którzy zajmują się mechaniką kwantową – różnią się w odpowiedzi na pytanie „jak to działa?”.

„Społeczność naukowców zajmujących się podstawami fizyki, w której pełno jest mądrych ludzi mających za sobą mnóstwo czasu poświęconego na rozważania nad tymi zagadnieniami, nie osiągnęła konsensusu w kwestii najlepszego podejścia do mechaniki kwantowej”. [s. 223]

Chyba czułam się spokojniejsza dysponując moją dotychczasową wiedzą i wiarą w „społeczność fizyków”, którzy – owszem – spierają się i nie zgadzają, ale pchają wózek zrozumienia do przodu.

Skoro ja nie rozumiem (większości z tego), to niech przynajmniej będzie ktoś, kto rozumie!

Ale humor znacznie poprawiły mi kubity i teoria wieloświatowa Everetta

(nie, żebym wszystko i od razu pojęła – nie przesadzajmy, to była praca intelektualna i ćwiczenie wyobraźni)

Kubity? Wieloświat? Czym się to je?

Jako że nie prowadzę wykładu z mechaniki kwantowej, tylko bloga, w którym dzielę się opiniami i spostrzeżeniami na temat tego, co czytam oraz opiniami innych o tym, co piszę – odpowiem cytatem:

„Zaletą teorii wieloświatowej jest jej prostota leżąca u podstaw u podstaw jej sformułowania: mamy tu funkcję falową, której ewolucja przebiega zgodnie z równaniem Schrödingera. Wszystko inne to tylko komentarz”. [s. 198]

Pewna wersja mnie, po wpisaniu odnośnika z numerem strony, pewnie dodała kilka zdań wyjaśnienia teorii wieloświatowej, ale ja w wersji „ja.7.01/14.12.2020” zamknęłam nawias i przeszłam dalej.

Od tego momentu kolejne wersje mnie mogą robić i robią, co tam im fizyka kwantowa nakazuje lub na co im pozwala.

Tak, innymi słowy odsyłam Was do książki 😎

Jest niezwykle trudna, absorbuje zasoby intelektualne – ale JEST ciekawa i inspirującą.

Jest jak długa jazda na rowerze, jedziesz, jedziesz, myślisz, że nie dasz rady i jednak udaje ci się wycisnąć z siebie więcej i wracasz do domu zmęczona, ale szczęśliwa.

„Coś głęboko ukrytego. Światy kwantowe i emergencja czasoprzestrzeni” Seana Carrolla od Wydawnictwa Prószyński i S-ka – bardzo zachęcam!

 

Published inCo teraz czytam? Czego słucham?

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *